SARDYĹSKA MAJÓWKA
Zima stulecia teoretycznie dobiegĹa koĹca, ale wiosna teĹź nie rozpieszczaĹa.
SARDYĹSKA MAJÓWKA
Zima stulecia teoretycznie dobiegĹa koĹca, ale wiosna teĹź nie rozpieszczaĹa. Kwietniowe opady Ĺniegu z deszczem i temperatury bliskie zeru wyjÄ tkowo motywujÄ do szczegóĹowego analizowania rozkĹadu lotów tanich linii lotniczych. Szczerze mówiÄ c, w okresie kiedy brak sĹoĹca, jest to mój ulubiony sposób na walkÄ z depresjÄ . Tym razem otwarcie nowego poĹÄ czenia lotniczego z WrocĹawia do Mediolanu, przez mojego ulubionego przewoĹşnika, a niekiedy i gĹównego „sponsora” podróĹźy (bilet lotniczy za 1 grosz to nie fikcja)– Ryanair – stworzyĹo caĹkiem nowe drogi do eksploracji poĹudnia Europy. PotrzebowaĹam na to trochÄ czasu, ale w koĹcu udaĹo siÄ znaleĹşÄ idealne poĹÄ czenie: WrocĹaw – Mediolan Bergamo – Cagliari Sardynia – Bruksela Charleroi – WrocĹaw. Wylot 10 maja 2010 powrót 19 maja 2010, czas oczekiwania na poĹÄ czenia na lotniskach ok. 3 godzin, cena za 1 bilet w obie strony z bagaĹźem podrÄcznym ok.300 zĹ. Jeszcze szybka analiza miejsca:

Jest idealnie: morze, góry, Ĺrednia temperatura powietrza w maju 23 stopnie, temperatura morza 18 stopni, jeszcze telefon do przyjacióĹ, którzy nigdy nie odmówiÄ udziaĹu w wyprawie i lecimy....
MiesiÄ c, który pozostaĹ do wylotu upĹynÄ Ĺ nam na poszukiwaniu informacji o Sardynii, co okazaĹo siÄ wcale nie tak Ĺatwa sprawÄ . Nie znajdziemy w ksiÄgarniach zbyt wielu przewodników po tej wyspie, a o mapach gór, które zamierzaliĹmy chociaĹź trochÄ poznaÄ, moĹźna tylko pomarzyÄ. UtwierdziĹo nas to w przekonaniu, Ĺźe wybraliĹmy dobry kierunek podróĹźy, bo nie dla nas przepeĹnione kurorty, betonowe plaĹźe, i all inclusivy. W internecie moĹźna znaleĹşÄ wszystko, a wiÄc teĹź i sporo informacji o tej maĹo popularnej wĹród naszych rodaków wyspie. Dla osób wybierajÄ cych siÄ na SardyniÄ waĹźna jest informacja, Ĺźe Sardynia co prawda administracyjnie naleĹźy do WĹoch – od 1948 ma status regionu autonomicznego, ale przez wieki bÄdÄ c pod wpĹywem Fenicjan, Rzymian, Arabów, KataloĹczyków i w koĹcu WĹochów, zachowaĹa sporÄ odrÄbnoĹÄ kulturowÄ i niezaleĹźnoĹÄ. JÄzykiem urzÄdowym jest wĹoski, ale jÄzyk sardyĹski jest w powszechnym uĹźyciu, a wiÄkszoĹÄ mieszkaĹców bardziej czuje siÄ SardyĹczykami niĹź WĹochami. W kontaktach z „tubylcami” warto o tym pamiÄtaÄ. Wyspa, jak nam siÄ wydawaĹo, jest niewielka ma 272 km dĹugoĹci i 144 szerokoĹci i jest drugÄ pod wzglÄdem wielkoĹci wyspÄ Morza Ĺródziemnego. ZaĹoĹźyliĹmy, Ĺźe nasza wyprawa ma mieÄ charakter turystyczno - wypoczynkowy, i zaczÄliĹmy poszukiwania dogodnego miejsca na zaĹoĹźenie „obozu”. Szybko sprecyzowaliĹmy warunki konieczne takiego miejsca: nad morzem, ale blisko gór, dobra komunikacja z caĹa wyspÄ , niska cena, ale w miarÄ komfortowe warunki. Wbrew pozorom poszukiwania nie byĹo szczególnie trudne, istnieje wiele stron, np.
http://www.sardegna.com
http://www.paradisola.it
http://www.rent-sardinia.com
które oferujÄ , szczególnie przed sezonem, sporo tanich i przyjemnych noclegów, od popularnych campingów, których standard zdecydowanie przewyĹźsza znane nam krajowe, przez „wioski turystyczne”- (Village Turistico – chyba wĹoski wynalazek), apartamenty, aĹź do piÄciogwiazdkowych hoteli – dla kaĹźdego wedĹug potrzeb. Wybór padĹ na wioskÄ turystycznÄ (Village Turistico) Porto Corallo w pobliĹźu miejscowoĹci Villaputzu na wschodnim wybrzeĹźu – http://www.portocoralloresidence.it.
