Do Ammanu, stolicy Jordanii, przylecieliĹmy królewskimi liniami Royal Jordanian.
Do Ammanu, stolicy Jordanii, przylecieliĹmy królewskimi liniami Royal Jordanian. Miasto powitaĹo nas sĹonecznÄ , ale wcale nie upalnÄ pogodÄ . To byĹ pierwszy znak, Ĺźe jednak nie jesteĹmy tak daleko od domu, listopadowe dni i tu potrafiÄ byÄ doĹÄ chĹodne. Potem nasze wraĹźenia ukĹadaĹy siÄ zgodnie ze sĹowami piosenki "tak daleko nam do siebie i tak blisko", no bo z jednej strony nowoczesne budynki, eleganckie hotele, kobiety policjantki, a z drugiej stary Arab siedzÄ cy przed drzwiami urzÄdu i piszÄ cy za pieniÄ dze podania na rozklekotanej maszynie, stare miasto peĹne maleĹkich sklepików, kawa z kardamonem nalewana z czajników zainstalowanych na wózku, kobiety zakryte od stóp do gĹów i pokazujÄ ce jedynie oczy. No tak, ale te oczy umalowane sÄ róĹźowym cieniem i posypane brokatem, nigdy nie odwaĹźyĹabym siÄ w biaĹy dzieĹ wyjĹÄ na ulicÄ w takim makijaĹźu.
Atmosfera Ammanu, a szczególnie jego starego miasta jest urzekajÄ ca. Bez koĹca moĹźna snuÄ siÄ po wÄ skich uliczkach, które czÄsto sÄ schodami, bo Amman, tak jak Rzym, wybudowany zostaĹ na siedmiu wzgórzach. My pozwoliliĹmy, by przez pierwszy dzieĹ prowadziĹy nas zapachy. Od kawy z kardamonem do knajpki usytuowanej na ulicy pomiÄdzy 2 budynkami, przywiódĹ nas zapach falafli i humusu czyli lokalnych specjaĹów z fasoli i cieciorki. Potem spÄdziliĹmy dĹuĹźszÄ chwilÄ w sklepie z fajkami wodnymi, wÄ chajÄ c róĹźne rodzaje tytoniu. Od najbardziej popularnego jabĹkowego, poprzez truskawkowy, pomaraĹczowy, aĹź do zupeĹnie dziwnych, jak tytoĹ o zapachu gumy do Ĺźucia czy coca-coli. Intensywny miÄtowy aromat oznaczaĹ, Ĺźe za chwilÄ zza rogu wyjdzie sprzedawca herbaty ze swoim samowarem. Pokrzepieni przeraĹşliwie sĹodkim napojem dĹugo chodziliĹmy od sklepiku do sklepiku, rozmawialiĹmy ze sprzedawcami, próbowaliĹmy pieroĹźków ze szpinakiem, którymi poczÄstowaĹ nas klient maleĹkiej piekarni, przymierzaliĹmy arafatki i zasĹony na twarz. A wieczorem, wiedzeni cudownym zapachem tytoniu jabĹkowego, trafiliĹmy do bardzo miĹej kawiarni, gdzie choÄ byĹam jedynÄ kobietÄ w lokalu, w spokoju wypaliliĹmy fajkÄ wodnÄ .
Kolejne dni wypeĹniliĹmy zwiedzaniem okolic Ammanu. W odlegĹoĹci 50 km. od miasta jest caĹe mnóstwo zabytków. My najpierw wybraliĹmy siÄ do zamków pustynnych, wybudowanych we wczesnych latach panowania islamu. Surowe zasady nowej religii spowodowaĹy, Ĺźe kalifowie wystawiali sobie takie podmiejskie "wille", gdzie bezpiecznie mogli oddawaÄ siÄ ulubionym rozrywkom, takim jak picie wina czy zabawianie siÄ z kobietami. Do dziĹ przetrwaĹy systemy ogrzewania, nawadniania, ĹaĹşnie parowe i inne udogodnienia. Jedna z tych budowli, Qusayr Amra, wpisana zostaĹa na listÄ Ĺwiatowego dziedzictwa UNESCO. SprawdziliĹmy, to rzeczywiĹcie bardzo piÄkny budynek, udekorowany wspaniaĹymi, dobrze zachowanymi freskami.
