Helion SA
ul. Kościuszki 1c
44-100 Gliwice
tel. (32) 230-98-63
e-mail: sklep@bezdroza.pl
redakcja: redakcja@bezdroza.pl
informacje o księgarni bezdroza.pl
© Bezdroża 2011
RELACJE Z PODRÓŻY
Angola
Autor:
Data dodania do serwisu: 2007-08-22
Relacja obejmuje następujące kraje:
| Oceń relację | Średnia ocena | Ilość ocen |
| 3.73 | 15 | |
Przekroczyliśmy granicę od strony Konga Demokratycznego i zaczęliśmy szukać transportu do stolicy. Pogłoski o zabójczych cenach okazały się niestety prawdziwe (70$ za 530km). Co gorsza, ówczesnego dnia żaden z właścicieli lokalnego transportu nigdzie się nie wybierał. Cóż było robić - wyszliśmy za miasteczko w nadziei na autostop. Nie przypuszczaliśmy, iż nadzieją tą będziemy się karmić przez następne 4 dni - tyle bowiem czasu zajął nam marsz do pierwszej większej miejscowości. Podczas tej wędrówki minęły nas tylko 4 bardzo krótkodystansowe samochody i mimo, iż każdy z nich nas podwiózł, to pozostałe 110 km przeszliśmy z pełnym ładunkiem na plecach. A skoro treking ten nie był planowany – woda i żywność skończyły sie nader szybko, zjedliśmy nawet zapasy cukru i kostek rosołowych na sucho. Byliśmy zmuszeni pić wodę z rzeki, a w mijanych wioskach prosiliśmy o owoce, gdyż z reguły był to jedyny dostępny asortyment (brak sklepików). Przeszkadzały nam też malaryczne komary, musieliśmy również uważać na roznoszące śpiączkę muchy tse-tse. Jednak urokowi marszu dodawali miejscowi, ich otwartość i przyjazne nastawienie. Prośba o możliwość noclegu pod moskitierą obok domku zawsze spotykała sie z entuzjazmem i serdecznością gospodarza. Dopiero w Tomboco dnia 5-go znaleźliśmy transport, ale odtąd nasze tempo podróży wcale radykalnie nie wzrosło. Koszmar wyboistej, niemożliwie podziurawionej, pofałdowanej, tragicznej drogi ciągnął się setkami kilometrów, a kilkukrotnie nasze ciężarówki nie były w stanie osiągnąć wyższej średniej prędkości niż 10km/h - mijały nas nawet slalomujące rowery (np. 12 godzin ciągłej jazdy – pokonaliśmy dystans 115km!).

Mijane wioski podczas marszu
Wiele regionów kraju wciąż nadziane jest minami – o zejściu z głównej drogi w poszukiwaniu noclegu na dziko czy nawet o skorzystaniu z toalety nie było mowy. Nie dziwi wiec fakt, ze wieśniacy zbyt wiele ziemi nie uprawiają - podczas orania pola można wylecieć w powietrze. Odpowiedzi na istniejący stan rzeczy należy szukać w niedalekiej przeszłości – to ponad 30-letnia wojna zakończona w 2002 roku zniszczyła kraj (a w szczególności szlaki komunikacyjne). Najpierw przepędzono portugalskiego kolonizatora, a następnie Angola stała się nieoficjalna arena potyczek zimnej wojny - to głównie ZSRR, Kuba oraz USA testowały swoją najnowszą broń i zbroiły w nią walczące przeciwko sobie wojskowe armie.
Wszędzie w Afryce widać kontrast biedy i bogactwa, ale tutaj wydawał mi się on największy. Szczególnie w stolicy kraju, gdzie dominują eleganckie sklepy, drogie restauracje i ekskluzywne samochody - a po drugiej stronie wegetują Ci, którzy nie wzbogacili się na wojnie. Najbardziej zaszokował mnie obrazek osiedla z blachy i kartonu zbudowany dosłownie na wysypisku śmieci, zaraz za nowoczesnym centrum handlowym. Mimo wszystko dobrze usytuowana Luanda jest ładna, posiada nadmorską promenadę, kolonialne budynki, śliczne dziewczyny itp. Jest też uważana za jedno z najdroższych miast na świecie (po Londynie, Tokio i Oslo), o hoteliku poniżej 100$ za noc nawet nie słyszeliśmy. Zresztą większość cen i usług były poza naszymi możliwościami finansowymi (czasami schronienie i gościnę oferowały nam misje).

