"Aby zdobyÄ najbogatsze doĹwiadczenia i zaznaÄ najwiÄksze radoĹci, trzeba po prostu wybraÄ Ĺźycie niebezpieczne"
Fryderyk Nietzsche.
PrzeĹÄcz Top 5000 m.n.p.m.

Schodzimy zmÄczeni po ataku szczytowym zwiÄ zani linÄ asekuracyjnÄ z High Campu (5350m.n.p.m.) na dóĹ do bazy pod McKinleyem.
"Aby zdobyÄ najbogatsze doĹwiadczenia i zaznaÄ najwiÄksze radoĹci, trzeba po prostu wybraÄ Ĺźycie niebezpieczne"
Fryderyk Nietzsche.
PrzeĹÄcz Top 5000 m.n.p.m.

Schodzimy zmÄczeni po ataku szczytowym zwiÄ zani linÄ asekuracyjnÄ z High Campu (5350m.n.p.m.) na dóĹ do bazy pod McKinleyem. Idziemy ostrÄ grania po której bokach sÄ doĹÄ duĹźe ekspozycje, dochodzÄ c do przeĹÄczy Bartek oĹwiadcza Ĺźe siÄ wypina z liny gdyĹź chce iĹÄ szybciej bo dokucza mu odmroĹźony policzek i chce siÄ znaleĹşÄ jak najszybciej na dole w obozie. Sprawnie i szybko znika za zaĹomem skaĹy i nagle gdy zza niej wychodzimy widzimy go leĹźÄ cego nieruchomo parÄnaĹcie metrów poniĹźej na Ĺniegu a wokoĹo niego zbierajÄ cÄ siÄ grupÄ podchodzÄ cych alpinistów, serce zamiera mi w bezruchu…
Po 25 godzinnej mÄczÄ cej podróĹźy samolotem firmy Air France przez Atlantyk z przesiadkÄ w ParyĹźu i Salt Lake City do Anchorage, 40 minutowy przelot awionetkÄ nad Alaska Range na lodowiec Kahiltna skÄ d rozpoczynamy naszÄ pieszÄ przygodÄ to czysta przyjemnoĹÄ. CaĹy zespóĹ tzn. Beata, Maciek, Bartek, Kasia, Jacek, Ilona z Przemkiem i RafaĹ z AniÄ aĹź siÄ nie mogÄ doczekaÄ kiedy ruszymy na najwyĹźszy szczyt Ameryki PóĹnocnej – Denali ( Tron SĹoĹca jak zwÄ go rdzenni Athabaskowie ) lub jak go nazwali pod koniec XIXw. po ostatnim prezydencie Williamie Amerykanie – McKinley (6193m.n.p.m.). LecieliĹmy tu tyle godzin i wciÄ Ĺź jest ten sam dzieĹ , i wciÄ Ĺź jest widno, do czego zresztÄ bÄdziemy siÄ musieli przyzwyczaiÄ bo nocy o tej porze roku to tu nie ma a latarki sÄ tu caĹkowicie zbÄdne. Po zabawnym incydencie w ParyĹźu gdy pewna Amerykanka w drodze do USA której waga osobista przekroczyĹa 130kg a to niestety norma u tego narodu , wykupiĹa jak zwykle dla siebie dwa miejsca do siedzenia , okazaĹo siÄ juĹź w samolocie Ĺźe miejsca byĹy, a i owszem ale w dwóch róĹźnych rzÄdach z czego po cichu siÄ serdecznie uĹmialiĹmy, to po wyjĹciu na lodowiec gdzie powitaĹ nas siarczysty mróz wcale nie byĹo nam do Ĺmiechu. Po wczeĹniejszym komfortowym noclegu w Arctic Adventure Hostel w Anchorage i w Bunkhousie w Talkeetna który naleĹźaĹ do naszego powietrznego przewoĹşnika Talkeetna Air Taxi, tu juĹź wiedzieliĹmy Ĺźe o wygodach moĹźemy zapomnieÄ. Po pysznym Ĺniadaniu skĹadajÄ cym siÄ z jajecznicy na boczku zrobionej z jajek zakupionych w Wod Martcie gdzie nabyliĹmy teĹź resztÄ ekwipunku i ĹźywnoĹci na wyprawÄ oraz po wspaniaĹym obiedzie w West Rib Pubie znanym z filmu Przystanek Alaska tu wysoko juĹź czuliĹmy Ĺźe jeszcze zatÄsknimy za nieliofilizowanym jedzeniem. Gdzie po solidnej dawce strachu jakÄ zafundowali nam rangersi w Talkeetnie podczas odprawy i szkolenia górskiego oraz przy odbiorze permitów zezwalajÄ cych na dziaĹanie na terenie Parku Narodowego Denali tu juĹź czuliĹmy Ĺźe w niczym oni nie przesadzali opisujÄ c to wszystko co moĹźe nam siÄ wydarzyÄ, Ĺźe na tym AlaskaĹskim lÄ dzie 5- krotnie wiÄkszym od Polski gdzie Ĺźyje tylko 2,5 miliona ludzi oraz caĹe stada Ĺosi, karibu, wilków i niedĹşwiedzi grizzly bÄdziemy zdani tylko na siebie, swoje doĹwiadczenie i ekwipunek. Prawdopodobnie pierwszy polski kontakt z AlaskÄ miaĹ miejsce na poczÄ tku XVIII w. i dotyczy polskiego zesĹaĹca Ignacego Kosarzewskiego, ksiÄdza unickiego z WoĹynia a którego osobÄ poprzez wyprawÄ chcemy przybliĹźyÄ. ZostaĹ on zesĹany na rosyjski Daleki Wschód za to, Ĺźe nie chciaĹ przejĹÄ na prawosĹawie. StaĹ siÄ tam wielkim podróĹźnikiem. Po 1713 r. byĹ na Alasce razem z rosyjskimi kozakami, którzy ĹciÄ gali daninÄ z miejscowej ludnoĹci na rzecz rosyjskiej administracji na Syberii. Z tamtych czasów po dziĹ dzieĹ jest osada Kosarewski na lewym brzegu rzeki Jukon, na wprost miasteczka Holy Cross. Domek Kosarzewskiego zajÄli potem Indianie i wokóĹ niego powstaĹa indiaĹska osada noszÄ ce jego imiÄ. Jest tu takĹźe rzeka Kosarzewskiego – Kosarefsky River, która ĹÄ czy siÄ z rzekÄ Jukon pod Holy Cross. Mimo tych wszystkich obaw peĹni entuzjazmu przepakowujemy swój ekwipunek na sanie które bÄdziemy ciÄ gnÄ Ä pod górÄ podczepione na karabinkach do uprzÄĹźy. Pierwszy etap to droga do Ski Hill ( 2380m.n.p.m.) gdzie bÄdziemy mieli nocleg. SĹoĹce Ĺwieci doĹÄ ostro dziÄki czemu mamy wspaniaĹÄ widocznoĹÄ oraz niesamowitÄ sposobnoĹÄ do robienia zdjÄÄ. Bartkowi odkrÄca siÄ w plecaku sĹoik z majonezem z czego jest kupa Ĺmiechu bo caĹa droga jest nim umazana i od razu zostaje ochrzczona nazwÄ Mayonez Way. Po doĹÄ dĹugiej wÄdrówce na miejscu na szczÄĹcie nie musimy budowaÄ platform pod namioty i wyĹźynaÄ lodowych bloków z których buduje siÄ ochronne murki przed wiatrem i Ĺniegiem bo sÄ juĹź gotowe po poprzednikach. SĹoĹce zachodzi tu ok. 24 godziny wiÄc rozmowom nie ma koĹca a i tak zasnÄ Ä jest ciÄĹźko bo jest caĹy czas jasno. Nazajutrz do obozu II na Kahiltna Pass ( 2750m.n.p.m.) dostajemy siÄ doĹÄ szybko bo to krótki odcinek a nastÄpnego dnia szykuje siÄ doĹÄ dĹuga trasa i w celu lepszej aklimatyzacji postanawiamy tÄ odlegĹoĹÄ podzieliÄ na dwie czÄĹci. NastÄpny dzieĹ w drodze do Motorcycle Camp ( 3350m.n.p.m.) upĹywa