Do nastÄpnego miejsca, które chcieliĹmy zobaczyÄ, postanowiliĹmy pojechaÄ publicznym autobusem. Ten sposób podróĹźowania pozwala na bliĹźsze poznanie kraju i jego mieszkaĹców. 50 km. dzielÄ cych Jerash od Ammanu pokonaliĹmy szybko, bowiem rzymskie miasto, które byĹo naszym celem, jest czÄĹciÄ wspóĹczesnego miasta i kursujÄ do niego regularnie autobusy.
Jerash to jeden z najlepiej zachowanych na Bliskim Wschodzie przykĹadów rzymskiego prowincjonalnego miasta. Jego ĹwietnoĹÄ przypadĹa na czasy panowania Aleksandra Wielkiego. ĹťyĹo tu wtedy 20 tys. mieszkaĹców. DziĹ, w ruinach nie mieszka nikt, ale ĹwietnoĹÄ czuÄ nadal. Jest piÄkny hipodrom, na którym, w sezonie turystycznym, odbywajÄ siÄ wyĹcigi rydwanów, sÄ 2 amfiteatry, a przede wszystkim jest ogromny plac i wiodÄ ce do niego ulice otoczone wspaniaĹÄ kolumnadÄ . Na ulicach wciÄ Ĺź leĹźy antyczny bruk, w którym znaleĹşliĹmy wgĹÄbienia od kóĹ staroĹźytnych powozów. ObejrzeliĹmy teĹź ĹwiÄ tynie pochodzÄ ce z czasów bizantyjskich. W ĹwiÄ tyni Artemidy przysiedliĹmy na chwilÄ ze szklaneczkÄ kawy (obowiÄ zkowo z kardamonem) i patrzyliĹmy jak rzymskie miasto miesza siÄ z tym dzisiejszym, muzuĹmaĹskim. GĹos muezina, który dobiegaĹ z pobliskiego meczetu, wcale nie przeszkadzaĹ, przeciwnie, dopeĹniaĹ obraz tego miejsca, które wybudowali wprawdzie Rzymianie, ale uĹźytkowali teĹź Bizantyjczycy, muzuĹmanie i krzyĹźowcy.
Po 3 dniach opuĹciliĹmy stolicÄ i ruszyliĹmy na poĹudnie. Naszym celem byĹa Petra. Zanim tam jednak dojechaliĹmy, zatrzymaliĹmy siÄ na trochÄ w Madabie. Miasto to sĹynie z przepiÄknych mozajek, zarówno tych staroĹźytnych, jak i wspóĹczesnych, produkowanych w miejscowej szkole mozaiki. Jest teĹź Madaba najwiÄkszym skupiskiem chrzeĹcijan w Jordanii. ByĹ tu Jan PaweĹ II, podczas swojej pielgrzymki do Ziemi ĹwiÄtej. Przed koĹcioĹem, w którym siÄ modliĹ wisi, obok portretu króla, takĹźe portret papieĹźa. ChcieliĹmy i my pomodliÄ siÄ w tym miejscu. Niestety, z koĹcioĹa wyszĹa zakonnica i powiedziaĹa, Ĺźe nie mamy tu czego szukaÄ, ĹźebyĹmy sobie poszli. Tak wyglÄ daĹo jedyne spotkanie z wyznawcÄ naszej religii. Smutne, ale w tym kraju "groĹşnych muzuĹmanów" wszyscy byli dla nas mili, pomagali, zapraszali do domów, czÄstowali herbatÄ ; wszyscy oprócz katolickiej, biaĹej zakonnicy. To spotkanie pokazaĹo, jak bardzo moĹźna siÄ oszukaÄ opierajÄ c siÄ na stereotypach.