O wyborze zadecydowaĹa nie tylko urocza nazwa ale, przede wszystkim cena i caĹkiem dobre poĹoĹźenie jako punkt wypadowy do zwiedzania wyspy. Za 9 noclegów w bardzo Ĺadnym dwupoziomowym domku z dwoma sypialniami dwoma Ĺazienkami i tarasami z widokiem na morze, zapĹaciliĹmy 458 Euro - do podziaĹu na cztery osoby. Jest to cena podstawowa nie obejmujÄ ca np. takiego luksusu jak telewizor, jeĹli ktoĹ nie wyobraĹźa sobie wakacji bez telewizji, za niewielkÄ dopĹatÄ moĹźe go sobie wypoĹźyczyÄ. Zamiast telewizora wynajÄliĹmy samochód, co jak siÄ okazaĹo na miejscu jest najlepszÄ i chyba jedynÄ moĹźliwoĹciÄ sprawnego poruszania siÄ po wyspie. Istnieje oczywiĹcie komunikacja publiczna, ale jeĹli chce siÄ dotrzeÄ w maĹo uczÄszczane a jednak ciekawe miejsca, o transporcie publicznym moĹźna zapomnieÄ. SkorzystaliĹmy z oferty firmy http://www.autoeurope.pl , koszt wynajÄcia Fiata Punto z klimatyzacjÄ na 9 dni w maju to ok. 200 Euro.
Zaliczki za nocleg i samochód zostaĹy zapĹacone, stroje kÄ pielowe kupione, urlopy zaĹatwione, symulacja spakowania siÄ na 9 dniowÄ wyprawÄ w bagaĹź podrÄczny wielkoĹci 55 cm x 40cm x 20 cm, z maĹymi problemami, ale zaliczona, nawet kurs euro osiÄ gnÄ Ĺ akceptowalny poziom, tylko ta natura.....8 maja chmura pyĹu wulkanicznego przykryĹa dokĹadnie trasÄ naszego przelotu. ObserwowaliĹmy jak po kolei zamykajÄ siÄ lotniska w Cagliari, Mediolanie, i na caĹym wybrzeĹźu Morza Ĺródziemnego. WrocĹawskie lotnisko czekaĹo na decyzjÄ o zamkniÄciu, ale ciÄ gle dziaĹaĹo – wiadomo WrocĹaw zawsze poddaje siÄ ostatni. SzukaliĹmy alternatywnych dróg dotarcia na SardyniÄ, ale nic poza pokonaniem Morza TyrreĹskiego wpĹaw nie byliĹmy w stanie znaleĹşÄ, miejsca na promach juĹź dawno zostaĹy wykupione. Na szczÄĹcie wieczór przed odlotem przyniósĹ zmianÄ pogody, padaĹ deszcz i wiaĹ silny wiatr, chmura pyĹu przemieszczaĹa siÄ na wschód odsĹaniajÄ c SardyniÄ i Mediolan, ale zasĹoniĹa teraz poĹudnie Polski razem z WrocĹawiem. Rano przed odlotem, liczÄ c na cud sprawdziĹam w internecie odloty z lotniska w Mediolanie Bergamo, i nie mogĹam uwierzyÄ ale, samolot którym mieliĹmy odlecieÄ z WrocĹawia do Mediolanu, wĹaĹnie byĹ w drodze do WrocĹawia, zaczÄĹam szykowaÄ kanapki na drogÄ !!
WrocĹaw poĹźegnaĹ nas deszczem, wiatrem i jesiennÄ pogodÄ , a lotnisko w Mediolanie Bergamo powitaĹo wielkim tĹumem ludzi, którzy od kilku dni koczowali tu w oczekiwaniu na samolot. Gdzieniegdzie porozstawiane byĹy jeszcze Ĺózka polowe, na których ofiary wulkanu Eyjafjoell spÄdziĹy kilka dni swoich wakacji. Jeszcze krótki lot i lÄ dowanie w Cagliari na pasie lotniska wychodzÄ cym prosto w morze. Podczas podejĹcia do lÄ dowania moĹźna podziwiaÄ turkusowy kolor wody i bogate Ĺźycie podwodne w strefie przybrzeĹźnej, oglÄ danie szczegóĹów dna morskiego z okna samolotu – to jak dla mnie troszkÄ za duĹźa atrakcja. Samochód z wypoĹźyczalni juĹź na nas czekaĹ i byÄ moĹźe widok nowiutkiego bĹyszczÄ cego Punto z przebiegiem 1000 km, w innych okolicznoĹciach uradowaĹby nas niezmiernie, ale nie tym razem. JesteĹmy co prawda na Sardynii, ale nie zapominajmy, Ĺźe to ciÄ gle WĹochy, i poĹudniowy sposób jazdy, który mieliĹmy juĹź okazjÄ wczeĹniej poznaÄ. Trudno, niestety w wypoĹźyczalni nie byĹo brzydszego samochodu, oby bogowie nad nami czuwali, inaczej nie zobaczymy juĹź kaucji. Przy okazji kaucji za samochód, która miaĹa byÄ zablokowana na karcie kredytowej, okazaĹo siÄ Ĺźe bardzo miĹy pan z obsĹugi nie jest w stanie tego uczyniÄ poniewaĹź musi wpisaÄ nasze nazwiska obfitujÄ ce w polskie znaki „Ĺ” „Ä” „Ĺ” itp. do jakiejĹ bazy, a niestety jego klawiatura nie posiada tychĹźe liter, chcÄ c nie chcÄ c, musieliĹmy uiĹciÄ kaucjÄ w gotówce, co powaĹźnie uszczupliĹo nasze zapasy walutowe. JadÄ c na SardyniÄ, trzeba byÄ przygotowanym na to, Ĺźe SardyĹczycy sÄ miĹoĹnikami kaucji, pewnie w piÄciogwiazdkowych hotelach nie ma takiego zwyczaju, ale w Villagio Turistico, jak najbardziej. I nie naleĹźy byÄ zdziwionym, kiedy zaproponujemy zaĹoĹźenie blokady na okreĹlonÄ sumÄ na naszej karcie kredytowej, a zdziwiona pani recepcjonistka odpowie: only cash !
