Dookoła Ameryki Południowej
Data publikacji: 2008-08-04
Początek - 25 listopada 2007
Bilety kupione! Najpierw do Girony RyanAirem za 1 PLN (+oplaty = 790% wiecej ;)), zaś z Madrytu do Salvador de Bahia AirEuropa - tylko 300 EUR! :)
Bilet jest - teraz transport i nocleg! - 19 grudnia 2007
Korzyst
Początek - 25 listopada 2007
Bilety kupione! Najpierw do Girony RyanAirem za 1 PLN (+oplaty = 790% wiecej ;)), zaś z Madrytu do Salvador de Bahia AirEuropa - tylko 300 EUR! :)
Bilet jest - teraz transport i nocleg! - 19 grudnia 2007
Korzystajac z odrobiny czasu wolnego zapewnionego przez male niedomaganie fizyczne knujemy jak sie najtaniej dostac z Girony do Barcelony, a pozniej do Madrytu.
Ze wstepnego rekonesansu wyglada na to, ze samolotem jest taniej z Bacelony do Madrytu niz pociagiem (Air Europe 30 EUR vs. pociag ok. ” Single adult 60.50 euros”)… Moze ktos ma inne informacje, he ;)?!
Drugim koncem podrozniczego kija jest nocleg: jak dobijemy do Salvadoru, to ucelujemy akurat w srodek karnawalu = kosmiczne ceny dla estadounidenses (”Amerykanejrow”), czyli upraszczajac dla “bialych”, do ktorych chcac nie chcac sie zaliczamy - moze wcale nie tak najgorzej ;)…
Liczymy, ze z odsiecza noclegowa zarowno w Hiszpanii, jak i w Brazylii przyjda nam osoby z Hospitality Club, Coach Surfing, badz Servas (jak juz bedziemy czlonkami tej organizacji ;)).
Jak na dobrym egzaminie musza byc zawsze przynajmniej trzy pytania - a oto i trzeci znak zapytania: czy zwazajac na to, ze Brazylia jest jednym z najdrozszych krajow w Am. Pld. warto zwiedzac ja szczegolowo = jezdzic autobusem, czy smyknac jak najszybciej w kierunku Patagonii (Argentyna)? Chcemy tam jeszcze sie znalezc przed mrozami w ichniej zimie zaczynajacej sie - jak wiem z niezawodnych ;) zrodel - w kwietniu… Moze lepiej poznac klimat Brazylii w Salvadorze, nie tracac zbyt duzo przemienionych magicznie zlociszy w zlociste reale na transport, tylko wsysnac jak przez slomke cala sztuke capoeiry, karnawalu i zas smignac samolocikiem jak najdalej sie da na poludnie??
Pewnie na takich wlasnie rozmyslaniach mina radosne i jakze specyficzne w Polsce Swieta…
Aha, z przygotowan do wyprawy jeszcze - jesli dobrze pojdzie - wkrotce stane sie radosnym posiadaczem magicznego pudelka uwieczniajacego obrazki! :) Maurycy - go 4 it! :))
Marszruta - 26 grudnia 2007
Decydujac sie ze wzgledow ekonomicznych na przylot do Salwadoru w Brazylii liczylismy sie z tym, ze bedziemy musieli sie nieco wysilic, by dotrzec na poludnie, do Patagonii. Chcielibysmy tam wyladowac na poczatku marca, poniewaz od mniej wiecej polowy kwietnia zaczyna sie tam zima (a spiwor mam poki co z supermarketu na 49 PLN, stuletni, bez darmowej reklamy - nie napisze z jakiego sklepu;), ale wazy 1 kg! ;))! Z powyzszego wynika, ze mamy okolo trzech tygodni z Salvadoru, by tam dotrzec (i bardzo dobrze, ze tyle, bo nie bedzie trzeba sie dluzej meczyc z portugalskim, ktorego nie znamy - trzeba widziec pozytywne strony ;): btw: hiszpanski tylko “un poco”, ale pracujemy nad tym! ;)). W gre wchodzi samolot, ale z tego, co udaje sie znalezc na sieci wychodzi raczej zbyt drogo (np. Salvador - Buenos ca. 1.100 PLN, GOL)… Mamy nadzieje, ze na miejscu uda nam sie wynegocjowac lepsze ceny, albo po prostu znalezc jakies promocyjne loty w granicach 200 USD - zobaczymy. Po rodze jest