3 miesiÄ ce w Azji...


Te 3 miesiÄ ce w Azji nauczyĹy mnie, Ĺźe planowanie nawet minimalne siÄ przydaje, ale waĹźniejsze jest Ĺźeby byÄ otwartym na propozycje losu, spontanicznym, otwartym i niekiedy odejĹÄ od planów, poimprowizowaÄ co skutkuje niesamowitÄ przygodÄ .
3 miesiÄ ce w Azji...


Te 3 miesiÄ ce w Azji nauczyĹy mnie, Ĺźe planowanie nawet minimalne siÄ przydaje, ale waĹźniejsze jest Ĺźeby byÄ otwartym na propozycje losu, spontanicznym, otwartym i niekiedy odejĹÄ od planów, poimprowizowaÄ co skutkuje niesamowitÄ przygodÄ .



Mój plan: zwiedziÄ TajlandiÄ (plaĹźe, noc na plaĹźy, snorkellowanie, walczyÄ w muay tai), KambodĹźÄ (Angkor), Wietnam (Ha Long Bay), Chiny (odwiedziÄ koleĹźankÄ, z którÄ byĹem na stypendium w Japonii, zobaczyÄ Forbidden City, Shoalin, spróbowaÄ kungfu, piÄ herbatÄ, przespaÄ 1 noc na Murze ChiĹskim, spróbowaÄ akupunktury), powrót transsyberyjskÄ zahaczajÄ c o MongoliÄ (pustynia Gobi), BajkaĹ (po prostu zobaczyÄ), MoskwÄ (odwiedziÄ znajomÄ ElenÄ z byĹej pracy).


ChiĹczycy nie dali nam wiz w Wietnamie- trochÄ szkoda, bo nie byĹem w stanie wykorzystaÄ bardzo uĹźytecznego przewodnika z BezdroĹźy „Szlak transsyberyjski”, który zabraĹem ze sobÄ z Polski. Zamiast Chin pojechaliĹmy do Laosu a potem wymyĹliliĹmy Nepal i w rezultacie miaĹem ĹwietnÄ przygodÄ i wracaĹem samolotem z Indii.

JechaĹa nas czwórka przez TajlandiÄ i czÄĹÄ KambodĹźy a potem juĹź trójka: Kasia i Jarek (wracali z Australii do Polski), Grzesiek (wykorzystaĹ caĹy urlop, jaki mu przysĹugiwaĹ) i ja (rzuciĹem pracÄ). A byĹo to tak:…


Tajlandia
Planowo mieliĹmy tam spÄdziÄ okoĹo 3 tygodnie. WyszĹo trochÄ dĹuĹźej. ZaczÄliĹmy od poĹudnia od Phuket z piÄknymi, wypeĹnionymi biaĹym piaskiem plaĹźami, lazurowym morzem, sporÄ iloĹciÄ turystów i toczÄ cym siÄ swoim szalonym tempem nocnym Ĺźyciem orbitujÄ cym wokóĹ plaĹźy Pattong. PóĹşniej przyszedĹ czas na wyspy Ko Phi Phi i niebiaĹskÄ plaĹźÄ rozsĹawionÄ przez Leo Di Caprio. Tajski Nowy Rok spÄdziliĹmy w Bangkoku i zdecydowanie polecamy na ten okres Khao San Road- wszystko dzieje siÄ praktycznie tam. PóĹşniej przyszedĹ czas na dĹźungle i tradycyjne ĹwiÄ tynie póĹnocnego Chiang Mai, szybki powrót do Bangkoku i podróĹź do KambodĹźy.
NAJWIÄKSZE ATRAKCJE:
PlaĹźe Phuket- piÄkne, czyste, gdzie kaĹźdy znajdzie coĹ dla siebie: tanie owocowe koktajle, moĹźliwoĹÄ nurkowania z rurkÄ bezpoĹrednio z plaĹźy, zatĹoczone morskie resorty lub odludne plaĹźe z palmami kokosowymi.
Ko Phi Phi z bambusowymi chatkami i wycieczka ĹodziÄ dĹugolufowÄ na Ko Phi Phi Le poĹÄ czona z nurkowaniem i podziwianiem podwodnego Ĺwiata.
Songkram -Tajski Nowy Rok tajska wersja polskiego Ĺmigusa Dyngusa, który trwa tydzieĹ i koĹczy siÄ ogromnÄ parado-imprezÄ .
Bangkok- stolica ĹÄ czÄ ca nowoczesnoĹÄ z tradycjÄ , wieĹźowce z zacisznymi, tradycyjnymi ĹwiÄ tyniami buddyjskimi (plan minimum to przynajmniej Wielki PaĹac i Wat Phra Kaeo) my dodatkowo: zobaczyliĹmy caĹÄ armiÄ buddyjskich ĹwiÄ tyĹ, wĹóczyliĹmy siÄ po Chinatown, poszedĹem na trening boksu tajskieg, zobaczyliĹmy wielkiego BuddÄ w Wat Po, zrobiliĹmy zakupy na ogromnym targu Chatuchak, poszliĹmy na tajski masaĹź.
Chiang Mai: zwiedzanie niezliczonej liczby ĹwiÄ tyĹ buddyjskich, poszliĹmy na mecz bosku tajskiego, na wypoĹźyczonych skuterach pojechaliĹmy do Centrum Przywracania SĹoni i Szpitala SĹoni, zrobiliĹmy 2 dniowy trek przez dĹźunglÄ ze spaniem u jednego z plemion, jazdÄ na sĹoniach, spĹywem górskÄ rzekÄ i kÄ pielÄ pod wodospadem.
CENY
Tanio, tanio, tanio. Dziennie wydawaliĹmy Ĺrednio okoĹo 300 bathów (jakieĹ 20 zĹ)
TRANSPORT
Taksówki i tuk-tuki najdroĹźsze, zbiorowe autobusy (na dĹuĹźsze dystanse) i moto-taxi- panowie woĹźÄ cy na motorowerach (po mieĹcie) sÄ relatywnie tanie. Dla odwaĹźnych (bo niebezpiecznie i ruch lewostronny) polecam wynajmowanie motorowerów: 150 bathów za dobÄ plus okoĹo 50 bathów za paliwo- adrenalina, niezaleĹźnoĹÄ i przygoda gratis.
Transport miÄdzy miastami: autobus (tanio i w miarÄ wygodnie do spania), pociÄ g (z kuszetkami ale i tak siÄ nie da zasnÄ Ä bo buja w kaĹźdym moĹźliwym kierunku), promy (tanio i przyjemnie niestety moĹźliwe tylko na krótkich dystansach).
JEDZENIE
REWELACJA i TANIO. CaĹa gama smaków od delikatnych koktajli/shaków ze ĹwieĹźych owoców tropikalnych, przez owoce morza, smaĹźony makaron z dodatkami aĹź do palÄ cych i stawiajÄ cych na nogi po najgorszej imprezie zupach. Na Ĺniadanie grillowane szaszĹyczki z mielonego miÄsa wieprzowego z saĹatÄ warzywnÄ i marynowanÄ w occie paprykÄ chili na obiad/kolacjÄ: Pad Tai (smaĹźony w sosie makaron z warzywami i miÄsem posypany gÄsto zmielonymi orzeszkami nerkowca), kurczak z owocami nerkowca, zupy: Tom Kha Kai (ostra z trawÄ cytrynowÄ , kurczakiem, imbirem i mleczkiem kokosowym) i Tom Soi Kai (specjalnoĹÄ Chiang Mai- czerwona, ostra z makaronem, miÄsem kurczaka). PosiĹek da siÄ zjeĹÄ juĹź za jakieĹ 3 zĹ w kuchni ulicznej i za jakieĹ 6 zĹ w restauracji/barze. Dodatkowo moĹźna popróbowaÄ sobie lokalnych snacków jak grillowane/smaĹźone larwy, pajÄ ki, Ĺwierszcze czy placuszki ze zmielonego robactwa smaĹźone na gĹÄbokim tĹuszczu.
KULTURA/ZWYCZAJE
Jest 3 waĹźne rzeczy, o których bezwzglÄdnie naleĹźy pamiÄtaÄ w Tajlandii:
- nie ĹźartowaÄ, nie szpeciÄ czy paliÄ wizerunków króla (krÄ ĹźÄ historie o obcokrajowcach siedzÄ cych w wiÄzieniu za dorysowanie wÄ sów królowi na plakacie czy spalenie banknotów z jego wizerunkiem)
- najwaĹźniejszÄ czÄĹciÄ ciaĹa jest gĹowa, najgorszÄ stopa, nie wolno dotykaÄ Tajów w gĹowÄ rÄkoma a pokazywanie czegokolwiek nogami/stopami jest uznawane za potwarz
- kobiety absolutnie NIE MOGÄ dotykaÄ buddyjskich mnichów- mogÄ rozmawiaÄ, robiÄ zdjÄcia ale NIE DOTYKAÄ (podobno kasujÄ im siÄ wtedy lata sĹuĹźby spÄdzonej w zakonie).