Z CAGLIARI DO PORTO CORALLO
WsiedliĹmy do pachnÄ cego nowoĹciÄ Punto i ruszyliĹmy drogÄ nr125 wytyczonÄ jeszcze przez Rzymian w kierunku Porto Corallo, oddalonego od Cagliari o ok. 75 km. Pokonanie tej trasy zajmuje ok. 2 godzin.
KrÄta górska droga przez masyw Sarrabus poprzecinany kanionami rzeki Flumendosa, dostarcza niezapomnianych wraĹźeĹ i jest sporym wyzwaniem, zwĹaszcza kiedy trzeba uwaĹźaÄ na nieustraszonych kierowców i zwierzÄta wspóĹuczestniczÄ ce w ruchu. Widok kóz pasÄ cych siÄ na poboczu drogi, czy krów stojÄ cych na póĹce skalnej w pierwszej chwili zaskakuje, po kilku dniach jest po prostu zwykĹym widokiem.
Do Porto Corallo dotarliĹmy o zmierzchu, po zaĹatwieniu wszystkich formalnoĹci i wpĹaceniu kaucji, udaĹo nam siÄ odnaleĹşÄ jedynÄ jak siÄ okazaĹo póĹşniej, dziaĹajÄ cÄ restauracjÄ. Przy prawdziwej wĹoskiej pizzy (od 5-10 E w zaleĹźnoĹci od dodatków) i sardyĹskim winie zakoĹczyliĹmy pierwszy dzieĹ wyprawy.
Rano obudziĹ nas szum morza i sĹoĹce przedzierajÄ ce siÄ przez drewniane Ĺźaluzje, widok z tarasu wynagrodziĹ trudy podróĹźy
PostanowiliĹmy dzieĹ przeznaczyÄ na rekonesans najbliĹźszej okolicy i zgromadzenie zapasów ĹźywnoĹci. Nasze Villago okazaĹo siÄ caĹkowicie opustoszaĹe, oprócz naszej czwórki mieszkaĹo tu kilka osób, sÄ dzÄ c z wyglÄ du Skandynawów i Niemców. Prawdziwy sezon turystyczny zaczyna siÄ na Sardynii pod koniec maja, przybywa turystów, a ceny za apartamenty wzrastajÄ kilkakrotnie. WzrastajÄ teĹź temperatury, ze Ĺredniej 23 stopnie w maju do Ĺredniej w czerwcu 28 a w lipcu 31. Nam po zimie stulecia, 25 stopni w zupeĹnoĹci wystarczyĹo do plaĹźowania i kÄ pieli w morzu, mimo przeraĹźonych spojrzeĹ SardyĹczyków, którzy przechadzali siÄ brzegiem morza w swetrach i puchowych kamizelkach.
WybrzeĹźe wyspy jest piÄknie uksztaĹtowane, strome zbocza poroĹniÄte makiÄ – zaroĹlami skĹadajÄ cymi siÄ ze skarlaĹych drzew i krzewów, schodzÄ cych do samego brzegu morza, brzeg jest kamienisty, ale w zatoczkach osĹoniÄtych od wiatru znajdziemy piÄkne piaszczyste plaĹźe.
WybrzeĹźe:

Nasza „prywatna” plaĹźa:
SkaĹy poddane erozji i dziaĹaniu morza tworzÄ niesamowite ksztaĹty i faktury
Zachwyca teĹź piÄkna Ĺródziemnomorska roĹlinnoĹÄ, moje ulubione kwiaty w ksztaĹcie szczotki do mycia butelek – wyjaĹnienie dla mĹodszych czytelników: kiedyĹ myĹo siÄ butelki od mleka specjalnymi szczotkami :-)
i otoczenie domków campingowych w villagio:
kaktusy przybierajÄ ciekawe ksztaĹty:

a niektóre roĹlinki nie doĹÄ, Ĺźe Ĺadne to majÄ maĹe wymagania i potrafiÄ wyrosnÄ Ä wprost ze skaĹy:
Do odwiedzenia pobliskiego miasteczka Villaputzu tak zachÄcÄ przewodnik: „wĹaĹcicielem miejscowoĹci byĹ niegdyĹ Giovanni Maria Visconti, który zasĹynÄ Ĺ jako okrutnik. HodowaĹ sfory psów, które uczyĹ poĹźerania ludzi Ĺźywcem” - nie moĹźemy nie odwiedziÄ takiego miejsca. Samo miasteczko nie zachwyca, ale moĹźna znaleĹşÄ kilka ciekawych miejsc, o których milczÄ przewodniki, np. ciekawy koĹcióĹ z charakterystycznym dla tego regionu dachem:
oraz klimat prawdziwego Ĺźycia w stylu poĹudniowym:
W Villaputzu jest teĹź market, w którym moĹźna uzupeĹniÄ zaopatrzenie. Ceny ĹźywnoĹci sÄ trochÄ wyĹźsze niĹź w Polsce, ale za to asortyment moĹźe przyprawiÄ o zawrót gĹowy nawet umiarkowanego miĹoĹnika kuchni wĹoskiej. W kaĹźdym sklepie kupimy ser pecorino w kilkunastu odmianach, ricottÄ czy kilkanaĹcie odmian sera koziego i owczego, szynkÄ parmeĹskÄ i mnóstwo pysznych produktów, których nazw nie jestem w stanie tutaj przytoczyÄ, a których warto spróbowaÄ. W sklepie, w którym siÄ zaopatrywaliĹmy niestety nie byĹo sera Casu Marzu – dziurawionego przez Ĺźywe larwy owadów. WspominajÄ o nim wszystkie przewodniki,wzbudziĹ wiÄc, czemu chyba trudno siÄ dziwiÄ, nasze spore zainteresowanie graniczÄ ce nawet z chÄciÄ spróbowania tego przysmaku, poszukiwania jednak zakoĹczyĹy siÄ fiaskiem. CzyĹźby surowe europejskie przepisy sanitarne zabiĹy kolejnÄ lokalnÄ maĹo higienicznÄ atrakcjÄ kulinarnÄ ? Sklep to nie tylko miejsce, gdzie robi siÄ zakupy, to miejsce spotkaĹ towarzyskich, wymiany informacji, pogawÄdek ze sprzedawcami, sÄ siadkami, poĹpiech nie jest mile widziany, a kupienie i krojenie plastra sera czy szynki to prawdziwa ceremonia, na zakupy trzeba zarezerwowaÄ sporo czasu i uzbroiÄ siÄ w cierpliwoĹÄ. Raz w tygodniu odbywa siÄ targ na którym moĹźna w bardzo przystÄpnych cenach kupiÄ owoce i warzywa. Maj to koĹcówka zbiorów pomaraĹczy, kilogram owoców prosto z sadu kosztuje od 0,5-1 Euro.