równieĹź pod dobrÄ gwiazdÄ , sĹoĹce smaĹźy, wiatr lekki, bez Ĺladu jakichkolwiek chmur na niebie. Ten obóz to juĹź caĹkiem spore osiedle alpinistów, zostawiamy tutaj depozyt zakopany w Ĺniegu oznaczony bambusowym kijkiem z naklejkÄ naszej ekspedycji na koĹcówce a których podobnych w okolicy sÄ dziesiÄ tki. Kolejnego dnia bÄdzie ostre podejĹcie do bazy gĹównej i wiele ekip wybiera ten wariant podziaĹu jedzenia i paliwa. Z samego rana wiÄ Ĺźemy nasze sanie w konwój po 3 sztuki a sami równieĹź ĹÄ czymy siÄ linÄ asekuracyjnÄ i ostro pod górÄ. KaĹźdy kilogram czuÄ teraz podwójnie, uprzÄ Ĺź wrzyna siÄ w biodra, sanie próbujÄ siÄ przewracaÄ co sprawia Ĺźe marsz pod górÄ staje siÄ katorgÄ , na dodatek pogoda zaczyna siÄ pogarszaÄ, widocznoĹÄ przez opad Ĺniegu ogranicza siÄ do parunastu metrów, na Windy Cornerze wieje solidnie, ten skalny wystÄp zostaĹ nazwany tak nie od parady. Na dodatek jacyĹ francuzi wprowadzajÄ nas w bĹÄ d, wczeĹniejszy nasz zamiar to nocleg w obozie poniĹźej Base Campu ale po ich zapewnieniu Ĺźe do obozu tylko 20 minut ruszamy dalej, wychodzi 2 godziny z hakiem. Dziewczyny padajÄ ze zmÄczenia , Przemek z IlonÄ dochodzÄ trochÄ póĹşniej, trzeba jeszcze siÄ wróciÄ po czÄĹÄ bagaĹźu i w rzeczywistoĹci spaÄ idziemy po póĹnocy.
Base Camp 4350m.n.p.m. 3 dni do ataku szczytowego.
Po solidnym odespaniu zalegĹoĹci z dni poprzednich dziĹ dzieĹ odpoczynku czyli tzw. rest. Za pomocÄ lodowych piĹ wycinamy bloki lodowe które ukĹadamy dokoĹa namiotów, osĹoniÄ nas w póĹşniejszym czasie od ostrych wiatrów i Ĺniegu . Przy Ĺadnej pogodzie climbersi którzy zjechali tu ze wszystkich stron Ĺwiata wychodzÄ na pogadanki ze swoich namiotów. Oprócz nas sÄ tu WĹosi, Niemcy, Francuzi, KoreaĹczycy, Czesi, Austriacy oraz oczywiĹcie Amerykanie. Na Ĺrodkowym placu niczym pomnik lub statua stoi niczym nie osĹoniÄty sedes w którym wszyscy bez krÄpacji siÄ zaĹatwiajÄ . Rangersi ostro pilnujÄ Ĺźeby niczyja kupa nie skalaĹa czystego , AlaskaĹskiego Ĺniegu a z którego oczywiĹcie czerpiemy ĹşródĹo wody po stopieniu nad ogniem w menaĹźce. Na tej wysokoĹci przy braku odpowiedniej iloĹci tlenu czas uzyskania 1 litra wody to ok. jedna godzina wiÄc nic dziwnego Ĺźe caĹe Ĺźycie towarzyskie toczy siÄ przy gotowaniu a rozmowom na temat jedzenia niema koĹca. WiÄksze potrzeby robi siÄ teĹź do duĹźych, zielonych kubeĹków które dostaliĹmy na dole od rangersów , przypominajÄ olbrzymie sĹoiki , wyĹoĹźone sÄ torebkami plastikowymi które to póĹşniej wyrzuca siÄ w przepastne szczeliny. Alaska musi pozostaÄ czysta! KaĹźdy teĹź z uwagÄ Ĺledzi informacje przed namiotami ranwersów o prognozie pogody na nadchodzÄ ce dni. Czy juĹź