Recenzje

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ... 
  1. betukt

    TukTukCinema. Czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku

    Festiwal filmu amerykańskiego, w którym niedawno brałem udział, stał się dla mnie doskonałym pretekstem, by między seansami odbyć wycieczkę do kina… w zupełnie przeciwnym kierunku. W podróż po Azji, jakiej dotąd nie znałem, zabrał mnie w swojej najnowszej książce Robert Robb Maciąg. Przed Wami wyjątkowy projekt – Tuk Tuk Cinema!

    Największa tajemnica jaką kryje ta książka tkwi w podejściu Autora do otaczającej go rzeczywistości. Robert, słowami innego podróżnika i filmowca, Jeana-Claude Carrière mówi: nie lubisz ludzi, raczej nie ruszaj się do Indii. Od siebie dodaje solidną dawkę argumentów, które wielu Europejczykom wystarczyłyby z nawiązką, by rzeczywiście nigdy tam nie pojechać. I od razu pomaga znaleźć remedium. Ale dajmy krok wstecz.
    Pomysł Maciąga na kolejną wyprawę po Indiach wziął się z jego wieloletniej fascynacji tamtym rejonem. Już na etapie planowania wyjazdu wiedział, że tym razem chce zrobić coś innego niż zwykle i COŚ DOBREGO dla innych. Kino – to było to! Na zakupionym w Delhi skuterze (po pierwotnym planie jazdy przez Indie tuk tukiem pozostał tytuł książki) przejechał prawie 2 tysiące kilometrów wzdłuż (bliżej lub dalej) brzegów świętej rzeki Hindusów, Gangesu. W czasie przejazdu odwiedzał szkoły i sierocińce, by zebranym w nich dzieciakom pokazywać objazdowe kino z dalekiego kraju. Dobra współpraca ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej sprawiła, że postawił na Przygody Bolka i Lolka oraz odcinki z serii o Reksiu. Animowane nieme kino w kolorze prezentowane na okrytych prześcieradłem podartych murach stojących budynków. Widzicie to?

    Poznałem Roberta w czasie festiwalu podróżniczego, gdzie miałem okazję słuchać jego pasjonującej opowieści o wyprawie do Pakistanu. Ze swadą i sporym poczuciem humoru opowiadał o przeżytych przygodach. W podobnym klimacie utrzymana jest książka. Bardziej kumpelska pogadanka niż pisana sztywnymi prawidłami opowieść. Ma trochę ponad 250 stron, ale przyjaznej wielkości czcionka sprawia, że bardzo szybko się ją czyta. Składa się z trzydziestu dwóch rozdziałów, każdy jest dość krótki – to odzwierciedlenie przystanków na kinowym tournée.

    Książka Roberta jest mocnym świadectwem, że pozytywne nastawienie może przynieść naprawdę wiele korzyści. Niezłomna wiara autora w przedstawicieli innej kultury z jednej strony wydaje się nieco naiwna, z drugiej jest jak najbardziej zdroworozsądkowa. Takie nastawienie jest zwyczajnie pomocne – zwłaszcza kiedy jesteś tysiące kilometrów od domu i właśnie wyczerpały Ci się wszelkie pokłady cierpliwości i poczucia humoru.

    Czytając książkę, gdzieś między wierszami złapiecie serię ciekawostek o Indiach, jak choćby gdzie w jednym miejscu można obejrzeć cały buddyjski świat – zbiór świątyń zbudowanych przez buddyjskie państwa, m.in. Japonię, Tajlandię czy Buthan. Zadziwi Was jak kreatywni mogą być żebracy oraz że krowy w Indiach nie są aż tak bardzo nietykalne. Poznacie trochę tubylczych zwrotów i dowiecie się jak radzić sobie w ulicznym ruchu. Gwarantuję Wam – emocje murowane. Próżno tam szukać konkretnych wskazówek, gdzie i za ile znaleźć nocleg. To nie takie wydawnictwo. Korzyści są zupełnie gdzie indziej.

    Zmierzając do brzegu. Jeśli sięgniecie po książkę, której pełny tytuł brzmi Tuk Tuk Cinema, czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku, dostaniecie wszystko co zawarte w podtytule. I poczekajcie prawie do ostatniej strony, żeby zobaczyć na kim przenośne kino z dalekiego kraju zrobiło największe wrażenie. A potem znajdziecie pewnie swój sposób na COŚ DOBREGO.