Przy drodze miÄdzy Porto Corallo a Villaputzu stoi Torre Murtas jedna z setek wieĹź obronnych, znajdujÄ cych siÄ na wybrzeĹźu.

WieĹźe zostaĹy wybudowane podczas hiszpaĹskiego panowania na wyspie w XVI-XVII wieku, jako system fortyfikacji majÄ cych chroniÄ wybrzeĹźe przed napaĹciami arabskich piratów. CzÄĹÄ wieĹź jest udostÄpniona do zwiedzania, czÄĹÄ, szczególnie te znajdujÄ ce siÄ w trudno dostÄpnych miejscach moĹźna podziwiaÄ tylko z oddali.
SARDYNIA PODZIEMNA
Kolejny dzieĹ nie budzi nas sĹoĹcem, tylko jakby znajomÄ deszczowÄ pogodÄ , na szczÄĹcie jest caĹkiem ciepĹo. Po szybkiej naradzie wybieramy cel wyprawy: uciekamy przed deszczem pod ziemiÄ - jedziemy do jaskini Grotte di Su Marmuri nieopodal miasta Ullassai.
Do pokonania jest trasa ok. 60 km, czÄĹciowo po nowo budowanej trasie szybkiego ruchu, a czÄĹciowo po krÄtych górskich drogach. Droga szybkiego ruchu SS125, powstaje w tempie jakie znamy z naszego kraju, przy czym Euro 2012 odbÄdzie siÄ w Polsce, wiÄc tutaj poĹpiechu nie ma...Na próĹźno szukaÄ map, na których naniesiono by istniejÄ ce juĹź odcinki nowej drogi w sposób zgodny z rzeczywistoĹciÄ . Jak dowiedzieliĹmy siÄ w sklepie przypominajÄ cym sklep papierniczy znany nam z koĹcówki lat 80 w Polsce, jak skoĹczÄ budowÄ to naniosÄ na mapy. Do tego czasu trzeba przyjÄ Ä zasadÄ: jak siÄ jedzie drogÄ szybkiego ruchu to znaczy, Ĺźe ten odcinek jest juĹź skoĹczony, jak siÄ koĹczy i trzeba zjechaÄ na wÄ skÄ górskÄ drogÄ, to znaczy Ĺźe tego kawaĹka jeszcze nie ma. Miasteczko Ulassai jest malowniczo poĹoĹźone, a w zasadzie wyglÄ da jakby zostaĹo zawieszone pod skaĹami
Z miasteczka prowadzi doĹÄ dobrze oznakowana droga do jaskini, w sezonie wejĹcia odbywajÄ siÄ doĹÄ czÄsto, zwiedzanie trwa okoĹo godziny, przewodnik mówi w jÄzyku angielskim i wĹoskim, szczegóĹowe informacje na stronie:http://www.ogliastraontheweb.it/sumarmuri.htm.
Trzeba przyznaÄ, Ĺźe jaskinia robi wraĹźenie, skĹada siÄ z kilku sal, najwiÄksza Grande Sala ma 70 metrów dĹugoĹci i 30 metrów wysokoĹci, ciekawa jest teĹź Sala del Cactus nazwana tak od stalagmitów, które przybraĹy ksztaĹt kaktusów. Po zwiedzeniu jaskini nabraliĹmy chÄci na jakiĹ wiÄkszy posiĹek, zachÄceni przewodnikowymi opisami wspaniaĹoĹci kuchni SardyĹskiej udaliĹmy siÄ na poszukiwanie restauracji. Nie wziÄliĹmy pod uwagÄ jednak, Ĺźe obiad w rozumieniu ciepĹego kilkudaniowego posiĹku jada siÄ na Sardynii bardzo póĹşnym wieczorem. W typowej dla nas porze obiadowej, a wiÄc jeszcze przed zachodem sĹoĹca, moĹźna co najwyĹźej zjeĹÄ kanapkÄ. Zanim dotarĹa do nas ta „oczywista oczywistoĹÄ” odwiedziliĹmy kilka sympatycznych restauracji, gdzie popatrzono na nas z politowaniem jak na typowych „turisti” i zaproszono na wieczór. Od Ĺmierci gĹodowej uratowaĹa nas przemiĹa wĹaĹcicielka pijalni wina w miejscowoĹci o swojsko brzmiÄ cej nazwie Jerzu, która do kieliszeczka miejscowego cannonau podaĹa nam wĹaĹnie wyjÄte z pieca droĹźdĹźowe buĹeczki nadziewane ziemniakami z serem i przyprawami. Wieczorem deszcz ustaĹ a na niebie pokazaĹa siÄ tÄcza zapowiadajÄ c piÄknÄ pogodÄ nastÄpnego dnia.