Ĺťycie w Tajlandii toczy siÄ powolnym, leniwym rytmem- sklepiki, bary i restauracje, najczÄĹciej zlokalizowane na parterze domów wĹaĹcicieli czynne sÄ od 7-23, 6 dni w tygodniu. WyjÄ tkiem sÄ niedziele, gdzie do poĹudnia lub popoĹudnia wiÄkszoĹÄ sklepów i niektóre baro-restauracje sÄ zamkniÄte (najprawdopodobniej z powodu wizyt w ĹwiÄ tyniach buddyjskich).
LUDZIE
Tajowie sÄ mili i uprzejmi dla obcokrajowców, sĹuĹźa pomocÄ , nawet jeĹźeli siÄ ich nie prosi to i tak wychodzÄ z inicjatywÄ . SpotkaliĹmy tylko 2 niezbyt miĹych kierowców tuk-tuków w Bangkoku, którzy za Ĺmieszne maĹe pieniÄ dze obiecali nam rundkÄ po najwiÄkszych atrakcjach miasta (jak siÄ okazaĹo chodziĹo gĹównie o dowoĹźenie turystów do sklepu krawieckiego, za co dostawali pieniÄ dze od wĹaĹciciela)- ale to juĹź tradycja, którÄ kaĹźdy turysta powinien „zaliczyÄ”. Raz dostaliĹmy spontaniczne zaproszenie na stypÄ buddyjskÄ kiedy siÄ zgubiliĹmy i próbowaliĹmy znaleĹşÄ drogÄ. Nakarmiono nas i napojono za darmo- zupeĹnie obcych, niespokrewnionych ze zmarĹym ludzi.W caĹej Tajlandii jest duĹźa liczba transseksualistów i operacjÄ zmiany pĹci sÄ popularne i tanie (wiÄkszoĹÄ „przerobionych” z chĹopców kobiet jest miĹa, rozmowna i od razu przyznaje siÄ do operacji). Dodatkowo w kraju, gĹównie na Phuket kwitnie biznes erotyczny (wg. Buddyzmu prostytucja nie jest traktowana jako grzech- liczy siÄ karma i uczynki), naleĹźy siÄ mieÄ na bacznoĹci i zachowaÄ zdrowy rozsÄ dek- wiÄkszoĹÄ kobiet jest nachalna i szuka sponsorów- caĹkiem spora liczba obcokrajowców daje siÄ zĹapaÄ.
NOCLEGI:
Podobnie jak jedzenie i transport- TANIO o ile nie oczekuje siÄ luksusów. Na Phuket spaliĹmy w sĹawnym ON ON Hotel (pojawiĹ siÄ w filmie The Beach) za 180 bathów za pokój z wiatrakiem i wspólnÄ ĹazienkÄ , w Bangkoku zatrzymaliĹmy siÄ w Swasdee Hotel (600 bathów za 4 osobowy pokój: klima, TV, Ĺazienka w Ĺrodku i Ĺniadania w cenie), Chiang Mai w Royal Guesthouse (250 bathów za 2 os pokój z wiatrakiem i ĹazienkÄ w Ĺrodku), Phi Phi- 500 bathów za 2 os. Bambusowy bungalow ze wspólnÄ ĹÄ zienkÄ ), Krabi- 300 bathów za 2 os pokój z wiatrakiem, TV, i ĹazienkÄ .
RADY:
Warto targowaÄ siÄ i zbijaÄ ceny wszÄdzie oprócz supermarketów i barów i restauracji- Tajowie bardzo czÄsto starajÄ siÄ oskubaÄ turystów ile siÄ da. Przydaje siÄ asertywnoĹÄ i zdecydowane mówienie „nie” wszelkiej maĹci naganiaczom i rezydentkom barów i dyskotek Patongu i Pattaii.
KAMBODĹťA
ZaczÄliĹmy jÄ odkrywaÄ w trakcie. Planowo miaĹy byÄ tylko ĹwiÄ tynie Angkoru. I znów- plany sÄ do zmieniania. Mi ten kraj od momentu przekroczenia granicy tajsko-kambodĹźaĹskiej przypadĹ do gustu- polna autostrada, rozklekotany bus, kurz, zielone równiny dookoĹa. SpÄdziliĹmy tydzieĹ w Siem Reap, gdzie przez 3 dni prawie od rana do wieczora buszowaliĹmy po ĹwiÄ tyniach Angkoru- najwiÄksze wraĹźenie na mnie zrobiĹa ĹwiÄ tynia Bayon- z 54-ro-twarzowymi posÄ gami Buddy i wschód sĹoĹca w ĹwiÄ tyni Ta- Prohm- sfilmowana w pierwszym Tomb Raiderze, gdzie bardziej niĹź w innych ĹwiÄ tyniach widaÄ walkÄ miÄdzy naturÄ a cywilizacjÄ - ogromne drzewa malowniczo porastajÄ budynki ĹwiÄ tyni i dĹźungla wdziera siÄ do Ĺrodka. Z Siem Reap pojechaliĹmy autobusem do Phnom Penh- peĹnego smutnych pamiÄ tek po reĹźimie Czerwonych Khmerów. Miejsca jak Killing Fields (miejsca egzekucji i masowe groby), Toul Sleng (wiÄzienie, miejsce tortur i kaĹşni)- trzeba zobaczyÄ, ale wedĹug mnie tak jak OĹwiÄcim- raz w Ĺźyciu. MiaĹźdĹźÄ ce wraĹźenie robi „galeria” zdjÄÄ twarzy kaĹźdego z wiÄĹşniów. Phnom Penh nie zabawiliĹmy dĹugo- obejrzeliĹmy kilka ĹwiÄ tyĹ, zrobiliĹmy zakupy na targowiskach (w KambodĹźy moĹźna kupiÄ dosĹownie wszystko, tanio i dodatkowo moĹźna i naleĹźy siÄ targowaÄ). Z Phnom Penh autobusem z lokalnymi mieszkaĹcami, lokalnÄ whisky i kambodĹźaĹskÄ tv na pokĹadzie pojechaliĹmy na poĹudnie do Sihnaoukville. Sihnaoukville to nadmorska wioska- ze Ĺwietnymi plaĹźami, bardzo nastawiona na zagranicznych turystów, chociaĹź jeszcze niezbyt wĹród nich popularna. Tam wynajÄliĹmy motorowery i zwiedzaliĹmy- polecam Snakebar- wĹaĹcicielem jest Rosjanin- moĹźna tam zjeĹÄ sporo rzeczy z rosyjskiej i lokalnej kuchni lub wypiÄ- i wszystko w otoczeniu terrariów z najbardziej jadowitymi wÄĹźami i pajÄ kami na Ĺwiecie. DodatkowÄ atrakcjÄ jest ogromne akwarium z krokodylem. Z Shinaoukville postanowiliĹmy jechaÄ do Wietnamu. Z racji, Ĺźe autobus turystyczny jechaĹ tylko przez Phnom Penh (chociaĹź do granicy byĹo jakieĹ 50 km) a my nie chcieliĹmy siÄ cofaÄ postanowiliĹmy sami sobie zorganizowaÄ transport i pojechaliĹmy do granicy dwom tzw. lokalnymi taxi po ostrym targowaniu siÄ z wĹaĹcicielami. Do granicy malowniczo: pola ryĹźowe, chatki i domki w stylu kolonialnym, a na samej granicy obĹadowane do granic moĹźliwoĹci motorowery z KambodĹźanami jadÄ cymi na handel do pobliskiego Ha Tien w Wietnamie. My przeszliĹmy granicÄ w 15 minut opÄdzajÄ c siÄ od natrÄtnych panów proponujÄ cych podwiezienie na motorowerze.
ATRAKCJE:
- ĹwiÄ tynie Angkoru
- tanie restauracyjki i bary z tanim jedzeniem z caĹego Ĺwiata i tanimi alkoholami
- Killing Fields i Toul Sleng- smutne pamiÄ tki po Czerwonych Khmerach, które trzeba zobaczyÄ
- nadmorskie Sihanoukville- piÄkne plaĹźe, przyjazne turystom bary, restauracje dodatkowo rewelacyjna baza noclegowa
CENY:
Jeszcze taniej niĹź w Tajlandii- porzÄ dny obiad za 2-5 USD (standard 3 USD), oryginalne alkohole za 5-9 USD, autobus miÄdzy miastami za jakieĹ 5 USD. NajdroĹźszy byĹ Angkor- za 3 dniowÄ wejĹciówkÄ zapĹaciliĹmy 40 USD od osoby (jednodniowa 20 USD, 7 dniowa- 80 USD). Piwo w sklepie za 0.5 USD, w barze 1 USD, tanie drinki.