moĹźna iĹÄ wyĹźej i atakowaÄ szczyt czy jeszcze warto przeczekaÄ na normalnej wysokoĹci. Niektórzy niczym pawie paradujÄ po obozie obwieszeni sprzÄtem alpinistycznym niczym Bonington przed wejĹciem w ĹcianÄ na Mt. Everescie, tylko ze im poĹowa tego sprzÄtu i tak siÄ nie przyda ale im wiÄcej szpeju tym waĹźniejszy alpinista… Base Camp zaskakuje sĹabym zapleczem socjalnym, na innych górach moĹźna za odpowiedniÄ opĹatÄ zadzwoniÄ z telefonu satelitarnego, sprawdziÄ pocztÄ w internecie, zjeĹÄ pizze lup zupÄ, napiÄ siÄ pepsi, tutaj nic, tylko namiot sanitarny z namiotami sypialnymi straĹźników i to wszystko. Jak na amerykanów to sĹabo. Ale oni za to zaskakujÄ tu nas swojÄ postawÄ , to nie ci sami których znamy z filmów i teledysków, aroganccy i wyszczekani kowboje. MoĹźe dlatego Ĺźe to Alaska, Ĺźe to nie Stany jak powiadajÄ miejscowi, zupeĹnie inne warunki, to ludzie gór, z charakterami wyrobionymi przez twarde Ĺrodowisko w których trzeba sobie pomagaÄ, gdzie serdecznoĹÄ i ĹźyczliwoĹÄ jest duĹźo wiÄcej cenniejsza od wartoĹci pieniÄ dza.
Prognoza pogody nie pozostawia zĹudzeĹ, przed nami ostatnie 3 dni lampy a potem zaĹamanie, niewiadomo na jak dĹugo. Nie zastanawiajÄ c siÄ zbyt dĹugo wyruszamy do górnego obozu w peĹnym obciÄ Ĺźeniu sprzÄtu i jedzenia. PodejĹcie na przeĹÄcz na 5000m stopniowo zwiÄksza swój kÄ t , idziemy zwiÄ zani linÄ ostroĹźnie stawiajÄ c kroki . W pierwszej 3-ce Jacek, Maciek i Bartek, w drugiej Beata, Kasia i Zbyszek. Reszta postanowiĹa odpoczÄ Ä jeszcze jeden dzieĹ na dole. Ostatnie 200m to 50 stopniowe nachylenie w lodzie Headwall. Kolejka do porÄczówek zrobiĹa siÄ dĹuga jak fiks, nie dziwne, kaĹźdy chce wykorzystaÄ sprzyjajÄ cÄ aurÄ. Na przeĹÄczy ostry wiatr, mróz w granicach -25 stopni Celsjusza, idziemy w prawo graniÄ , spora ekspozycja po obu stronach. Na twarzach oprócz wysiĹku widaÄ Ĺźe zaczyna teĹź dokuczaÄ wysokoĹÄ, ruchy coraz bardziej powolne, kaĹźdy krok przychodzi z trudem. Do obozu przychodzimy w ostrej zawiei ok. godz.20 i z trudem rozstawiamy namioty szarpane przez wiatr. NastÄpny dzieĹ poĹwiÄcamy w caĹoĹci na regeneracjÄ siĹ co pozwala nam z jeszcze wiÄkszÄ werwÄ zaatakowaÄ szczyt kolejnego dnia. Krótka odprawa o 10 rano ( tutaj o tej porze siÄ atakuje szczyt) i ruszamy trawersujÄ c zbocze góry, zresztÄ nie pierwsi i nie ostatni tego dnia. Z nami razem idzie nas ok. 40 osób, to efekt okna pogodowego w które siÄ wstrzeliliĹmy. Ale sĹoĹce to jedyna zachÄta tego dnia do podjÄcia próby zdobycia jednego ze szczytów zaliczanych do tzw. Korony Ziemi czyli najwyĹźszych wierzchoĹków wszystkich kontynentów. Wieje przenikliwy wiatr prÄdkoĹciÄ dochodzÄ cy do 120 km na