jeszce kilka miejsc, ktorych naprawde zal by bylo nie odwiedzic: Foz do Iguacu i Buenos… Z Pantanal od razu rezygnujemy ze wzgledu na czas…Chcielibysmy jak najwiecej zaczerpnac Brazylii w samym Salvadorze, nie tracac pieniedzy na transporty: copoeira, karnawal (samba, salsa), a takze bjj (brasilian jiu jutsu).Widzac Salvador oraz zwazajac na to, ze czas goni, a takze na opinie innych podroznikow o Rio zastanawiamy sie, czy tam w ogole - juz naprawde w srodku karnawalu - zawitac… Na razie sceptycznie jestem ku temu nastawiony… ;)Pewnym “must’em” - jak wczesniej wspomnialem - sa jednak Foz do Iguacu (najblizsze duze miasto - Asuncion (dosl.: Wniebowziecie ;)), Paragwaj) oraz Buenos Aires (muzyka pana Piazzoli - kompozytora, guru tanga znalazla sie wsrod gwiazdorkowych podarkow ;))! Idealnie by bylo sie dostac z Salvadoru bezposrednio do Foz do Iguacu (275 wodospadow, spadajacych z wysokosci do 80m!), a stamtad do Buenos. Porownamy ceny biletow lotniczych na miejscu i autobusow oraz czasy jazdy i zadecydujemy :)! Moze uda sie cos na forum wyszukac! :) Wiemy, ze zycie jest sztuka kompromisow i moze lepiej bedzie zrezygnowac z bardzo turystycznych atrakcji na rzecz bardziej “rootsowych” doswiadczen np. w Kolumbii ;)!A dalsza czesc trasy w zarysie ksztaltuje sie tak:W Patagonii okolo 1,5 m-ca! Z tego, co pisza w przewodniku absolutna rewelacja! :) Nie mozemy sie juz doczekac! Stopik, namiocik, zero ludkow i cudowna natura!!! Park Narodowy Tierra del Fuego, jedno z najbardziej wysunietych na poludnie miast - Ushuaia, a takze Park Narodowy Los Glaciares. Argentyna oprocz powyzszego ma takze do zaoferowania pasmo Fitz Roy wraz z Cerro Torre - nie jestsmy jednak “freakami” wspinaczki i dlatego nawet nie bedziemy myslec o probie zdobycia tego jednego z pieci najbardziej wymagajacych na swiecie szczytow do wspinaczki ;).Nastepnie Chile, Park Narodowy Torres del Paine, Santiago de Chile, Valparaiso, Pustynia Atacama.Pozniej Bolivia, Salar de Uyuni (najwieksze solnisko swiata), Jezioro Titicaca (3821 m npm. Długosc ponad 230 km i szerokosc okolo 97 km), La Paz (stolica, 4014m nmp), Park Narodowy Madidi (jako kompensata, badz zacheta wzgledem Amazonki). Chcemy zrobic zjazd rowerami najbardziej niebezpieczna droga (dla samochodow) swiata! :) Bolivia jest ponoc stosunkowo tania - moze jakis szybki kurs hiszpanskiego nalezaloby tam zrobic? :)Stamtad do Peru, Lima. Machu Picchu stawiam pod znakiem zapytania - mnostwo ludzi, drogo dojazd (ponoc a krotko ponad godzinna jazde z Aguas Calientes do Ollantaytambo trzeba zaplacic blisko 50$) i wejscia… Zastanawiam sie, czy nie lepiej np. w Kolumbii Zaginione Miasto (Ciudad Perdida) - zabawa Indiane Jones’a (my hero! ;)). Oprocz tego smak Karaibow i reagge :)… Wracajac jednak do Peru planujemy tez zwiedzic Arequipe oraz Cuzco, Kanion Colca, Nazca, a takze odbyc trekking w okolicach Huaraz (Cordillieras Blancas), przemknac sladami Inkow po starych andyjskich szlakach! :)Opcja minimalna bedzie konczyc sie pewnie w Ekwadorze, Quito (stolica, 2811m npm), Park Narodowy Mochalilla.Wersja przedluzona obejmie Kolumbie: Cartagena (architektoniczny skarb kontynentu), a takze Ciudad Perdida.W Wenezueli chcemy zawitac do Merida - centrum aktywnego wypoczynku, zobaczyc Salto Angel (najwyzszy wodospad na swiecie, woda rozpedza sie z 320m), zdobyc