TRANSPORT:
Nie ma pociÄ gów takĹźe autobusy miÄdzy miastami (cena nie wiÄcej niĹź 20 USD). Lokalnie- mototaxi i tuk-tuki (motorowery z przypiÄtÄ przyczepkÄ ). My wypoĹźyczaliĹmy rowery i motorowery (w Siem Reap obcokrajowcom nie wypoĹźyczajÄ z powodu wypadku, w którym obcokrajowiec potrÄ ciĹ i uciekĹ 2 dziewczynki wracajÄ ce po zmroku ze szkoĹy); Rowery za 1 USD za 24 h, motorowery 5 USD za 24 h.
NOCLEGI:
Tanio- w Siem Reap za 4 USD mieliĹmy 2 os. pokój/apartament z wiatrakiem, kablówkÄ , ĹazienkÄ w Ĺrodku i lodówkÄ . W Hilton Hotel za 6 USD pokój miaĹ dodatkowo klimatyzacjÄ (przydaje siÄ). Phom Penh 3 os. pokój z klimatyzacjÄ , kablówkÄ , lodówkÄ i ĹazienkÄ w Ĺrodku w Royal Hotel za 12 USD. Sihanoukville- 3 os. bungalow 100 m od plaĹźy z ĹazienkÄ , TV i wiatrakiem za 6 USD w Sea Sun. Bungalowy na plaĹźy byĹy od 10 USD…
JEDZENIE:
Je siÄ tu wszystko co siÄ rusza- pajÄ ki, Ĺźaby itd. W KambodĹźy w kaĹźdym miejscu moĹźna zjeĹÄ rybÄ, to za sprawÄ sĹodkowodnego jeziora Tonle Sap z jego dopĹywami, które jest naturalnym cudem wpisanym na listÄ UNESCO (wiÄcej na: http://en.wikipedia.org/wiki/Tonle_Sap). Jezioro posiada naturalny system filtracji wody morskiej. Kuchnia Khmerska jest ostra i smaczna, charakteryzuje siÄ duĹźÄ iloĹciÄ ĹwieĹźych skĹadników. Dodatkowo wszÄdzie moĹźna zjeĹÄ coĹ z kuchni miÄdzynarodowej. Polecam kurczaka z imbirem a z zup Amok, do picia aromatyczne herbata khmerowska lub herbata z trawy cytrynowej. PosiĹki za okoĹo 3 USD. Dodatkowo wszÄdzie peĹno tropikalnych owoców jak mango, jackfruity, banany, liczi i peĹno nieznanych mi (1kg okoĹo 1-2 USD).
NaleĹźy pamiÄtaÄ, Ĺźe w KambodĹźy niektórzy mieszkaĹcy jedzÄ raz dziennie, a czasami wcale.
KULTURA/ZWYCZAJE:
Podobnie jak w Tajlandii (Tajlandia, KambodĹźa, Wietnam, Laos, Birma stanowiĹy kiedyĹ przecieĹź Indochiny). Ceny dla turystów sÄ wyĹźsze od lokalnych i jak patrzyĹem na tÄ biedÄ, to nie zaleĹźaĹo mi, Ĺźe zapĹacÄ 5 USD zamiast 4, co ciekawe ceny w miejscach typowo turystycznych sÄ tylko o 0.5 USD wyĹźsze (woda w Angkor 1 USD zamiast 0.5 USD- w supermarkecie).
BiaĹy jest traktowany od razu lepiej i powszechne jest nazywanie turystów „sir-ami” a turystek „madamme”.
Turysta przywozi pieniÄ dze, wiÄc peĹno jest naganiaczy i trzeba siÄ opÄdzaÄ. Nie sÄ jednak zbyt natrÄtni i natarczywi (dzieciaki sÄ ) i bardzo chÄtnie wdajÄ siÄ w rozmowÄ, nawet mimo, Ĺźe mówi siÄ „nie kupiÄ” na poczÄ tku a dzieciaki bardzo chÄtnie siÄ bawiÄ czy gadajÄ albo siÄ uczÄ (nauczyliĹmy „Polska biaĹo-czerwoni” dziewczynki w jednej ze ĹwiÄ tyĹ Angkoru).
KambodĹźaĹska waluta- Riel jest bardzo sĹabÄ walutÄ , zdarzajÄ siÄ nawet dni kiedy nie jest wymienialna miÄdzynarodowo, stÄ d teĹź w KambodĹźy uĹźywa siÄ USD do pĹacenia a reszta poniĹźej 1 USD wydawana jest w Rielach ze sztywnym kursem 1USD=5000 Rieli
LUDZIE:
Jest róĹźnica miÄdzy Khmerem a Czerwonym Khmerem. Khmer to mieszkaniec KambodĹźy, a nazwa wywodzi siÄ od staroĹźytnej cywilizacji, która m.in. wybudowaĹa Angkor.
Czerwony Khmer to czĹonek partii, która wprowadziĹa zbrodniczy reĹźim i stworzyĹa jedynie miejsca cierpieĹ i kaĹşni.
MieszkaĹcy KambodĹźy cieszÄ siÄ Ĺźyciem i majÄ wĹÄ czone prawdziwe Carpe Diem. Pomimo biedy sÄ weseli i otwarci jak nie sprzedadzÄ to sobie przynajmniej pogadajÄ .
PosiĹek (czÄsto tylko raz dziennie) jest wydarzeniem, ludzie starajÄ siÄ najeĹÄ do syta.Wynika to z faktu, Ĺźe reĹźim Czerwonych Khmerów zaszczepiĹ ludziom w mentalnoĹci strach przed jutrem bo nie wiadomo czy nie przyjdÄ , Ĺźeby wtrÄ ciÄ do wiÄzienia politycznego, torturowaÄ i zabiÄ, dlatego ludzie starajÄ siÄ cieszyÄ obecnÄ chwilÄ . Dzieci pracujÄ , traktowane sÄ jak doroĹli i nikogo to nie dziwi. NajczÄĹciej dzieciaki chodzÄ rano do szkoĹy, a potem biegnÄ i starajÄ siÄ sprzedaÄ coĹ turystom z racji bardzo dobrej znajomoĹci angielskiego. W Phnom Penh peĹno dzieciaków nie chodzi do szkoĹy, zbiera Ĺmieci, Ĺźebrze i wÄ cha klej w miÄdzy czasie- smutne i najgorsza jest bezsilnoĹÄ, bo danie pieniÄdzy niczego nie rozwiÄ zuje. Wiele dzieciaków w Angkor potrafi liczyÄ praktycznie w kaĹźdym jÄzyku odwiedzajÄ cych turystów (po polsku nie potrafiĹy, ale po rosyjsku do 10).
Khmerzy ĹźyjÄ z dnia na dzieĹ, widaÄ wykorzystywanie wszystkiego co siÄ da na ile siÄ da (co moĹźna naprawiÄ jest naprawiane a nie wyrzucane) i czuÄ w atmosferze smutne piÄtno Czerwonych Khmerów. W ciÄ gu 4 lat od 1975 roku reĹźim wymordowaĹ 1.5 miliona ludzi, 1/5 populacji KambodĹźy, gĹównie inteligencjÄ, lekarzy i naukowców. Z KambodĹźy chcieli zrobiÄ paĹstwo rolnicze, wiÄc wysiedlano masowo ludzi do wiejskich obozów pracy, zniesiono pieniÄ dze, lekarstwa byĹy robione z trawy a kraj cofnÄ Ĺ siÄ do Ĺredniowiecza.
W ludziach zaszczepiono skutecznie strach. KaĹźdy baĹ siÄ, bo wystarczyĹo sĹowne, anonimowe oskarĹźenie, Ĺźe ktoĹ jest wrogiem reĹźimu, Ĺźeby zostaÄ zamkniÄtym z caĹÄ rodzinÄ w wiÄzieniu politycznym, torturowanym i bestialsko zabitym. KaĹźdy baĹ siÄ swojego cienia, straĹźnicy i oprawcy bali siÄ swoich towarzyszy bo Czerwoni mordowali nawet siebie.