godzinÄ, mróz poniĹźej -30 stopni Celsjusza wcale nie uĹatwia zadania a przy duĹźym wietrze jego odczuwalnoĹÄ jest prawie dwukrotnie wiÄksza. Za przeĹÄczÄ Denali skrÄca siÄ ostro w prawo gdzie jesteĹmy wystawieni na silne podmuchy , Ĺnieg zostaje wywiany do czystego lodu w który zawziÄcie wgryzajÄ siÄ nasze raki i czekany, kaĹźdy metr z trudem wydzierany jest górze, nasze twarze caĹy czas wystawione sÄ na siekanie drobnymi okruchami lodu i Ĺniegu które rzuca w nas kaĹźdy podmuch. I nagle jak za dotkniÄciem czarodziejskiej róĹźdĹźki o 3 po poĹudniu wiatr ustaje. Przechodzimy krótki plateu - Football Field i ostatnie ostre podejĹcie. Na twarzach ludzi maszerujÄ cych obok widaÄ ogromny wysiĹek jaki wkĹadajÄ w te ostatnie metry podejĹcia. Jeszcze jedno przejĹcie ĹnieĹźnÄ graniÄ , doĹÄ zresztÄ niebezpiecznÄ bo miejscami jest oparcie tylko na jednego raka i oto Alaska stoi u stóp, wyĹźej juĹź na tym kontynencie nie ma nic, McKinley zdobyty!
Odpoczywamy po wczorajszych emocjach ale nie wszyscy, dziĹ jeszcze Jacek atakuje szczyt i znowu nastÄpny sukces ! DziĹ w Polsce dzieĹ matki , rodzeĹstwo pewno przyjechaĹo do rodziców w odwiedziny, moĹźe przy okazji wspomnÄ o mnie, o tym co nie na morzu, lecz w górach szuka tego, czego nie zgubiĹ - rozmyĹlam. O 15 czÄĹÄ wczorajszej grupy szturmowej decydujemy siÄ na zejĹcie na dóĹ do bazy. Podczas powrotu na grani Bartek poĹlizgnÄ Ĺ siÄ i zderzyĹ z kimĹ idÄ cym z doĹu , wybija sobie bark. Ledwo go sprowadzamy z jego plecakiem na dóĹ. Najgorsze sÄ porÄczówki i 50 stopniowa lodowa Ĺciana. CiÄĹźko zachowaÄ bezpieczeĹstwo grupy. Po zejĹciu do poĹowy góry na szczÄĹcie odbierajÄ go od nas rangersi, pakujÄ na sanie i zwoĹźÄ na dóĹ. Na dole z gorÄ cÄ herbatÄ czekajÄ juĹź na nas niezawodni Ania i RafaĹ. Pogoda pomaĹu zaczyna pokazywaÄ co potrafi zrobiÄ na jednym z najzimniejszych miejsc na ziemi. NastÄpne 3 dni tkwimy w namiotach, ciÄ gle pada Ĺnieg i wieje przenikliwy wiatr. Co parÄ godzin niczym przy syzyfowych pracach trzeba odkopywaÄ namioty. Z Bartkiem teĹź jest nieciekawie, lekarz próbowaĹ nastawiÄ mu jego bark ale siÄ nie udaĹo, helikopter nie moĹźe w ogóle wylecieÄ po niego w tych warunkach, i tak przez 7 dni. W piÄ tek postanawiamy wyrwaÄ siÄ z tej puĹapki, schodzimy w trójkÄ na dóĹ, w tych warunkach sanie ciÄ gle siÄ przewracajÄ , Ĺnieg po kolana, trzeba torowaÄ drogÄ. KtoĹ kiedyĹ powiedziaĹ Ĺźe skoro kaĹźdy czĹowiek ma swojego anioĹa stróĹźa to ja ze wzglÄdu na intensywny tryb Ĺźycia musze mieÄ ich z dwunastu. W tym dniu kiedy w pocie czoĹa torowaliĹmy z trudem drogÄ przez Ĺniegi Alaski wydawaĹo mi siÄ Ĺźe wszystkie dwanaĹcie siedzi na moich saniach. Do bazy na lodowcu