Helion SA
ul. Kościuszki 1c
44-100 Gliwice
tel. (32) 230-98-63
e-mail: sklep@bezdroza.pl
redakcja: redakcja@bezdroza.pl
informacje o księgarni bezdroza.pl
© Bezdroża 2011
Recenzje
Wyniki wyszukiwania frazy "31" [4]
- 1
- ...
-
W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca
W 2008 r młodzi podróżnicy postanowili uczcić półwiecze gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego "Watra" i odkryć tajemnice niezbadanego do końca najgłębszego kanionu na Ziemi – kanionu Colta. Do przebycia było 20 km nieznanego nikomu odcinka, na który jak się okazało członkowie „Watry” nie byli gotowi – braki sprzętowe spowodowały przerwanie eksploracji. Nie był to jednak koniec. Za rok gliwiczanie powrócili do kanionu z lepszym sprzętem.
Niezwykły zapis wędrówki w ekstremalnych warunkach jest nadzwyczaj wartościowy poznawczo – istnienie kanionu człowiek odkrył dopiero w 1931 i to jedynie poprzez zdjęcia robione z pokładu samolotu. Pierwsze zejście na dno kanionu odbyło się w 1975, w latach 80. Polacy pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego i Piotra Chmielińskiego kilkakrotnie organizowali wyprawy kajakowe do kanionu, nadając jako pierwsi odkrywcy wiele nazw, ale odcinek od wioski Madrigal do San Galle, zwany Cruz del Condor pozostawał nieodkryty do XXI wieku. Udało się go pokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Choć pierwsze podejście skończyło się fiaskiem, w drugim Polacy dopięli swego.
Książka trzyma w napięciu, bo eksploracja dziewiczego zakątka Andów była niezwykle trudna. Opowieść Krzysztofa Mrozowskiego, upamiętniająca to osiągnięcie zawiera zapis zmagań człowieka z nieokiełznaną przyrodą, która przypominała walkę o przeżycie. Polacy udowadniają siłę swoich charakterów, podchodząc dwukrotnie do zdobycia ostatniego dziewiczego kawałka świata. Bohaterowie imponują wytrwałością, ale też wielką pokorą. Nie kusi ich rywalizacja z konkurencyjną, medialną wyprawą. Dążą do celu, ale nie po trupach - pokonują przeszkody, chwile zwątpienia i ból z godnością i rozsądkiem.
Warto zwrócić też uwagę na piękne fotografie, dokumentujące wyprawę. Oddają wspaniale atmosferę i klimat miejsca. Po ich obejrzeniu ma się ochotę wybrać się do tego wspaniałego, tajemniczego miejsca.
Jestem pełna podziwu dla uczestników wyprawy za dokonanie rzeczy dotąd niemożliwej. Lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie.
Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom. -
Rumunia. Mozaika w żywych kolorach...oraz Mołdowa. Wydanie 4
Rumunia wzbudza coraz większe zainteresowanie polskich turystów. I to nie tylko, jak w latach 60-80-tych ub. wieku, głównie jej czarnomorskie wybrzeże, ale także prawdziwe skarby architektury, przyrody i krajobrazów w innych częściach kraju. Zwłaszcza, chociaż nie tylko, Siedmiogród, rumuńska Mołdawia i Bukowina.
Natomiast Mołdawia nadal, trochę niesłusznie, pozostaje w dosyć powszechnym odczuciu państwem w Europie peryferyjnym i niezbyt wartym poznawania. Obu tym krajom poświęcony jest najlepszy, moim zdaniem, dotychczas w języku polskim o nich przewodnik „Bezdroży”.
Jego kolejne wydanie ukazało się w br. w podstawowej w tej oficynie serii „czarno - pomarańczowej”, której potoczna nazwa pochodzi od kolorów grzbietów. Napisany przez grono polskich autorów z głęboką znajomością tematu, rzetelnie oraz dobrym językiem, jest po prostu znakomity.
Co nie znaczy, że nie można w nim już niczego poprawić. Ale o tym niżej. Dodam, że na dwu 8 - stronicowych wkładkach znajduje się w nim 35 dobrych, kolorowych zdjęć. Ponadto kolejne, już czarno-białe, co powoduje, że nie są zbyt efektowne i trochę rysunków zabytków. No i mapki oraz plany miast. W rozdziale I - wstępnym, „Zaproszenie do Rumunii” autorzy proponują poznawanie kraju pięcioma różnymi trasami.