Z wielu ciekawych miejsc znajdujÄ cych siÄ koĹo Madaby, my zwiedziliĹmy 2: górÄ Nebo i zamek Heroda. Góra Nebo, to miejsce, z którego Bóg pokazaĹ MojĹźeszowi ZiemiÄ ObiecanÄ . Mnie zawsze kojarzyĹa siÄ ona z krainÄ mlekiem i miodem pĹynÄ cÄ , z gajami oliwnymi, winnicami i kwiatami. Tymczasem, to co widaÄ z góry Nebo, aĹź po horyzont, to jaĹowa pustynia, pagórki, skaĹy, piach i kamienie. MoĹźe kilka tysiÄcy lat temu byĹo tu inaczej, ale dziĹ wolaĹabym, Ĺźeby upragniona kraina, do której idÄ od wielu lat, wyglÄ daĹa nieco ĹźyĹşniej. Jeszcze bardziej surowo jest w okolicach zamku Heroda. Wybudowano go na wielkiej skale, wĹród podobnych jej, surowych, kamiennych gór. To tu Salome poprosiĹa o gĹowÄ Jana Chrzciciela. Egzekucja odbyĹa siÄ w jednej z jaskiĹ, które sÄ zamieszkaĹe po dziĹ dzieĹ. Nie mam pojÄcia z czego ĹźyjÄ ci ludzie. MajÄ jaskiniÄ, zamiast podwórka wÄ skÄ skalnÄ póĹkÄ, jak okiem siÄgnÄ Ä tylko kamienie. Co jedzÄ oni, a co stojÄ cy przed jaskiniÄ osioĹek? MoĹźe sycÄ siÄ widokiem z okna, bo trzeba przyznaÄ, Ĺźe jest zapierajÄ cy dech w piersiach. GroĹşne, potÄĹźne góry w ĹźóĹto-szarych barwach. Gdy wdrapaliĹmy siÄ na szczyt, mój kolega usiadĹ na jednej z niewielu pozostaĹoĹci po zamku Heroda i oznajmiĹ, Ĺźe nigdzie siÄ stÄ d nie rusza. BÄdzie tak siedziaĹ i patrzyĹ. Do koĹca Ĺźycia.
Kiedy udaĹo mi siÄ wreszcie namówiÄ go do dalszej podróĹźy, pojechaliĹmy do Szobaku. Jest tam zamek krzyĹźowców z 1115r. Wzniesiony zostaĹ na stromej, trudno dostÄpnej górze, juĹź z daleka robi imponujÄ ce wraĹźenie. Na miejscu moĹźna dĹugo bĹÄ dziÄ po ciemnych zakamarkach. My zaczÄliĹmy schodziÄ po schodkach prowadzÄ cych nie wiadomo gdzie. Tu trzeba zaznaczyÄ, Ĺźe zwiedzanie w Jordanii ma zawsze posmak przygody. Nie ma barierek, opisów, tras zwiedzania. Nigdy nie wiadomo co czeka w nastÄpnej jaskini czy za kolejnÄ górÄ . Tym razem byĹ to dĹugi, krÄty i wÄ ski korytarz schodzÄ cy stromo w dóĹ. Po pierwszym zakrÄcie ĹwiatĹo dzienne przestaĹo docieraÄ, zdani byliĹmy wyĹÄ cznie na nasze latarki. Przez 15min. schodziliĹmy w ciemnoĹciach, a koĹca drogi nie byĹo widaÄ, ciÄ gle tylko schody, schody, schody. Kiedy doszliĹmy do wniosku, Ĺźe to z pewnoĹciÄ tajemne poĹÄ czenie z JerozolimÄ , postanowiliĹmy zawróciÄ. WyszliĹmy na Ĺwiat zupeĹnie pokryci szarym pyĹem. CzuliĹmy siÄ jak odkrywcy. Wprawdzie wyczytaĹam potem w przewodniku, Ĺźe byĹo to sekretne wyjĹcie z zamku i prowadziĹo na drugÄ stronÄ góry, za miasto, ale to uczucie ekscytacji i odkrywania tajemnicy towarzyszy mi nawet teraz, kiedy o tym piszÄ. Zwiedzanie europejskich zabytków nie dostarcza takich emocji!