doszliĹmy o 22. Tu okazuje siÄ Ĺźe juĹź od 4 dni nic nie lata. Wszyscy sÄ uwiÄzieni na tym skrawku pĹaskiego terenu wciĹniÄtego pomiÄdzy górami, ludziom zaczyna brakowaÄ gazu i jedzenia bo wszystko pozostawili w górach dla bardziej potrzebujÄ cych. Po dwóch dniach i nas zaczyna dopadaÄ wizja gĹodu. Na dodatek czas spÄdzony przez naszÄ trójkÄ w namiocie na terenie wielkoĹciÄ porównywalnÄ do obszaru pod stoĹem kuchennym wcale nie jest najbardziej komfortowy. Na szczÄĹcie pojawia siÄ lekka poprawa pogody i w niedzielÄ w nocy zaczynajÄ przylatywaÄ po nas awionetki. Cali i zdrowi lÄ dujemy w Talkeetnie gdzie przystÄpujemy do regularnych oblÄĹźeĹ miejscowych barów i restauracji. Niestety ĹwiadomoĹÄ Ĺźe na górze sÄ ciÄ gle odciÄci od Ĺwiata nasi przyjaciele nie daje nam spokoju. Pozostaje wierzyÄ ze im teĹź siÄ poszykuje i wkrótce razem siÄ wszyscy zobaczymy… Bartka niedĹugo zwoĹźÄ na dóĹ i po nastawieniu barku w miejscowym szpitalu spotykamy siÄ w Anchorage, reszcie po tygodniu udaje siÄ wyrwaÄ z matni ale z przygodami, Przemek skrÄca nogÄ i czeka go równieĹź przejaĹźdĹźka helikopterem. MiĹo mieÄ zespóĹ na którym moĹźna polegaÄ. Ile razy siÄ sĹyszy o niesnaskach, nieporozumieniach podczas wypraw. A przecieĹź to nasze wymarzone wyjazdy o których tak bez przerwy myĹleliĹmy, do których tak dĹugo siÄ przygotowaliĹmy, wygospodarowujÄ c urlop i z trudem odĹoĹźone pieniÄ dze. Nie marnujmy tego kiepskimi kĹótniami o byle co, które z upĹywem czasu wydadzÄ nam siÄ bĹahe. BÄ dĹşmy dla siebie tam w górach serdeczni i Ĺźyczliwi. Pomagajmy bez zapytania, sĹuĹźmy radÄ i wprowadzajmy radoĹÄ, nie zapomnijmy o termosie gorÄ cej herbaty gdy bliscy dochodzÄ do obozu, pomóĹźmy rozĹoĹźyÄ namiot gdy zmÄczeni nie majÄ na nic siĹy. Niby to oczywiste ale coraz bardziej zapominane. Coraz wiÄcej egoizmu i skomercjalizowanego Ĺwiata wkrada siÄ wysoko w góry, gdzie my powinniĹmy byÄ ponad tym wszystkim. Nie lekcewaĹźmy teĹź samych gór, pieniÄ dze nas tam same nie wniosÄ , solidne przygotowanie fizyczne i praca druĹźyny pozwolÄ zdobyÄ upragniony szczyt. Samemu moĹźe i wejdziemy ale wspólnie bÄdzie na pewno raĹşniej, bezpieczniej i weselej a radoĹÄ z osiÄ gniÄtego celu bÄdzie podwójna. Nie zapomnijmy teĹź wywieszaÄ naszej polskiej flagi w obozach, w bazach, noĹmy jej maĹe odpowiedniki na czapkach, rÄkawach bluz, kurtek, Ĺatwiej siÄ odnajdziemy w tym tĹumie, bÄ dĹşmy dumni Ĺźe jesteĹmy Polakami, wciÄ Ĺź na Ĺwiecie jesteĹmy w ekstraklasie alpinizmu, wszyscy z szacunkiem odnoszÄ siÄ do naszych osiÄ gniÄÄ. Zawsze raĹşniej gdy w obcym kraju nie jest siÄ samemu, Ĺźe obok sÄ rodacy, Ĺźe moĹźna liczyÄ na czyjÄ Ĺ pomoc, czyjĹ miĹy gest. Do szybkiego…

