12 styczeń 2007, dokładnie 3 lata temu rozpoczynałem swoja podróż przez obie Ameryki. Dzisiaj jestem na Gibraltarze i spoglądam na drugi brzeg cieśniny. Przy lekkiej bryzie i zachodzącym słońcu widzę tam mistyczne gory- to Afryka!
Z brytyjskiego Gibraltaru pojechałem do hiszpańskiego Algeciras, gdzie wsiadłem na prom kursujący pomiędzy Europa i Afryka. Po godzinie dobiłem do brzegu, wysiadłem na afrykańskiej ziemi. W Ceucie, hiszpańskiej enklawie na czarnym ladzie, wielkiej różnicy z Europa co prawda nie ma, ale mnie się wydawało, ze bylem już w innym świecie. Emocje nie pozwalały odczuć zmęczenia, wiec mimo późnej pory maszerowałem z Radkiem do granicy z Marokiem. Zaraz po jej przekroczeniu już mi się nie wydawało - już bylem w innym świecie. Otaczali nas taksówkarze, bo przecież o północy nic innego stad nie jeździ. Przydał się hiszpański i pierwsze długie targowanie przyniosło pozytywny rezultat - cena za kurs do Tetouan spada z 60 do 4 Euro za 2 osoby. Targowanie, uff, wiedziałem ze od teraz będzie to mój chleb powszedni.
Chefchaouen
Następnego dnia rano dojechaliśmy do Chefchaouen, gdzie w hotelu obudziliśmy Ewelinę. Także byliśmy w komplecie. Na przywitanie wypiliśmy rewelacyjne naturalne soki owocowe - mieszanka pomarańczy, banana i truskawki. Zyskawszy energii zwiedziliśmy medine (stare miasto). Jest przepiękna, usytuowana na klifie, z dziesiątkami krętych biało - błękitno - niebieskich uliczek. Na nich kręcą się miejscowi, ubrani w tradycyjne szaty, przypominające szlafrok z szpiczasto zakończona kapuca. Wyglądają przesympatycznie, jak krzyżówka mnicha z trollem.
Następnego dnia oglądałem z dachów w Fezie kolorowe garbarnie skory, a w labiryncie wąskich glinianych uliczek mediny łatwo i przyjemnie było pobłądzić.
Ale dosyć miast, czas na naturę. Zacząłem od razu od rewelacji - piaski Sahary. W pobliżu Merzuga chodziliśmy godzinami po wydmach , w pocie czoła wdrapywaliśmy się tez na te olbrzymie, najwyższe, prawie 300 metrowe. Było pięknie Jeszcze tylko oglądamy jak piaski tracą sswój złocisty kolor wraz z zachodem słońca, po czym wskoczyliśmy do śpiworów. Jednak noc na dziko na pustyni była chłodna, gdyż nad ranem zdrapywałem szron ze śpiwora
Rano pustynia, a wieczorem skały. Piekny jest nie tylko czerwony kolor wawozu Todra, ale takze jego ksztalt i proporcje.
Pozniej urzekałem się niepowtarzalna atmosfera głównego placu Marrakeszu, konsumowałem tradycyjna potrawę Tadjine i kierowałem się w kierunku Sahary Zachodniej. Mimo iż oficjalnie to terytorium sporne, w praktyce to nadal Maroko. Pustkowie. Pokonywaliśmy setki kilometrów widząc zaledwie 2 miasta i kilka wiosek, a tak na lewo piaski pustyni, a na prawo bezkres oceanu. Ludzie w Laayoune i Dakhla nie są juz nachalni, tak jak to miało miejsce w Maroku właściwym. Spokój i uśmiech, relaks.
Informacje praktyczne:
Maroko - wjazd 12 styczeń 2007, pobyt 10 dni
Koszt pobytu - 158 Euro na osobę, wliczając:
Wizy - Polacy nie potrzebują
Transport na opisanej trasię - 92 Euro, 3148 km
Noclegi - od 2 do 5 Euro za noc na osobę
Wyżywienie - 38 Euro
Wstępy, zwiedzanie - 2 Euro
Inne - 2 Euro
Afryka całościowo:
1 kraj, 10 dni
Łącznie pokonaliśmy 3148 km
Dotychczasowy koszt wiz, wyżywienia, transportu, noclegów, wstępów oraz wszystkich innych podzielone przez dni podroży po Afryce wynosi 16 Euro dziennie
Do zobaczenia wkrótce
Michał Kozok
Autorzy fotografii: Ewelina Adamus i Radek Ćwik
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