Baobab – król drzew
Natomiast w Lubango podobała nam się ogromna statua Chrystusa, (ta na podobieństwo tej z Rio de Janeiro, są 4 na świecie na 4 kontynentach), jak i zaciekawiło jedno z lokalnych plemion, które nie używa żadnego odzienia. Chcieliśmy coś więcej pozwiedzać w Angoli, ale w parkach narodowych dzikie zwierzęta zostały zjedzone, brak tez transportu, dróg, czasu itp, kierowaliśmy się więc na południe, dalej łatwym i bezpłatnym, aczkolwiek powolnym autostopem.
pa
Michał Kozok
Informacje praktyczne:
Angola, wjazd 15.06.2007, pobyt przez 14 dni
Łączny koszt wizyty wyniósł 81 € na osobę, wliczając:
Wiza – 34 €, trudno ja otrzymać poza krajem zamieszkania. Wyrabiałem w Warszawie (grudzień 2006), otrzymana w ciągu 2 tygodni, ważna od deklarowanej daty wjazdu przez 30 dni
Jedzenie – 32 €
Transport – 6 € za 82 km, (drogo, wiec reszta autostopem), przejechaliśmy i przeszliśmy łącznie 1819 km
Nocleg – wszystkie na dziko lub w gościnie
Inne – 9 €
Afryka całościowo:
Odwiedziwszy 21 państw w 5,5 miesiąca, przemierzyliśmy 24,007 km

Mijane wioski podczas marszu
Wiele regionów kraju wciąż nadziane jest minami – o zejściu z głównej drogi w poszukiwaniu noclegu na dziko czy nawet o skorzystaniu z toalety nie było mowy. Nie dziwi wiec fakt, ze wieśniacy zbyt wiele ziemi nie uprawiają - podczas orania pola można wylecieć w powietrze. Odpowiedzi na istniejący stan rzeczy należy szukać w niedalekiej przeszłości – to ponad 30-letnia wojna zakończona w 2002 roku zniszczyła kraj (a w szczególności szlaki komunikacyjne). Najpierw przepędzono portugalskiego kolonizatora, a następnie Angola stała się nieoficjalna arena potyczek zimnej wojny - to głównie ZSRR, Kuba oraz USA testowały swoją najnowszą broń i zbroiły w nią walczące przeciwko sobie wojskowe armie.
Wszędzie w Afryce widać kontrast biedy i bogactwa, ale tutaj wydawał mi się on największy. Szczególnie w stolicy kraju, gdzie dominują eleganckie sklepy, drogie restauracje i ekskluzywne samochody - a po drugiej stronie wegetują Ci, którzy nie wzbogacili się na wojnie. Najbardziej zaszokował mnie obrazek osiedla z blachy i kartonu zbudowany dosłownie na wysypisku śmieci, zaraz za nowoczesnym centrum handlowym. Mimo wszystko dobrze usytuowana Luanda jest ładna, posiada nadmorską promenadę, kolonialne budynki, śliczne dziewczyny itp. Jest też uważana za jedno z najdroższych miast na świecie (po Londynie, Tokio i Oslo), o hoteliku poniżej 100$ za noc nawet nie słyszeliśmy. Zresztą większość cen i usług były poza naszymi możliwościami finansowymi (czasami schronienie i gościnę oferowały nam misje).

Baobab – król drzew
Natomiast w Lubango podobała nam się ogromna statua Chrystusa, (ta na podobieństwo tej z Rio de Janeiro, są 4 na świecie na 4 kontynentach), jak i zaciekawiło jedno z lokalnych plemion, które nie używa żadnego odzienia. Chcieliśmy coś więcej pozwiedzać w Angoli, ale w parkach narodowych dzikie zwierzęta zostały zjedzone, brak tez transportu, dróg, czasu itp, kierowaliśmy się więc na południe, dalej łatwym i bezpłatnym, aczkolwiek powolnym autostopem.
pa
Michał Kozok
Informacje praktyczne:
Angola, wjazd 15.06.2007, pobyt przez 14 dni
Łączny koszt wizyty wyniósł 81 € na osobę, wliczając:
Wiza – 34 €, trudno ja otrzymać poza krajem zamieszkania. Wyrabiałem w Warszawie (grudzień 2006), otrzymana w ciągu 2 tygodni, ważna od deklarowanej daty wjazdu przez 30 dni
Jedzenie – 32 €
Transport – 6 € za 82 km, (drogo, wiec reszta autostopem), przejechaliśmy i przeszliśmy łącznie 1819 km
Nocleg – wszystkie na dziko lub w gościnie
Inne – 9 €
Afryka całościowo:
Odwiedziwszy 21 państw w 5,5 miesiąca, przemierzyliśmy 24,007 km
![]() |
Newsletter |
![]() |
Bezdroża na Facebook'u |
|
Kanały RSS |
|
Bezdroża na YouTube |
|
Komunikator LiveChat |
![]() |
Chcę wydać książkę |
Brakuje Ci jakiegoś przewodnika lub innej publikacji podróżniczej?
Napisz nam o tym!

























