RELACJE Z PODRÓŻY

Wyjazd rowerowy do Gruzji: PowerBike 2011



Autor: Agnieszka, Magda i Sławek
Data dodania do serwisu: 2012-03-06
Relacja obejmuje następujące kraje:

Oceń relacjęŚrednia ocenaIlość ocen
9.59 37

8/10/2011 sobota 1 dzień, zwiedzanie TBILISI

Nie mogliśmy trafić lepiej! W dniach 7-10 października odbywał się festiwal Tbilisoba - największe święto w stolicy Gruzji, wyjątkowo przesunięte na ten termin, ze względu na wizytę prezydenta Sarkozego.

Dzięki uprzejmości Pani dyrektor mieliśmy możliwość nocowania w polsko-gruzińskiej szkole w centrum miasta. Po dość długiej podróży z przesiadką i zmianach czasu ok. 7 rano dotarliśmy rowerami z lotniska do Tbilisi. Po rozpoznaniu okolicy i małej drzemce na podłodze między ławkami w jednej z klas szkolnych, należało odświeżyć umysł i ciało, a najlepszym sposobem jest wizyta w miejskiej łaźni – carskie banie (wybraliśmy ten rodzaj relaksu nie tylko z chęci ich zwiedzenia i zakosztowania kąpieli w wodzie siarkowej – po prostu w szkole nie było łazienki a w zlewach o ile leciała to tylko lodowata woda) Siarka czyni cuda. Zaszaleliśmy, za 40 lari mieliśmy do dyspozycji prywatną łaźnię na godzinę. Po wymoczeniu członków, należało koniecznie uzupełnić płyny. Udaliśmy się na miasto – szybko zostaliśmy zaczepieni przez młodą parkę z Gruzji która uraczyła nas dzbanem wina i licznymi opowieściami o Gruzji,  przyjaźni, miłości … itp. Różnice kulturowe nie były może znaczące ale niewygodne tematy zarówno my jak i oni elegancko przemilczaliśmy wznoszą przy każdej okazji kolejny toast!. Festiwalowa atmosfera, ludowe chóry, tradycyjne tańce, szaszłyk i wino – Gruzja przywitała nas gościnnie, pysznie i bezproblemowo, pierwsze wrażenia nastroiły nas pozytywnie na cała wyprawę, czuliśmy w kościach, że ten wyjazd będzie jednym z najlepszychJ. Po nocnym zwiedzaniu stolicy, powróciliśmy do szkoły. Nocny stróż przywitał nas z otwartymi ramionami - 2 wielkie butle domowej roboty pysznego wina , zagrycha i 3 litry piwa …. !!!  Chociaż żadne z nas nie umiało ani słowa po gruzińsku i rosyjsku, porozumiewaliśmy się beż żadnego kłopotu, zwłaszcza Sławek, który po kilku głębszych władał biegle w obu tych językach ;) … rano jednak nie był już taki skłonny do rozmowy … ;).

9/10/2011 niedziela 2 dzień TBILISI

Po trudach zwleczenia się z łóżek udaliśmy się na dalsze zwiedzanie miasta i pochłanianie festiwalowego klimatu.

Tego dnia odbywały się polskie wybory parlamentarne. Oczywiście należało spełnić obowiązek obywatelski i prawie z samiuśkiego rana, czyli po 12:00 dzierżąc w dłoniach zaświadczenie, udaliśmy się Aleją Szoty Rustawelego - reprezentacyjną ulicą miasta, do ambasady polskiej, oddać  głosy.

Przy urnie poznajemy przemiłych chłopaków z Gdańska, nie ma jak spotkać prawie 3tyś km od domu kolegów z dzielni Szybko znaleźliśmy wiele wspólnych tematów i okazało się, że mamy również podobne zainteresowania, które chcieliśmy pogłębić podczas wymiany zdań wieczorem …. Wiedzieliśmy, że spotkania winno – czaczowe mogą być „ciężkie”, ale nie ma to jak dysputa polsko – polska. Wino u „grubej Rity”, Chaczaturian, wyniki wyborów, nocne rozmowy Polaków do rana …