szczyt Roraima (2810m npm). Jesli czyta to jakis potencjalny sponsor, to uwaga: wszystko zalezy od Ciebie! ;)Wariant “extreme” podroz Amazonka przez Brazylie! :) j.w. ;)Paragwaj i Urugwaj pozostawiamy, ze tak sie wyraze “wynikowo” ;)!Zasadniczo powyzej jest plan, a jesli nie dojedziemy gdzies - jak mow serdeczny znajomy mawia “tragedii nie bedzie” ;)! Chcemy cieszyc sie (bez zbyt osobistych watkow) czasem, sama podroza, spotkanymi ludzmi, natura… :)Gdy po drodze spodoba nam sie gdzies wyjatkowo lub spotkamy jakis charyzmatycznych ludzi, nie bedziemy sie wzbraniac, by tam spedzic nieco czasu: moze pracujac np. uczac angielskiego (lecz bardziej by wsiaknac w miejsce, niz w celach zarobkowych sensu sticte), moze pomogajac wolontariako np. na misjach :)…Naszym marzeniem jest splyw w Peru, badz Argentynie lub Ekwadorze rzeka - rafting :)!Narty i snowboard miedzy czerwcem a wrzesniem to tez ciekawa opcja w Chile, badz Argentynie :)!A jesli sponsorzy naprawde sie postaraja to zawitamy takze na Rapa Nui (Wyspy Wielkanocne - moze na Wielanoc?! ;)) oraz Wyspy Galapagos! :) No coz - pomarzyc kazdy moze! ;)
Poznań - 31 stycznia 2008
Zaczelismy nasza podroz ostatniego dnia stycznia lotem z Poznania do Girony, niedaleko Barcelony (ok. 100 km) ze sloganem “Do Girony za 2 batony” ;). Gryps wzial sie stad, ze lot kosztowal nas 1 PLN + oplaty (okolo 790% ;)). Liczac sie z wygorowanymi cenami artykulow spozywczych w Uni, stwierdzilismy, ze +- wlasnie dokladnie dwa batony kosztuje lot czlonka Uni z Poznania do Girony (Katalonia) ;).
GIRONA przywitala nas cieplo - doslownie :). Z temperatur w okolicach zero w Poznaniu wyladowalismy w okolo 15 stopni :) - goraca Hiszpania! ;) Zauroczylo nas to miasteczko swoja sredniowieczna architektura i totalnym brakiem turystow. Zwiedzielismy stare miasto, poblakalismy sie po waskich uliczkach i zladowalismy u doskonale gotujacej zupe dyniowa i tortille gospodyni z Hospotality Club.
To tak w gigantycznym skrocie! Postaramy sie czesciej dawac znac, ale dzieje sie mnostwo i nie zawsze mamy mozliwosc i czas na Internet… Pozdrawiamy goraco - jestesmy cali i zdrowi! :)
GIRONA. Montserrat - 1 lutego 2008
W drodze na dworzec autobusowy przeszlismy sie po sredniowiecznych murach zegnajac z gory Girone. Kolejne dwa batony kosztowal nas przelot do Madrytu (okazal sie najbardziej ekonomiczna opcja z rozpatrywanych: autobus, pociag) - do czego to teraz doszlo, zeby najtaniej latac samolotem?! ;)
W MADRYCIE przyjeto nas w Couch Surfing i tego samego wieczoru bylismy na imprezie tej organizacji w mieszkaniu jednego z czlonkow. Okazalo sie, ze w Madrycie wiecej obcokrajowcow nalezy do tej organizacji, niz autochtonow ;). Spotkalismy ludka z Gwatemali, Tajwanu, Wloch, Kanady (Quebeck), ale najciekawszym wydarzeniem bylo, gdzy dziewcze wygladajace na Hinduske uraczylo nas bezbledna polszczyna - jak sie okazalo mam Polka, tata Hindus! ;)
MADRID. Loli&Paolo - 2 lutego 2008
Tego dnia zafundowalismy spbie spacer po Madrycie i tu niespodzianka: z tak cieplego przyjecia zrobilo sie nagle naprawde zimno! Brr…
Z ciekawostek ku przestrodze: wcale nie jest wyolbrzymiona opinia, ze w Hiszpanii kradna - robe tego procederu przeprowadzono w Katedrze obok Polacu Krolewskiego na plecaku Ewy. Dzieki jej niebywalej czujnosci (;)) na szczescie proba pozostala nieudana ;)!