NastÄpnym przystankiem na naszej trasie byĹa Petra. ZatrzymaliĹmy siÄ tam na 2 dni i byĹo to zdecydowanie za maĹo. To absolutnie cudowne miejsce. Monumentalne skaĹy, wykute w nich staroĹźytne miasto i ciÄ gle toczÄ ce siÄ tu Ĺźycie oczarowaĹy mnie zupeĹnie. MogĹabym bez koĹca chodziÄ po górach, podziwiaÄ kolorowe kamienie i ich niesamowite wzory. Od czasu do czasu zatrzymaĹabym siÄ przy wykutej w skale ĹwiÄ tyni, odpoczÄĹabym przy beduiĹskiej jaskini, pokazaĹa dzieciom jak zrobiÄ pudeĹko z papieru, napiĹa herbaty z dorosĹymi. Potem kupiĹabym od nich kilka paciorków, przedarĹa siÄ przez stadko owiec i poobserwowaĹa skaczÄ ce po pionowych skaĹach kozy. Tak, 2 dni to stanowczo za maĹo na to magiczne miejsce. Ale mieliĹmy tylko tyle wiÄc staraliĹmy siÄ wykorzystaÄ je maksymalnie. Od Ĺwitu, aĹź po zmierzch, kiedy nie byĹo juĹź turystów, a Beduini wracali na wielbĹÄ dach i osioĹkach do domów. Jeden z nich zaprzyjaĹşniĹ siÄ z nami, poczÄstowaĹ herbatÄ i zagraĹ dla mnie na flecie. Czas siÄ zatrzymaĹ, Ĺwiat przestaĹ pÄdziÄ, byĹ tylko zachód sĹoĹca, skubiÄ cy trawÄ wielbĹÄ d i rzewna beduiĹska muzyka. A potem nasz nowy znajomy zaĹpiewaĹ. GĹos odbijaĹ siÄ od majestatycznych skaĹ i powracaĹ do nas echem. Nie wiem o czym ĹpiewaĹ, ale podobno to smutna piosenka...
Ostatnim akcentem naszego pobytu w Jordanii byĹa Wadi Rum, ponoÄ najpiÄkniejsza pustynia Ĺwiata. PojechaliĹmy tam z Ahmedem i Mohammedem ich samochodem z napÄdem na 4 koĹa. Dali mi poprowadziÄ i muszÄ przyznaÄ, Ĺźe nie spodziewaĹam siÄ, Ĺźe jeĹźdĹźenie po pustyni jest aĹź tak trudne. Nie byĹam w stanie w ogóle zapanowaÄ nad autem, krÄciĹam kierownicÄ w lewo, a skrÄcaĹam w prawo! Od tego czasu z duĹźo wiÄkszym szacunkiem oglÄ dam relacje z rajdu Dakar.
Na pustyni spÄdziliĹmy 3 dni. ChcieliĹmy zobaczyÄ jak naprawdÄ siÄ tu Ĺźyje, wiÄc nie zamieszkaliĹmy w obozie dla turystów, tylko po prostu pod skalnym mostem. Rano zbieraĹam suche krzaczki porastajÄ ce pustyniÄ. DziÄki nim mogliĹmy wypiÄ herbatÄ i upiec kurczaka. MyliĹmy siÄ wodÄ z butelki, oczywiĹcie dopóki byĹa, drugiego dnia nie myliĹmy siÄ wcale. WĹaĹciwie nie robiliĹmy nic wielkiego, ale najprostsze czynnoĹci, jak np. gotowanie wody, zajmowaĹy tyle czasu, Ĺźe dzieĹ mijaĹ niepostrzeĹźenie. Potem gwaĹtownie nadchodziĹa noc i najpiÄkniejsze gwiazdy jakie kiedykolwiek widziaĹam. SiedzieliĹmy przy ognisku, jedliĹmy kurczaka i sĹuchaliĹmy opowieĹci Mohammeda o jego libaĹskiej narzeczonej. Bardzo za niÄ tÄskni, chciaĹby siÄ oĹźeniÄ, ale go nie staÄ, wesele to duĹźy wydatek. Ona ma pieniÄ dze, ale Mohammed jest czĹowiekiem honoru, sam musi zarobiÄ na swój Ĺlub. Nie narzeka wiÄc i zbiera pieniÄ dze. I tylko czasem kiedy przypomni sobie piÄkne, czarne oczy Laili, robi mu siÄ trochÄ smutno. Takie Ĺźycie.
ChÄtnie zostalibyĹmy na pustyni trochÄ dĹuĹźej, ale czas nagliĹ. Ahmed podwiózĹ nas do autostrady, skÄ d autobusem pojechaliĹmy do jedynego jordaĹskiego kurortu - Aqaby. StamtÄ d drogÄ lÄ dowÄ przeszliĹmy do Izraela, polecieliĹmy do Tel Avivu i Warszawy. Wakacje siÄ skoĹczyĹy, ale Jordania pozostaĹa w nas, woĹa ĹźebyĹmy jeszcze kiedyĹ jÄ odwiedzili. Kto wie, kto wie...
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(27,84 zł najniższa cena z 30 dni)
28.74 zł
44.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
