Helion SA
ul. Kościuszki 1c
44-100 Gliwice
tel. (32) 230-98-63
e-mail: sklep@bezdroza.pl
redakcja: redakcja@bezdroza.pl
informacje o księgarni bezdroza.pl
© Bezdroża 2011
Recenzje
Wyniki wyszukiwania frazy "61" [3]
- 1
- ...
-
Rumunia. Mozaika w żywych kolorach...oraz Mołdowa. Wydanie 4
Rumunia wzbudza coraz większe zainteresowanie polskich turystów. I to nie tylko, jak w latach 60-80-tych ub. wieku, głównie jej czarnomorskie wybrzeże, ale także prawdziwe skarby architektury, przyrody i krajobrazów w innych częściach kraju. Zwłaszcza, chociaż nie tylko, Siedmiogród, rumuńska Mołdawia i Bukowina.
Natomiast Mołdawia nadal, trochę niesłusznie, pozostaje w dosyć powszechnym odczuciu państwem w Europie peryferyjnym i niezbyt wartym poznawania. Obu tym krajom poświęcony jest najlepszy, moim zdaniem, dotychczas w języku polskim o nich przewodnik „Bezdroży”.
Jego kolejne wydanie ukazało się w br. w podstawowej w tej oficynie serii „czarno - pomarańczowej”, której potoczna nazwa pochodzi od kolorów grzbietów. Napisany przez grono polskich autorów z głęboką znajomością tematu, rzetelnie oraz dobrym językiem, jest po prostu znakomity.
Co nie znaczy, że nie można w nim już niczego poprawić. Ale o tym niżej. Dodam, że na dwu 8 - stronicowych wkładkach znajduje się w nim 35 dobrych, kolorowych zdjęć. Ponadto kolejne, już czarno-białe, co powoduje, że nie są zbyt efektowne i trochę rysunków zabytków. No i mapki oraz plany miast. W rozdziale I - wstępnym, „Zaproszenie do Rumunii” autorzy proponują poznawanie kraju pięcioma różnymi trasami.
Szlakiem drewnianych cerkwi marmaroskich, Malowane monastery Bukowiny i Mołdawii, Kościoły warowne Siedmiogrodu, Wzdłuż czarnomorskiego litoralu oraz „Paryż Wschodu” i okolice. Znajduje się na nich większość tego, co jest tam rzeczywiście najcenniejszego. Obszerny rozdział II - „Informacje praktyczne” zawiera niemal wszystko o czym turysta powinien wiedzieć zarówno przed wyjazdem, w trakcie - i czym - podróży, poruszania się na miejscu, noclegów i wyżywienia.
Z wieloma przydatnymi informacjami w rubryce od A do Z. W części tej znajduje się także sporo rad w ramkach w rodzaju: „Będąc dzień w Sybinie trzeba koniecznie”: - po czym następują konkretne i na ogół bardzo trafne propozycje. Rozdział III - "Informacje krajoznawcze", to prawdziwa, chociaż w ogromnym skrócie, kopalnia wiedzy o fizjografii, klimacie i bioróżnorodności kraju.
Bardzo oryginalnie i ciekawie przedstawione zostały w nim jego dzieje. „Historia Rumunii - stwierdzają autorzy - jest niezwykle skomplikowana”. Po czym następuje uzasadnienie tego twierdzenia z wnioskiem: „Ponieważ przewodnik turystyczny nie jest publikacją odpowiednią do roztrząsania tych skomplikowanych kwestii, zainteresowanych odsyłamy do literatury fachowej, zaś Czytelnikom proponujemy spojrzenie na historię ziem rumuńskich i Rumunii przez pryzmat wybranych zabytków kultury i sztuki”.
Dodam, że dobranych w taki sposób, żeby jednak „w pigułce” zawrzeć to, co w tej historii jest najważniejsze. I tak „Hala targowa w Tomis” wybudowana w IV w. - to okazja do przedstawienia wielowiekowej, od czasów antycznych Greków, tradycji handlowej oraz zarysu dziejów kraju na przestrzeni wieków. „Sarmizegatusa Regia” - państwa Daków. „Vajdahunyadvár” - Siedmiogrodu i częściowo Banatu i Marmaroszu.
„Monaster Putna”, w którym pochowany został jeden z najwybitniejszych władców Stefan Wielki - losy Hospodarstwa Mołdawskiego. „Nowa Metropolia w Curtea de Argeş” - najważniejsze fakty z historii Wołoszczyzny. „Zamek królewski Peleş w Sinai” - powstanie Rumunii i królestwo, od 1861 r., Hohenzollernów. Zaś „Prawosławna cerkiew katedralna w Timişoarze” - ostatnie 60 lat dziejów kraju.
Wypadało co prawda w tym ostatnim przypadku dodać np., że komunistyczny dyktator Nicolae Ceauşescu nie tylko został w 1989 r. skazany na śmierć, ale i rozstrzelany wraz z żoną Eleną, działaczką partyjną i państwową też odpowiedzialną za zbrodnie reżymu, ale to można uzupełnić w kolejnym wydaniu.