Ponadto zwiedzilismy sobie czesc Centro de Arte Reina Sofia oraz czesc Prado (Goya, El Greco).
MADRID. Loli&Paolo - 3 lutego 2008
Czesc dalsza zwiedzania Madrytu: Reina Sofia, Prado. Bylismy tez na ,szy po hiszpansku w ramach nauki ;)! Niby ta globalizacja i standaryzacja to taki wielkie halo w ostatnich latach, a Kosciol juz od wiekow wiele rzeczy ustandaryzowal ;) - liturgia wszedzie na swiecie podobna…
Na ulicach Madrytu mozna spotkac przebierancow z okazji karnawalu!
Wieczorem nasi gospodarze uraczyli nas fotografiami z Patagonii… Taaak… Bardzo zachecajace ;)!
MADRID. Loli&Paolo - 4 lutego 2008
Przechadzek po Madrycie czesc dalsza, a takze spotkanie ze znajomym Ewy Juan - bardzo wesolo! :)
Przenosimy sie do kolejnej osoby, z ktora spedzamy milusi czas przy przezabawnej tortilli ;), winku, gitarze i muzyce swiata! :)
MADRYT. Jose Miguel - 5 lutego 2008
Dzis do Brazylii! Tak naprawde to walsnie dzis sie zaczni nasza podroz. Hiszpania to takie preludium, choc bardzo mile.
Do Salwadoru przylatujemy pozno, jestesmy zmeczeni, nie mamy noclegow i w mysl zasady: “wszystko wyglada lepiej, jak sie czlowiek porzadnie wyspi” czynimy to na lotnisku :)! Nieco zalujemy, ze wlasnie dzis ostatni dzien karnawalu, a nas tam nie ma, ale moze uda sie w nadrobic! :)
Bilety kupione! Najpierw do Girony RyanAirem za 1 PLN (+oplaty = 790% wiecej ;)), zaś z Madrytu do Salvador de Bahia AirEuropa - tylko 300 EUR! :)
Bilet jest - teraz transport i nocleg! - 19 grudnia 2007
Korzystajac z odrobiny czasu wolnego zapewnionego przez male niedomaganie fizyczne knujemy jak sie najtaniej dostac z Girony do Barcelony, a pozniej do Madrytu.
Ze wstepnego rekonesansu wyglada na to, ze samolotem jest taniej z Bacelony do Madrytu niz pociagiem (Air Europe 30 EUR vs. pociag ok. ” Single adult 60.50 euros”)… Moze ktos ma inne informacje, he ;)?!
Drugim koncem podrozniczego kija jest nocleg: jak dobijemy do Salvadoru, to ucelujemy akurat w srodek karnawalu = kosmiczne ceny dla estadounidenses (”Amerykanejrow”), czyli upraszczajac dla “bialych”, do ktorych chcac nie chcac sie zaliczamy - moze wcale nie tak najgorzej ;)…
Liczymy, ze z odsiecza noclegowa zarowno w Hiszpanii, jak i w Brazylii przyjda nam osoby z Hospitality Club, Coach Surfing, badz Servas (jak juz bedziemy czlonkami tej organizacji ;)).
Jak na dobrym egzaminie musza byc zawsze przynajmniej trzy pytania - a oto i trzeci znak zapytania: czy zwazajac na to, ze Brazylia jest jednym z najdrozszych krajow w Am. Pld. warto zwiedzac ja szczegolowo = jezdzic autobusem, czy smyknac jak najszybciej w kierunku Patagonii (Argentyna)? Chcemy tam jeszcze sie znalezc przed mrozami w ichniej zimie zaczynajacej sie - jak wiem z niezawodnych ;) zrodel - w kwietniu… Moze lepiej poznac klimat Brazylii w Salvadorze, nie tracac zbyt duzo przemienionych magicznie zlociszy w zlociste reale na transport, tylko wsysnac jak przez slomke cala sztuke capoeiry, karnawalu i zas smignac samolocikiem jak najdalej sie da na poludnie??