  2. Zeszyt łobuza i jego kumpli

    ... Zeszyt łobuza i jego kumpli to rewelacyjna alternatywa na długie zimowe popołudnia dla wszystkich małych rozrabiaków i nie tylko ;-) ...  jest to książka prosta w swym pomyśle a zarazem niezwykle odkrywcza ... uwaga! stanowi ona poważne zagrożenie dla nudy, która tak często potrafi zadomowić się w świecie dzieci, kiedy za oknem nie ma pogody do zabawy ... Zeszyt łobuza i jego kumpli posiada dwie strony mocy - jasną i ciemną ;-) ...  w obydwu dzieciaki znajdą świetne pomysły na zabawę, różne gry, eksperymenty, żarty i psikusy ...  można po niej pisać, rysować a nawet można ją wycinać ... jest to niezwykle kreatywne i inspirujące ... każdy mały odkrywca będzie tą książką oczarowany ... zresztą jeśli tylko dorośli dadzą się namówić do wspólnego spędzania wolnego czasu będzie to świetna zabawa dla całej rodziny ... Zeszyt łobuza i jego kumpli pobudza wyobraźnię, edukuje, uczy kreatywnego myślenia i przede wszystkim bawi ;-) ... można go wypełnić samodzielnie, ale z kumplami zawsze jest raźniej ... no i przy okazji dzieciaki uczą się współpracy :-) ...  jest to fajny pomysł na prezent dla łobuza lub aniołka w wieku od 7 do 11 lat ... gwarantuję, że zarówno forma [świetne rysunki/grafiki], jak i treść spodobają się na pewno :-) ... zdecydowanie polecam :-) ... uwaga! istnieje duże prawdopodobieństwo, że zeszyt ten może się spodobać również dziewczynkom ;-) :-) ... 

    ... fajnym bonusem jest również możliwość odcięcia od okładki dwóch świetnych zakładek :-) ... bardzo pomysłowe rozwiązanie :-) ... 

  3. Zeszyt łobuza i jego kumpli

    Jest to świetna książka dla rozrabiaków w wieku od 7-11 lat. Będzie oczywiście dobra i dla tych grzeczniejszych dzieci. Pociechy rodziców znajdą tutaj pomysły, które będą rozwijać wyobraźnię, ćwiczenia, zagadki oraz rozmaite zabawy.

    "Zeszyt łobuza i jego kumpli" podzielony jest na dwie części, które rozpoczynają się z dwóch przeciwnych stron książki - muszę przyznać, że pierwszy raz z czymś takim się spotkałem i robi to naprawdę dobre wrażenie - a w środku znajdą coś dla siebie miłośnicy Pokemonów, Gwiezdnych Wojen, zabaw w państwa-miasta,  quizy, wycinanki

    Książka wydaje się być niepozorna, ale według mnie drzemie w niej duży potencjał. Może zająć ona dziecku czas i rozwijać jego wyobraźnię, sprawność manualną oraz podstawową wiedzę ogólną.

    Wyobraźnia jest rzeczą, którą warto rozwijać, a ta książka jest do tego idealna. Dzieci razem mogą coś zrobić, np. latający pojazd, stworzyć ranking najgorszych gier komputerowych, śnieg z kartki papieru, zrealizować kupon na dodatkową godzinę przed komputerem czy poskładać kości kościotrupa. Z takim zeszytem wszystko jest możliwe!

    "Zeszyt łobuza i jego kumpli" jest lekarstwem na nudę nawet w deszczowe dni. Ciekawe, czy wszystkim łobuzom wystarczy odwagi, aby zrealizować wszystkie zadania jakie znajdą w środku. 

  4. TukTukCinema. Czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku

    Jako że u mnie ostatnio dzieje się sporo, ale jest o tyle chaotycznie, że trudno mi o tym pisać, to się zabrałam do lektur nieodrobionych - a jako że wydawnictwo Bezdroża od czasu do czasu się zainteresuje faktem, że dawno nic nie czytałam, to i tym razem zadbało o mój czas wolny i tak z moich ostatnich wyborów, raczej politycznych i zaangażowanych, przeszłam się w świat lekki jak podróż na skuterze, czyli do literatury podróżniczej w wydaniu Robba Maciąga.

    Z Robbem i jego uroczą żoną miałam nawet kiedyś okazję się poznać, choć zapewne mnie nie pamiętają, ale w miarę uważnie śledzę ich mniej lub bardziej podróżnicze zajęcia, dlatego bardzo się ucieszyłam, że trafiło mi do rąk Tuk Tuk Cinema, które jest relacją zeszłorocznego wyjazdu Robba do Indii. Indii, o których lubię czytać, a które tak naprawdę należą do dwóch krajów na tym świecie, do których jakoś lękam się zajechać (drugim krajem są Stany Zjednoczone). Człowiek się naczyta gazet i potem mu zostaje, że to nie jest kraj dla samotnie podróżujących kobiet. Może mi się to kiedyś odmieni, może zawinę w okolice Rzeki Matki, póki co jednak pozostaje literatura.

