Uczestnicy:
Karol „Karolus” Zielonka, 21 lat, student III roku Nawigacji na Akademii Morskiej w Gdyni.
Rower: Trek 6500
Michał „Unton” Unolt, 21 lat, student III roku Administracji na UAM w Poznaniu.
Rower: Trek 800
Dla każdego z nas była to pierwsza tego typu wyprawa.
Już na początku roku wybraliśmy Nordkapp za cel naszych wakacji. Nie chcieliśmy jednak dołączać do rzeszy turystów, którzy docierają tam samochodem, autobusem, czy promem. Wybraliśmy więc nieco trudniejszy i bardziej wymagający sposób podróżowania. Przez kilka miesięcy przeglądaliśmy przewodniki i mapy, szukaliśmy informacji w Internecie, stopniowo uzupełnialiśmy sprzęt i oczywiście (na ile pozwalał nam czas) jeździliśmy na rowerach. Zaplanowana przez nas trasa wiodła z Oslo przez Lillehammer, Góry Rondane, Roros, Trondheim, Namsos, Bodo, Archipelag Lofotów, Altę na Nordkapp.
17 sierpnia rano w samym centrum Oslo wysiedliśmy z busa, który dowiózł nas tam z Poznania. Kiedy wsiedliśmy na rowery zrozumieliśmy co nas czeka. Bagaż każdego z nas ważył 40 kg, czyli o 20 więcej niż trenowaliśmy i o 10 więcej niż planowaliśmy. Bez przesady można stwierdzić, że rowery jeździły jak chciały. Mimo to w ciągu kilku godzin spędzonych w Oslo zobaczyliśmy m.in. parlament, ratusz, twierdzę Akershus i Muzeum Narodowe z obrazami Muncha. Mimo dobrego wrażenia, jakie wywarło na nas Oslo, chcieliśmy jak najszybciej ruszyć w trasę.
| Oslo, Parlament |
Już drugiego dnia zaliczyliśmy pierwszą awarię - Karol złapał gumę w tylnim kole. Przez małą dziurkę straciliśmy 2 godziny. Najpierw nie pomogły 2 łatki, a gdy chcieliśmy zmienić dętkę na nową okazało się, że otwór na wentyl jest za mały. Z pomocą przyszedł nam Norweg, przed którego domem wszystko się odbywało. Nie zastanawiając się wiele rozwiercił otwór w obręczy koła i mogliśmy jechać dalej. Tego samego dnia dojechaliśmy nad olbrzymie jezioro Mjosa, wzdłuż którego jechaliśmy aż do Lillehammer. Do stolicy zimowej Olimpiady z 1994 roku dojechaliśmy trzeciego dnia rano. Lillehammer to bardzo małe miasto, którego jedyną atrakcją jest skocznia olimpijska.
Następnym celem naszej wyprawy było Roros. Dotarcie tam zapewniło nam nie lada atrakcji – musieliśmy przejechać przez pasmo gór Rondane. Kilkadziesiąt kilometrów za Lillehammer odbiliśmy od głównej drogi i zaczęliśmy najtrudniejszy podjazd w czasie całego wyjazdu. Wystarczy powiedzieć, że nachylenie wynosiło do 10%, a u dołu kilkunastokilometrowego podjazdu leżała wywrócona ciężarówka, która nie zdołała wyhamować przed jednym z zakrętów. Był to zdecydowanie najgorszy, najbardziej wymagający podjazd w czasie całej wyprawy. Parę razy mieliśmy wrażenie, że koła oderwą się od ziemi i wywrócimy się na plecy. Żadna późniejsza góra nie była już w stanie zrobić na nas większego wrażenia. Po ponad dwóch godzinach jazdy na najmniejszym przełożeniu pokonaliśmy niecałe 10 km i rozbiliśmy namiot przy drodze. A podjazd się jeszcze nie skończył... Dopiero rankiem „dokręciliśmy” ostatnie kilometry i znaleźliśmy się na wysokości ponad 1200 m n.p.m. Zdecydowanie zmienił się krajobraz. Nie było już drzew i krzewów, za to pełno traw, jeziorek i mokradeł. Jadąc tego dnia w deszczu minęliśmy kilka miejscowości w stylu „Przystanku Alaska”. Bardzo ciekawie i emocjonująco było podczas zjazdu do doliny, kiedy w strugach ulewnego deszczu, z dużym obciążeniem i po „zakręciastej” drodze mknęliśmy naszymi bolidami w dół. Wrażenia niezapomniane.
Piątego dnia wyprawy wjechaliśmy do Roros. Ta stara górnicza osada (wpisana na listę UNESCO) zrobiła na nas duże wrażenie. Stary drewniany kościół i stojące wokół niego ponad 200-letnie domki tworzą wspaniałą atmosferę. Cała okolica była niemal zupełnie wymarła, a panująca cisza sprawiła, że aż głupio było nam głośno rozmawiać.
Z Roros aż do Trondheim było już z górki. Oczywiście nie cały czas, bo to przecież Norwegia, a tu hasłem przewodnim jest PODJAZD. Ale Roros położone jest w górach, a Trondheim nad morzem, więc tendencja była „spadkowa”. Jadąc wzdłuż rzeki, między kolejnymi górami, mieliśmy świetne widoki, niczym z przełomu Dunajca.
Trondheim to tysiącletnie miasto, którego największą „atrakcją” jest katedra Nidaros - największa średniowieczna budowla w całej Skandynawii. Oprócz katedry zobaczyliśmy stadion Rosenborga i stary most miejski, a po krótkim objeździe centrum pojechaliśmy w jedynym słusznym kierunku – na północ.
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(48,98 zł najniższa cena z 30 dni)
50.56 zł
79.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.15 zł
3.99 zł (-46%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