Pewnie na takich wlasnie rozmyslaniach mina radosne i jakze specyficzne w Polsce Swieta…
Aha, z przygotowan do wyprawy jeszcze - jesli dobrze pojdzie - wkrotce stane sie radosnym posiadaczem magicznego pudelka uwieczniajacego obrazki! :) Maurycy - go 4 it! :))
Marszruta - 26 grudnia 2007
Decydujac sie ze wzgledow ekonomicznych na przylot do Salwadoru w Brazylii liczylismy sie z tym, ze bedziemy musieli sie nieco wysilic, by dotrzec na poludnie, do Patagonii. Chcielibysmy tam wyladowac na poczatku marca, poniewaz od mniej wiecej polowy kwietnia zaczyna sie tam zima (a spiwor mam poki co z supermarketu na 49 PLN, stuletni, bez darmowej reklamy - nie napisze z jakiego sklepu;), ale wazy 1 kg! ;))! Z powyzszego wynika, ze mamy okolo trzech tygodni z Salvadoru, by tam dotrzec (i bardzo dobrze, ze tyle, bo nie bedzie trzeba sie dluzej meczyc z portugalskim, ktorego nie znamy - trzeba widziec pozytywne strony ;): btw: hiszpanski tylko “un poco”, ale pracujemy nad tym! ;)). W gre wchodzi samolot, ale z tego, co udaje sie znalezc na sieci wychodzi raczej zbyt drogo (np. Salvador - Buenos ca. 1.100 PLN, GOL)… Mamy nadzieje, ze na miejscu uda nam sie wynegocjowac lepsze ceny, albo po prostu znalezc jakies promocyjne loty w granicach 200 USD - zobaczymy. Po rodze jest jeszce kilka miejsc, ktorych naprawde zal by bylo nie odwiedzic: Foz do Iguacu i Buenos… Z Pantanal od razu rezygnujemy ze wzgledu na czas…Chcielibysmy jak najwiecej zaczerpnac Brazylii w samym Salvadorze, nie tracac pieniedzy na transporty: copoeira, karnawal (samba, salsa), a takze bjj (brasilian jiu jutsu).Widzac Salvador oraz zwazajac na to, ze czas goni, a takze na opinie innych podroznikow o Rio zastanawiamy sie, czy tam w ogole - juz naprawde w srodku karnawalu - zawitac… Na razie sceptycznie jestem ku temu nastawiony… ;)Pewnym “must’em” - jak wczesniej wspomnialem - sa jednak Foz do Iguacu (najblizsze duze miasto - Asuncion (dosl.: Wniebowziecie ;)), Paragwaj) oraz Buenos Aires (muzyka pana Piazzoli - kompozytora, guru tanga znalazla sie wsrod gwiazdorkowych podarkow ;))! Idealnie by bylo sie dostac z Salvadoru bezposrednio do Foz do Iguacu (275 wodospadow, spadajacych z wysokosci do 80m!), a stamtad do Buenos. Porownamy ceny biletow lotniczych na miejscu i autobusow oraz czasy jazdy i zadecydujemy :)! Moze uda sie cos na forum wyszukac! :) Wiemy, ze zycie jest sztuka kompromisow i moze lepiej bedzie zrezygnowac z bardzo turystycznych atrakcji na rzecz bardziej “rootsowych” doswiadczen np. w Kolumbii ;)!A dalsza czesc trasy w zarysie ksztaltuje sie tak:W Patagonii okolo 1,5 m-ca! Z tego, co pisza w przewodniku absolutna rewelacja! :) Nie mozemy sie juz doczekac! Stopik, namiocik, zero ludkow i cudowna natura!!! Park Narodowy Tierra del Fuego, jedno z najbardziej wysunietych na poludnie miast - Ushuaia, a takze Park Narodowy Los Glaciares. Argentyna oprocz powyzszego ma takze do zaoferowania pasmo Fitz Roy wraz z Cerro Torre - nie jestsmy jednak “freakami” wspinaczki i dlatego nawet nie bedziemy myslec o probie zdobycia tego jednego z pieci najbardziej