Bardzo ciekawie przedstawieni zostali mieszkańcy Rumunii i tamtejsza mozaika narodowościowa: Rumuni, Węgrzy, Sasi, Polacy, Turcy, Żydzi, Romowie, a w Banacie również Serbowie, Bułgarzy, Czesi, Słowacy, Rusini, a nawet Włosi, Francuzi i Hiszpanie. Podobnie język, a także rumuńska kuchnia pod bardzo zachęcającym tytułem poświęconej jej części: „Radość życia, czyli kuchnia rumuńska”.
Najobszerniejszy - ponad 450 stronicowy - rozdział IV „Zwiedzanie Rumunii” poświęcony został prezentacji poszczególnych miejscowości, miejsc, zabytków itp. kraju. W sposób przejrzysty, dosyć dokładny, z ogromnym bogactwem faktów. Najpierw stolica - Bukareszt, a następnie kolejno tradycyjne regiony historyczno - geograficzne. Banat i Kriszana, Transylwania ( Siedmiogród ), Marmarosz, Bukowina, Mołdawia, Dobrudża i osobno Trasy górskie z 44 propozycjami poznawania ich konkretnymi szlakami, w 7 partiach różnych gór.
W opisach miejscowości są ich nazwy przede wszystkim - o ile takie są - polskie oraz rumuńskie i w stosowanych na ich określenie językach. Podana jest liczba mieszkańców, są sugestie co przede wszystkim warto tam zobaczyć, historia - w przypadku Bukaresztu także co, gdzie i kiedy zburzono z zabytków pod rządami Ceauşescu - a następnie oprowadzanie czytelnika - turysty po ciekawych zabytkach, muzeach i miejscach.
W większych lub ważniejszych miastach - ich plany, zdjęcia, rysunki zabytków. Na końcu zaś informacje praktyczne na temat dojazdu i lokalnej komunikacji, noclegów, wyżywienia itp. A więc znajduje się tam chyba wszystko, co powinno być w dobrym przewodniku.
Na podobnej zasadzie, w dwu rozdziałach: „Mołdowa” i „Zwiedzanie Mołdowy” napisana została część przewodnika po tym kraju. Oczywiście znacznie krótsza, bo miejscowości, miejsc i obiektów wartych tam poznania jest niewspółmiernie mniej. A także z trochę bardziej skróconymi opisami. Ale z bardzo ważnymi a mniej znanymi informacjami na temat podróży, zwłaszcza problemami jakie mogą występować przy przekraczaniu granicy samozwańczej, tak zwanej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej i tamtejszych realiów.
Ponadto zakwaterowania - podobnie jak w przypadku części rumuńskiej z wyborem hoteli i innych miejsc noclegowych z ich nazwami, adresami, telefonami, stronami internetowymi itp., a także charakterystyką i w wielu przypadkach cenami. Nie brakuje oczywiście i informacji krajoznawczych, historii regionu i kraju, jego ludności, gospodarki, kultury itp.
Natomiast zwiedzanie Mołdawii ( Mołdowy ) autorzy proponują według jej trzech głównych części: Kiszyniowa i centrum, Północnej Mołdowy oraz Południowej Mołdowy, do której zaliczono również Naddniestrze. A w częściach omawiających poszczególne miejscowości i miejsca, tak jak w przypadku rozdziałów rumuńskich, w kolejności alfabetycznej ich nazw.
Treść przewodnika bardzo wzbogacają włamane w treść monotematyczne informacje w ramkach na szarym tle. Jest ich prawie 50, wiele bardzo ciekawych. M.in.: „Park Narodowy Retezat”; „Czarny pamiętnik: zburzenie monasteru Văcăreşti” ( w Bukareszcie ); „Malowane cerkwie doliny Aluty”; „Mistrz Manole” ( budowniczy cerkwi w Nowa Metropolia Curtea de Argeş, pocz. XVI w ); „Legenda o zamku Poienari” ( zbudowanym dla Włada Palownika - Drakuli ), a także:
„Druga strona medalu” ( prawdziwa historia Drakuli ); „Biały płaszcz z czarnym krzyżem” ( Krzyżacy w Siedmiogrodzie wypędzeni z niego za próbę stworzenia tam własnej potęgi, zaproszeni później do Polski ); „Inkastelacja kościołów” ( obronne świątynie w Siedmiogrodzie ); „Pionier lotów kosmicznych” ( Hermann Oberth urodzony w Sybinie ); „Mołdowa czy Mołdawia?” ( decyzja polskiego MSZ o przyjęciu tej pierwszej nazwy ); „Mołdowa czy Besarabia?”; „Po jakiemu mówią Mołdawianie?”; „Polacy w Mołdowie”; „Kim są i skąd przybyli Gagauzi?”; „Karol XII czyli Szwedzi w Mołdowie” itd.
Na końcu znajduje się słowniczek polsko - rumuński z mini rozmówkami oraz dosyć szczegółowy Indeks wybranych nazw geograficznych i atrakcji turystycznych. Jest to więc, co już napisałem na wstępie, bardzo dobry przewodnik. Co nie znaczy, że w następnych wydaniach nie może być jeszcze lepszy.
Uważam np., że trochę po macoszemu potraktowana została Delta Dunaju, której poświęcono tylko 3 strony tekstu + 1 zdjęcie, i to jako ciekawemu miejscu w okolicach Tulczy. Informacja o rumuńskich obiektach znajdujących się na Liście UNESCO powinna znajdować się nie tylko w postaci symbolu przy opisach miejscowości, ale także zbiorowa osobno, np. w Informacjach A-Z.