Amerykanie byli zbyt zajÄci sÄ siednim Wietnamem, Ĺźeby cokolwiek zrobiÄ i dopiero armia wietnamska zniosĹa reĹźim, gdy Czerwoni Khmerowie próbowali zajÄ Ä sÄ siadujÄ ce prowincje wietnamskie. USA po czÄĹci przyczyniĹo siÄ do dojĹcia Czerwonych Khmerów do wĹadzy bombardujÄ c KambodĹźÄ w czasie tzw. Secret War.
RADY:
TargowaÄ siÄ, nie daÄ siÄ nabieraÄ naganiaczom, ale teĹź z umiarem (jak siÄ nam jeden z naganiaczy rozpĹakaĹ w momencie, gdy chcieliĹmy zmieniÄ hotel to zostaliĹmy na 1 noc- no ale mieli tylko wiatraki w pokojach i siÄ nie daĹo wytrzymaÄ)- czasem lepiej zapĹaciÄ 0.5 USD wiÄcej i zobaczyÄ uĹmiech na twarzy sprzedawcy.
Co do ĹwiÄ tyĹ Angkoru- zwiedzanie z samego rana daje: mniejsze tĹumy turystów (w tym azjatów fotografujÄ cych kaĹźdy szczegóĹ), lepszÄ atmosferÄ, a wschód sĹoĹca w zaroĹniÄtej dĹźunglÄ ĹwiÄ tyni lepiej siÄ oglÄ da w kameralnym gronie i dodatkowo mniejsze gorÄ co; minusem jest wczesna pobudka. Zwiedzanie popoĹudniami owocuje wiÄkszymi tĹumami, ale za to zachód sĹoĹca w ĹwiÄ tyni Bayon jest nie-do-opisania. Spokojnie moĹźna siÄ wyrobiÄ na 3 dniowej przepustce z obejrzeniem wszystkiego- 7 dniowe sÄ na obejrzenie oddalonych ĹwiÄ tyĹ (jest 3 nawet i 50 km poza kompleksem), chyba, Ĺźe ktoĹ jest maniakiem-archeologiem. Warto wykupiÄ sobie albo podĹÄ czyÄ siÄ na „krzywy ryjek” do przewodnika. Same przewodniki ksiÄ Ĺźkowe sÄ OK.- niekiedy nie mówiÄ wszystkiego albo ciÄĹźko siÄ poĹapaÄ w pĹaskorzeĹşbach.
WIETNAM
WjechaliĹmy od strony kambodĹźaĹskiego poĹudnia. WylÄ dowaliĹmy w Hatien, gdzie tylko 2 osoby mówiĹy po angielsku (mieliĹmy spore szczÄĹcie) co byĹo straaaaasznie frustrujÄ ce (ja nawet zaczÄ Ĺem w desperacji uczyÄ siÄ wietnamskiego), dodatkowo faceci na motorowerach, proponujÄ cy podwózkÄ, na którÄ siÄ w koĹcu zgodziliĹmy, Ĺledzili nas od hotelu do hotelu, gadali coĹ po wietnamsku z wĹaĹcicielami i cena od razu skakaĹa do 30 USD za noc, albo nie byĹo wolnych pokoi. Niezbyt dobre wraĹźenie jak na poczÄ tek. Noc przespaliĹmy w obskurnym, ciasnym i drogim pokoju. OkazaĹo siÄ, Ĺźe trafiliĹmy pechowo na DzieĹ NiepodlegĹoĹci- ogromne ĹwiÄto narodowe (przegonienie Amerykanów i zjednoczenie kraju), w czasie którego wiÄkszoĹÄ Wietnamczyków ĹciÄ ga do Hatien. Rano wsiedliĹmy w busa i przez jakieĹ 8 godz jechaliĹmy w Ĺcisku (ja miaĹem plecak na kolanach, nogi na worze z suszonymi krewetkami) do Ho Chi Minh City (dawny Sajgon). Na miejscu wymieniliĹmy pieniÄ dze, wsiedliĹmy w autobus miejski (bo najtaniej), opÄdzajÄ c siÄ od chcÄ cych zarobiÄ motorowerzystów i pojechaliĹmy do centrum. WiÄkszoĹÄ hotelików i pokojów do wynajÄcia a takĹźe zaplecze turystyczne znajduje siÄ w okolicy Phang Nu Lao. Tam teĹź krÄ ĹźÄ naganiacze, certyfikowani pomocnicy turystów, którzy chÄtnie pomogÄ znaleĹşÄ zakwaterowanie. My oddaliĹmy siÄ (na poczÄ tku niechÄtnie i podejrzliwie) w rÄce starszej pani pomagajÄ cej turystom, korzystaliĹmy teĹź trochÄ z przewodnika i w koĹcu ani z pomocÄ jednej ani drugiego (po prostu weszliĹmy) znaleĹşliĹmy pokoik z ĹazienkÄ , wiatrakami, 2 ĹóĹźkami i klimatyzacjÄ na piÄtrze galerii i sklepu z obrazami za 12 USD. Miasto jest metropoliÄ i subiektywnie- ĹwiatowÄ stolicÄ motorowerów. Ogromne wraĹźenie robi wizyta w Independence Palace (warto zapytaÄ o darmowego przewodnika) i sÄ siednim War Reminescene Museum. Mi zmieniĹa siÄ perspektywa i spojrzenie na wojnÄ w Wietnamie. W przerwach miÄdzy zwiedzaniem, wieczorami wychodziliĹmy do Bia Hoi (uliczne bary piwne z lokalnym piwem po 0.25 USD za szklankÄ). WybraliĹmy siÄ teĹź na 2 wycieczki: Delta Mekongu i Tunele w Tsu Chi. Delta Mekongu- sporo siÄ pĹywa po tej ogromnej rzece i jej kanaĹach. Po drodze pĹywajÄ cy targ, prezentacje jak siÄ robi papier ryĹźowy, cukierki kokosowe czy praĹźony ryĹź, obiad w jednej z wiosek, do której da siÄ tylko dopĹynÄ Ä.
Tunele Tsu Chi byĹy dla mnie o wiele ciekawsze. MoĹźna byĹo na wĹasnej skórze odczuÄ jak wyglÄ daĹo Ĺźycie w Vietcongu, zobaczyÄ puĹapki, spróbowaÄ manioku i nawet postrzelaÄ z AK 47 czy M 60.
Z Ho Chi Minh City pojechaliĹmy nocnym pociÄ giem do Nha Trang. SpÄdziliĹmy tam okoĹo tygodnia, gĹównie odpoczywajÄ c, cieszÄ c siÄ plaĹźÄ , morzem i sĹoĹcem. Dodatkowo wybraliĹmy siÄ do poĹoĹźonych 20 km wodospadów Ba Ho, po drodze zaliczajÄ c monsunowÄ burzÄ i przedzierajÄ c siÄ w deszczu przez dĹźunglÄ. Po tygodniu, tzw. sleeperbusem przemierzyliĹmy prawie 75% Wietnamu w 36 godzin, zahaczajÄ c po drodze o Hoian (1,5 godz) i Hue (5 godz). WysiedliĹmy mocno pogiÄci i obolali (ĹóĹźka w autobusie byĹy na wymiar okoĹo 1.6 m) w Hanoi. ChociaĹź to stolica, lecz wyglÄ daĹa trochÄ biedniej od Ho Chi Minh. ZwiedzaliĹmy miasto, biegajÄ c z rana do ambasady chiĹskiej, próbujÄ c zorganizowaÄ wizy do Chin. Po bezskutecznych próbach, kombinowaniu, zaĹatwianiu lewych papierów i caĹej masie irytacji i nerwów- okazaĹo siÄ, Ĺźe brakuje kaĹźdemu z nas tzw. customs declaration, której nie dali nam pogranicznicy w Hatien. Dodatkowo Chiny przestaĹy wpuszczaÄ obcokrajowców z powodu trzÄsieĹ ziemi.
W koĹcu po potrójnym przekĹadaniu popĹynÄliĹmy w rejs po zatoce Ha Long. Rejs byĹ magiczny- piÄkne krajobrazy, skaĹy-wyspy wyrastajÄ ce prosto z morza, wioski rybackie na pĹywajÄ cych domach-barkach i wszechogarniajÄ cy spokój. 1 noc na Ĺódce, 1 noc w hotelu na wyspie, zwiedzanie jaskiĹ, wizyta na MaĹpiej Wyspie, kajaki, pĹywanie w morzu, peĹne wyĹźywienie i niesamowity klimat. Za to wszystko zapĹaciliĹmy 53 USD od gĹowy. WróciliĹmy do Hanoi, nasza wietnamska wiza waĹźna byĹa jeszcze 2 dni a po burzy mózgów zdecydowaliĹmy na szybkÄ ucieczkÄ do Laosu, lot na 3 dni do Malezji i lot do Katmandu w Nepalu.
NAJWIÄKSZE ATRAKCJE
- War Reminescence Museum- smutna i wstrzÄ sajÄ ca wietnamska wersja historii
- Tunele Tsu Chi- zachowane prawie bez zmian tunele Vietcongu, którymi moĹźna siÄ przepeĹznÄ Ä, dodatkowo strzelnica
- Nha Trang- centrum nurkowe Wietnamu, plaĹźa, morze, sĹoĹce, maĹo turystów
- Imperial City w Hue- kompleks cesarski, wymiarami wzorowany na chiĹskim Zakazanym MieĹcie
- Hanoi- i jego miasta w mieĹcie: Old Quarter, Frencz Quarter
- Ha Long Bay- wpisane na listÄ UNESCO malownicze granitowe skaĹy wyrastajÄ ce prosto z morza, zachód i wschód sĹoĹca na pokĹadzie Ĺodzi
CENY
Nieco droĹźej niĹź w KambodĹźy. Dodatkowo Wietnamczycy majÄ zakodowane zdzieranie z obcokrajowców, wiÄc na kaĹźdym niemal kroku trzeba siÄ targowaÄ i uĹźeraÄ, po czym potrafiÄ siÄ nawet obraziÄ, odejĹÄ i nie sprzedaÄ po cenie lokalnej. ObraĹźajÄ siÄ nawet jak cena wynosi 150% ceny lokalnej. PosiĹek Ĺrednio za 2.5- 3.5 USD, pokój trzyosobowy z ĹazienkÄ , TV i klimatyzacjÄ /wiatrakiem za 12 USD, bus Hatien-Ho Chi Minh City 8 USD, pociÄ g Ho Chi Minh City-Nha Trang 26 USD, sleeper bus Nha Trang-Hanoi 18 USD, wynajÄcie motoroweru- 5 USD/ 24h, paliwo 2l za 1 USD.
TRANSPORT
PociÄ gi sÄ najbardziej wygodne, ale teĹź najdroĹźsze- warto dla widoków przynajmniej kawaĹek przejechaÄ pociÄ giem- miÄdzy górami a morzem. Sleeperbus- tania alternatywa, w miare wygodny jeĹźeli ktoĹ ma poniĹźej 1.90 m wzrostu. Lokalnie najtaĹsze sÄ autobusy miejskie, warto jednak mieÄ wstÄpne rozeznanie czym gdzie dojechaÄ. Taksówki 1 USD za 1.5 km. Riksze teĹź sÄ niezĹym pomysĹem na szybkie zwiedzenie centrum. NaleĹźy ZAWSZE siÄ targowaÄ.
NOCLEGI
Dobry poziom i tanio. W Ho Chi Minh City dzielnica Phang Nu Lao- peĹno jest pokoików do wynajÄcia i hotelików i dodatkowo pomocników turysty i naganiaczy, którzy pomagajÄ znaleĹşÄ zakwaterowanie w poĹźÄ danym przedziale cenowym. My spaliĹmy w pokoiku ponad pracownio-galerio-sklepikiem malarskim. W Nha Trang teĹź nie ma zbytnich problemów, chociaĹź nie ma naganiaczy. Skupisko hotelowo-noclegowe poĹoĹźone jest 3 minuty piechotÄ od plaĹźy, oddalone jednak okoĹo 3 km od dworca kolejowego ( 2 pokoje z wiatrakami, TV i ĹazienkÄ za 9 USD). Hanoi- 12 USD za trójkÄ z TV, ĹazienkÄ .
Wietnam, a zwĹaszcza Hanoi jest mocno dotkniÄte klÄ twÄ „Lonely Planet”- hoteliki i guesthousy, które sÄ rekomendowane od razu podnoszÄ ceny lub bywajÄ zapchane turystami. Warto pochodziÄ, popytaÄ, potragowaÄ siÄ samemu.
JEDZENIE
Smaczne i tanie. DuĹźo ĹwieĹźych skĹadników i zióĹ, lekko strawna. Podobnie jak w innych krajach je siÄ wszystko- larwy, pajÄ ki, psy itd. Polecam pho-bo (rosóĹ woĹowy z makaronem, ĹwieĹźÄ kolendrÄ ), ĹwieĹźe sajgonki wegetariaĹskie (z orzeszkami w Ĺrodku) dodatkowo moĹźna wybraÄ sajgonki zrób-to-sam. Warto spróbowaÄ jedzenia z tzw. ulicznych kuchnii (w Hanoi jest ich peĹno- a dobrÄ moĹźna rozpoznaÄ po kolejce, która siÄ przed niÄ ustawia)- jedzenie nie doĹÄ, Ĺźe jest tam najtaĹsze to dodatkowo smaczne. W Ho Chi Minh City peĹno jest teĹź stoisk z kanapkami, gdzie za jakieĹ 0.2 USD dostajemy smacznÄ kanapkÄ z miÄsem z konserwy i warzywami (tu warto zachowaÄ zdrowy rozsÄ dek SANEPID-owski i nie jeĹÄ np. kanapek z caĹodniowÄ wÄdlinÄ ). Koniecznie trzeba spróbowaÄ wietnamskiej kawy (mocna, sĹodzona skondensowanym mlekiem, parzona z fusów w „mini-ekspresie” nakĹadanym na filiĹźankÄ) i herbaty w jednej z ulicznych kawiarni chodnikowych i ĹwieĹźego lokalnego piwa z bia-hoi po okoĹo 0.25 USD za szklankÄ albo 1 USD za 1.5 litrowy dzbanek.
KULTURA/ZWYCZAJE
Niesamowity widok moĹźna zobaczyÄ codziennie wczesnym rankiem w wiÄkszych miastach- ludzie rano razem ze wschodem sĹoĹca gimnastykujÄ siÄ, pĹywajÄ w morzu, biegajÄ czy uprawiajÄ sztuki walki. Potem kaĹźdy rozchodzi siÄ do pracy.
Wietnamczycy sÄ towarzyscy. Tradycyjnie w porze Ĺniadaniowej okupujÄ uliczne-chodnikowe kawiarenki. U nas chodnik jest do chodzenia, u nich po to Ĺźeby postawiÄ stoliczek, malutkie krzeseĹka parzyÄ kawÄ, herbatÄ coĹ gotowaÄ, smarzyÄ i zarabiaÄ. Wieczorami ludzie gromadzÄ siÄ w bia hoiach przy lokalnym, ĹwieĹźym i tanim piwie. Spotyka siÄ tam znajomych, a dodatkowo kaĹźdy nieznajomy po kilku piwach, o ile jest otwarty od razu staje siÄ znajomym. Piwo przegryza siÄ orzeszkami, larwami i owocami (kwaĹnymi, nie sĹodkimi). Po ulicach krÄ ĹźÄ sprzedawcy, którzy zarabiajÄ na turystach sprzedajÄ c owoce, ksiÄ Ĺźki, przewodniki i ich przedruki, czapki, pamiÄ tki, bagietki.
Wietnamczycy przyzwyczajeni zostali przez swój rzÄ d do zagranicznych turystów pĹacÄ cych wyĹźszÄ cenÄ- staĹo siÄ to juĹź zwyczajem, Ĺźe jeĹźeli ceny nie ma nigdzie napisanej to w 120% turystycznych przypadków jest ona dla nas zawyĹźana- dlatego naleĹźy siÄ TARGOWAÄ. Niestety przyzwyczajenie to jest tak gĹÄbokie, Ĺźe gdy próbowaliĹmy pĹaciÄ lokalnÄ cenÄ a nie 200% wyĹźszÄ sprzedawczyni siÄ obraĹźaĹa i odchodziĹa.
LUDZIE
Wietnamczycy sÄ towarzyscy, mili i otwarci. ZagadujÄ i chcÄ za wszelkÄ cenÄ pomagaÄ. Niekiedy kĹamiÄ , Ĺźeby nie rozczarowaÄ turysty i mówiÄ , Ĺźe coĹ co jest maĹo prawdopodobne, jest na 100% pewne. Ĺťeby spotkaÄ prawdziwych Wietnamczyków polecam wyjĹcie do bia hoi wieczorem- moĹźna siÄ napiÄ, niekiedy porozmawiaÄ i popróbowaÄ np. larw.