Kolejny dzieĹ minÄ Ĺ nam na lenistwie na plaĹźy, i planowaniu kolejnej wyprawy. PostanowiliĹmy wróciÄ do Cagliari, Ĺźeby zwiedziÄ miasto, ale tym razem wybraliĹmy bardzo malowniczÄ trasÄ wzdĹuĹź wybrzeĹźa, przez Villasimius i Poetto.
WZDĹUĹť WYBRZEĹťA
Villasimius, w ostatnim czasie z maĹej rybackiej osady staĹo siÄ modnym oĹrodkiem wypoczynkowym z wszystkim tego konsekwencjami, czyli tĹumem turystów, sklepikami i straganami z pamiÄ tkami. SÄ teĹź dobre strony komercjalizacji, znaleĹşliĹmy informacjÄ turystycznÄ i darmowÄ mapkÄ regionu z zaznaczonymi atrakcjami, i co wywoĹaĹo naszÄ euforiÄ z naniesionymi fragmentami nowo budowanej drogi - co kurort to kurort ! W okolicach Villasimius na pewno warto zobaczyÄ wznoszÄ cÄ siÄ nad zatokÄ fortecÄ – Fortezza Vecchia, wzniesionÄ w XIV wieku i rozbudowanÄ w XVII przez Hiszpanów. W fortecy obecnie znajduje siÄ galeria sztuki, w maju zamkniÄta, a wiÄc nie udaĹo siÄ wejĹÄ do Ĺrodka. Sprzed fortecy roztacza siÄ bardzo Ĺadny widok na zatokÄ.
Z Villasimius ruszyliĹmy wzdĹuĹź wybrzeĹźa do Cagliari. Droga wije siÄ po górzystym terenie, caĹy czas towarzyszyĹ nam widok na szmaragdowe morze i malownicze zatoczki z piaszczystymi plaĹźami, o tej porze roku zupeĹnie pustymi. NatÄĹźenie ruchu na tym odcinku drogi jest bardzo duĹźe i pewnie takie bÄdzie, aĹź do otwarcia kolejnego odcinka autostrady, wtedy pokonywaÄ jÄ bÄdÄ tylko miĹoĹnicy piÄknych widoków, a nie tak jak to siÄ dzieje teraz, caĹy transport zmierzajÄ cy do stolicy od strony wschodniego wybrzeĹźa. Dotarcie do centrum Cagliari zajmuje sporo czasu odstanego w korkach, ale naprawdÄ warto poĹwieciÄ dzieĹ na zwiedzenie tego starszego od Rzymu miasta. A szczególnie warto zagĹÄbiÄ siÄ w wÄ skie uliczki Castello - historycznego centrum w obrÄbie dawnych murów obronnych.
ZdÄ ĹźyliĹmy zobaczyÄ dwie wieĹźe fortecy – wieĹźÄ Ĺw. Pankracego i SĹoniowÄ , Bastion San Remy, z którego roztacza siÄ panorama miasta, oraz katedrÄ i dopadĹa nas ulewa. I mimo Ĺźe nie straszne nam deszcze, to tym razem musieliĹmy ustÄ piÄ i schroniÄ siÄ w pobliskiej kawiarni.
Catedra di Santa Maria
SiedzÄ c nad kawÄ i resztkami ciabatty, wraz z innymi zmokniÄtymi turystami zastanawialiĹmy siÄ czy deszcz ustanie i pozwoli nam pogubiÄ siÄ w krÄtych zauĹkach starego miasta. Niestety nie tym razem, obiecujemy sobie Ĺźe jeszcze tu wrócimy, jeĹli nie w tym to w przyszĹym roku. Czeka nas jeszcze droga powrotna przez góry, wiÄc ze sporym poczuciem niedosytu ruszamy w kierunku Porto Corallo. Na pocieszenie zatrzymujemy siÄ w centrum handlowym przy wyjeĹşdzie z miasta i kupujemy zestaw lokalnych win, dziÄki którym lepiej poznamy prawdziwy smak tej krainy. SardyĹskie wina naleĹźÄ do pierwszej ligi winiarskiej, sÄ towarem bardzo poszukiwanym na Ĺwiecie, a Ĺźe produkowane sÄ w niewielkich iloĹciach, to kupienie ich poza wyspÄ jest bardzo trudne i kosztowne. Ĺredniej klasy lokalne wino kupowane w supermarkecie to wydatek ok. 6-10 E.
W POSZUKIWANIU NUORÓW
Nie zraĹźeni ulewÄ z Cagliari i zachÄceni sĹonecznÄ porannÄ pogodÄ postanowiliĹmy odkryÄ Ĺlady tajemniczej cywilizacji nuorskiej i obraliĹmy kurs na Nuraghe su Nuraxi w pobliĹźu Barumini – skupisko zachowanych doskonale budowli z 1500 r. p.n.e. Cywilizacja nuorska pozostawiĹa po sobie na Sardynii ok. 7 tysiÄcy konstrukcji kamiennych - „nuraghi”, które powstaĹy jak wykazujÄ badania mniej wiÄcej w poĹowie drugiego tysiÄ clecia p.n.e. Nie wiadomo w jakim celu byĹy wznoszone, ani przez kogo, a cywilizacja Nuorska zaginÄĹa w tak samo tajemniczych okolicznoĹciach jak siÄ pojawiĹa.
Tym razem poruszaliĹmy siÄ nie wzdĹuĹź wybrzeĹźa, tylko w gĹÄ b wyspy, szkoda trochÄ byĹo zostawiaÄ za sobÄ widok lazurowego morza, ale pĹaskowyĹź przez który przejeĹźdĹźaliĹmy w peĹni zaspokajaĹ naszÄ ĹźÄ dzÄ doznaĹ estetycznych.