Najpiękniejszy średniowieczny zamek w mieście Hunedoara ( Vajdahunyad ) w Siedmiogrodzie znany jest bardziej pod tą drugą nazwą lub jako Zamek Hunyadego, a nie, jak go nazywają autorzy, Corvinilor. Wypadałoby więc przynajmniej o tym wspomnieć. Nie bardzo widzę uzasadnienia dla opublikowania, i to na całej stronie, nie najlepszej jakości czarno-białego zdjęcia pałacu hospodara w Mogoşoaia, skoro jego dobre kolorowe znajduje się we wkładce ilustracyjnej.
Wśród źródeł informacji o kraju nie uwzględniono działającego od ub. roku w Warszawie Rumuńskiego Ośrodka Informacji Turystycznej. Podobnie w przypadku dostępnych w języku polskim przewodników nie wspomniano ani o jednym aktualnym, poza wydanymi przez Bezdroża.
Błędna jest, w przypadku Naddniestrza, informacja, że Igor Smirnow jest „prezydentem” tej samozwańczej republiki od 10 lat. W rzeczywistości już 21(!) lat. Byłem pierwszym zagranicznym dziennikarzem, wówczas korespondentem prasy polskiej w Kijowie, któremu udzielił on wywiadu jeszcze jako tymczasowy prezydent, we wrześniu 1990 roku, na drugi lub trzeci dzień po proklamowaniu przez ten region „niepodległości”. Do Tyraspola dojechałem z Bender na prawym brzegu Dniestru, które wówczas znajdowały się jeszcze pod kontrolą Kiszyniowa, podmiejskim autobusem.
Podczas lektury przewodnika natrafiłem na parę błędów korektorskich, a nawet językowych. Np. na str. 231 jest odsyłacz do informacji o mieście Alba Julia na stronę 323 ( na której można przeczytać o Sighişoarze ), nie zaś prawidłowo na stronę 232. Natomiast na str. 568 o połączeniach komunikacyjnych z Polski do Mołdowy „…z dwoma ( zamiast dwiema ) przesiadkami. To tylko przykłady, bo podobnych, co prawda drobnych potknięć, jest więcej.
Na koniec parę słów polemiki na temat tytułowej nazwy Mołdowa. Wydawnictwo przyjęło ją zgodnie z decyzją naszego MSZ o stosowaniu takiej nazwy w swoich dokumentach. Z ministerialnym uzasadnieniem, że Mołdawia to nazwa dużego regionu historycznego, którego Republika Mołdawii jest tylko częścią. Trochę mi się to kojarzy z wymuszoną przez Grecję i stosowaną w stosunkach międzynarodowych, idiotyczną nazwą Była Jugosłowiańska Republika Macedonia. Bo …Macedonia to historyczna nazwa antycznego państwa, którego część znajduje się nadal na terytorium Grecji.
A przecież nazwa Mołdawia w odniesieniu do Republiki Mołdowa jest u nas stosowana powszechnie, jak również np. Mołdawianie ( nie zaś Mołdowanie ) czy mołdawskie ( a nie mołdowskie ) wina. Polska Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych - o czym można zresztą przeczytać w informacji w ramce: „Mołdowa czy Mołdawia” - zaleca stosowanie nadal przyjętej powszechnie tej drugiej nazwy.
Dla mnie ważniejsze jest zdanie tej komisji, niż jakiegoś urzędnika MSZ który wymyślił inną, pozostaję więc w publikacjach przy Mołdawii. Wytknięte drobne błędy i nieścisłości jakie znalazłem w tym przewodniku są łatwe do poprawienia w następnym wydaniu oraz nie zmieniają mojej wysokiej jego oceny. Z przyjemnością polecam go więc Czytelnikom. -
Czarnogóra, Serbia, Bośnia i Hercegowina. Zielony Przewodnik Michelin. Wydanie 1
Tym trzem krajom byłej Jugosławii poświęcony został nowy, wydany przez krakowską oficynę Bezdroża w serii „Zielone przewodniki Michelina”, ilustrowany, z mapkami i planami, przewodnik napisany, co warto podkreślić, niemal wyłącznie przez polskich autorów. W tym także autorów lub współautorów innych przewodników Bezdroży po Bałkanach.
Szkoda tylko, że nie uwzględniono w nim również Macedonii i Kosowa. O ile bowiem dwie pozostałe po jugosłowiańskie republiki: Chorwacja i Słowenia mają już, Czarnogóra zresztą też, tylko im poświęcone przewodniki tego wydawnictwa - kolejny Bezdroży po Słowenii, również z „zielonej” serii Michelina omówię wkrótce, to Macedonia i Kosowo ze względu na dosyć ograniczoną liczbę zabytków i ciekawych w nich miejsc nie mają na to raczej szans.
Dotychczas Bezdroża zaprezentowały walory turystyczne tych krajów tylko w specjalnych rozdziałach, w większości bardzo dobrym, przewodniku „Bałkany”, którego III wydanie z roku 2009 zrecenzowałem szczegółowo w naszym portalu i tekst ten jest w nim nadal do przeczytania. „Zielone przewodniki” Michelina mają liczącą dziesiątki lat tradycję i renomę. Jak już wspominałem przy innej okazji, posługuję się nimi jeszcze od czasów, gdy nie istniały ich polskie przekłady znajdując w nich to, co odpowiada im najbardziej.