Szlakiem drewnianych cerkwi marmaroskich, Malowane monastery Bukowiny i Mołdawii, Kościoły warowne Siedmiogrodu, Wzdłuż czarnomorskiego litoralu oraz „Paryż Wschodu” i okolice. Znajduje się na nich większość tego, co jest tam rzeczywiście najcenniejszego. Obszerny rozdział II - „Informacje praktyczne” zawiera niemal wszystko o czym turysta powinien wiedzieć zarówno przed wyjazdem, w trakcie - i czym - podróży, poruszania się na miejscu, noclegów i wyżywienia.
Z wieloma przydatnymi informacjami w rubryce od A do Z. W części tej znajduje się także sporo rad w ramkach w rodzaju: „Będąc dzień w Sybinie trzeba koniecznie”: - po czym następują konkretne i na ogół bardzo trafne propozycje. Rozdział III - "Informacje krajoznawcze", to prawdziwa, chociaż w ogromnym skrócie, kopalnia wiedzy o fizjografii, klimacie i bioróżnorodności kraju.
Bardzo oryginalnie i ciekawie przedstawione zostały w nim jego dzieje. „Historia Rumunii - stwierdzają autorzy - jest niezwykle skomplikowana”. Po czym następuje uzasadnienie tego twierdzenia z wnioskiem: „Ponieważ przewodnik turystyczny nie jest publikacją odpowiednią do roztrząsania tych skomplikowanych kwestii, zainteresowanych odsyłamy do literatury fachowej, zaś Czytelnikom proponujemy spojrzenie na historię ziem rumuńskich i Rumunii przez pryzmat wybranych zabytków kultury i sztuki”.
Dodam, że dobranych w taki sposób, żeby jednak „w pigułce” zawrzeć to, co w tej historii jest najważniejsze. I tak „Hala targowa w Tomis” wybudowana w IV w. - to okazja do przedstawienia wielowiekowej, od czasów antycznych Greków, tradycji handlowej oraz zarysu dziejów kraju na przestrzeni wieków. „Sarmizegatusa Regia” - państwa Daków. „Vajdahunyadvár” - Siedmiogrodu i częściowo Banatu i Marmaroszu.
„Monaster Putna”, w którym pochowany został jeden z najwybitniejszych władców Stefan Wielki - losy Hospodarstwa Mołdawskiego. „Nowa Metropolia w Curtea de Argeş” - najważniejsze fakty z historii Wołoszczyzny. „Zamek królewski Peleş w Sinai” - powstanie Rumunii i królestwo, od 1861 r., Hohenzollernów. Zaś „Prawosławna cerkiew katedralna w Timişoarze” - ostatnie 60 lat dziejów kraju.
Wypadało co prawda w tym ostatnim przypadku dodać np., że komunistyczny dyktator Nicolae Ceauşescu nie tylko został w 1989 r. skazany na śmierć, ale i rozstrzelany wraz z żoną Eleną, działaczką partyjną i państwową też odpowiedzialną za zbrodnie reżymu, ale to można uzupełnić w kolejnym wydaniu.
Bardzo ciekawie przedstawieni zostali mieszkańcy Rumunii i tamtejsza mozaika narodowościowa: Rumuni, Węgrzy, Sasi, Polacy, Turcy, Żydzi, Romowie, a w Banacie również Serbowie, Bułgarzy, Czesi, Słowacy, Rusini, a nawet Włosi, Francuzi i Hiszpanie. Podobnie język, a także rumuńska kuchnia pod bardzo zachęcającym tytułem poświęconej jej części: „Radość życia, czyli kuchnia rumuńska”.
Najobszerniejszy - ponad 450 stronicowy - rozdział IV „Zwiedzanie Rumunii” poświęcony został prezentacji poszczególnych miejscowości, miejsc, zabytków itp. kraju. W sposób przejrzysty, dosyć dokładny, z ogromnym bogactwem faktów. Najpierw stolica - Bukareszt, a następnie kolejno tradycyjne regiony historyczno - geograficzne. Banat i Kriszana, Transylwania ( Siedmiogród ), Marmarosz, Bukowina, Mołdawia, Dobrudża i osobno Trasy górskie z 44 propozycjami poznawania ich konkretnymi szlakami, w 7 partiach różnych gór.