wymagajacych na swiecie szczytow do wspinaczki ;).Nastepnie Chile, Park Narodowy Torres del Paine, Santiago de Chile, Valparaiso, Pustynia Atacama.Pozniej Bolivia, Salar de Uyuni (najwieksze solnisko swiata), Jezioro Titicaca (3821 m npm. Długosc ponad 230 km i szerokosc okolo 97 km), La Paz (stolica, 4014m nmp), Park Narodowy Madidi (jako kompensata, badz zacheta wzgledem Amazonki). Chcemy zrobic zjazd rowerami najbardziej niebezpieczna droga (dla samochodow) swiata! :) Bolivia jest ponoc stosunkowo tania - moze jakis szybki kurs hiszpanskiego nalezaloby tam zrobic? :)Stamtad do Peru, Lima. Machu Picchu stawiam pod znakiem zapytania - mnostwo ludzi, drogo dojazd (ponoc a krotko ponad godzinna jazde z Aguas Calientes do Ollantaytambo trzeba zaplacic blisko 50$) i wejscia… Zastanawiam sie, czy nie lepiej np. w Kolumbii Zaginione Miasto (Ciudad Perdida) - zabawa Indiane Jones’a (my hero! ;)). Oprocz tego smak Karaibow i reagge :)… Wracajac jednak do Peru planujemy tez zwiedzic Arequipe oraz Cuzco, Kanion Colca, Nazca, a takze odbyc trekking w okolicach Huaraz (Cordillieras Blancas), przemknac sladami Inkow po starych andyjskich szlakach! :)Opcja minimalna bedzie konczyc sie pewnie w Ekwadorze, Quito (stolica, 2811m npm), Park Narodowy Mochalilla.Wersja przedluzona obejmie Kolumbie: Cartagena (architektoniczny skarb kontynentu), a takze Ciudad Perdida.W Wenezueli chcemy zawitac do Merida - centrum aktywnego wypoczynku, zobaczyc Salto Angel (najwyzszy wodospad na swiecie, woda rozpedza sie z 320m), zdobyc szczyt Roraima (2810m npm). Jesli czyta to jakis potencjalny sponsor, to uwaga: wszystko zalezy od Ciebie! ;)Wariant “extreme” podroz Amazonka przez Brazylie! :) j.w. ;)Paragwaj i Urugwaj pozostawiamy, ze tak sie wyraze “wynikowo” ;)!Zasadniczo powyzej jest plan, a jesli nie dojedziemy gdzies - jak mow serdeczny znajomy mawia “tragedii nie bedzie” ;)! Chcemy cieszyc sie (bez zbyt osobistych watkow) czasem, sama podroza, spotkanymi ludzmi, natura… :)Gdy po drodze spodoba nam sie gdzies wyjatkowo lub spotkamy jakis charyzmatycznych ludzi, nie bedziemy sie wzbraniac, by tam spedzic nieco czasu: moze pracujac np. uczac angielskiego (lecz bardziej by wsiaknac w miejsce, niz w celach zarobkowych sensu sticte), moze pomogajac wolontariako np. na misjach :)…Naszym marzeniem jest splyw w Peru, badz Argentynie lub Ekwadorze rzeka - rafting :)!Narty i snowboard miedzy czerwcem a wrzesniem to tez ciekawa opcja w Chile, badz Argentynie :)!A jesli sponsorzy naprawde sie postaraja to zawitamy takze na Rapa Nui (Wyspy Wielkanocne - moze na Wielanoc?! ;)) oraz Wyspy Galapagos! :) No coz - pomarzyc kazdy moze! ;)
Poznań - 31 stycznia 2008
Zaczelismy nasza podroz ostatniego dnia stycznia lotem z Poznania do Girony, niedaleko Barcelony (ok. 100 km) ze sloganem “Do Girony za 2 batony” ;). Gryps wzial sie stad, ze lot kosztowal nas 1 PLN + oplaty (okolo 790% ;)). Liczac sie z wygorowanymi cenami artykulow spozywczych w Uni, stwierdzilismy, ze +- wlasnie dokladnie dwa batony kosztuje lot czlonka Uni z Poznania do Girony (Katalonia) ;).