Co nie znaczy, że przygotowując się do podróży nie sięgam również do innych. Przejrzystość, rzeczowość, większość rzeczywiście potrzebnych turyście informacji z planami i mapkami oraz niezbędnymi ilustracjami, a także ułatwiający wybór tego, co przede wszystkim warto zobaczyć gdy ma się mało czasu, system oznaczania obiektów gwiazdkami od 1 do 3, lub bez takich oznaczeń, to ich główne walory.
Z uznaniem stwierdzam, że polscy autorzy utrzymali ten standard, o paru potknięciach wspomnę niżej, dzięki czemu turyści i czytelnicy otrzymali książkę, która, jak sądzę, będzie im bardzo przydatna. Nie tylko bowiem pomoże w wyborze celów podróży i zwiedzania, ale znacznie wzbogaci ich wiedzę o dziejach, kulturze, zabytkach, religiach, językach, przyrodzie, kuchni itp. prezentowanych krajów.
Zawiera również mnóstwo informacji praktycznych, a przy tym aktualnych, co w przypadku obszaru o tak burzliwych i skomplikowanych dziejach, również najnowszych, ma wyjątkowo duże znaczenie. Czytelnik znajduje więc w tym przewodniku rady kiedy i dokąd w tych krajach pojechać - z trzema propozycjami tras w każdym z nich.
W Czarnogórze są to: Wybrzeże Adriatyckie w 4 dni, Stara Czarnogóra poznawana w trakcie 2-dniowej wycieczki oraz 4- dniowa Przez góry. W Serbii 5-dniowa wycieczka Przez miasta i miasteczka Wojwodiny oraz dwie 4-dniowe: Stara Serbia oraz Wzdłuż Dunaju. W tej drugiej autorzy proponują tylko 1 dzień na poznawanie Belgradu, co jest zdecydowanie za krótko. Ale serbskiej stolicy poświęcili sporo miejsca we właściwej części przewodnika, można więc zwiedzanie dostosować do indywidualnych zainteresowań.
W Bośni i Hercegowinie zachęcają do dwu 3-dniowych wycieczek: Twierdze, klasztory i meczety oraz Górskie parki narodowej wschodniej Bośni i 2-dniową Doliną Neretwy nad Adriatyk. Propozycje te uwzględniają większość najważniejszych dla turystów miejscowości i miejsc w tych trzech krajach.
W pierwszym, wstępnym rozdziale „Organizacja podróży” znajdują się również chyba wszystkie, a na pewno najistotniejsze informacje na temat tego jak przygotować się do wyjazdu w tamte strony, dojazdu oraz transportu na miejscu, zakwaterowania i wyżywienia, życia codziennego, sportu i rozrywek, świąt i festiwali itp. Oczywiście także o potrzebnych dokumentach, pieniądzach, ubezpieczeniach, zabezpieczeniu medycznym itd.
50 - stronicowy rozdział „O krajach bałkańskich” zawiera informacje o przyrodzie każdego z nich, hydrografii, klimacie, florze i faunie oraz parkach narodowych. Jak na tak trudny temat, zwięzłe i generalnie obiektywne informacje o skomplikowanych dziejach, od czasów paleolitu - po jakże złożone najnowsze tych krajów, ich sztuce i kulturze oraz współczesnych Bałkanach.
Czytając je odczułem jednak niedosyt z powodu niemal pominięcia problemu Kosowa, będącego przecież kolebką serbskiej kultury i prawosławia. Z paroma zaledwie słowami na temat tej krainy. Nawet bez wzmianki, że obecnie jest ona samodzielnym państwem, chociaż uznanym tylko przez część społeczności międzynarodowej.
Z faktów bardziej szczegółowych należało, moim zdaniem, wspomnieć, że w organizacji zamachu w 1934 r. w Marsylii, w którym zamordowani zostali: król Jugosławii Aleksander I i francuskim minister spraw zagranicznych Jean Louis Barthou, chorwackim ustaszom i macedońskim separatystom pomagała hitlerowska Abwehra.
Błędnie nazwano ( str. 61 ) powojenną Jugosławię. W 1945 roku przyjęła ona nazwę Federacyjnej ( a nie Ludowej Federalnej !!! ) Ludowej Republiki Jugosławii. Znacznie poważniejsze potknięcia znalazłem w części „Współczesne Bałkany”. O ile „Życie polityczne” i „Zmiany gospodarcze” nie budzą zastrzeżeń, to już „Społeczeństwo”, w którym o poszczególnych sprawach pisali prawdopodobnie różni autorzy, a redakcja nie zadała sobie trudu uporządkowania tego, jest w mojej ocenie najsłabszą, chaotyczną częścią przewodnika.
Osobno można tam np. przeczytać o Czarnogórcach, mieszkających w Czarnogórze Muzułmanach ( Bośniakach ), Serbach, Albańczykach i Chorwatach. Zaraz po nich o Węgrach, Romach i ponownie Albańczykach i Bośniakach - tym razem w Serbii. To co napisano o języku serbskim ( i jego odmianach ), być może w pełni zrozumie slawista - i to językoznawca. Ale nawet nieźle znający tamte strony i stosunki czytelnik może się trochę pogubić.
Pomijam już tak odkrywcze stwierdzenia jak: „W Serbii językiem urzędowym jest język serbski…”, czy informacje o różnicach w dialektach albańskich. Trudno jednak nie zareagować krytycznie na stwierdzenie „W Kosowie używa się języka albańskiego” bez informacji, że mieszkają tam również i używają swojego języka Serbowie. A język serbski jest, przynajmniej przez średnie i starsze pokolenie Kosowarów znany, a co najmniej rozumiany.
Ten sam chaos i brak należytej merytorycznej redakcji tekstów występuje w przypadku prezentacji religii. Najpierw gdy dotyczy Czarnogóry, następnie prawosławia w Serbii i konflikcie między Cerkwiami: czarnogórską i serbskiej, która domaga się od tej drugiej zwrogtu w Czarnogórze 650 cerkwi i klasztorów.
Kolejno „lecą” informacje o katolicyzmie w Czarnogórze ( tylko 3,5% mieszkańców !), ale z fotografią katedry katolickiej w… Nowym Sadzie, w Serbii. Później o trwałości struktury plemiennej w Czarnogórze, o bojownikach walczących z Turkami - hajdukach i uskokach. Aby dalej, pod tym samym śródtytułem ni z tego ni z owego wrócić do religii, tym razem prawosławia w Serbii oraz religiach w Bośni i Hercegowinie.
Na szczęście zaraz po tym czytelnik może przeczytać o smakołykach kuchni czarnogórskiej, serbskiej i bośniackiej. Też z drobnymi nieścisłościami. Tak np. sławną i znakomitą serbską śliwowicę, zwłaszcza monastyrską, zakwalifikowano jako jedną z odmian rakii, mimo iż jest to inny, bardziej szlachetny trunek. Różniący się w sposób zasadniczy od rakii pędzonej ze śliwek tak jak z winogron, gruszek, pigwy czy nawet… miodu. Chociaż w tym ostatnim przypadku, to też inny mocny napój. W Bośni i Hercegowinie wyrabiany przez pszczelarzy i sprzedawany jako „Domaća rakija Medovača”.
Najobszerniejsza, łącznie ponad 200 - stronicowa część tego przewodnika poświęcona jest kolejno: Czarnogórze, Serbii oraz Bośni i Hercegowinie. Jest to, wzbogacona o mapki i plany prezentacja tego, co zdaniem autorów zobaczyć w nich można, warto i trzeba. Najpierw w stolicach i ich okolicach, a następnie, w porządku alfabetycznym, w innych miejscowościach i miejscach.
Z informacjami wstępnymi i - włamanymi w tekst na zielonym tle praktycznymi. Ponadto krótkimi dziejami, propozycjami tras wycieczek itp. I ze wspomnianym już systemem gwiazdek. Zwięźle i rzeczowo. I chociaż ilość gwiazdek przyznanych poszczególnym miejscowościom i obiektom jest niekiedy dyskusyjna, to łatwo jest się poruszać w tym gąszczu potrzebnych turyście informacji. Najwyżej ocenionych: 3* - czyli „trzeba koniecznie zobaczyć”, jest sporo.
W Czarnogórze należy do nich: Stary Bar; Boka Kotorska; miasto Kotor i osobno w nim katedra św. Tryfuna; Muzeum Pomorskie oraz twierdza św. Jana; Trg ( plac ) Herceg - Stjepana w mieście Herceg Novi. Ponadto adriatycka perełka Sveti Stefan; Durmitor - najwyższy masyw Gór Dynarskich; Jezioro Szkoderskie, a nad nim monastyr św. Nikola i Žabljak Crnojevića - stare gniazdo tego rodu. I jeszcze monastyry: Morača w okolicy Kolašinu i Ostrog koło Nikšiča; 2 tysięczne miasteczko Žabljak; cerkiew św. Mikołaja ( Nikole ) w Ulcinju oraz Park Narodowy Biogradska gora.
Najwięcej tej rangi obiektów i miejsc autorzy oznaczyli w Serbii. W Belgradzie zarówno samo miasto, jak i w nim: Twierdzę Kalemegdan, Muzeum Etnograficzne, ul. Kneze Mihailova, dzielnicę artystów Skandarlija, cerkiew św. Sawy. Nie bardzo co prawda rozumiem, dlaczego na Kalemegdanie wymieniają pomnik Wdzięczności Francji - rzeźbę Ivana Meštrovića z 1930 r., a pomijają tegoż autora znacznie sławniejszy, będący takim symbolem serbskiej stolicy jak Syrena Warszawy, stojący w wyjątkowo reprezentacyjny miejscu pomnik „Pobednik” ( „Zwycięzca” ).
Czy na jakiej podstawie - bo brak jakichkolwiek konkretów - określają cerkiew św. Sawy „Największą na świecie prawosławną świątynią”. Sądzę, że inne zdanie na ten temat mają mieszkańcy Petersburga ( Sobór Izaaka, a zwłaszcza Sobór Kazański ) czy Tbilisi ( monumentalny, wzniesiony na początku XXI wieku Sobór Trójcy Świętej ). Podobnie nie rozumiem, jaki sens miało wydrukowanie dwukrotnie ( na str. 53 i 189 ) tego samego zdjęcia panoramy Belgradu od strony Sawy.
Najwyższą ocenę obiektom i miejscom, które trzeba w Serbii zobaczyć koniecznie, autorzy wystawili również poza stolicą. Są to: Park Narodowy Ɖerdap; Monastyry w dolinie Wielkiej Morawy: Lubostinja, Ravanica ( oba XIV w. ) i Manasija ( XV w. ); Miasto Nisz, a w nim twierdza Niška Tvrđava i Wieża Czaszek; Novi Pazar i ponadto meczet Altum Alem ( XVI w. ). W okolicy zaś monastyry: Ɖurđevi Stupovi ( XII w. ), Studenica ( Lista UNESCO ), Žiča ( XIII w. ) oraz największy masyw górski Serbii - Kopaonik;
XIII - wieczny monastyr Mileševa; Nowy Sad, a w nim Plac niepodległości ( Trg Slobode ) i twierdza Petrovaradin, a w pobliżu tego miasta Sremski Karlovici - u nas bardziej znane jako Karłowice; pasmo górskie Fruška Gora, a w nim klasztory: Krušedol ( XVI w. ), Staro i Novo Hopovo ( XV/XVI w. ) i Vrdnik ( XVI w. ); Park Narodowy Tara, a w jego okolicy kolejka wąskotorowa Šarganska Osmica oraz skanseny: Drevengrad i Sirogojno.
Ponadto: Twierdza Smederovo; Ratusz w Suboticy ( początek XX w. ); Dom Paszy ( XVIII w. ) i Cerkiew św. Mikołaja ( XIV w. ) w mieście Vranje; Uzdrowisko Vranjska Banja; Felix Romuliana - ruiny rzymskiego kompleksu pałacowego ( IV w. ) w pobliżu miasta Zaječar; Cerkwie: Uspieńska i Vavedenjska ( obie z XVIII w. ) w mieście Zrenjanin w Banacie.
Najuboższa w zabytki i miejsca tej klasy, zdaniem autorów, jest Bośnia i Hercegowina. Do 3* należy przede wszystkim Sarajewo, a w nim bazary: Baščaršija - na nim dodatkowo, co w tym przypadku wydaje mi się przesadą, drewniana Studnia Sebilj oraz Dugi Bezistan, Wieża zegarowa ( XVII w. ), meczet Ghazi Husrev-bega (XVI w. ) i cerkiew p.w. Archaniołów Gabriela i Michała.
Poza stolicą natomiast cerkiew Chrystusa Zbawiciela w Banja Luce; 3-tysięczne miasteczko Blagaj, a w nim klasztor derwiszy z XV w. Ponadto Mostar i dodatkowo jego zabytki: Stary Most, meczety Koski Mehmeda-paszy ( XVII w. ) i Karađoz-bega ( XVI w. ) oraz uliczka Kujundžiluk. I jeszcze dwa miasteczka: tysięczny Počitelj, a w nim meczet Šišman-Ibrahima-paszy ( XVI w. ) oraz 20-tysięczny Travnik ze średniowieczną twierdzą i meczetem Sulejmanije z XVI w.
Dodam, że w tekst przewodnika, poza informacjami praktycznymi na zielonym tle, włamano również sporo interesujących monotematycznych na tle różowym. M.in. „Dynastia Petroviciów - Njegošów“, ‚Kościół Bośniacki w średniowieczu“, „Ofiary wojny 1992 - 1995“, „Stećci“ ( rzeźbione kamienne płyty grobowe z XII-XV w ), „Bitwa na Kosowym Polu“, „Polacy w Bośni i Hercegowinie“, „Bośniacy i Boszniacy“, „Bogomiłowie“, „Slava“ ( patron rodziny po ojcu ), „Św. Wasyl Ostrogski Cudotworca“, „Sarajewska Cerkiew prawosławna“, „Jak wygląda Matka Boska“, „Ivo Andrić“.
Na końcu znajdują się mini słowniczki: polsko - serbski i polsko - bośniacki oraz indeks. Jest to więc, pomimo niewielkich, wytkniętych błędów i innych potknięć autorsko - redakcyjnych łatwych do usunięcia w następnym wydaniu, przewodnik dobry, wartościowy, który z przyjemnością polecam Czytelnikom. -
Skandynawia. Śladami wikingów. Wydanie 1
Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja - cztery kraje skandynawskie położone w jednym regionie Europy, przedstawione zostały w nowym przewodniku wydawnictwa Bezdroża. Mają one wiele wspólnych cech i korzeni. Chociażby (poza, oczywiście fińskim) językowe czy tradycje wikingów.
Ale mają także wiele dzielących je różnic. Trzy z nich są królestwami, czwarty republiką parlamentarną. Ich dzieje pełne były w przeszłości wzajemnych konfliktów i sporów terytorialnych. Zwłaszcza duńsko - szwedzkich i szwedzko - fińskich, o innych sąsiadach nie wspominając. Dzieli je także członkostwo - lub nie - w UE i NATO, waluty itp. Potraktowanie ich więc łącznie jako tytułowej Skandynawii byłoby co najmniej ryzykowne.
Na szczęście autor - urodzony w Polsce, ale od prawie 30 lat mieszkający w Sztokholmie, tam wychowany i wykształcony, publikujący zarówno po szwedzku jak i polsku, nie popełnił błędu francuskich kolegów po piórze. Którzy - przypomnę, gdyż niedawno omawiałem ten przewodnik wydany w „Zielonej" serii Michalina - potraktowali kraje nadbałtyckie jako jeden obszar. „Skandynawia. Śladami wikingów" to w rzeczywistości cztery przewodniki w jednym tomie. Przy czym brak w nim, chyba słusznie, jakichkolwiek skandynawskich uogólnień.
Nawet w pierwszym rozdziale „Zaproszenie do Skandynawii" znalazły się propozycje poznawania jej na przykładzie trzech tras w Szwecji i po dwie w pozostałych, wyraźnie wyodrębnionych krajach. Podobnie w przypadku miejsc, które, zdaniem autora, koniecznie trzeba zobaczyć. Zaznaczono je gwiazdkami na mapach umieszczonych na wewnętrznych stronach okładek, przy czym po siedem dotyczy trzech krajów, a tylko w Norwegii pięciu. Również lista najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Skandynawii ułożona została według krajów.
Autor, który, jak przedstawiło go wydawnictwo w jego nocie biograficznej, „Skandynawię objechał wszerz i wzdłuż w ciągu ostatniego ćwierćwiecza", rzeczywiście wykazał się doskonałą znajomością tego obszaru Europy. Chociaż nie próbował nawet pisać o wszystkim. Dokonał wyboru, w przypadku Szwecji, a podobnie i pozostałych państw, np. 20 najważniejszych i najciekawszych miast. Które zaprezentował bardziej szczegółowo, traktując jako bazy wypadowe do innych ciekawych miejsc, wymienionych w ich okolicach. Warto jednak pamiętać, że ogromne obszary - zwłaszcza środkowej i północnej Szwecji i Finlandii, to niezwykle słabo zaludnione obszary jezior, lasów i tundry o powtarzających się krajobrazach, bez szczególnych atrakcji turystycznych.
Prezentacja każdego z krajów skandynawskich oparta została na tych samych zasadach. Uwzględnione zostały podstawowe informacje potrzebne przyszłemu podróżnikowi przed wyjazdem, a następnie na miejscu - z dosyć szczegółowym omówieniem np. przepisów ruchu drogowego. Jest, oczywiście, także sporo informacji na temat noclegów - z polecanymi schroniskami, hotelami i motelami, wyżywienia - ze zwróceniem uwagi na lokalną kuchnię oraz alkohol. Z ciekawostkami na temat tego ostatniego, np. brakiem konsekwencji w prawie Finlandii. Pić alkohol o mocy powyżej 20 proc. może tam każdy, kto skończył 18 lat. Ale kupić go - dopiero gdy skończy ich 20...
Są również Informacje A - Z. I osobno na temat przyrody poszczególnych państw, ich historii, polityki i administracji, gospodarki, społeczeństwa, języka itp. Następnie zaś prezentacja stolic i innych ważnych miast oraz ich okolic. Z informacjami o liczbie mieszkańców, odpowiednim symbolem, jeżeli miasto lub obiekt znajduje się na Liście Dziedzictwa UNESCO, historią, miejscami które warto zobaczyć. Na końcu zaś danego rozdziału - informacjami turystycznymi i praktycznymi. W przypadku dużych i ważnych miast - w Szwecji np. Sztokholmu, Gőteborga czy Uppsali, informacje o znajdujących się w nich zabytkach, ciekawych obiektach i miejscach oraz atrakcjach turystycznych są dosyć wyczerpujące. W mniejszych krótkie, ale zawierające to, co jest potrzebne turyście lub może go zainteresować.
Treść przewodnika wzbogacają, włamane w nią informacje w ramkach. Zarówno na białym tle, z danymi podstawowymi, encyklopedycznymi, wykazami świąt państwowych, placówek dyplomatycznych, propozycjami jak spędzić dzień, trzy lub nawet 2 tygodnie w jakimś miejscu czy regionie itp. Jak i na szarym tle, o charakterze ciekawostkowym - a jest ich kilkadziesiąt, np. „Ren albo renifer", „Święty Eryk", „Królowa Krystyna", „August Strinberg", „Olof Palme", „Alfred Nobel", „Glasriket, czyli Królestwo Szkła", „Potwór z jeziora", „Czarodziej z Odense, czyli Hans Krystian Andersen", „Lapończycy", „Koło polarne" itd. Bardzo przydatne są również mapki i plany w tekście a 32 kolorowe fotografie we wkładkach zachęcają do zwiedzania.
Jest to więc przewodnik zawierający mnóstwo niezbędnych, potrzebnych lub przydatnych turyście informacji. Co nie oznacza, że wszystkie są ścisłe i pełne. Czy, że nie ma wśród nich, niekiedy wręcz kompromitujących błędów. Zacznę od drobiazgów. W przypadku szwedzkiego miasta portowego Karlskrona, przedstawionego dosyć dokładnie, przydałaby się także informacja, że - o ile dokładnie pamiętam co 4 lata - tamtejszy sławny port wojenny można zwiedzać, łącznie z zacumowanymi okrętami, w pierwszy weekend maja. Co jest wielką atrakcją, ściągającą tłumy ludzi nie tylko ze Szwecji. Byłe uzdrowisko Ronneby w hrabstwie Blekinge na południu Szwecji żyje nie tylko, jak napisał autor, z przemysły, ale także atrakcyjnych ośrodków wypoczynkowych i SPA.
W przypadku Finlandii nieścisłości, nie mówiąc już o poważniejszych błędach, znalazłem więcej. Tak np. sławna drewniana sauna Jätkänkämppä znajduje się nie w mieście Kuopio, lecz w położonej kilka kilometrów od niego miejscowości wypoczynkowej Rauhalhali nad jeziorem Kallavesi. Przy czym autor pominął zupełnie tak istotną informację, że jest to największa na świecie drewniana sauna „czarna", tj. opalana drewnem. W której pobito, wpisany do Księgi Guinnesa, rekord: równocześnie korzystały z niej 103 osoby z 47 krajów.
Uspienskin katedraali w Helsinkach nie jest katedrą prawosławną, lecz soborem, gdyż taka nazwa stosowana jest w języku polskim na określenie tej rangi świątyń ortodoksyjnych. Mam też wątpliwość, czy jest to, jak napisał autor, rzeczywiście „największy poza samą Rosją kościół wschodniego prawosławia". Pomijając już fakt, że prawosławie jest tylko wschodnie, określenie to uważam za zbędne i ryzykowne. Wydaje mi się bowiem - a byłem w obu tych świątyniach - że zbudowany kilka lat temu Sobór Zbawiciela w Tbilisi, stolicy Gruzji, jest jednak większy.
Są to jednak drobiazgi w porównaniu z błędami, nieścisłościami czy niektórymi opiniami dotyczącymi historii. Ewidentną bzdurą jest stwierdzenie autora ( na str. 536 ): „Jeszcze w roku 1611 Szwedzi potrafili zainstalować na tronie carskim ( tj. rosyjskim - uw. C.R. ) Filipa ( 1601-22 ), syna własnego króla Karola IX." Na tronie rosyjskim nigdy nie było żadnego Filipa! Przypomnę, bo to przecież fragment i naszej historii, który powinien być znany przynajmniej absolwentom szkół średnich, że był to okres „smuty" w Rosji po awanturze z Dymitrem Samozwańcem. I panowaniu ( 1606-1610 ) ostatniego cara z dynastii Rurykowiczów Wasyla Szujskiego. Gdy na moskiewskim kremlu był polski garnizon, wypędzony w 1612 roku! Rocznica tego od paru lat obchodzona jest w Federacji Rosyjskiej jako święto państwowe.
W przypadku dziejów Finlandii nieścisłości, delikatnie mówiąc, jest więcej. Nie znam programu nauczania historii Szwecji w szkołach tego kraju, ale jest to, być może, rezultat uczęszczania do nich autora. W tym co napisał, wyraźnie można bowiem dostrzec chyba echa utracenia przez Szwecję w 1809 roku, po kilkuset latach panowania nad jej ziemiami, Finlandii. I jej wybicia się na niepodległość, co prawda przez ponad 100 lat pod zwierzchnictwem Rosji. Przy czym wówczas, na mocy Traktatu Tylżyckiego oraz decyzji parlamentu fińskiego, który obradował w Porvoo, powstało Wielkie Księstwo Fińskie ( a nie, jak napisał autor Rosyjskie ! ) z carem Rosji jako Wielkim Księciem!
Również w przypadku tzw. wojny zimowej 1939/1940 między ZSRR i Finlandią, fakty, jakie przytacza autor, są w najlepszym razie bardzo jednostronne. Rzeczywiście, w rezultacie tej wojny ta druga straciła część terytorium oraz poniosła znaczne straty w ludziach: 24 tys. zabitych i 45 tys. rannych i zaginionych. Ale Finlandia odniosła jednak w tej wojnie zwycięstwo, chociaż gorzkie. Nie podzieliła bowiem, przewidzianego dla niej na mocy Paktu Mołotow - Ribbentropp, losu republik nadbałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii i nie została wcielona do ZSRR. A radziecki agresor poniósł, o czym autor nawet nie wspomniał, ogromne, wielokrotnie większe straty niż Finowie. Wg. oficjalnych danych 49 tys. zabitych i 160 tys. rannych i zaginionych. Ale wg. danych publikowanych w ZSRR w latach pierestrojki - co najmniej 100 tys. zabitych i zaginionych!
Warto więc ten udany i potrzebny przewodnik, gdyż poza Szwecją, na temat pozostałych krajów skandynawskich nie ma nadmiaru literatury przewodnikowej w języku polskim, przed następnym wydaniem ponownie dokładnie przejrzeć, poprawić i uzupełnić nie tylko w miejscach, które szczególnie zwróciły moją uwagę.
- 1
- ...
![]() |
Newsletter |
![]() |
Bezdroża na Facebook'u |
|
Kanały RSS |
|
Bezdroża na YouTube |
|
Komunikator LiveChat |
![]() |
Chcę wydać książkę |
Brakuje Ci jakiegoś przewodnika lub innej publikacji podróżniczej?
Napisz nam o tym!