Po prawie trzech godzinach jazdy, potrzebnych na pokonanie ok. 100 km naszym oczom ukazaĹ wyczekiwany Nuragh.
WieĹźa znajdujÄ ca siÄ poĹrodku obecnie ma ok 13 metrów, a wedĹug badaczy miaĹa kiedyĹ 18 metrów wysokoĹci. Do roku 1949 byĹa ukryta wewnÄ trz wzgórza, zostaĹa odkryta przez archeologów i udostÄpniona zwiedzajÄ cym, wykopaliska trwajÄ do dziĹ, a wieĹźa i otaczajÄ ce jÄ budowle zostaĹa wpisana na listÄ Unesco.
JeĹli kogoĹ zainteresowaĹy tajemnicze nuraghi w innych miejscach wyspy polecam stronÄ (po wĹosku)
http://www.neroargento.com
Zwiedzanie odbywa siÄ tylko z przewodnikiem, trwa ok. póĹ godziny i jest doĹÄ kosztowne, bilet normalny kosztuje 8 E. W budynku, gdzie znajduje siÄ kasa moĹźna kupiÄ pamiÄ tki a w okolicznych barach przygotowanych na przybycie turystów zjeĹÄ posiĹek, nawet w Ĺrodku dnia.
My ruszyliĹmy dalej w poszukiwaniu mniej „turystycznego” miejsca i znaleĹşliĹmy je zaledwie kilka kilometrów dalej, w uroczym malutkim miasteczku Tuili, które wyglÄ daĹo jakby czas siÄ w nim zatrzymaĹ. WÄ skie uliczki wyĹoĹźone brukiem, drzewka oliwne, krzewy winogron przechodzÄ ce na drugÄ stronÄ kamiennych murków, karczochy w przydomowych ogródkach i do tego niesamowity spokój zakĹócany tylko od czasu do czasu odgĹosami dzieci grajÄ cych w piĹkÄ na gĹównym placu przed koĹcioĹem. W takich miejscach, zupeĹnie autentycznych, pozbawionych turystycznego blichtru, odczuwam prawdziwÄ radoĹÄ i sens podróĹźowania.
Karczochy w naturalnym Ĺrodowisku:
Jak w prawie kaĹźdym mieĹcie na Sardynii równieĹź w Tuili znaleĹşliĹmy murale. KiedyĹ malowidĹa na Ĺcianach byĹy dla SardyĹczyków orÄĹźem w walce politycznej o autonomiÄ, dzisiaj murale majÄ inny cel, czasem sÄ po prostu zabawne, jak na przykĹad ten z Villaputzu:
Czasem to sztuka naiwna - Tuili
a czasem, a w zasadzie najczÄĹciej, pokazujÄ w duĹźym formacie prawdziwe Ĺźycie na wyspie:
Na temat sardyĹskich murali powstaĹo juĹź wiele prac naukowych, moĹźna kupiÄ piÄknie wydane albumy z fotografiami najbardziej znanych, a w internecie warto zajrzeÄ na stronÄ z galeriami zdjÄÄ z caĹej wyspy:
http://www.muralesinsardegna.net/index.php?act=list_gallery&categoria=1
W drodze powrotnej po raz kolejny spotykamy Ĺwinki pasÄ ce siÄ beztrosko przy drodze, tym razem odpowiadaĹa im rola modelek, zapozowaĹy do zdjÄÄ :
i oddaliĹy siÄ dostojnie..........
Kolejny dzieĹ zgodnie z wyznaczonym przez pogodÄ cyklem – leĹźenie na plaĹźy, chodzenie po plaĹźy, i chodzenie po..... morzu. Brzeg morski w zatoczce Porto Corallo jest tak uksztaĹtowany, Ĺźe po przejĹciu kilku metrów w gĹÄ b morza w wodzie siÄgajÄ cej mniej wiÄcej pasa, wychodzi siÄ na mieliznÄ, z wodÄ siÄgajÄ cÄ kostek, i moĹźna tak wÄdrowaÄ unikajÄ c niewielkich fal kilkadziesiÄ t metrów w stronÄ otwartego morza prawie sucha stopÄ . BĹogie chwile zakĹócaĹ jedynie bardzo silny, ale gorÄ cy wiatr, niosÄ cy ze sobÄ drobinki piasku, które jeszcze przez kilka tygodni po powrocie do domu nieoczekiwanie wysypywaĹy siÄ a to zza obwoluty ksiÄ Ĺźki, a to z kieszeni spodni, albo z etui na okulary...w sumie caĹkiem przyjemna pamiÄ tka z podróĹźy.