W opisach miejscowości są ich nazwy przede wszystkim - o ile takie są - polskie oraz rumuńskie i w stosowanych na ich określenie językach. Podana jest liczba mieszkańców, są sugestie co przede wszystkim warto tam zobaczyć, historia - w przypadku Bukaresztu także co, gdzie i kiedy zburzono z zabytków pod rządami Ceauşescu - a następnie oprowadzanie czytelnika - turysty po ciekawych zabytkach, muzeach i miejscach.
W większych lub ważniejszych miastach - ich plany, zdjęcia, rysunki zabytków. Na końcu zaś informacje praktyczne na temat dojazdu i lokalnej komunikacji, noclegów, wyżywienia itp. A więc znajduje się tam chyba wszystko, co powinno być w dobrym przewodniku.
Na podobnej zasadzie, w dwu rozdziałach: „Mołdowa” i „Zwiedzanie Mołdowy” napisana została część przewodnika po tym kraju. Oczywiście znacznie krótsza, bo miejscowości, miejsc i obiektów wartych tam poznania jest niewspółmiernie mniej. A także z trochę bardziej skróconymi opisami. Ale z bardzo ważnymi a mniej znanymi informacjami na temat podróży, zwłaszcza problemami jakie mogą występować przy przekraczaniu granicy samozwańczej, tak zwanej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej i tamtejszych realiów.
Ponadto zakwaterowania - podobnie jak w przypadku części rumuńskiej z wyborem hoteli i innych miejsc noclegowych z ich nazwami, adresami, telefonami, stronami internetowymi itp., a także charakterystyką i w wielu przypadkach cenami. Nie brakuje oczywiście i informacji krajoznawczych, historii regionu i kraju, jego ludności, gospodarki, kultury itp.
Natomiast zwiedzanie Mołdawii ( Mołdowy ) autorzy proponują według jej trzech głównych części: Kiszyniowa i centrum, Północnej Mołdowy oraz Południowej Mołdowy, do której zaliczono również Naddniestrze. A w częściach omawiających poszczególne miejscowości i miejsca, tak jak w przypadku rozdziałów rumuńskich, w kolejności alfabetycznej ich nazw.
Treść przewodnika bardzo wzbogacają włamane w treść monotematyczne informacje w ramkach na szarym tle. Jest ich prawie 50, wiele bardzo ciekawych. M.in.: „Park Narodowy Retezat”; „Czarny pamiętnik: zburzenie monasteru Văcăreşti” ( w Bukareszcie ); „Malowane cerkwie doliny Aluty”; „Mistrz Manole” ( budowniczy cerkwi w Nowa Metropolia Curtea de Argeş, pocz. XVI w ); „Legenda o zamku Poienari” ( zbudowanym dla Włada Palownika - Drakuli ), a także:
„Druga strona medalu” ( prawdziwa historia Drakuli ); „Biały płaszcz z czarnym krzyżem” ( Krzyżacy w Siedmiogrodzie wypędzeni z niego za próbę stworzenia tam własnej potęgi, zaproszeni później do Polski ); „Inkastelacja kościołów” ( obronne świątynie w Siedmiogrodzie ); „Pionier lotów kosmicznych” ( Hermann Oberth urodzony w Sybinie ); „Mołdowa czy Mołdawia?” ( decyzja polskiego MSZ o przyjęciu tej pierwszej nazwy ); „Mołdowa czy Besarabia?”; „Po jakiemu mówią Mołdawianie?”; „Polacy w Mołdowie”; „Kim są i skąd przybyli Gagauzi?”; „Karol XII czyli Szwedzi w Mołdowie” itd.
Na końcu znajduje się słowniczek polsko - rumuński z mini rozmówkami oraz dosyć szczegółowy Indeks wybranych nazw geograficznych i atrakcji turystycznych. Jest to więc, co już napisałem na wstępie, bardzo dobry przewodnik. Co nie znaczy, że w następnych wydaniach nie może być jeszcze lepszy.