10/10/2011 poniedziałek 3 dzień Tbilisi – Mtskheta

Dlaczego nie lubimy poniedziałków?! (…) Jak to mówią na kaca najlepsza praca.  Po dwu dniowym zwiedzeniu Tibilisi, wyruszamy do starej stolicy Mtskhety. Droga okazała urokliwa ale wyjątkowo ciężka, mimo niedużego kilometrażu Poznajemy za to styl jazdy gruzińskich kierowców, czyli normą jest wyprzedzanie na trzeciego, czwartego pod górę, na zakręcie. Ale w tym szaleństwie jest metoda, samochody poruszają się sprawnie i szybkoJ Przez całą podróż nie widzieliśmy ani jednego wypadku, potrąconego człowieka, ani krowy. Dodam, że przebieganie przez autostradę też nie jest jakimś szczególnym wyczynem, można rzec normą No i trąbienie, na każdą okazję: „uwaga jadę!”, pozdrawiam, wyprzedzam, itd.  Mieliśmy wrażenie, że jak raz na 5min kierowca sobie nie zatrąbi to będzie chory, należy się do tego po prostu przyzwyczaićJ Dodam tylko, że obok pozdrawiających nas trąbieniem kierowców mamy na koncie również kilka pociągów, konduktorzy byli niezwykle z tego zadowoleni, my nie byliśmy gorsi odwdzięczając się dzwonkami.

To właśnie w dawnej stolicy zaliczyliśmy swój pierwszy raz z KHINKALI. Zrozumieliśmy, że nie zginiemy z głodu.

11/10/2011 wtorek 4 dzień cd. Gruzińska Droga Wojenna

Mtskheta – ANANURI – PASANAURI

Wypoczęci ruszamy Gruzińską Drogą Wojenną na spotkanie z Kazbegiem. Jest piękna pogoda, słońce praży, góry są pokryte przepięknymi jesiennymi kolorami, zbiornik Żinwalski ma niesamowity turkusowy kolor. Zwiedzamy Twierdzę Ananuri, z przełomu XVI i XVII wieku.

W drodze do Pasanauri mieliśmy pierwsze spotkanie z psami pasterskimi, o których słyszeliśmy/czytaliśmy niestworzone historie. Przed wyjazdem chcieliśmy ćwiczyć „pozycję żółwia” za radą któregoś z forumowiczów, kupować gaz pieprzowy tudzież paralizator. Na szczęście zdrowy rozsądek zwyciężył. Rzeczywiście o psach w Gruzji można by wiele napisać, bieda sprawia, że jest ich wiele, są zaniedbane, wygłodzone i włóczą się po ulicach, ale nie napadają hordami na ludzi. Smutny jest brak szacunku do tych stworzeń L Kaukazy obszczekiwały nas kilkukrotnie, na szczęście głośne okrzyki, a raczej nasze piski (dziewczyn ;) i dzwonek wystarczał, aby odstraszyć psisko. Tak i w tym przypadku pomogło głośne zachowanie, dzięki któremu nie była konieczna interwencja pasterza, który już biegł nam z pomoc.

Dojeżdżamy do Pasanauri, gdzie robimy zaopatrzenie w miejscowym sklepie i postanawiamy spędzić noc. Wieś wydawała się opustoszała, ale nic mylnego. Po tym jak zaczepiła nas starsza pani ciekawa skąd jesteśmy i jakie są nasze plany i z którą mogliśmy poćwiczyć nasz niezwykle bogaty w zasób różnorodnych słów rosyjski, okazało się, że rozmawiamy już z połową wsi. Dostajemy kilka ofert noclegu i butelek domowego wina. Ku rozczarowaniu Sławka nie decydujemy się na komnatę z świnkami i rozbijamy się koło rzeki.  Chaczapuri na kolację i khinkali zaspokaja nasze apetyty, wino od miejscowego jest idealnym dopełnieniem posiłku…..

Gruzińska Droga Wojenna – bardzo malownicza, przepiękna trasa biegnąca w poprzek Wielkiego Kaukazu. Rozciąga się na długości 208 km pomiędzy Tbilisi i Władykaukazem.