GIRONA przywitala nas cieplo - doslownie :). Z temperatur w okolicach zero w Poznaniu wyladowalismy w okolo 15 stopni :) - goraca Hiszpania! ;) Zauroczylo nas to miasteczko swoja sredniowieczna architektura i totalnym brakiem turystow. Zwiedzielismy stare miasto, poblakalismy sie po waskich uliczkach i zladowalismy u doskonale gotujacej zupe dyniowa i tortille gospodyni z Hospotality Club.
To tak w gigantycznym skrocie! Postaramy sie czesciej dawac znac, ale dzieje sie mnostwo i nie zawsze mamy mozliwosc i czas na Internet… Pozdrawiamy goraco - jestesmy cali i zdrowi! :)
GIRONA. Montserrat - 1 lutego 2008
W drodze na dworzec autobusowy przeszlismy sie po sredniowiecznych murach zegnajac z gory Girone. Kolejne dwa batony kosztowal nas przelot do Madrytu (okazal sie najbardziej ekonomiczna opcja z rozpatrywanych: autobus, pociag) - do czego to teraz doszlo, zeby najtaniej latac samolotem?! ;)
W MADRYCIE przyjeto nas w Couch Surfing i tego samego wieczoru bylismy na imprezie tej organizacji w mieszkaniu jednego z czlonkow. Okazalo sie, ze w Madrycie wiecej obcokrajowcow nalezy do tej organizacji, niz autochtonow ;). Spotkalismy ludka z Gwatemali, Tajwanu, Wloch, Kanady (Quebeck), ale najciekawszym wydarzeniem bylo, gdzy dziewcze wygladajace na Hinduske uraczylo nas bezbledna polszczyna - jak sie okazalo mam Polka, tata Hindus! ;)
MADRID. Loli&Paolo - 2 lutego 2008
Tego dnia zafundowalismy spbie spacer po Madrycie i tu niespodzianka: z tak cieplego przyjecia zrobilo sie nagle naprawde zimno! Brr…
Z ciekawostek ku przestrodze: wcale nie jest wyolbrzymiona opinia, ze w Hiszpanii kradna - robe tego procederu przeprowadzono w Katedrze obok Polacu Krolewskiego na plecaku Ewy. Dzieki jej niebywalej czujnosci (;)) na szczescie proba pozostala nieudana ;)!
Ponadto zwiedzilismy sobie czesc Centro de Arte Reina Sofia oraz czesc Prado (Goya, El Greco).
MADRID. Loli&Paolo - 3 lutego 2008
Czesc dalsza zwiedzania Madrytu: Reina Sofia, Prado. Bylismy tez na ,szy po hiszpansku w ramach nauki ;)! Niby ta globalizacja i standaryzacja to taki wielkie halo w ostatnich latach, a Kosciol juz od wiekow wiele rzeczy ustandaryzowal ;) - liturgia wszedzie na swiecie podobna…
Na ulicach Madrytu mozna spotkac przebierancow z okazji karnawalu!
Wieczorem nasi gospodarze uraczyli nas fotografiami z Patagonii… Taaak… Bardzo zachecajace ;)!
MADRID. Loli&Paolo - 4 lutego 2008
Przechadzek po Madrycie czesc dalsza, a takze spotkanie ze znajomym Ewy Juan - bardzo wesolo! :)
Przenosimy sie do kolejnej osoby, z ktora spedzamy milusi czas przy przezabawnej tortilli ;), winku, gitarze i muzyce swiata! :)
MADRYT. Jose Miguel - 5 lutego 2008
Dzis do Brazylii! Tak naprawde to walsnie dzis sie zaczni nasza podroz. Hiszpania to takie preludium, choc bardzo mile.
Do Salwadoru przylatujemy pozno, jestesmy zmeczeni, nie mamy noclegow i w mysl zasady: “wszystko wyglada lepiej, jak sie czlowiek porzadnie wyspi” czynimy to na lotnisku :)! Nieco zalujemy, ze wlasnie dzis ostatni dzien karnawalu, a nas tam nie ma, ale moze uda sie w nadrobic! :)
