Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "48" [8]

  1. 1
  2. 2
  3.  ... 
  1. biegan

    Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

    Od swojego pierwszego wydania w 1984 roku książka sprzedała się już w ponad 400 000 egzemplarzy i jest znana wśród biegaczy jako najlepsza kiedykolwiek opublikowana praca na temat sztuki i nauki biegania.



    Autor książki Jeff Galloway to biegacz światowej klasy, który zdecydował w latach 80., że jego życiową misją będzie uczenie innych, jak biegać, dzięki czemu dbałość o sprawność fizyczną stanie się na stałe elementem ich życia.



    Oryginalna książka zawierała program treningowy do biegu na 10 km i do maratonu. Ponieważ Jeff napisał niedawno książkę w całości poświęconą maratonom, postanowił usunąć trening do maratonu z Biegania metodą Gallowaya, a dodał program przygotowań do bardzo popularnych biegów na 5 km i do półmaratonu, zostawiając również rozkład treningów do biegu na 10km.



    Co nowego w drugim wydaniu:


    • Programy treningowe do biegu na 5 km i do półmaratonu.
    • Mniejszy nacisk na pomiary tętna jako składnik treningów.
    • Koncepcja przerw na marsz wprowadzona na wszystkich dystansach.
    • Dużo więcej informacji na temat treningów w skrajnym upale i na zimnie.
    • Nowy rozdział poświęcony motywacji i treningowi mentalnemu.
    • Najaktualniejsze informacje na temat odżywiania.
    • Więcej szczegółowych analiz kontuzji i ich leczenia, w tym dotyczących problemów z podeszwą stopy, takich jak zapalenie powięzi stopy i ostrogi piętowe, oraz specjalny raport na temat urazów pasma biodrowo-piszczelowego.
    • Większa koncentracja na szczególnych potrzebach starszych biegaczy, z naciskiem na spalanie tłuszczu i ważność odpoczynku.



    Bieganie metodą Gallowaya to lektura dla biegaczy na wszystkich szczeblach zaawansowania. Jest to kompletny przewodnik po świecie biegów, a ponadto prezentuje programy treningowe do zawodów na trzech dystansach. Książka pokazuje nowicjuszom, jak rozpocząć bieganie i w nim wytrwać. Zawiera również poważne rady dotyczące treningu dla zawodników. Zachęci cię do działania i podtrzyma Twoją motywację, tak by bieganie stało się Twoim sekretem dobrego zdrowia na całą resztę życia!



    O autorze:
    Jeff urodził się w Raleigh w Północnej Karolinie, zaczął biegać w liceum i aż do ostatniego roku nauki był „przeciętny”, ale wtedy został mistrzem stanu w biegu na 3 km. Studiował na Wesleyan University i startował w całej Ameryce w zawodach na bieżni i przełajowych. Przygotowując się do olimpiady w 1972 roku, Jeff spędził dwa miesiące razem z Frankiem Shorterem i Jackiem Bachelerem na treningach górskich w Vail w stanie Kolorado. Wszyscy trzej zakwalifikowali się na tamte igrzyska. Według biegacza i pisarza Joe Hendersona Jeff „… powinien startować na olimpiadzie w maratonie, ale zamiast tego wszedł w skład drużyny walczącej w biegu na 10 km, a następnie pomógł swojemu przyjacielowi Jackowi Bachelerowi w biegu na dłuższym dystansie”.



    W roku 1973 Jeff ustanowił rekord Stanów Zjednoczonych w biegu na 10 mil. Zwyciężył w pierwszym Atlanta Marathon, mając 18 lat, i był też pierwszym zwycięzcą wyścigu Atlanta Peachtree Road Race w roku 1970. W połowie lat 70. zaczął stosować program treningowy kładący nacisk na większą ilość odpoczynku i na zmniejszenie tygodniowego kilometrażu w połączeniu z biegiem na długi dystans co drugi tydzień. Mając 35 lat, przebiegł maraton Houston-Tenneco z czasem 2:16. Jeff spędza teraz w trasie około połowy swojego czasu. Z powodu napiętego rozkładu zajęć często biega 3-8 km dwa albo trzy razy dziennie. Ogólnie przebiega blisko 100 km tygodniowo. Do chwili obecnej przebiegł ponad 120 maratonów, w których startuje 3-4 razy do roku. Co 10 lat powraca na linię startową maratonu w Atlancie, gdzie miało miejsce jego pierwsze zwycięstwo, i próbuje poprawić swój czas 2:56,który uzyskał, mając18 lat. Jak do tej pory mu się to udaje. W roku 1993, mając 48 lat, pobiegł tuż poniżej 2:51.



    Książka "Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!" będzie miała swoją premierę 8 września 2011 roku. Na polskim rynku i ukaże się nakładem Wydawnictwa Helion SA w marce Septem.



    Książkę "Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!" autorstwa Jeffa Gallowaya objęły patronatem medialnym: Program 3 Polskiego Radia (Główny patron medialny ), audycja radiowej Trójki" – "Biegam, bo lubię".

  2. Fotografia artystyczna. Od inspiracji do obrazu

    Zaczyna się zawsze łatwo - trójpodział, użyteczność filtra polaryzacyjnego, złota godzina. Tę wiedzę łatwo zdobyć, znajdziemy ją w wielu poradnikach. Stosujemy te porady i już mamy całkiem niezłe zdjęcia krajobrazowe. Ale co dalej? Co ma zrobić miłośnik pejzaży, który opanował już podstawy? Sięgnąć po „Fotografię artystyczną” Alaina Briota.

    Fotografia artystyczna - to brzmi podejrzanie. Tytuł może odstraszać osoby węszące za nim wywnętrzanie się awangardowego artysty, przelewającego na papier cierpienia swojej nadwrażliwej świadomości. Bez obaw. Alain Briot jest artystą klasycyzującym - jego pejzaże są tradycyjne - raczej bliższe wielkim mistrzom malarstwa niż współczesnym eksperymentom twórczym. Owszem, żyje ze sprzedaży swoich prac na rynku kolekcjonerskim, co świadczy o tym, że jego zdjęcia są dobre.

    Kwestie związane z rynkiem kolekcjonerskim zresztą pojawiają się w książce, ale uprzedzając obawy, zdradzę, że w niezbyt dużej objętości, a do tego są przedstawione w sposób przystępny i ciekawy nawet dla zdeklarowanego amatora. Może to być zresztą jedyna okazja do zapoznania się z kwestiami numerowania i limitowania dzieł sztuki w czasach doskonałości kopii cyfrowych. Nauka patrzenia

    Zacznijmy jednak od początku - a książka zaczyna się tam, gdzie powinna zacząć się nauka fotografowania. Nie, wcale nie budową aparatu, omówieniem rodzajów matryc, schematem działania przysłony. Książka zaczyna się omówieniem różnic w postrzeganiu świata przez człowieka a rejestracją tego samego przez aparat oraz podkreślaniem konieczności ćwiczenia, żeby nauczyć się przekładać to, co widzimy, na dwuwymiarowy kadr, jaki stworzy nam aparat. A także na odbitkę, jaką chcemy uzyskać w efekcie dalszej pracy nad ujęciem.

    Później mamy rozdział o świetle - może niekoniecznie odkrywczy i nie wnoszący wiele nowego, czego by nie było już wcześniej w innych książkach, ale bez niego książka byłaby niepełna.

    Kompozycja w kolorze oraz czerni i bieli to już zupełnie nowe jakości. Przedstawienie przez Briota modeli kolorów i ich powiązanie z fotografią wydaje mi się najpełniejsze wśród wydanych u nas poradników fotograficznych i najbardziej praktyczne (jeśli w ogóle można mówić o praktyczności modeli kolorów). Na końcu tego (i każdego innego) rozdziału są ćwiczenia dla czytelnika, które mają mu pomóc w nauce praktycznego wykorzystywania przedstawionej wiedzy. Moje osobiste gratulacje za wydrukowanie na schematach w tej części niebieskiego jako niebieskiego - niektórym wydawcom to się nie udaje.

    Część o fotografii czarno-białej to znowu nauka patrzenia w specyficzny sposób. Ponownie autor proponuje nietypowe narzędzia wspomagające oko fotografa. Pokazuje też, że drogi konwersji do czerni i bieli mogą być różne, a tym samym prowadzić do bardzo odmiennych fotografii. Sporo miejsca poświęca kwestii tego, które kompozycje „działają” w wersji monokolorowej, a które po prostu są lepsze jako barwne.

    O samym komponowaniu Briot pisze wychodząc daleko poza popularne banały o trójpodziale i złotym podziale. Zamiast tego prezentuje metody budowania kadrów w oparciu m.in. o wieloplanowość, linie wiodące i tworzenie relacji między przedstawionymi obiektami.

    Jak robimy zdjęcia...

    Parafrazując bohatera Moliera, który całe życie mówił prozą, ale o tym nie wiedział, każdy wykonując zdjęcie realizuje proces twórczy, składający się z kilku elementów. W modelu Briota są to inspiracja, kreatywność, wizja i styl. Autor nie tylko definiuje je, ale też przedstawia skutki niedorozwoju któregoś z tych elementów, a także omawia czynniki pozwalające je rozwijać i ćwiczyć. Ta część książki jest unikatowa, cenna i najmniej techniczna. Jest to też temat zupełnie niezrozumiały dla początkujących i nieoceniony dla zaawansowanych.

    ...i o nich dyskutujemy

    Kolejny unikat to porady autora na temat relacji z publicznością, a zwłaszcza dyskutowania o zdjęciach, szczególnie w takich aspektach jak „nielegalne” techniki, obróbka komputerowa i „prawdziwa” fotografia. Propozycje Alaina Briota są tu zarówno ciekawe, jak i bardzo zdecydowane. Warto zwrócić uwagę, że pochodzą one od dojrzałego artysty, który dobrze wie „dokąd jedzie”.

    Błędy proste i bardziej wyrafinowane

    Nie wszystkie fragmenty są równie interesujące, co zresztą nieuchronne w każdym poradniku. Tutaj można sobie darować rozdział na temat żmudnych metod ustalania czasu i miejsca wschodu i zachodu słońca - gdy dostępny jest darmowy program „The Photographer′s Ephemeris”, mordowanie się z tabelami nie ma wielkiego sensu.

    Dyskusyjna jest część porad w generalnie bardzo ciekawym rozdziale „Przypadłości zdjęć”. Autor tam np. walczy z prześwietleniami, zablokowanymi tonami, poszarpanym histogramem i postuluje korzystanie z 16-bitowego zapisu zamiast 8-bitowego. Tyle, że na zdjęciach (s. 348-349) nie widać wcale obiecanej poprawy, jasne partie są tak samo wypalone, a rozjaśnione cienie sprawiają, że ogólny kontrast jest niższy, a efekt wygląda dla mnie trochę jak niezbyt udany HDR. Niekoniecznie podważa to kompetencje autora - zapewne większość jego prac przyjmuje postać finalną na wysokiej jakości drukarkach atramentowych, a tutaj po prostu „poległ” na ograniczeniach offsetowego CMYK-a i nie pomógł nawet dobrej jakości papier, na jakim wydrukowana jest książka. Fotografia to sztuka wizualna i jeśli czegoś nie widać, to tego nie ma - dotyczy to zarówno problemów, jak i metod ich naprawy.

    Problemy, do których trzeba dojrzeć

    Mimo drobnych zastrzeżeń uważam tę książkę za wybitną i jedną z najcenniejszych pozycji dla pejzażystów - a szczególnie zaawansowanych pejzażystów - jakie pojawiły się na naszym rynku. Nie jest to jednak pozycja dla każdego - Briot podaje drogi do rozwiązania problemów, które będą zupełnie niezrozumiałe dla początkujących fotoamatorów.

  3. GIMP. Praktyczne projekty. Wydanie II

    „Program GIMP, służący do obróbki obrazów cyfrowych, nie jest tak popularny jak Photoshop, ponieważ wciąż niewiele osób wie, że jest równie potężny jak jego komercyjny odpowiednik. Jednak od niedawna z coraz większym impetem przebija się on do świadomości licznych miłośników poprawiania i przetwarzania zdjęć czy grafiki rastrowej.”

    Bestselerowa książka autorstwa Włodzimierza Gajdy, to 448 stron argumentów, które mają nas przekonać o konkurencji, jaką GIMP stanowi dla komercyjnego oprogramowania firmy Adobe. 22 rozdziały drugiego już wydania książki, przeprowadzają nas przez gąszcz funkcji programu. Począwszy od podstawowych zagadnień związanych z tekstem i warstwami, poprzez modyfikację i poprawianie jakości fotografii, opcje operowania na warstwach, zaznaczeniach i używaniu filtrów, podręcznik prowadzi nas przez zaawansowane opcje operowania na obrazach, rysowanie, retusz zdjęć do dostosowania GIMPa do własnych upodobań i potrzeb. Jest to zatem bogate repozytorium gotowych rozwiązań, funkcji oraz obszerna baza wiedzy na temat możliwości programu GIMP i funkcji jakie kryje on w sobie. Jak twierdzi sam autor, książka przeznaczona jest

    przede wszystkim dla osób nie znających GIMPa, któreczytając książkę powinny samodzielnie wykonywać wszystkie projekty. Książka może zostać także potraktowana jako podręcznik dla nauczycieli, którzy prowadzą podstawowe kursy obsługi GIMPa. Książka rozplanowana jest w taki sposób, że nawet czytelnik z niewielkim zasobem wiedzy, wykraczającym nieco ponad podstawy korzystania z komputera, nie powinien mieć problemów z opanowaniem technik wykonania projektów w niej przedstawionych. Do zestawu dołączona jest także płyta DVD, która zawiera wszystkie przedstawione w książce projekty- co jest niezwykle przydatne w celu weryfikacji poprawności wykonania instrukcji. Płyta zawiera także zestaw niezwykle przydatnych zdjęć (objętych licencją pozwalającą na ich użycie, z zastrzeżeniem konieczności podania ich źródła i autora). Na wyróżnienie zasługuje także fakt, iż wszystkie czcionki użyte w projektach prezentowanych w książce, są czcionkami darmowymi - czcionki te także znajdziemy na załączonej do książki płycie DVD. Użycie jedynie darmowych czcionek nie byłoby tak miłym zaskoczeniem, gdyby nie fakt, iż wszystkie przepisy zawarte w książce, przedstawiane są na przykładzie programu GIMP działającego w środowisku Microsoft Windows - gdzie domyślnie korzysta się z czcionek objętych licencją własnościową. Był to jeden z kilku poważniejszych mankamentów pierwszego wydania tego tytułu. Obowiązkowo trzeba wspomnieć, że książka jest pięknie wydana.Wysokiej jakości papier, niezwykła jakość druku zrzutów ekranowych - co jest nie lada problemem dla każdego, kto wydaje tego typu materiały -oraz przejrzyście i schludnie złożony tekst, to bezwzględnie olbrzymie atuty tego tytułu. Niemniej, nawet najpiękniej wydana książka, która nie zawierałaby cennych i przedstawionych w odpowiedni sposób informacji, byłaby niewiele warta. W przypadku tego tytułu nie ma mowy o jakichkolwiek mankamentach merytorycznej strony książki. Całość napisana została w bardzo przystępnym języku, który jest zrozumiały dla mniej zaawansowanego użytkownika komputera, a jednocześnie nie jest irytujący dla użytkownika doświadczonego. Z czystym sumieniem można polecić tę książkę zarówno początkującym, jak i tym ,którzy myślą o przejściu z Photoshopa na otwarte rozwiązanie, jakim jest GIMP. Szczególnie, gdy produkt Adobe nie jest w pełni legalny - GIMP naprawdę potrafi skutecznie z nim konkurować, a w zastosowaniach domowych, gdzie liczy się przede wszystkim stosunek ceny do możliwości, jest dla produktu firmy Adobe wprost bezkonkurencyjny. Sam GIMP jest oczywiście programem, którego źródło jest otwarte, a zatem jest on dostępny zupełnie za darmo. Opisywany tytuł wiąże się z poniesieniem wydatku 69zł.Nie jest to na pewno niska cena, jednak nie można powiedzieć, żeby była nieprzyzwoita - za tak dobrze wydaną i bogatą w przydatne treści książkę. Do książki takiej jak „GIMP. Praktyczne projekty” wraca się co jakiś czas, czerpiąc z niej przy okazji prac nad fotografiami, czy grafiką tworzoną na inne potrzeby. Polecam!

  4. Perfekcja w fotografii. Od inspiracji do obrazu

    Do tej książki trzeba dorosnąć - nie wiekiem, nawet nie ilością zrobionych zdjęć, ale etapem rozwoju twórczego. To jest książka dla tych, którzy mimo opanowania kwestii technicznych utknęli i nie potrafią robić lepszych fotografii.


    Takich książek jest jak na lekarstwo i to nie tylko na polskim rynku - w amerykańskim Amazonie też nie znajdziemy wielu podobnych wydawnictw. A szkoda, bo ambitny fotoamator w pewnym momencie wie, co to głębia ostrości, jak posługiwać się lampą błyskową, rozróżnia dobre światło od złego, a kwestie megapikseli, dpi czy konfigurację autofokusa ma w małym palcu. I co? I z całą tą wiedzą robi zdjęcia, z których jest niezadowolony. Co powinien zrobić? Przeczytać „Perfekcję w fotografii” Barra.


    Coś na ład w kadrze i kryzys w duszy


    Książka jest szczególna i jedyna w swoim rodzaju (przynajmniej do tej pory na polskim rynku) na kilka sposobów. Po jaką pozycję sięgniemy, kiedy dopadnie nas zniechęcenie, ogólne poczucie bezsensu, daremności usiłowań i nieodparte wrażenie braku postępów - czyli krótko mówiąc: kryzys twórczy? Nie, nie chodzi o półkę w apteczce czy barku. Uciekanie przed problemem nie ułatwia jego rozwiązania. Tymczasem takie rozwiązania proponuje Barr - może nie cudowne, łatwe i szybkie, ale przetestowane i sprawdzone na własnej osobie autora.


    Zresztą kwestie przełamywania własnych ograniczeń to dopiero druga część książki. Pierwsza poświęcona jest odczytywaniu (a więc i nauce zapisywania) w zdjęciach znaczeń i emocji, a także komponowania obrazu na poziomie daleko wykraczającym poza banał trójpodziału i mocnych punktów.


    Oceń siebie!


    Mocnym punktem książki jest proponowana przez autora metodologia oceny własnego poziomu fotograficznego - osobno technicznego, osobno estetycznego. To unikat, bo większość z nas zadaje pytania: ile warte są moje zdjęcia? Teraz każdy może się przekonać, gdzie mieści się na każdej z sześciopunktowych skal. Każdy powinien spróbować w ten sposób (szczerze!) ocenić siebie, a później zabrać się do ćwiczeń pozwalających przejść na wyższy poziom. Oczywiście warunkiem skorzystania z tych narzędzi oceny jest szczerość, uczciwość względem siebie i poczucie realizmu. Osoby przekonane, że robią doskonałe zdjęcia, a tylko cały świat się na ich geniuszu jeszcze nie poznał, nie skorzystają z tej książki.


    To jest zresztą zasadniczy warunek pożytku z lektury - trzeba być niezadowolonym z siebie, szukać nowych dróg, zauważać własne słabości - nawet jeśli nie potrafi się ich nazwać i sprecyzować. Dopóki nie dorośniemy do tego, żeby przyznać, że nie umiemy, nie potrafimy, nie jesteśmy zadowoleni - lektura Barra będzie stratą czasu.


    Bez zbędnej filozofii


    Co istotne, porady Barra są tak konkretne, jak tylko mogą być przy tak nietechnicznych problemach. Nie ma tutaj metafizyki, filozofii ani fotograficznego new age. Owszem, radzić sobie z kryzysem czy oceniać swój poziom rozwoju estetycznego trudno ze schematem blokowym w ręce - to nie ten rodzaj problemów, ale sugestie Barra co do metod radzenia sobie z kłopotami twórczymi są użyteczne i dają się stosować w praktyce. Także porady kompozycyjne to nie zbiór prostych trików, ale nauka tworzenia estetyki obrazu przez dobór umieszczanych w kadrze elementów, ich eliminację i różną aranżację.


    Kwestie sprzętowe


    Od pewnego czasu praktycznie każda książka o fotografii zawiera poradnik sprzętowy. W wielu przypadkach ta część sprawia wrażenie wymuszonej na autorze przez wydawcę, któremu się wydaje, że tak trzeba. A biedny autor posłusznie pisze przegląd rynku, o którym ma blade pojęcie, bo on tylko robi świetne portrety albo jest doskonałym pejzażystą, ale sprzętu używa tego samego od lat, nowinek nie śledzi, to i przymuszony - kopiuje marketingowe ogólniki i entuzjazm reklam.


    Barr albo miał szczęście do wydawcy, albo wykazał się asertywnością. Owszem, i on napisał parę stron o sprzęcie, ale jakich stron! „Zawiść o sprzęt” (s.158) to autoironiczna relacja z tego, jak sam autor przez lata zmieniał aparaty i formaty: od małego obrazka, przez średni format do wielkiego formatu, a później... z powrotem. I tak kilka razy. Oczywiście w pogoni za „lepszymi zdjęciami”. Morał z tej wędrówki: „gdybyśmy poświęcili na fotografowanie tyle czasu, ile poświęcamy na oglądanie nowego, udoskonalonego sprzętu... […] bylibyśmy o wiele lepszymi fotografami”. Amen.


    Gniazdo kuliste i inne cuda


    Do druku nie można mieć zastrzeżeń. Jakość zdjęć jest bardzo dobra (choć jeśli ktoś liczy na zobaczenie atutów średniego i wielkiego formatu, z jakich korzysta autor - to nie uda mu się to przy taki małym formacie książki). Gorzej z jakością użytego kleju - nawet bez wyginania i rozpłaszczania przy czytaniu klej puszcza i kartki latają luzem. I nie jest to problem tylko mojego egzemplarza. Nieco to dziwne, bo nie było takich problemów z innymi klejonymi książkami wydawnictwa Helion.


    Mocną stroną tej pozycji nie jest, niestety, tłumaczenie. Kuleje zarówno polszczyzna, jak i znajomość przez tłumacza fotograficznych terminów fachowych. Ja dłuższą chwilę zastanawiałem się, co to takiego owo „gniazdo kuliste”, które autor wspomina przy okazji statywów (s. 215). W końcu drogą eliminacji możliwości wyszło mi, że chodziło o głowicę kulową. Podejrzewam też, że w zdaniu: „używam statywu Gitzo 1348 z poziomicą Manfrotto na szczycie kolumny” (też s. 215) owa poziomica również jest głowicą, choć nie wykluczam, że chodziło o podstawę poziomującą MN 438, na której dopiero montuje się właściwą głowicę.


    Tylko dla wątpiących


    Autor pisze przyjemnie (na ile pozwala to ocenić średnio zręczne tłumaczenie), z lekką nutą ironii, ale książka jest dość trudna, podobnie jak nieoczywiste i dojrzałe są zdjęcia autora. Pozwala uzmysłowić sobie własne błędy - co rzadko bywa przyjemne, ale zawsze pożyteczne. Jednak początkujący i osoby walczące przede wszystkim z kwestiami technicznymi niewiele skorzystają z lektury, która z ich punktu widzenia dotyczy spraw czysto abstrakcyjnych. Książka dla fotografów, którzy dawno za sobą mają kwestie związane z techniką, a dorośli do kryzysu twórczego. Barr pomaga znaleźć drogę do fotografii wykraczających poza chwytanie chwil i powtarzanie klisz. Początkujący ich nie zrozumie, ale dla fotografa na pewnym etapie rozwoju będą bezcennymi wskazówkami. Wszystko subiektywne, osobiste i autorskie. Polecam wątpiącym i poszukującym.

  5. Czechy. Gospoda pełna humoru. Wydanie 3

    Gdy słyszę lub czytam „Czechy”, zazwyczaj myślę: kraj tak nam bliski, a zarazem tak mało znany. Bo poza Pragą - jednym z najpiękniejszych oraz najbardziej niezwykłych miast nie tylko Europy oraz Sudetów i innych przygranicznych terenów górskich w zimie, ciągle niedoceniany przez moich rodaków.


    Z których większość chyba nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele pięknych miast i miasteczek, zamków, pałaców oraz innych obiektów i miejsc wysokiej klasy, znajduje się nierzadko tuż za południową graniczną miedzą.


    Przybliżają je m.in. przewodniki turystyczne, ale trzeba chcieć po nie sięgnąć, aby przekonać się, jak wiele atrakcji turystycznych - i to po rozsądnych cenach, biorąc pod uwagę wszystkie wydatki: na podróż, noclegi, wyżywienie - z piwem lub winem, bilety wstępu itp. - mają do zaoferowania gościom nasi pobratymcy.


    Z którymi, co dla wielu ludzi jest bardzo ważne, można porozumieć się bez korzystania z języków obcych. Ukazało się właśnie, trzecie już wydanie przewodnika „Czechy. Gospoda pełna humoru” w podstawowej, znakomitej serii krakowskiego wydawnictwa Bezdroża.


    Przewodnika dobrego, jednego z najlepszych w języku polskim. Chociaż może on stać się jeszcze lepszy, pełniejszy i dokładniejszy, o czym niżej. Poza kompetentnie i rzetelnie napisanym tekstem z mnóstwem informacji, zawiera on również mapki, plany miast, rysunki oraz 34 kolorowe zdjęcia, ułatwiające zwiedzanie i rozpoznawanie obiektów.


    Jego czeska, mieszkająca od niedawna w Polsce autorka, sugeruje co w jej ojczyźnie poznawać przede wszystkim - z propozycjami konkretnych tras - także międzynarodowych rowerowych Greenways. Zapewnia czytelnikom tysiące przydatnych i potrzebnych informacji na temat przygotowania i odbycia podróży. Z wyborem optymalnych dla kieszeni rozwiązań.


    Np. kupowania kolejowych biletów powrotnych z Warszawy czy innych miast do Pragi, gdyż wypada to o 40% taniej, niż gdy nabywać je osobno w każdą stronę. Czy o zniżkach stosowanych przez koleje czeskie, jeżeli razem podróżują dwie lub więcej osób. Wiele można dowiedzieć się z tego przewodnika również o innych kwestiach ważnych dla turysty: przepisach celnych, pomocy konsularnej, w razie choroby czy nieszczęśliwych wypadków.


    O poruszania się na miejscu - np. o różnych rodzajach i cenach biletów komunikacji miejskiej w Pradze, noclegach różnych kategorii, wyżywieniu, winie, piwie itp., zawartych m. in. w Informatorze A-Z. Jak również o klimacie, florze i faunie, przeszłości i współczesności kraju, jego gospodarce, ludności, kulturze i sztuce, ochronie dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego itp.


    Mocną stroną przewodnika, rozszerzającą i wzbogacającą wiedzę turysty o kraju który zamierza poznawać, jest przystępnie, ciekawie, chociaż krótko i z nieznacznymi pominięciami, przedstawiona historia Czech. A także ich ludność, kultura i sztuka - z ich dziejami w poszczególnych dziedzinach.


    W przypadku omawiania ludności autorka wspomniała np. o mało znanej kwestii mniejszości chorwackiej ( od XVI - XVII w. ) w południowych Morawach, potraktowanej po II wojnie światowej w całości jak zwolennicy faszystowskich ustaszy Ante Pavelića i podporządkowanej III Rzeszy Nezavisle Državy Hrvatske, jak również o nastrojach ( i działaniach ) antyromskich jej rodaków.


    W przypadku literatury zwraca uwagę przede wszystkim na pisarzy XX wieku, m.in. Jaroslava Haška, Karela Čapka, Ladislava Fuksa, Bohumila Hrabala, Milana Kunderę, Jaroslava Seiferta - jedynego czeskiego literackiego noblisty i paru innych. Podobnie teatru - od Josefa Kajetana Tyla, po współczesność czy muzyki - od klasycznej po jazz, rock i tzw. alternatywną.


    Jest też spora dawka informacji o tradycjach i różnych dziedzinach stuki ludowej. A także, w ujęciu nawet trochę autoironicznym, co Czesi sądzą sami o sobie i kim jest statystyczny obywatel tego kraju. Z takimi ciekawostkami, jak ta, że kobieta wychodzi za mąż średnio w wieku 24 lat, zaś mężczyzna żeni mając ich 26, a ich pierwsze dziecko rodzi się… 6 miesięcy po ślubie.


    Podstawowa część przewodnika: Zwiedzanie kraju, podzielona jest na części prezentujące stolicę - Pragę oraz 9 regionów Czech i Moraw ze Śląskiem. W przypadku Pragi z sugestiami co w niej koniecznie trzeba zobaczyć, dziejami, spacerem po pięciu historycznych miastach z których powstała, opisem zabytków i ciekawych miejsc z mnóstwem informacji na ich temat - łącznie z godzinami otwarcia i cenami wstępu do poszczególnych obiektów.


    No i z informacjami praktycznymi na temat transportu, galerii i muzeów, zakwaterowania, wyżywienia, ciekawych pamiątek oraz propozycjami wycieczek w okolice stolicy. Z uznaniem trzeba odnotować, że autorka nie ograniczyła się do propozycji poznawania najważniejszych i najbardziej znanych dzielnic, miejsc i obiektów, ale wskazała również bardzo ciekawe poza nimi.


    Zwłaszcza na, pomijanym nawet w przewodnikach tylko po Pradze, robotniczym Žižkove, który jeszcze w XIX w. był odrębnym miastem. A obecnie staje się - ze względu niezliczone gospody, knajpki, ciekawe budowle i zakątki oraz inne atrakcje turystyczne - konkurencyjny nawet wobec Starego Miasta czy Malej Strány. Szkoda tylko, że opisując tę dzielnicę, autorka nie wspomniała także o paru, znajdujących się w niej, pięknych neorenesansowych kamienicach.


    W poszczególnych rejonach kraju, po ich krótkiej prezentacji i charakterystyce, znajdują się, w porządku alfabetycznym, miejscowości warte, zdaniem autorki, poznania. Z liczbami ich mieszkańców, informacjami co warto tam zwiedzić, gdzie przenocować i zjeść, zobaczyć w okolicach itp. O wielu, niestety, chyba nazbyt krótkimi, nie mówiąc o pominięciu niektórych wartych, moim zdaniem uwagi, w ogóle.


    Ale i tak zobaczenie już nie wszystkiego, lecz chociażby większości najciekawszych miejsc i obiektów w Republice Czeskiej opisanych w tym przewodniku, wymaga co najmniej kilku - kilkunastu do niej wyjazdów. Treść przewodnika wzbogacają dodatkowe informacje w ramkach włamanych w tekst.


    Zarówno krótkie, na białym tle, w rodzaju: „Centra informacji turystycznej w północnych Czechach”, „Zabytki UNESCO w Republice Czeskiej” czy „Najważniejsze numery telefonów”, jak i obszerniejsze, monotematyczne, nierzadko ciekawostkowe, a z reguły interesujące, na szarym tle.


    Np. „Grób w Jaromierzu” ( Historia zabójstwa ks. Dymitra Sanguszki, który porwał i zmusił do ożenku Halszkę z Ostroga, przez Marcina Zborowskiego na mocy uniwersału króla polskiego Zygmunta II Augusta ); „Mord w XVII-wiecznym Litomyśu na zlecenie rabina krakowskiego”; „Žižkovský masopust” ( karnawał ); „Galeria Narodowa w Pradze”; „Biała Góra i jej miejsce w Czechach” i wiele, wiele innych. Szkoda tylko, że w ich Spisie nie rozdzielono rodzajów tych ramek.


    Krótki mini słowniczek polsko - czeski oraz rozmówki ułatwiają poruszanie się po kraju i kontakty z jego mieszkańcami, a Indeks wybranych nazw geograficznych wyszukiwanie tego, co w danym momencie jest potrzebne. Czytelnik - turysta otrzymuje więc to, co jest mu potrzebne i to w dobrym, rzetelnym wykonaniu.


    Wspomniałem na wstępie, że jest to przewodnik dobry, ale może - oczywiście w następnych wydaniach - stać się jeszcze lepszy. Zawiera on bowiem także nieścisłości, a nawet błędy, nadmierne skróty, pomija istotne miejscowości, obiekty oraz miejsca warte, moim zdaniem, zobaczenia. Sugeruje również dokonywanie wyborów tras i obiektów oraz wyraża opinie, z którymi nie mogę się zgodzić.


    Trochę niezręcznie czuję się, jako cudzoziemiec, że zamierzam poprawiać i pouczać autorkę na temat tego, co w jej ojczyźnie jest jeszcze również ciekawego, a zostało prze nią pominięte, lub jakie popełniła błędy i nieścisłości. Usprawiedliwia mnie jednak chyba to, że znam - i bardzo lubię - ten kraj, jego historię, kulturę, zabytki oraz nie najgorzej język, i to od baaardzo dawna. A ponadto znane polskie powiedzenie „… swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie” niekoniecznie odnosić się musi tylko do Polaków.


    Zacznę od początku, czyli wewnętrznej strony przedniej okładki. Znajduje się na niej mapa z zaznaczonymi regionami opisanymi w przewodniku oraz lista 44 miast i miejscowości z oznaczeniem „zobacz koniecznie”. Z ogromną większością tych propozycji - zgoda. Ale nie ma jej, gdy do „naj, naj, naj” w Republice Czeskiej zalicza się Czeski Cieszyn.


    Gdy w Brnie jako najważniejszą atrakcję wymienia tylko Willę Tugendhata, pomijając twierdzę ( a nie zamek, jak dalej w tekście pisze o niej autorka ) Szpilberg, czy katedrę Piotra i Pawła. Křivoklátsko to, dla autorki, tylko rezerwat biosfery ( a co z tamtejszym pięknym zamkiem ? ), podobnie Mikulov, który warto zobaczyć ze względu na kościół kalwaryjski, chociaż na pewno nie mniej na uwagę zasługuje zamek, rynek i parę innych zabytków i miejsc.


    Równocześnie w tym wykazie brak m.in. tak uroczego i pełnego zabytków miasta jak Uherske Hradište; Velehradu z tamtejszym Sanktuarium Cyryla i Metodego ( oraz mało znanym w Polsce obrazem Jana Matejki w ołtarzu i przyniesioną przez pielgrzymów z Wielkopolski w 1885 roku kościelną chorągwią, której jedną stronę stanowi fragment polskiego sztandaru bojowego spod Wiednia z 1683 r., na drugiej zaś wyhaftowano M.B. Częstochowską );


    Pisku z wieloma zabytkami, w tym najstarszym w Czechach mostem gotyckim; maleńkiego, ale zabytkowego Šternberku; Stražnic, czy sławnego Morawskiego Krasu z jego jaskiniami i przepaścią Macocha. A to tylko przykłady. Odnoszę zresztą wrażenie, że Morawy - bo ich głównie dotyczą te pominięcia - autorka potraktowała trochę po macoszemu.


    Są one co prawda mniejsze niż Czechy, mają mniej zabytków, ich stolicy - Brnu, daleko jest pod względem atrakcyjności turystycznej do Pragi. Ale różnice w ilości miejsca poświęconego im w przewodniku są zbyt duże. Czechom - rozumianym jako części Republiki Czeskiej - 236 stron, natomiast Morawom i Śląsku mającym sporo odrębności nie tylko w rodowodzie - tylko 93 strony.


    Poza już wspomnianymi, pominięte zostały zupełnie także uzdrowiska Hodonin i Ostrožska Nova Ves, a także ciekawy turystyczny szlak wodny dla białej floty i kajakarzy: Kanał Bat’y łączący Zlin ( nawet w poświęconej temu miastu jednej szpalcie nie ma chociażby wzmianki o tym kanale ) m.in. z miastami Uherské Hradište, Stražnice i Hodinin. Znane z jednego, ale pięknego, zabytku Křtiny zostały co prawda wymienione w okolicach Brna, ale jedynie jako miejscowość do której można dojechać w drodze do jaskiń Morawskiego Krasu.


    Te pominięcia, bądź niezręczności w formułowaniu propozycji, dotyczą także sugerowanych przez autorkę tras zwiedzania: Zaproszenie do Czech. Chyba bezwiednie traktuje ona tę nazwę jako synonim Republiki Czeskiej. Ale Morawianie patrzą na to inaczej. Zwłaszcza, gdy dwie z proponowanych 4 tras zaczynają się na Morawach i prowadzą przez kilka ich miejscowości do Czech i dalej przez ziemie czeskie. Lepsza i poprawniejsza więc byłaby nazwa rozdziału „Zaproszenie do Republiki Czeskiej”.


    Na proponowanych trasach znajduje się wiele najważniejszych miejscowości i miejsc. Ale omijają one nawet znajdujące się na Liście UNESCO, np. Valtice - Lednice czy Zelená Hora, pominięta także w indeksie oraz, podobnie jak Holašovice, na mapie. Tymczasem są, że wymienię z zachodnio - północnych Czech, takie miasta jak Pilzno, lub uzdrowiska Karlowe Wary czy Mariańskie Łaźnie oraz inne miejscowości i miejsca, chyba bardziej godne uwagi, niż zaproponowane np. na trasie nr 3 - wzdłuż Sázavy. A przynajmniej również zasługujące na uwzględnienie, co nie oznacza że można pominąć trasę nadsazawską.


    Parę pominięć i nieuzasadnionych nieścisłości dotyczy również, ciekawie przedstawionej, krótkiej historii Czech. Np. decyzja o przyznaniu w 1920 roku Czechosłowacji zachodniej części Śląska Cieszyńskiego nie była, jak napisała autorka, wynikiem międzynarodowego arbitrażu, lecz dyktatu Rady Ambasadorów wobec Polski zajętej w tym czasie i osłabionej wojną z bolszewikami.


    Przy czym podjętego wbrew wcześniejszym, z końca 1918 roku, ustaleniom polsko - czechosłowackim odnośnie tego obszaru, uwzględniającym sytuację narodowościową na nim. Naruszonym w 1919 roku przez wojska czechosłowackie. To przecież owocem tamtych działań i decyzji stało się zajęcie przez Polskę Zaolzia, w wyjątkowo fatalnym momencie, po Dyktacie Monachijskim Hitlera!


    Nieścisłości dotyczą także faktycznej likwidacji Czechosłowacji w 1939 roku. Jako państwo przestała ona istnieć 15 marca 1939 r. po utworzeniu i oderwaniu się od niej klero - faszystowskiego Państwa Słowackiego oraz przyłączeniu Rusi ( Ukrainy ) Zakarpackiej do Węgier. Ale zajęcie Sudetenlandu przez III Rzeszę, zaś Zaolzia oraz części Spiszu i Orawy miało miejsce już w październiku 1938 roku. Przy okazji zwrócę uwagę, że brak ( str. 74 ) „oraz” lub „i” w zdaniu „Utworzono faszystowskie Państwo Słowackie Protektorat Czech i Moraw” sugeruje, że był to jeden twór.


    Nie ma praktycznie ani słowa, poza stwierdzeniem, że miała miejsce, na temat okupacji hitlerowskiej. A, moim zdaniami, warto było wspomnieć chociażby o represjach ( wymordowanie i zesłanie do obozów koncentracyjnych mieszkańców oraz spalenie wsi Lidce i Ležaký ) po zamachu na kata Czech i Moraw Reinharda Heydricha oraz o Powstaniu Praskim w maju 1945 roku.


    I jeszcze kilka uwag na temat treści tekstów w ramkach. Nie bardzo rozumiem dlaczego św. Janowi Nepomucenowi poświęcono aż dwie - na str. 133 i 248. Lub jaki sens ma cytowanie, i to całej stronie, bredni i bzdur ( „Królestwo czeskie w oczach dawnych Polaków”, str. 72 ) ks. Benedykta Chmielowskiego z jego „Nowych Aten…”.


    W „Procesach czarownic” ( str. 371 ) warto dodać, że miały one miejsce nie tylko na terenie Jesenika, Szumperku i ich okolic, ale również w innych miejscowościach, np. Velkych Losinach, o czym przypomina w tamtejszym parku zdrojowym obelisk z nazwiskami spalonych w tym miejscu 38 niewinnych kobiet.


    Na zakończenie parę zauważonych błędów, chyba głównie korektorskich. W nazwie praskiego, modernistycznego kościoła przy pl. Jiřiho z Podĕbrad, pominięty został ( str. 149 ) jej ostatni człon: p.w. Najświętszego Serca Pana. W opisie klasztoru św. Agnieszki Czeskiej w Pradze dwukrotnie powtórzono ( str. 157 ) „zbiory sztuki dawnej”. Znakomite piwo budziejowickie, to oczywiście ( str. 20 ) Budvar, a nie Buduar. A warte odwiedzenia praskie muzeum to nie ( str. 21 ) „Mucha Muzeum”, lecz Muzeum Muchy, a lepiej Alfonsa Muchy.


    Te parę dostrzeżonych przez mnie błędów, nieścisłości, pominięć czy dyskusyjnych sformułowań, nie zmienia wysokiej oceny tego przewodnika, a jedynie potwierdza tezę, że może on być jeszcze lepszy. Ale i bez uwzględnienia, przynajmniej części, tych uwag, w kolejnych wydaniach, zasługuje on na polecenie nie tylko osobom planującym podróż do Republiki Czeskiej, ale również tym, które chcą się o niej dowiedzieć czegoś nowego, bądź szukają ciekawego kraju czy miejsc wartych zobaczenia.

  1. 1
  2. 2
  3.  ...