12/10/2011 środa 5 dzień cd.  Gruzińska Droga Wojenna, na spotkanie z KAZBEKIEM

Plan był „prosty” – dotarcie do Przełęczy Krzyżowej (2379m) i powrót. Ze względu na ograniczenia czasowe i górski teren stwierdziliśmy, że Kazbegi musimy odpuścić. Ale będąc w Gruzji planowanie nie ma kompletnie sensu A więc początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Ruszyliśmy z rana przepiękną trasą w stronę Gudauri. Serpentyny do przełęczy dały nam mega w kość, zwłaszcza, że słońce dodatkowo przypiekało niemiłosiernie. Kilka kilogramów można spokojnie zgubić na tej trasie, zwłaszcza jak wozi się na bagażniku cały dom. Kilka, no może trochę więcej przystanków na wyrównanie oddechu i  opłacało się. Zdecydowanie! Widoki zapierają dech w piersiach, dla takich pejzaży warto było się męczyć. Nie ukrywamy, że „wrażenie” na nas zrobił również punkt widokowy, radziecka, betonowa półrotunda pokryta nowoczesną mega kolorową mozaiką, przedstawiającą ważne momenty w historii kraju i sukcesy socjalistycznego budownictwa. Tutaj nasz plan zaczyna się walić. Zaczepieni przez Rosjan zmierzających do Władykałkazu zostaliśmy przekonani, aby zabrać się z nimi mini vanem do Kazbegi (aktualnie Stepantsminda) – rowery zabezpieczone sznurkiem na dach i jazda! W aucie kilogramy zakupionych ciuchów i artykułów spożywczych, płaczące dzieci …


Tak znaleźliśmy pod Kazbekiem
(5047 m n.p.m.), a nawet pod granicą z Rosją, gdyż kierowca stwierdził, że koniecznie musimy zobaczyć przepiękny monastyr na samej granicy. Monastyr nie był ładny, a myśmy mieli ok. 10km pod górę i wiatr do Kazbegi. Poddaliśmy się po ponad  7km kiedy to pedałując zaczynaliśmy jechać do tyłuL Nie wiemy czy musieliśmy wyglądać na zdesperowanych czy załamanych, ale złapaliśmy TiRa, który zmierzał do Tbilisi. Idealna podwózka, plan wykonany z nawiązką. Kazbegi zwiedzona, przełęcz obfocona, dotarcie dalej niż się zamierzało, do tego przyprawiająca o zawał serca podróż TiRem po serpentynach z wyprzedzaniem, trąbieniem i jadąc niekoniecznie zgodnie z przepisami. Zresztą o jakich przepisach mówimy?! Nocleg w Mtskhetcie. Chaczapuri i khinkali na kolacj do tego obowiązkowo butelka gruzińskiego wina …

13/10/2011 czwartek 6 dzień  Mtskheta – Uplisciche - GORI

Po noclegu u zaprzyjaźnionego już Gruzina w centrum, ruszamy do GORI. Pogoda lekko się popsuła, przywitały nas chmury i deszcz. Mimo tego droga była przyjemna, raz w górę, raz w dół. Posilamy się jedząc wszędzie rosnące winogrona. Przed Gori skręcamy zwiedzić skalne miasto w Uplisciche.

Do GORI dojeżdżamy już o zmroku. Tutaj mieliśmy ugadany nocleg w winnicy, z którego nic nie wyszło, ale w Gruzji nie dadzą Ci zginąć, kolega kolegi miał kolegę, u którego mieliśmy okazję posmakować 4-letniej Goni, którą robił gospodarz, twierdził, że wystarczą 3 „kielonki” i śpi się wybornie. Potwierdzamy …..  i polecamy

14/10/2011 piątek 7 dzień Gori  - Khashuri – BORJOMI

Zwiedzanie twierdzy, przejazd koło placu gdzie stał pomnik Stalina i zwiedzanie Muzeum Stalina.

Wbijamy się na pokaz wypiekania chleba.

Przejeżdżamy przez Khashuri, w którym jesteśmy atrakcją turystyczną. Oczywiście po chwili jak zaczepi nas jedna osoba, robi się zbiegowisko z licznymi pytaniami o wszystko. Starsza pani, żeby każdy nie musiał podchodzić, krzyczy na całe targowisko, że jesteśmy z Polski, więc już jest dobrze J Sławek w krótkich spodenkach, żarowiasto niebieskich tenisówkach i fioletowych skarpetkach skupia na sobie wzrok całej miejscowości (w Gruzji  mężczyzna w krótkich spodenkach …. to coś niespotykanego)Miejscowy taksówkarz żądny konwersacji po angielsku nie daje nam odjechać i koniecznie chce nam pomóc załatwiając nocleg w Borjomi. Twierdzi, że ma tam rodzinę, u której koniecznie musimy się zatrzymać, a na pożegnanie jako souvenir otrzymujemy po 2 lari. Sławek dobija targu na zakup czaczy i można ruszać dalej. Do Borjomi wjeżdżamy już po ciemku, ale w Gruzji nie dadzą zginąć ani zgubić. Po kilkuset metrach po wjeździe do miasteczka zaczepia nas facet w rozklekotanym aucie i przedstawia się jako wujek znanego nam z poprzedniej miejscowości taksówkarza. Nie wiemy jak nas znalazł ale jakoś znalazł... turystów na rowerach w górzystym kraju nie ciężko nie zauważyć. Zostajemy poczęstowani woda borjomi, serem, chlebem, który sami wypiekają i owocami. Sporych rozmiarów kilku pokojowy dom mieścił się praktycznie w centrum miasta. Brak kanalizacji, ogrzewania, ciepłej wody wydawał nam się czymś dziwnym .. tak jednak to wciąż w wielu przypadkach jest normą.