Niektórzy Wietnamczycy nie mówiÄ po angielsku, wiÄc nawet nie próbujÄ zrozumieÄ co do nich siÄ mówi i w jakikolwiek sposób siÄ skomunikowaÄ- od razu ucinajÄ rozmowÄ krÄceniem dĹoniÄ na wysokoĹci twarzy (coĹ jakby wkrÄcali ĹźarówkÄ energicznie)- oznacza to „nie, nie wiem, nie rozumiem, nie ma”. Wietnamczycy nie zwiÄ zani w Ĺźaden sposób z turystykÄ i nie zarabiajÄ cy na turystach sÄ mili, szczerzy i otwarci. Ci, którzy mogÄ coĹ na nas zarobiÄ zawsze bÄdÄ kombinowaÄ, Ĺźeby wyjĹÄ na swoje, a zbyt duĹźe obniĹźenie przez nich ceny skutkuje wyrzuceniem niektórych czÄĹci np. z programu wycieczki. Rzadko kiedy zdarza siÄ Ĺźeby obniĹźali cenÄ poprzez obniĹźenie swojej marĹźy.
RADY
Generalna zasada- uciekaÄ od mocno turystycznych miejsc, pytaÄ o ceny, targowaÄ siÄ.
UciekaÄ od rekomendacji z Lonely Planet- zwĹaszcza, jeĹźeli chcemy byÄ na budĹźecie i nie wydaÄ zbyt duĹźo. NaleĹźy uwaĹźaÄ na salony masaĹźu- prostytucja w Wietnamie jest zakazana, wiÄc domy publiczne zeszĹy do podziemia i ukrywajÄ siÄ pod nazwÄ salonów masaĹźu. CiÄĹźko jest rozpoznaÄ róĹźnicÄ- do momentu jak nie zaczniemy byÄ masowani. Dziewczyny jednak nie sÄ zbyt nachalne, grzecznie pytajÄ i „nie- dziÄki” oznacza dla nich „nie”. MasaĹź jest tani, ale trzeba uwaĹźaÄ mocno na swój portfel i mieÄ go caĹy czas przy sobie, najlepiej bez duĹźej iloĹci gotówki, bo niektóre „masaĹźystki” bywajÄ naprawdÄ sprytne.
Nawet w domu publicznym moĹźna byÄ dobrze i profesjonalnie wymasowanym- Na Kat Ba w Ha Long miaĹem Ĺwietny profesjonalny masaĹź zrobiony przez prostytutkÄ, bez „usĹug dodatkowych” za to z miĹÄ rozmowÄ .
LAOS
W Wietnamie koĹczyĹa siÄ nam wiza, a Ĺźe chiĹskiej nie udaĹo siÄ nam zdobyÄ to musieliĹmy gdzieĹ uciekaÄ. Laos byĹ najbliĹźej, wiÄc na niego padĹ wybór. Autobusem z Hanoi do Vientianne, przez jakieĹ 18 godzin za 18 USD w naprawdÄ kiepskich warunkach- okna ledwo siÄ otwieraĹy w Ĺrodku, siedziaĹem przez caĹÄ drogÄ z nogami na pudeĹku jogurtów i obok przytulajÄ cego siÄ i ĹmierdzÄ cego Wietnamczyka. Nad ranem byliĹmy na granicy, którÄ otwierali dopiero o 8, zaĹatwiliĹmy wizy laotaĹskie, oczywiĹcie zdarli nas przy tym z pieniÄdzy (10 USD za wyjazd z Wietnamu, kurs wymiany mocno niekorzystny). W koĹcu wylÄ dowaliĹmy w Vientianne. ZnaleĹşliĹmy nocleg na 1 noc i nastÄpnego dnia po Ĺniadaniu ruszyliĹmy lokalnym autobusem do Vang Vieng, okreĹlanego jako raj dla turystów. Ta miejscowoĹÄ to chyba najwiÄksze skupienie barów i restauracji w caĹym Laosie. Na gĹównej uliczce, przebiegajÄ cej przez wioskÄ w restauracjach od 10 do 22 lecÄ seriale- Friends i Family Guy. Dodatkowo ludzie sÄ bardzo przyjaĹşni i jest co tam robiÄ: w okolicy sÄ jaskinie, na rzece organizowane sÄ spĹywy kajakowe i na oponie (tzw. tubing), moĹźna siÄ wspinaÄ po skaĹkach czy ruszyÄ w górski trek. My wybraliĹmy siÄ na wypoĹźyczonych rowerach do jaskiĹ. Przy wejĹciu kto nie ma, a chce dostaje latarkÄ czoĹówkÄ, która bardzo siÄ przydaje w Ĺrodku. Przez trzeciÄ grotÄ, pod górÄ przepĹywa rzeka i jest moĹźliwoĹÄ wynajÄcia opony i latarki i przeciÄ gniÄcia siÄ pod górÄ . W naszym przypadku poziom wody po opadach byĹ za wysoki i czÄĹÄ trasy byĹa zatopiona.
Po jaskiniach dopadĹa nas tropikalna burza, którÄ przesiedzieliĹmy w wioskowej baro-restauracji, przy najsmaczniejszej zupie (0.75 USD) i suszonej na sĹoĹcu woĹowinie (1.25 USD), jakÄ jadĹem w Laosie.
Z Vang Vieng ruszyliĹmy autobusem do Phonsavan. Przez 1/3 drogi siedzieliĹmy na plastikowych stoĹeczkach na Ĺrodku autobusu (bo juĹź nie byĹo miejsc) i graliĹmy w karty. Droga, mocno krÄta, co chwilÄ zjeĹźdĹźajÄ ca z góry by za 2 min ponownie zaczÄ Ä siÄ wspinaÄ, dodatkowo kierowca z aspiracjami i umiejÄtnoĹciami kierowcy rajdowego- i po chwili ¾ pasaĹźerów autobusu miaĹo chorobÄ lokomocyjnÄ i wymiotowaĹo. My z trudem wytrzymaliĹmy to, jak to nazwaliĹmy „szkolenie rosyjskich kosmonautów”. W Phonsavan zwiedziliĹmy Plain of Jars, lao whisky farm (gdzie pokazano nam jak siÄ robi bimber w Laosie i byĹa teĹź degustacja). W Phonsavan ludzie i ich podejĹcie tak nam siÄ spodobaĹo, Ĺźe zostaliĹmy 4 dni zamiast jednego. Wieczory spÄdzaliĹmy przy Lao Lao (bimber pÄdzony z ryĹźu), spróbowaliĹmy naszego pierwszego w Ĺźyciu grillowanego psa, a na wypoĹźyczonych motorowerach dojechaliĹmy do wioski plemienia górskiego Hmong, po drodze zatrzymujÄ c siÄ przy chĹopkach grajÄ cych w kataw. WróciliĹmy na 1 dzieĹ do Vang Vieng, Ĺźeby zaliczyÄ tzw. tubing rzekÄ z przystankami na piwo, skoki do wody i darmowy bimber. Tego samego dnia zĹapaliĹmy autobus do Vientianne, spÄdziliĹmy tam 3 dni, zaliczajÄ c po drodze zakupy, wizytÄ w Parku Buddy, browar Lao Beer, Ĺwietny masaĹź i naturalnÄ saunÄ parowÄ w ĹwiÄ tyni masaĹźu. Tam teĹź spotkaliĹmy Salego- LaotaĹczyka, który pĹynnie mówiĹ po polsku, a studiowaĹ w Krakowie na politechnice. OstatniÄ noc spÄdziliĹmy w towarzystwie Eka (znajomy Kasi- LaotaĹczyk, który studiowaĹ na tej samej uczelni co my), jego Ĺźony i inych LaotaĹczyków, którzy studiowali w Krakowie.
31.05 polecieliĹmy na 3 dni do Kuala Lumpuj w Malezji, a stamtÄ d do Nepalu.
NAJWIÄKSZE ATRAKCJE
Wat Sok Pa Luang- zioĹowa sauna parowa opalana drewnem i rewelacyjny masaĹź (4 USD)
Jaskinie w Vang Vieng- mroczne, dzikie i bardzo klimatyczne
Tubing w Vang Vieng- spĹyw rzekÄ na oponie z kombajnu, z przystankami w nadrzecznych barach na piwo, darmowy bimber, jedzenie czy skoki do rzeki
Plain of Jars- ogromne kamienne sĹoje- tajemnicza pozostaĹoĹÄ po staroĹźytnej cywilizacji porównywana do Stonehenge
CENY
Tanio, a jak siÄ wyjedzie z Vientianne, to jeszcze taniej. Supermarkety widzieliĹmy tylko w Vientianne- przykĹadowe ceny to np. 10 USD za oryginalnÄ podróbkÄ polo Lauren-a, 1 USD za bagietkÄ, pepsi za 1.5 USD, piwo Lao za 1.5 USD).
TRANSPORT
Najtaniej i najbardziej przygodowo podróĹźuje siÄ lokalnymi autobusami (cena okoĹo 10 USD), które sÄ jedynym dalekobieĹźnym Ĺrodkiem transportu. SÄ teĹź autobusy turystyczne, z klimatyzacjÄ , do których zwykĹych LaotaĹczyków nie wpuszczajÄ . RozwiniÄta jest równieĹź sieÄ prywatnych taxi i busów, w cenie mniej wiÄcej autobusów turystycznych.
WszÄdzie moĹźna wypoĹźyczyÄ motorowery, chociaĹź ceny sÄ róĹźne- w Phonsavann zapĹaciliĹmy bodajĹźe 10 USD za 12 godz, w Vientianne 7 USD za 24 h. WypoĹźyczenie roweru kosztuje okoĹo 1-2 USD do koĹca dnia i jak na niedaleki dystans w Vang Vieng jest idealnym rozwiÄ zaniem.
NOCLEGI
Dobry standard, dobra cena, wiatrak nam wystarczaĹ i obyĹo siÄ bez klimatyzacji, a Phonsavann bywaĹo nawet wieczorami chĹodno (z racji wysokoĹci).
JEDZENIE
W Laosie je siÄ naprawdÄ wszystko. WidzieliĹmy smaĹźone szczury, próbowaliĹmy smaĹźonego psa, a na targu kobieta chciaĹa sprzedaÄ ustrzelonego dzikiego kota, który wyglÄ daĹ na rysia, ale mógĹby leopardem ĹnieĹźnym (gatunek zagroĹźony wyginiÄciem) i nutrie (teĹź do zjedzenia). Kuchnia laotaĹska odróĹźnia siÄ od pozostaĹych z tego regionu- ma zdecydowanie wiÄcej ĹwieĹźych skĹadników i zióĹ. Warto spróbowaÄ laap (saĹata ze ĹwieĹźych zióĹ i smaĹźonego miÄsa mielonego), zupy foe, woĹowiny suszonej na sĹoĹcu. Laos sĹynie z plantacji kawy poĹoĹźonych na stromych górskich zboczach- warto spróbowaÄ. Dodatkowo w Vang Vieng lokalnÄ specjalnoĹciÄ jest wino i herbata borówkowa. Najtaniej jedliĹmy w Phonsavann a najsmaczniej w Vang Vieng.
KULTURA/ZWYCZAJE
LaotaĹski narodowy stan duch da siÄ zamknÄ Ä w stwierdzeniu „kaĹźda czynnoĹÄ powinna mieÄ w sobie coĹ z zabawy”- widziaĹem scenkÄ, która byĹa przykĹadem: dwóch LaotaĹczyków rwaĹo Ĺliwki ĹpiewajÄ c na drzewie a trzeci przygrywaĹ im na gitarze, teĹź siedzÄ c na gaĹÄzi razem z nimi.
Kultura siÄ nie zmienia zbytnio- LaotaĹczycy akceptujÄ Ĺrodki pomocy od zachodu ale nie dajÄ siÄ Ĺatwo „zglobalizowaÄ” i ĹźyjÄ dalej po swojemu. Sporo ludzi podróĹźuje autobusami, jednak nie sÄ przyzwyczajeni do choroby lokomocyjnej, a krÄte górskie drogi raz spadajÄ ce w dolinÄ po to Ĺźeby za 10 minut znów piÄ Ä siÄ pod sÄ siedniÄ górÄ nie uĹatwiajÄ utrzymania ostatniego posiĹku w ĹźoĹÄ dku.
LUDZIE
Laos byĹ jedynym dla mnie jedynym krajem w Azji PĹd.Wsch., w którym turysta nie kojarzyĹ siÄ automatycznie z pieniÄdzmi. LaotaĹczycy byli najbardziej miĹym i otwartym narodem, jaki spotkaĹem w tej podróĹźy. Trzeba wyjechaÄ z turystycznych miejsc jak Vientianne i wtedy widzi siÄ szczerze uĹmiechniÄtych ludzi, którzy nie próbujÄ zarabiaÄ na turystach. Nawet naganiacze sÄ inni bo podchodzÄ do sprawy „przyjdĹş i zobacz za darmo bez przymusu”. W Phonsavan ludzie czÄstowali nas na ulicy piwem, facet, od którego wypoĹźyczyliĹmy motorowery poczÄstowaĹ kieliszkiem bimbru na odchodne, dzieciaki cieszyĹy siÄ naszÄ obecnoĹciÄ a starsi moĹźliwoĹciÄ pogadania sobie i poÄwiczenia angielskiego. Ani razu cena, jakÄ pĹaciliĹmy nie byĹa „turystyczna” i de facto pĹaciliĹmy tam tyle samo co tubylcy (sprawdzaĹem na targu, przyglÄ dajÄ c siÄ transakcjom). W wioskach dalej ĹźyjÄ w plemieniu, a kobiety jak podróĹźujÄ autobusem zdarza im siÄ podróĹźowaÄ z niemowlakami i karmiÄ je piersiÄ przy wszystkich.
RADY
Jak najszybciej wyjechaÄ z Vientianne
UĹźywaÄ lokalnego transportu
SpróbowaÄ Lao Lao whisky (mocny ryĹźowy bimber)
Bankomaty sÄ tylko w Vientianne i Vang Vieng, podobno teĹź w Luang Prabang (sami nie sprawdziliĹmy bo tam nie dojechaliĹmy)
W Malezji byliĹmy tylko 3 dni i to tylko w Kuala Lumpur. ByĹo bardzo intensywnie- wstawaliĹmy rano, biegaliĹmy po mieĹcie a popoĹudniem/wieczorem chodziliĹmy po centrach handlowych. 6 godz snu i tak przez 3 dni.
ZobaczyliĹmy Petronas Towers i weszliĹmy na Sky Bridge miÄdzy nimi, zobaczyliĹmy teĹź najwiÄkszy na Ĺwiecie ogród ornitologiczny i zostawiliĹmy trochÄ pieniÄdzy w centrach handlowych. CzuĹem siÄ, po Laosie i KambodĹźy, jakbym nagle wróciĹ do Tokio- jakbym wróciĹ do „cywilizacji”.
Po trzech dniach liniami Yeti Airlines o 3 nad ranem polecieliĹmy do Katmandu.
NEPAL
WylÄ dowaliĹmy rano, wiza on-arrival zaĹatwiona w 10 minut i po opÄdzeniu siÄ od armii natarczywych i upartych naganiaczy dojechaliĹmy do centrum i znaleĹşliĹmy miĹy guesthouse w Thamel- dzielnicy turystycznej Katmandu. Miasto jest brudne, ale ma niesamowity klimat, zwĹaszcza w popĹudniowym sĹoĹcu, kiedy lekki wietrzyk powiewa i siedzi siÄ przy filiĹźance aromatycznej herbaty na dachu jednej z thamelskich restauracji. Po 3 dniach przygotowaĹ wyruszyliĹmy z Katmandu na 12 dniowy trek dookoĹa Annapurn. JechaliĹmy zwykĹym „kursowym” autobusem, zaĹadowanym do granic moĹźliwoĹci, który najpierw miaĹ problemy z wyjazdem z miasta a potem na trasie zĹapaĹ gumÄ. Autobus obsĹugiwaĹ kierowca i 2 „nawigatorów-mechaników”, z których jeden miaĹ na oko 10 lat, pogwizdywaĹ i biĹ w karoseriÄ przy wyprzedzaniu, dajÄ c znaki kierowcy i potrafiĹ w trakcie jazdy nad stromymi przepaĹciami wyjĹÄ przez okno na dach i wĹliznÄ Ä siÄ powrotem do Ĺrodka.
PóĹşniej przez 12 dni szliĹmy z Besisahar do Phokary. Po drodze trochÄ oszukiwaliĹmy bo 2 razy podjechaliĹmy jeepami (raz jechaĹem NA jeepie a nie w Ĺrodku z 16 osobami) i raz mikrobusem (teĹź jechaĹem przez 30 min NA i to byĹa najstraszniejsza jazda dla mnie jak do tej pory- przypominaĹa rodeo na byku pojonym redbullami). WeszliĹmy z 800 m npm na 5416 (Thorong Pass) w tydzieĹ, zaliczajÄ c po drodzÄ aklimatyzacjÄ w Manang z piÄknymi widokami na Annapurny i lodowiec. Punktem kulminacyjnym byĹ 7 dzieĹ- wejĹcie 900 metrów w górÄ po czym zejĹcie 1600 w dóĹ. PóĹşniej juĹź przez 5 dni praktycznie schodziliĹmy w dóĹ, wieczorami relaksujÄ c siÄ przy piwie, lokalnej brandy czy w gorÄ cych ĹşródĹach. Po 12 dniach byliĹmy w Phokarze, po raz pierwszy od 12 dni zjadĹem miÄso i ten stek smakowaĹ bosko. Do Kathmandu wróciliĹmy po 3 dniach, a na miejscu skupiliĹmy siÄ na relaksie, rozmowach z lokalnymi dzieciakami, siedzÄ c na skwerku, popijajÄ c piwo i sĹuchajÄ c Ĺwietnej muzyki na Ĺźywo z okolicznych barów.
