RELACJE Z PODRÓŻY

Botswana



Autor:
Data dodania do serwisu: 2007-10-02
Relacja obejmuje następujące kraje:

Oceń relacjęŚrednia ocenaIlość ocen
5.20 20
Od dawna wielkie wrażenie wywierały na mnie filmy przyrodnicze National Geographic kręcone w Delcie Okawango. Nic dziwnego, to wciąż jeden z terenów nieskażonych cywilizacją, pozostający areną wielkiej migracji zwierząt. To największa na świecie delta śródlądowa – rzeka, która nie ma ujścia w żadnym morzu czy jeziorze, po prostu wchłania ją głodna ziemia i suche spragnione powietrze.

Jedyną możliwością dostania się w tą dzicz to wyprawa samolotem lub łódką – wybraliśmy drugą opcję i wpłynęliśmy w ten przyrodniczy raj. Kierujący naszymi dwiema 2-osobowymi łódkami (zwanymi "mokoro") przewoźnicy nie używali wiosła, tylko długim dragiem odpychali się od dna płytkiego rozlewiska. Przedzieraliśmy się przez szuwary, rozkoszując się idealną ciszą jak i kolorystyką otaczającej roślinności, tej nad, jak i pod lustrem krystalicznie czystej wody. Wypływając z wysokiej trawy ujrzeliśmy w oddali słonie, które stojąc w cieniu drzew chroniły się od przypiekającego słońca. Płynęliśmy dalej, aż tu nagle rozległ się w pobliżu ryk hipopotama – nasz sternik zastygnął, zatrzymał łódkę i nasłuchiwał. Zarośla uniemożliwiały łatwą lokalizację zwierzaka, więc aby zachować bezpieczeństwo zjechaliśmy z kanału i obraliśmy drogę okrężną przez chaszcze – czułem się, jakbyśmy poruszali się w mokoro po łące, a nie po wodzie – aż ponownie dotarliśmy na otwarte rozlewisko. Od tej pory stada rozkosznych hipci towarzyszyły nam często. Musieliśmy jednak zachować odpowiedni dystans, gdyż w Afryce najwięcej ludzi ginie nie od drapieżnych lwów czy krokodyli, lecz właśnie od tych roślinożernych stworzeń – hipopotamy są bardzo terytorialne i szczególnie niebezpieczne w bliskim kontakcie w wodzie.


Mokoro na Delcie Okawango


Spaliśmy na wyspach, a wybór miejsca pod namiot pozostawiliśmy przewodnikowi, który sprawdzał po śladach, czy aby nie kempingujemy na ścieżce słoni. Zaskoczył nas z decyzją, rozbicia się na ścieżce hipopotamów, które ponoć nie przyjdą czując człowieka, a w razie czego namiot obejdą?! Wieczorem rozpaliliśmy ognisko i po polowym posiłku (świeżo złapane rybki) w relaksacyjnym nastroju obserwowaliśmy z drzewa, jak dziesiątki hipci pluskało się w wodzie, zbierając się do wyjścia na nocne żerowisko. Rano przewodnik pokazał nam ślady łap lamparta, który przechadzał się po naszym obozowisku, kiedy my smacznie spaliśmy. Później poszliśmy na spacer po wyspie, gdzie tylko z daleka widzieliśmy uciekające przed nami stada zebr i żyraf – to właśnie dzicz i naturalna reakcja zwierząt, nie jak w popularnych parkach narodowych, gdzie zwierzęta są przyzwyczajone do obecności człowieka I można je podejść z bliska. I znowu przyszedł czas, aby usiąść w łódeczce i powoli, w beztroskim nastroju podziwiać ten odizolowany cud natury – spędziliśmy tutaj niepowtarzalne 3 dni i 2 noce.

kwiatki na Okwango


W okolicy Nata zobaczyliśmy słone panwie, będące dnem wyschniętego jeziora. Same w sobie imponujące nie były, ale atrakcyjności dodawały im setki tysięcy różowych flamingów, które o tej porze roku migrowały tutaj z różnych części Afryki.

I pomyśleć, że niespełna 50 lat temu był to jeden z najbiedniejszych krajów kontynentu. Ponieważ nie było czego wywozić, Anglicy w latach 60-tych chętnie oddali mu niepodległość, koncentrując się na grabieży w krajach ościennych. Botswana jednak wygrała swój szczęśliwy los na “loterii” – odkryto tu bogate złoża diamentów. Dzięki temu iż Rząd podzielił się dochodami z większością obywateli, gospodarka kraju uważana jest za najbardziej postępową na świecie w przeciągu ostatnich 10 lat. Niestety każdy medal ma dwie strony – w celu eksploatacji surowca z regionu Pustyni Kalahari przymusowo przesiedlono stamtąd ich pierwotnych mieszkańców – Buszmenów. Przez lata piętnowane przez władze i pozbawione własnych domów plemię walczyło o przetrwanie. Dopiero w tym roku sąd najwyższy zezwolił Buszmenom na powrót na ziemie przodków.


PN Chobe, hipcie w kąpieli


A my szybkim i bezpłatnym autostopem pomknęliśmy na północ do Parku Narodowego Chobe. Ponieważ nie posiadaliśmy własnego pojazdu, skorzystaliśmy z organizowanego safari, rankiem jeepem po buszu, a o zmierzchu łodzią po rzece. Dzikiej zwierzyny dużo, z bliska – poza (dla nas powszednimi) parzystokopytnymi, na uwagę zasługiwały ogromne stada słoni oraz wielkie krokodyle. A do swojej kolekcji zwierząt spotkanych na wolności dołączyć mogłem hieny o żelaznym ścisku szczęk oraz nieposkromione bawoły.

To na tyle, pa
Michał Kozok

Zdjęcia Ewelina Adamus i Magda Budzińska

Informacje praktyczne:

Botswana – wjazd 23 lipiec 2007, pobyt przez 8 dni
Łączny koszt wizyty wyniósł 198 € na osobę, wliczając:
Wiza – 63 €, wielokrotnego wjazdu, otrzymana w Windhoek od ręki, ważna na 3 miesiące
Jedzenie – 38 €
Transport – 10 € (większość bezpłatnym autostopem), pokonaliśmy 1,199 km
Nocleg – wszystkie w namiocie, oficjalny kemping w cenie od 4,5 do 7 € od osoby
Wstępy – Delta Okawango z Serunga, 26 € za łódkę 2-osobowa na dzień. PN Chobe – 17 € od osoby za 3-godzinne safari jeepem lub łódką

Afryka całościowo:
Odwiedziliśmy 23 państwa w 6 miesięcy i 3 tygodnie, przemierzyliśmy 31,242 km


powrót do początku strony