Borjomi - miasto uzdrowiskowe, kandydowało do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2014 roku, przegrało z Soczi, słynie z butelkowanej w tym uzdrowisku wody mineralnej "Borżomi” (źródło: Wikipedia)

15/10/2011 sobota 8 dzień VARDZIA

Kolejny raz musimy zweryfikować swój plan. Niestety, żeby wyrobić się czasowo, a jednocześnie zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc, musimy zdecydować się na wycieczkę samochodową do Vardzi. Zabrał nas tam oczywiście wujek taksówkarza. Po drodze przeżywamy mistyczne doświadczenia podczas modłów w Zielonym Monastyrze. Dalej zwiedzamy twierdzę Khertwisi (jedna z najstarszych fortyfikacji w regionie Samcche-Dżawachetia w południowej Gruzji, budowę twierdzy rozpoczęto w II wieku przed naszą erą).

Zwiedzanie skalnego miasta. Zostajemy również zaproszeni do napicia świętej wody ze źródła, z którego wodę piła również królowa Tamara. Przepiękne freski. Po powrocie udajemy się zwiedzić park zdrojowy i degustować wodę borjomi -tego dnia alkoholu nie piliśmy!



 

16/10/2011 niedziela 9 dzień Borjomi  - Kharagauli – KUTAISI

Trasa była przepiękna. Skręciliśmy na drugą pod względem hierarchii drogę po autostradzie o czym informował nas wielki piękny znak wielkości chyba 10m2J jakby co najmniej droga była tylko niewiele gorsza od autostrady. Niestety świadczył o niej tylko znak, zaraz za zabudowaniami, gdzie jeszcze gdzieniegdzie wystawało trochę asfaltu, zaczynał się zwykły szutr, błoto, kamienie, a świnki , krowy i owce poruszające się również tą drogą nie były niczym zaskakującym. Po kilku kilometrach pod górę mieliśmy prawie do samego Kharagauli zjazd w dół. Przepiękne widoki wynagradzały niedogodności wyboistej drogi. Cisza, spokój, tylko my i dzika natura. Tu drzewa były jeszcze soczyście zielone, las przypominał busz albo dżunglę. Dodatkowo byliśmy zadowoleni, że mieliśmy okazję pokonywać tą trasę do Kutaisi w dół a nie odwrotnie bo mogłoby być ciężko – jeden wielki podjazd.

W Kutaisi byliśmy ponownie po ciemku. Nie mieliśmy pomysłu na nocleg, ale długo nie musieliśmy sobie zaprzątać tym problem głowy. Zaczepił nas pewien pan, który zadzwonił po kolegów, którymi okazali się policjanci i zaproponowali nocleg na komisariacie!!!. Czemu nie, tam nas jeszcze było. Pod eskortą policyjnego radiowozu, zatrzymujemy się pod wypasionym posterunkiem mamy do dyspozycji osobny pokój z klimatyzacją, dostęp do kuchni, jest też prysznic z ciepła wodą !!!. Po kilku dniach braku dostępu do ciepłej wody czuliśmy się jak w raju. Po odświeżeniu się dostaliśmy mały upominek od panów policjantów w postaci butelki wody ognistej i ciastek. Żyć, nie umierać!

17/10/2011 poniedziałek 10 dzień USZGULI

Nie wiem skąd nam się to wzięło, ale myśleliśmy, że w jeden dzień dojedziemy, zwiedzimy Uszguli i wrócimy na bazę rowerem. Skutecznie do innej opcji przekonali nas policjanci - Radiowozem po drodze zwiedzając miasto, zostaliśmy podwiezieni na dworzec, skąd ruszały marszrutki. Musieliśmy dotrzeć do Zugdidi, tam przesiąść się na kolejną do Uszguli. W Zugdidi kiedy było już grubo po 12:00 dowiedzieliśmy się, że transport jest tylko do Mestii, skąd do Uszguli można dostać się tylko wynajętym jeepem. Nastawiając się na jednodniową wycieczkę i informując policjantów, że będziemy wieczorem tego samego dnia, zabierając ze sobą jedynie aparaty i portfele okazało się, że wypad jednodniowy zapowiadał się na trwający trochę dłużej. Ale być w Gruzji i nie widzieć Gór Swanetii to grzech! Decyzja była szybka i prosta jedziemy!. Trochę zmartwieni faktem, że policjanci mogą się o nas martwić spytaliśmy jednego z podróżnych czy można w jakiś sposób powiadomić ich, że nie dotrzemy na nocleg! W pomoc zaangażowała się spora część podróżnych … wykonali kilka telefonów do znajomych znajomych i zostaliśmy zapewnieni że wszystko jest ok i „no problem”! Podróż do Mestii zajęła ok. 4h. Obowiązkowy jak zawsze był godzinny postój w restauracji na posiłek. Nikt tu się nie spieszy, ani nie niecierpliwi, na wszystko jest czas.  W Mestii przesiadamy się na jeepa i ok. 20:00 jesteśmy w Uszguli, gdzie zostajemy już na noc. Gospodyni przygotowuje całą kolację na naszych oczach, jest wszystko z czego słynie Gruzja, chaczapuri, szaszłyki, warzywa, orzechy, no i oczywiście czacza. Toasty do dna, śpiewamy (po czaczy sami śpiewaliśmy gruzińskie pieśni, nie tylko słuchaliśmy ;)) i prowadzimy rozmowy o życiu oczywiście płynnie ;) po rosyjsku

Mestia razem z obszarem Górnej Swanetii wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zachowało  się wiele średniowiecznych baszt rodowych.

18/10/2011 wtorek 11 dzień USZGULI

Chcemy wstać jak najprędzej, żeby zwiedzić Uszguli i ruszyć w drogę powrotną. 7 rano okazuje się równie dobrą porą na biesiadowanie co wieczór. Czujemy, że nie wyjedziemy prędko. Przepyszne śniadanie, toasty, śpiewy , czacza, wino i piwo … Po 9:00 wtaczamy się! do samochodu. Po przejechaniu 300 m niespodziewanie zatrzymujemy się  bo nasz kierowca spotkał znajomego, który nie omieszkał poczęstować nas wszystkich (także kierowcę!) kolejnym kielonkiem czaczy! Przy narodowych melodiach odtwarzanych z płyt cv pomiędzy średniowiecznymi basztami rodowymi Uszguli uczymy się tańczyć gruzińskich tańców. Widoki w trakcie powrotu z powrotem były nieziemskie, a jazda samochodzem nad krawędziom przepaści spowodowały, że Sławek siedzący z przodu obok kierowcy, który także był w humorze ;) … zaczął się modlić ;) ! Dogadujemy się z kierowcą, że jeepem zawiezie nas do Zugdidi, bo marszrutka jest jedna i to o 6 rano a na kolejny nocleg poza komisariatem nie możemy sobie pozwolić Gdybyśmy mieli więcej czasu, zostalibyśmy w górach. Ten koniec świata ma niezwykłą magię. Kto nie był w Swanetii ten nie zna Gruzji. !.

USZGULI - jest uważane za najwyżej położoną osadę Europy. Wioska znajduje się na wysokości 2200 m n.p.m., u stóp najwyższej góry Gruzji – Szchary (5068 m n.p.m.), słynie z charakterystycznych wież mieszkalno-obronnych (źródło: Wikipedia)

19/10/2011 środa 12 dzień Kutaisi – BATUMI 

BATUMI,ECH BATUMI...
HERBACIANE POLA BATUMI.
CYKADAMI DŹWIĘCZĄCY ŚWIT,
ŚWIADKIEM BYŁ SZCZĘŚCIA CHWIL…

Po drodze zaczął lać deszcz. Tak też zwiedzamy Batumi, trzecie co do wielkości miasto kraju. Przypomina trochę nasz Sopot ale jest bardziej egzotyczne , trochę kiczowate i strasznie kolorowe … podświetlony jest niemal każdy budynek w każdym możliwym kolorze i każda palma … Biorąc pod uwagę burzę i trochę zakłopotani co dalej począć decydujemy się wykonać telefon do poznanego wcześniej w Mtskhetcie Gruzina mieszkającego w Poti „niedaleko” Batumi – nie mieliśmy wyjścia przyjechał do Batumi, załatwił nam nocleg który opłacił, zafundował kolację i poobwoził po całym Batumi gdzie tylko chcieliśmy. Kochamy gruzińską gościnność.