Na 3 dni przed wyjazdem wykupiliĹmy skok na bungee, w miejscu o nazwie Last Resort, gdzieĹ koĹo granicy chiĹskiej. Dla mnie byĹ to pierwszy raz w Ĺźyciu i od razu ze 169 metrów, z linowego mostku nad kanionem, przez który pĹynÄĹa rzeka. Adrenalina i strach uderzyĹy dopiero jak juĹź poczuĹem powiew powietrza podczas spadania.
NAJWIÄKSZE ATRAKCJE
Trek i miasta na treku
Durbar Square w Katmandu
Thamel wieczorem
Bungee i swing z mostu nad kanionem na wysokoĹci 169 metrów w Last Resort- zdecydowanie dobre miejsce na pierwszy skok w Ĺźyciu
CENY
Tanio- przygotowujÄ c siÄ do treku za 20000 Nepalskich Rupii (36 USD) kupiĹem: spodnie northface, spodnie przeciwdeszczowe, koszulkÄ oddychajÄ cÄ northface, pokrowiec przeciwdeszczowy na plecak, 2 pary skarpetek górskich i poduszkÄ nadmuchiwanÄ .
Na treku- im wyĹźej siÄ wyjdzie tym wyĹźsze ceny w sklepach, guesthousach i restauracjach. To dlatego, Ĺźe towar da siÄ dowieĹşÄ tylko do pewnej wysokoĹci jeepem, a potem tak juĹź od 2000 m npm ludzie muszÄ targaÄ rzeczy na plecach.
Za trekking opcja z przewodnikiem, wyĹźywieniem (bez miÄsa) i zakwaterowaniem, pozwoleniami, 2 biletami autobusowymi 10 USD za dzieĹ od osoby.
TRANSPORT
MiÄdzy miastami i na duĹźe odlegĹoĹci- autobusy. Cen niestety nie poznaĹem bo mieliĹmy bilety w pakiecie wykupujÄ c trek. JeĹźeli chodzi o górskie wioski to w niektórych miejscach jedyny transport to wĹasne nogi ewentualnie koĹ (bardzo droga opcja). Po Kathmandu jeĹźdĹźÄ riksze, na dĹuĹźsze dystanse jednak lepiej wybraÄ taksówkÄ (cena od 100 NR w górÄ). Thammel czy Durbar Square i generalnie Kathmandu moĹźna spokojnie zwiedzaÄ pieszo.
NOCLEGI
W Kathmandu spaliĹmy w Holy Land Guesthouse i za duĹźy pokój z duĹźym 2 osobowym ĹóĹźkiem, tv, ĹazienkÄ w Ĺrodku i ciepĹÄ wodÄ pĹaciliĹmy 5000 NR. Po drodze na treku spaliĹmy jak najtaniej siÄ daĹo- kaĹźdy jednak miaĹ swoje ĹóĹźko, poĹciel i koĹdrÄ, Ĺazienka i prysznice byĹy na zewnÄ trz, ciepĹej wody nie byĹo lub trzeba byĹo niestety niÄ pĹaciÄ ekstra a przez 3 dni nie mieliĹmy na noclegach prÄ du. Cen niestety nie widzieliĹmy ale z menu wynikaĹo Ĺźe pokój jedynka kosztuje w granicach 1500 NR. W Pokharze zatrzymaliĹmy siÄ w Lake View Hotel i za pokój z 3 ĹóĹźkami, ĹazienkÄ , tv i ciepĹÄ wodÄ pĹaciliĹmy 6000 NR.
JEDZENIE
NajwiÄkszy wybór jest w Katmandu- caĹa masa restauracji, barów, kawiarenek, ze sporym asortymentem, ĹwieĹźo i tanio (posiĹek w granicach 2000 NR). NaprawdÄ warto siÄ ĹÄ na dachu, jedzÄ c wĹród dĹşwiÄku poruszanych wiatrem dzwoneczków buddyjskich, obserwowaÄ zachodzÄ ce sĹoĹce, ĹźyjÄ cy swoim Ĺźyciem Thammel. Jedzenie na treku juĹź nie jest tak urozmaicone, w menu jest Dal Bat (ryĹź, warzywa, ziemniaczane curry, ryĹźowy praĹźynek i zupa z soczewicy- nepalskie all you can eat, bo kelner daje niekoĹczÄ ce siÄ repety), zupy z makaronem, lasagna, burrito. Tradycyjnie na Ĺniadanie Nepalczycy jedzÄ tzw. chleb tybetaĹski- smaĹźony na gĹÄbokim tĹuszczu, polany masĹem, popijajÄ c sĹodkÄ mocnÄ herbatÄ z mlekiem. Tradycyjna kuchnia nepalska jest bardzo smaczna, sporo w niej jarzyn, ryĹźu i curry. Kasta Thakali, oryginalnie kasta kupców, ma podobno specjalizuje siÄ w wyĹmienitej kuchni i zdecydowanie naleĹźy spróbowaÄ u nich Dal Bat-u. W Thammel, w Katmandu, majÄ swój lokal, gdzie jest tanio, smacznie i moĹźna spotkaÄ przewodników górskich.
KULTURA/ZWYCZAJE
Nepalczycy sÄ buddystami, sporo teĹź jest hinduistami. Przed wejĹciem do wioski stojÄ czy ĹwiÄ tyni stojÄ zazwyczaj mĹynki modlitewne, które naleĹźy pokrÄciÄ proszÄ c o szczÄĹcie- prawÄ rÄkÄ gdy wchodzimy do wioski a lewÄ gdy z niej wychodzimy. JeĹźeli chodzi o fotografiÄ generalnie naleĹźy zapytaÄ czy moĹźna, równieĹź ĹwiÄtych mÄĹźów, którzy dodatkowo pobierajÄ opĹaty za fotografiÄ.
LUDZIE
SpoĹeczeĹstwo do niedawna byĹo podzielone na kasty i system ten nieformalnie funkcjonuje nadal, np. w góry najlepiej wybraÄ siÄ z SherpÄ , dobrze zjeĹÄ moĹźna u kasty Thakali itd. Ludzie sÄ otwarci, a na treku im wyĹźej siÄ wyjdzie tym bardziej robiÄ siÄ „oryginalni”- np. brudne, umorusane dzieciaki bawiÄ ce siÄ w bĹocie. Na treku istnieje nieoficjalna zasada, Ĺźe jeĹÄ i zakupy robiÄ naleĹźy w miejscu gdzie siÄ Ĺpi, korzystne jest to dla obu stron bo wĹaĹciciele zazwyczaj dajÄ najniĹźsze moĹźliwe ceny w danej miejscowoĹci.
Po Katmandu krÄci siÄ caĹa masa dzieciaków, które ĹźebrzÄ lub próbujÄ coĹ sprzedaÄ turystom i naleĹźy siÄ uzbroiÄ w cierpliwoĹÄ bo niektórzy za kaĹźdym razem jak nas zobaczÄ odprawiajÄ swojÄ dziennÄ : „trekking, hasz, marihuana, kokaina” i nocnÄ mantrÄ: „hasz, marihuana, kokaina, a moĹźe nepalska dziewczyna?”. Wysoko w górach, na treku sÄ wioski i ludzie ĹźyjÄ nawet na 4000 m npm, do i z wioski prowadzi tylko jedna droga, i da siÄ tylko dojĹc pieszo, ewentualnie dojechac konno. Ludzie ĹźyjÄ w cieniu szczytów, swoim rytmem a niektórzy pewnie nigdy nie byli dalej niĹź 1 czy 2 wioski od swojego domu. Zakupy i towary dostarczane na plecach ludzi lub koni.
RADY
SzukaÄ i dowiadywaÄ siÄ o ceny, targowaÄ siÄ i nie dawaÄ sobie narzucaÄ turystycznych cen. W Nepalu jest bieda, przez co funkcjonuje caĹa masa naciÄ gaczy, naganiaczy i naleĹźy zachowaÄ zdrowy rozsÄ dek. Kraj ten sĹynie gĹównie z treków górskich, spĹywów kajakowych i ekspedycji na szczyty. W koĹcu to jeden z dachów Ĺwiata.
portrety z podróĹźy





Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(17,90 zł najniższa cena z 30 dni)
17.90 zł
59.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(30,38 zł najniższa cena z 30 dni)
31.36 zł
49.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