W GÓRY
O wyborze Sardynii jako miejsca wyprawy, zdecydowaĹo miÄdzy innymi to, Ĺźe tak niedaleko plaĹźy i morza o którym marzyliĹmy od miesiÄcy, sÄ poĹoĹźone caĹkiem spore góry. Przed wyjazdem próbowaliĹmy kupiÄ mapy gór Gennargentu, ale oczywiĹcie bezskutecznie. Ostatecznie postanowiliĹmy zakupiÄ mapy na miejscu, co w miejscowoĹciach nadmorskich teĹź nie jest ĹatwÄ sprawÄ . Na podstawie doĹwiadczeĹ wyniesionych z górskich wÄdrówek po BaĹkanach, wyciÄ gnÄliĹmy, juĹź spory czas temu, wniosek, Ĺźe ludy poĹudniowe zamieszkujÄ ce tereny pomiÄdzy górami a morzem, zdecydowanie bardziej sÄ nastawione na eksploracjÄ terenów pĹaskich, niĹź stromych. ByÄ moĹźe nie leĹźy w naturze poĹudniowca wspinanie siÄ w skwarze na szczyty, ale nigdy nie mogĹam siÄ nadziwiÄ, Ĺźe ludzie mieszkajÄ cy u stóp potÄĹźnych gór, nie mieli ochoty choÄby z czystej ciekawoĹci wejĹÄ na gorÄ i popatrzeÄ na Ĺwiat z innej perspektywy. Nie inaczej byĹo i tym razem, w informacji turystycznej budziliĹmy zdziwienie pytaniami o mapÄ gór, a o szlaki nawet nie pytaliĹmy, wiedzieliĹmy Ĺźe nie ma sensu...ByliĹmy zdani na nasze polskie przewodniki i liczyliĹmy na to, ze przecieĹź jakieĹ mapy przy wejĹciu do parku narodowego muszÄ w koĹcu byÄ. KierujÄ c siÄ wskazówkami naszego przewodnika, pojechaliĹmy w kierunku miejscowoĹci Oliena, skÄ d dalej udaĹo nam siÄ trafiÄ na oznakowania prowadzÄ ce do miejsca nazywanego Su Gologone – czyli ĹşródĹo. StÄ d miaĹy wychodziÄ szlaki do Gola Su Goruppu najgĹÄbszego w Europie kanionu o Ĺcianach siÄgajÄ cych prawie 500 m – celu naszej wycieczki. I owszem ĹşródĹo byĹo i to caĹkiem ciekawe, wypĹywajÄ ce spomiÄdzy wapiennych skaĹ, tworzÄ ce w zasadzie maĹe bulgoczÄ ce jeziorko z turkusowÄ wodÄ o gĹÄbokoĹci kilkudziesiÄciu metrów, tylko szlaku nigdzie nie byĹo. TroszkÄ zirytowani wróciliĹmy na parking, na którym staĹo kilka budek z pamiÄ tkami, na jednym straganie oprócz miejscowego rzemiosĹa made in china, leĹźaĹo teĹź kilka map, a pani mówiĹa po angielsku. Kiedy usĹyszaĹa o celu naszej wycieczki, wyglÄ daĹa na doĹÄ przeraĹźonÄ . Z analizy zakupionej mapy wynikaĹo Ĺźe do wÄ wozu idzie siÄ ok. 8-9 godzin w jednÄ stronÄ, a uksztaĹtowanie terenu wskazywaĹo na to, Ĺźe bez sprzÄtu wspinaczkowego nie damy rady. W sumie nasz przewodnik nie do koĹca mijaĹ siÄ z prawdÄ , z Su Gologone moĹźna dojĹÄ do Gola Su Goruppu, tyle Ĺźe raczej nie w jeden dzieĹ i na pewno nie jest to trasa dla przeciÄtnego turysty. Jednak prawdziwy turysta nigdy siÄ nie poddaje, czasem tylko zmienia cel wyprawy, zaplanowaliĹmy wyjĹcie w góry, wiÄc góry muszÄ byÄ, tylko trochÄ inne - wÄ wóz bÄdzie musiaĹ poczekaÄ. Szybko znaleĹşliĹmy nowy cel: Monte Tiscali w masywie Supramonte. Monte Tiscali to odkryta w XIX wieku, caĹkiem dobrze zachowana osada nuorska, kryjÄ ca siÄ wewnÄ trz krateru wygasĹego wulkanu. WedĹug archeologów osada byĹa zamieszkaĹa równieĹź w Ĺredniowieczu, a pierwotnie skĹadaĹa siÄ z 60 okrÄ gĹych domków, i pomieszczeĹ mieszkalnych wydrÄ Ĺźonych w wapiennych skaĹach. WedĹug mapy od Tiscali dzieliĹo nas kilkanaĹcie kilometrów, czÄĹÄ trasy postanowiliĹmy wiÄc pokonaÄ naszym nowiutkim Punto, nie zwaĹźajÄ c na zapis w regulaminie wypoĹźyczalni o zakazie poruszania siÄ poza drogami utwardzonymi. JeĹli jeszcze tego dnia chcieliĹmy chociaĹź troszkÄ zapoznaÄ siÄ z sardyĹskimi górami, nie byĹo wyjĹcia. Z nadziejÄ na to, Ĺźe w samochodzie nie ma zainstalowanego nadajnika GPS zaczÄliĹmy siÄ wspinaÄ po szutrowej drodze w kierunku Monte Tiscali. Po okoĹo póĹ godziny bardzo ostroĹźnej jazdy zostawiliĹmy samochód na leĹnej polance i z nadziejÄ Ĺźe zastaniemy go po powrocie rozpoczÄliĹmy górskÄ „wyprawÄ”. Na caĹej trasie dojazdowej brak jest jasnego oznakowania dla turystów, zaznaczone sÄ miejsca, w których prowadzone sÄ prace archeologiczne, ale drogowskazu do gĹównej atrakcji, nie spotkaliĹmy ani razu. Nie spodziewaliĹmy siÄ teĹź jasno oznakowanych szlaków górskich, znanych nam z polskich gór, ale rzeczywistoĹÄ okazaĹa siÄ jeszcze bardziej brutalna, po ok. póĹ godziny marszu w kierunku wyznaczonym „na czuja”, nie spotkaliĹmy Ĺźadnego nawet najmniejszego Ĺladu farby na skale czy drzewie. Przed nami wznosiĹ siÄ doĹÄ stromy masyw, na który trzeba byĹo znaleĹşÄ jakiĹ sposób Ĺźeby dotrzeÄ do celu. Skoro docierali tam Nuorowie, na pewno nie wyposaĹźeni w buty na wibramie, to my teĹź powinniĹmy daÄ radÄ
Po kolejnych kilku kilometrach znaleĹşliĹmy pierwsze oznakowanie szlaku, hmm tylko co ono oznacza ?