    Literatura z gatunku lekkich i przyjemnych - dawno nie sięgałam po książki typowo podróżnicze i odwykłam trochę od tego stylu. Przyznam - wiele pozycji z tych kategorii odrzuca mnie nastawieniem "przybyłem, zobaczyłem, flagę postawiłem", ale Robb akurat nie przybywa do Indii na białym koniu, lecz jedzie tam po raz kolejny, traktując ten kraj jak starego kumpla, który czasem denerwuje, ale jest zawsze bliski sercu. Jako wymówkę dla kolejnego wyjazdu potraktował pomysł pokazania polskich kreskówek nad Gangesem i niby o tym jest ta książka, ale w sumie nie tylko. Jest to w sumie gawęda o przejażdżce rozpadającym się skuterem wzdłuż rzeki, o wewnętrznych rozważaniach nad tym, co się tam właściwie robi i do - z tego, co widać, odwzajemnionej - miłości do Indii.

    Już na wejściu da się zauważyć, że jest to opowieść mówiona raczej, niemalże przelane na papier gawędy podróżnicze, z jakimi mamy do czynienia na zlotach, pokazach slajdów i spotkaniach. Tak naprawdę przy czytaniu niemal się ma wrażenie, że Robb stoi przed nami i, pokazując kolejny slajd z Bolkiem i Lolkiem na tle indyjskiego pejzażu, mówi o tym, co przeżył i czuł, kiedy sobie przez te Indie jechał, od czasu do czasu dodając anegdotkę, czy wspominając jakiś warty obejrzenia film. Tyle tylko, że spotkania podróżnicze trwają z reguły godzinę-dwie, a tu mamy do czynienia z książką, którą sobie powolutku podczytywałam w pociągach i autobusach, jako że jestem w tej chwili na etapie przemieszczania się w te i z powrotem między Polską a Niemcami, jak to mi się często zdarza. Czy ta formuła przekona każdego? Nie wiem, ale wielbicieli magazynów i portali podróżniczych na pewno, już nawet sposób wydania książki pokazuje, że wydawnictwo dokładnie wiedziało, do jakiej grupy czytelników ją kieruje.

    Plus pomysł pokazywania Reksia dzieciom nad Gangesem jest uroczy sam w sobie. Jak mówiłam, mam wrażenie, że Robb mówi o Indiach jak o starym kumplu, dlatego też nie dziwię się, że chciał się z tym kumplem podzielić wspomnieniami z dzieciństwa.

  5. Zeszyt łobuza i jego kumpli

    Z pozoru jest to publikacja w stylu "Zniszcz ten dziennik". Faktycznie to pomysłowy podręczny zeszyt do zabawy dla dzieciaków-łobuziaków. Zaplanowany został dwustronnie: z jednej "jasna strona mocy", z drugiej "ciemna". Różnice nie są znaczne, bowiem w końcu to zeszyt "łobuziaka i jego kumpli".
    Z obu stron jest miejsce na listę kumpli i na rysunek odznaki oddziału, a potem zaczyna się zabawa.

    Po jasnej m.in.: 
    - głosowanie na ulubioną postać z "Gwiezdnych wojen" (jasna strona mocy),
    - miejsce na sporządzenie rankingu najfajniejszych gier komputerowych,
    - "połącz kropki",
    - diagramy do gry w statki,
    - tabela do zanotowania, ile kto robi przysiadów a ile pompek,
    - instrukcja wyhodowania rzeżuchy,
    - flagi państw do pokolorowania;

    po ciemnej zaś m.in.:
    - głosowanie na ulubioną postać z "Gwiezdnych wojen" (ciemna strona mocy),
    - miejsce na sporządzenie rankingu najgorszych gier komputerowych,
    - labirynt,
    - instrukcja wyhodowania pleśni,
    - kartki do wycięcia i włożenia za wycieraczkę samochodu,
    - kupon na grę na komputerze przez godzinę (do okazania rodzicom),
    - kupon zwalniający z pytania przy tablicy (do okazania nauczycielom).

    Oczywiście jest znacznie więcej atrakcji. Całość pomysłowa i ładnie wydana ucieszy niejednego łobuziaka.

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ...