RELACJE Z PODRÓŻY

Gabon



Autor:
Data dodania do serwisu: 2007-07-19
Relacja obejmuje następujące kraje:

Oceń relacjęŚrednia ocenaIlość ocen
5.07 27

Gabon wyróżnia się w Afryce – przychód narodowy na jednego mieszkańca jest wyższy niż w RPA czy w Polsce, a na kontynencie ustępuje nieznacznie tylko Libii. Spowodowane jest to sporymi zasobami ropy naftowej, którą kraj umiejętnie gospodaruje. Także można tu spotkać emigrantów niemal z całej Afryki, którzy przyjechali za praca. Co prawda tutejszy prezydent Bongo rządzi niepodzielnie przez ostatnie 40 lat, to jednak potrafił otrzymać dobra ekonomie i pokój w tak niestabilnej części Afryki.

W Europie wizę turystyczna do Gabonu ciężko uzyskać bez rezerwacji hoteli, biletu lotniczego, wyciągów bankowych itp, ale w krajach ościennych ta procedura okazała się bez najmniejszych problemów. Wpływamy do miasteczka o egzotycznej nazwie Cocobeach i udajemy się na rekonesans. Trochę szokują nas ceny, ale wciąż są do zaakceptowania. W głąb kraju decydujemy się jednak na jazdę autostopem. Już druga okazja podwozi nas prosto pod diecezje, gdzie pod swoja opiekę biorą nas Polscy misjonarze. Gościna obfitowała w pyszne jedzenie, pokój z prysznicem, dobre towarzystwo i pakiet ciekawych informacji z pierwszej ręki o kraju i życiu codziennym (wraz z niezła kolekcja masek i innych pogańskich rekwizytów).

Kolekcja masek, niegdyś siedziba diabła


Czasami ciężko nam pojąć tutejsze animistyczne wierzenia, które zdaje się są głęboko zakorzenione w przekonaniach Afrykańczyków. Z własnych doświadczeń kontaktów z lokalnym, jak i z opowieści polskich księżny (spotkanych nie tylko tu w Gabonie, ale i później w Kongach i Angoli), poznaliśmy kilkanaście najrozmaitszych niewiarygodnych historii. Także nie zaskakuje nas już fakt, ze Murzyni nie spacerują w nocy – po ciemku tylko złe duchy chodzą. W przypadku choroby najpierw leczą się u czarownika (przyparafialną przychodnia często jest ostatecznością, nie rzadko już za późną) i animistycznymi sposobami probują kuracji np. dziewczyna złamała nogę – łapią więc koguta, łamią mu nogę i przywiązanego kładą koło łoża poszkodowanej, wierząc, że to pomorze jej w prawidłowym zrośnięciu kości.

Dla mnie jednak najbardziej przerażający jest fakt, iż w przypadku choroby lub śmierci, nie szuka się powodu dlaczego do tego doszło, tylko KTO zesłał to nieszczęście na nas lub na naszych najbliższych. Jeśli czarownik wskaże winnego na kogoś z żywych, wtedy rodzina bierze odwet. No właśnie, rodzina i znajomi potrafią zmienić swe oblicze, w mgnieniu oka
przeistoczyć się w oprawców, jeśli tylko wskaże się im winowajce. Misjonarze opowiadali nam o pobiciach, kamieniowaniach, spaleniach, pogoniach itp, nawet grzebią żywcem noworodka, które „zjadło dusze matki”, jeśli ta zmarła przy porodzie. Obawialiśmy się, iż podczas gościny w wioskach to my możemy pozostać osądzeni o czyjaś śmierć. Wygląda jednak na to, iż taki jasnowidz to sprytny kombinator i biznesmen – porady kosztują, a on też jest przekupny, wiec jeśli ktoś ma z kimś problem (np. chore dziecko w rodzinie lub niezdolnego do pracy starca, tu nie ma socjalnej pomocy, a zdobycie pożywienia kosztuje) to możne poprosić fetysz era o wskazanie tejże osoby. W bardziej rozwiniętych częściach Afryki musi już uważać na prawo rządowe, które w pewnym stopniu musi walczyć z prawem tradycyjnym, jeśli te przekracza pewne granice moralne. W Gabonie na dwa tygodnie przed wyborami dzieci nie puszcza się do szkół, a to dlatego, iż kandydaci na rządowe stołki, aby zapewnić sobie sukces podczas elekcji, zamawiają sobie ofiary z ludzi! Jak policja znajdzie ciało z okrojonymi genitaliami, uszami i nosem – umorzą dochodzenie, bo można by dojść wysoko do polityków, a to zbyt niebezpieczne. Animizm wydaje się nam tutaj religia zastraszania i złych mocy – ciężka jest praca tutejszych księżny.

Ja podczas przygotowywań do wyprawy obawiałem się żmii gabońskiej i plującej (do 3 metrów zasięgu), w końcu w planach były noclegi na dziko. W praktyce okazało się jednak, iż te jadowite gady raczej unikają spotkania z człowiekiem, czego nie można natomiast powiedzieć o agresywnej czarnej mambie. Ta raczej nie wyczuje wibracji ziemi od nadchodzących kroków, gdyż zwykle wisi sobie na drzewku, a zbliżającego się intruza atakuje z zaskoczenia, broniąc swego terytorium. Jeśli miejscowi wypatrzą czarna mambę, obowiązkowo trzeba ja zabić i spalić lub wrzucić pod samochód, gdyż w niej siedzi wampir (a jakże) i możne po ciebie wrócić i zabić. Spokojna zielona mamba kojarzona jest natomiast jako dobry zwiastun. Na szczęście żadnych spotkań pierwszego stopnia z wężami nie mieliśmy.

Kontynuujemy jazdę na wschód kraju, gdzie czym dalej, tym gorzej z transportem. Pewnego dnia w okolicach Tocqueville przeszliśmy droga pieszo 38 kilometrowy (bo nic nie przejeżdżało), a na dodatek odwiedzony most z lian nie był imponujący, płatny i zrekonstruowany. Warty wysiłku okazał się natomiast treking do Kanionu Lekoni, gdzie wąskie wertykalne skały potrafiły zaspokoić oczekiwania turysty.

Kanion Lekoni


Potem szliśmy do granicy z Kongo (bo znowu jak na złość nic nie jechało), gdzie na szczęście uroku marszowi dodawały piękne, zielone, trawiaste, pagórkowate sawanny oraz mili i gościnni Gabończycy. Do granicy doszliśmy już po zmroku, gdzie zgarnął nas komendant policji – poczęstował winem, porobił sobie z nami zdjęcia, a kierowcy zatrzymanej tego wieczoru jedynej ciężarówki, po prostu oznajmił (czytaj rozkazał), aby znalazł dla nas miejsce w swojej szoferce i wziął nas do Kongo. Do tego sam ustalił cenę - nie oponowaliśmy, gdyż była dla nas bardzo korzystna. Szofer pozostał bez wyboru, a my dzięki rozentuzjazmowanemu komendantowi mieliśmy całonocny transport.

Informacje praktyczne:

Gabon – wjazd 31 maj 2007, pobyt przez 6 dni
Łączny koszt wizyty wyniósł 109 € na osobę, wliczając:
Wiza – 55 €, otrzymana w Quandoque w ciągu 24 godzin, ważna na 30 dni
Jedzenie – 24 €, średnio na dzień płaciliśmy4 €
Transport – 12 €, płaciliśmy tylko za jeden przejazd, reszta autostopem, przejechaliśmy 1,012 km
Nocleg – ceny zaczynały się od 8 € za pokój
Inne – 4 €

Afryka całościowo:
Odwiedziwszy 18 krajów w 145 dni, pokonaliśmy 20,955 km



powrót do początku strony