Odnalezienie kolejnej strzaĹki dowiodĹo, Ĺźe pierwszÄ zinterpretowaliĹmy poprawnie...
ale tu natrafiliĹmy na kolejny problem interpretacyjny, strzaĹka wskazywaĹa na ĹcianÄ skalnÄ , po wnikliwej analizie odnaleĹşliĹmy w niej wÄ ski i stromy przesmyk,
przez który przecisnÄliĹmy siÄ w nadziei Ĺźe wĹaĹnie trafiliĹmy do wnÄtrza krateru, ale nic z tego … wyszliĹmy na caĹkiem widowiskowÄ i widokowÄ póĹkÄ skalnÄ :
która przeszĹa w jeszcze wÄĹźszÄ dróĹźkÄ, wyglÄ dajÄ cÄ bardziej na uczÄszczanÄ przez kozice niĹź przez turystów, i kiedy juĹź zaczÄliĹmy wÄ tpiÄ w odnalezienie celu naszej wyprawy, po prawie dwóch godzinach bĹÄ dzenia po nieoznakowanych skalnych ĹcieĹźkach, naszym oczom ukazaĹ siÄ nastÄpujÄ cy widok:
Kolejnym punktem byĹa kasa biletowa, a w niej „kustosz” tego nietypowego muzeum-wykopaliska, w stanie wskazujÄ cym na lekkie spoĹźycie. Nie wiem, kto byĹ bardziej zaskoczony swojÄ wzajemnÄ obecnoĹciÄ , czy my czy on, ale po krótkiej angielsko-wĹosko-migowej dyskusji, ustaliliĹmy, Ĺźe jesteĹmy z Polski, a skoro jesteĹmy z ojczyzny Jana PawĹa II, to zdecydowanie jesteĹmy wycieczkÄ szkolnÄ i przysĹugujÄ nam bilety ulgowe. WnÄtrze krateru jest rozlegĹe, Ĺciany sÄ wysokie na kilkadziesiÄ t metrów , wiÄc wewnÄ trz panuje póĹmrok. WokóĹ wytyczona jest ĹcieĹźka przeznaczona dla zwiedzajÄ cych, wyraĹşnie widaÄ póĹokrÄ gĹe kamienne „domki” i nietrudno sobie wyobraziÄ, Ĺźe w tym miejscu istniaĹa kiedyĹ tÄtniÄ ca Ĺźyciem osada ludzka. Nasz gospodarz poĹźegnaĹ nas bardzo serdecznie, polecajÄ c nam jakÄ Ĺ alternatywnÄ drogÄ powrotnÄ , ale uznaliĹmy, Ĺźe skoro mamy nastÄpnego dnia samolot do domu, to wrócimy jednak wypróbowana juĹź trasÄ . ZejĹcie zajÄĹo nam zdecydowanie mniej czasu, nie skupiajÄ c siÄ juĹź na poszukiwaniu drogi, mogliĹmy w peĹni napawaÄ siÄ piÄknem tych gór i przyrody. Strome zbocza porastajÄ skarĹowaciaĹe drzewa, naraĹźone na wiejÄ cy mistral, przybierajÄ ce poskrÄcane ksztaĹty, przypominajÄ ce pieniĹskie reliktowe sosny.
To byĹa nasza ostatnia SardyĹska wycieczka, ostatni dzieĹ spÄdziliĹmy na plaĹźy, a wieczorem siedzÄ c na tarasie patrzyliĹmy na morze, obserwowaliĹmy krÄ ĹźÄ ce ptaki i przybywajÄ cych nowych turystów. NastÄpnego dnia oficjalnie rozpoczynaĹ siÄ sezon turystyczny, jedyny sklep w villagio byĹ juĹź gotowy do otwarcia, obsĹuga przygotowywaĹa kolejne domki na przybycie goĹci, pojawiĹ siÄ pierwszy autokar, a wraz z nim nocny szum morza przerwaĹa swojska melodia: Sto lat sto lat...
Rano odzyskaliĹmy kaucjÄ za domek, ostatni raz pokonaliĹmy górskÄ trase do Cagliari, oddaliĹmy nasze dzielne Punto w nienaruszonym stanie, górska wyprawa pozostaĹa niezauwaĹźona wiÄc i tu nie byĹo problemów z kaucjÄ i zasiedliĹmy w hali odlotów w nadziei Ĺźe pyĹ wulkaniczny uniemoĹźliwi odlot. Niestety, nie tym razem....Na pĹycie lotniska poĹźegnaĹo nas mocne uderzenie gorÄ cego mistralu, a z okien samolotu obserwowaliĹmy oddalajÄ cÄ siÄ wyspÄ
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(23,90 zł najniższa cena z 30 dni)
23.90 zł
79.00 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(20,94 zł najniższa cena z 30 dni)
20.94 zł
34.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(26,90 zł najniższa cena z 30 dni)
26.90 zł
89.00 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
47.40 zł
79.00 zł (-40%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.00 zł
3.99 zł (-50%) -
-
-
książka
-
ebook
(89,40 zł najniższa cena z 30 dni)
89.40 zł
149.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(17,94 zł najniższa cena z 30 dni)
17.94 zł
29.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(41,94 zł najniższa cena z 30 dni)
41.94 zł
69.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(14,94 zł najniższa cena z 30 dni)
14.94 zł
24.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(26,94 zł najniższa cena z 30 dni)
26.94 zł
44.90 zł (-40%) -