Porady praktyczne:
Kiedy jechaÄ? Najcieplejszymi miesiÄ cami sÄ tu maj, czerwiec i lipiec i one dajÄ najwiÄkszÄ szansÄ na zdobycie szczytu.
Co zabraÄ? Oprócz podstawowego ekwipunku i ubraĹ naleĹźy pamiÄtaÄ o ciepĹej, puchowej odzieĹźy, solidnych technicznych butach termicznych typu La Sportiva, Millet. Przy duĹźych spadkach temperatury od gazu lepsza bÄdzie benzyna jako ĹşródĹo energii do przygotowania posiĹków. Ze wzglÄdu na dĹugo trwajÄ ce zaĹamania pogody jedzenia trzeba ze sobÄ zabraÄ co najmniej na 3 tygodnie. Latarki zbÄdne.
Gdzie mieszkaÄ? Arctic Adventure Hostel w Anchorage, czysto i tanio, wĹaĹciciel wyjeĹźdĹźa i odwozi na lotnisko, w Talkeetna w Bunkhousie agencji TAT która teĹź przewozi na lodowiec, jest to najbardziej sprawdzona agencja z doĹwiadczonymi pilotami którzy latajÄ nawet w zĹych warunkach pogodowych, reszta tylko przy niebieskim niebie. Zakupy ĹźywnoĹci i sprzÄtu w Wal Markt i REI niedaleko hotelu. Nie wart zabieraÄ Ĺźadnej ĹźywnoĹci z Polski.
Zobacz nasze propozycje
-
-
ebook
-
audiobook
(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
44.99 zł
49.99 zł (-10%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(41,54 zł najniższa cena z 30 dni)
40.20 zł
67.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(34,50 zł najniższa cena z 30 dni)
44.16 zł
69.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(23,94 zł najniższa cena z 30 dni)
25.54 zł
39.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(34,50 zł najniższa cena z 30 dni)
44.16 zł
69.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(30,94 zł najniższa cena z 30 dni)
31.94 zł
49.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(29,94 zł najniższa cena z 30 dni)
29.94 zł
49.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
50.56 zł
79.00 zł (-36%) -
-
-
książka
(20,90 zł najniższa cena z 30 dni)
20.90 zł
69.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(37,14 zł najniższa cena z 30 dni)
38.34 zł
59.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
50.56 zł
79.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(29,49 zł najniższa cena z 30 dni)
37.76 zł
59.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.16 zł
69.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
9.90 zł
32.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.16 zł
69.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
9.90 zł
32.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(30,94 zł najniższa cena z 30 dni)
31.94 zł
49.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(38,94 zł najniższa cena z 30 dni)
41.54 zł
64.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