20/10/2011 czwartek 13 dzień Batumi – Tbilisi

Po dojechaniu w strugach deszczu na dworzec w Batumi okazało się, że nie ma możliwości dojazdu do Tibilisi ponieważ jedyny pociąg jaki w tym czasie kursował nie był wstanie pomieścić naszych rowerów. Jedyną możliwością okazała się marszrutka, w która oprócz kierowcy, nas i rowerów już nie zmieścił się nikt. Ściśnięci na tylnych siedzeniach między rowerami uraczyliśmy się czaczą i słuchaliśmy przebojów Shakiry ;) … ! 

Jedyne co możemy napisać o tym dniu to czacza, czacza, i jeszcze raz czacza …… ;)

21/10/2011 piątek 14 dzień TBILISI – Sighnaghi

Obudziliśmy się w Tibilisi!!! Postanowiliśmy jechać do Kachetii, kraina winem i czaczą płynącej. Droga okazała się przepiękna ale strasznie wyczerpująca biorąc pod uwagę trudy dnia poprzedniego. Udaje nam się przez zaczepienie znaleźć się w super noclegu, guest housie, gdzie wino i czacza jest w cenie noclegu. Pod wieczór udaliśmy się na zwiedzanie miasteczka i wykwintną kolację.

22/10/2011 sobota 15 dzień Sighnaghi-Alaverdi- Sighnaghi   

Przepiękna pogoda i trasa.  Ruszamy w stronę Telawi, w tle mamy szczyty gór i lodowców.

Zwiedzamy Alaverdi - Katedra jest jedną z najwyższych świątyń Kaukazu (drugi  co do wysokości , ponad 55 m budynek  kościelny w Gruzji). Pod katedrą zostajemy zaczepieni przez Azerów urządzających sobie piknik. Częstują nas jedzeniem i winem …… W drodze powrotnej dojeżdżamy pod stopy miasteczka, znajdującego się na ogromnej górze. Udaje nam się złapać stopa, którym podjeżdżamy wraz z rowerami kilka kilometrów do miasteczka. Jesteśmy w domu koło północy, wycieńczeni ciężką i długą jazdą od razu idziemy spać.

23-24/10/2011 niedziela 16 dzień Sighnaghi -Tibilisi

Zwiedzanie urokliwego miasteczka. Jedziemy do córki , współwłaścicielki guest housu do jej domu na kolację  i zobaczyć jak się robi winoJ Mamy okazję uczestniczyć w każdym z etapów, od zrywania winogron, po degustację gotowego trunku.  Degustacja, śpiewy i tance trwają do późna …. Rano wyczerpani wracamy do Tibilisi.

25/10/2011  wtorek  18 dzień Tbilisi

Ostatni spacer, ostatnie chaczapuri. Pakowanie. Przed wylotem do kraju wypadało by się odświeżyć udajemy się ponownie do  łaźni, gdzie prócz kąpieli w gorących źródłach zostajemy wymyci, wymasowani i dosłownie podeptani. Wracamy do kraju usatysfakcjonowani z przejazdu ponad 800 km na rowerach, w pełni zrelaksowani i mimo wszystko wypoczęci z nowymi wspaniałymi doświadczeniami a przede wszystkim z poczuciem spełnienia jednego z naszych marzeń – zwiedzenia i poznania Gruzji.

Dziękujemy za wsparcie: biuru podróży CZAJKATRAVEL.PL, restauracji MałaGruzja z Warszawy, wytwórni win Amirani Polska, Cyklotur.pl, 3Sports, polskiej szkole w Tibilisi oraz wszystkim partnerom i patronom medialnym.


Specjalne podziękowania kierujemy do biura podróży CZAJKATRAVEL.PL
Dzięki okazanemu wsparciu możliwa była realizacja naszych marzeń i pasji – połączenia sportu z podróżowaniem. Idea rozwoju fizycznego, poznawania obcych kultur i zwiedzania nowych zakątków świata jest bardzo ważna. Sport i podróże to zwłaszcza dla młodych ludzi jedna z dróg rozwoju i samorealizacji.

Wszystkim, którzy pragną odwiedzić Gruzję na rowerach czy bez nich, polecamy biuro podroży CZAJKA TRAVEL

Więcej informacji i zdjęć dostepnych jest na stronie internetowej PowerBIKE pod linkiem: 

http://www.facebook.com/PowerBIKE.MocRoweru

PowerBike: Agnieszka, Magda i Sławek

powrót do początku strony