Uważam np., że trochę po macoszemu potraktowana została Delta Dunaju, której poświęcono tylko 3 strony tekstu + 1 zdjęcie, i to jako ciekawemu miejscu w okolicach Tulczy. Informacja o rumuńskich obiektach znajdujących się na Liście UNESCO powinna znajdować się nie tylko w postaci symbolu przy opisach miejscowości, ale także zbiorowa osobno, np. w Informacjach A-Z.
Najpiękniejszy średniowieczny zamek w mieście Hunedoara ( Vajdahunyad ) w Siedmiogrodzie znany jest bardziej pod tą drugą nazwą lub jako Zamek Hunyadego, a nie, jak go nazywają autorzy, Corvinilor. Wypadałoby więc przynajmniej o tym wspomnieć. Nie bardzo widzę uzasadnienia dla opublikowania, i to na całej stronie, nie najlepszej jakości czarno-białego zdjęcia pałacu hospodara w Mogoşoaia, skoro jego dobre kolorowe znajduje się we wkładce ilustracyjnej.
Wśród źródeł informacji o kraju nie uwzględniono działającego od ub. roku w Warszawie Rumuńskiego Ośrodka Informacji Turystycznej. Podobnie w przypadku dostępnych w języku polskim przewodników nie wspomniano ani o jednym aktualnym, poza wydanymi przez Bezdroża.
Błędna jest, w przypadku Naddniestrza, informacja, że Igor Smirnow jest „prezydentem” tej samozwańczej republiki od 10 lat. W rzeczywistości już 21(!) lat. Byłem pierwszym zagranicznym dziennikarzem, wówczas korespondentem prasy polskiej w Kijowie, któremu udzielił on wywiadu jeszcze jako tymczasowy prezydent, we wrześniu 1990 roku, na drugi lub trzeci dzień po proklamowaniu przez ten region „niepodległości”. Do Tyraspola dojechałem z Bender na prawym brzegu Dniestru, które wówczas znajdowały się jeszcze pod kontrolą Kiszyniowa, podmiejskim autobusem.
Podczas lektury przewodnika natrafiłem na parę błędów korektorskich, a nawet językowych. Np. na str. 231 jest odsyłacz do informacji o mieście Alba Julia na stronę 323 ( na której można przeczytać o Sighişoarze ), nie zaś prawidłowo na stronę 232. Natomiast na str. 568 o połączeniach komunikacyjnych z Polski do Mołdowy „…z dwoma ( zamiast dwiema ) przesiadkami. To tylko przykłady, bo podobnych, co prawda drobnych potknięć, jest więcej.
Na koniec parę słów polemiki na temat tytułowej nazwy Mołdowa. Wydawnictwo przyjęło ją zgodnie z decyzją naszego MSZ o stosowaniu takiej nazwy w swoich dokumentach. Z ministerialnym uzasadnieniem, że Mołdawia to nazwa dużego regionu historycznego, którego Republika Mołdawii jest tylko częścią. Trochę mi się to kojarzy z wymuszoną przez Grecję i stosowaną w stosunkach międzynarodowych, idiotyczną nazwą Była Jugosłowiańska Republika Macedonia. Bo …Macedonia to historyczna nazwa antycznego państwa, którego część znajduje się nadal na terytorium Grecji.
A przecież nazwa Mołdawia w odniesieniu do Republiki Mołdowa jest u nas stosowana powszechnie, jak również np. Mołdawianie ( nie zaś Mołdowanie ) czy mołdawskie ( a nie mołdowskie ) wina. Polska Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych - o czym można zresztą przeczytać w informacji w ramce: „Mołdowa czy Mołdawia” - zaleca stosowanie nadal przyjętej powszechnie tej drugiej nazwy.
Dla mnie ważniejsze jest zdanie tej komisji, niż jakiegoś urzędnika MSZ który wymyślił inną, pozostaję więc w publikacjach przy Mołdawii. Wytknięte drobne błędy i nieścisłości jakie znalazłem w tym przewodniku są łatwe do poprawienia w następnym wydaniu oraz nie zmieniają mojej wysokiej jego oceny. Z przyjemnością polecam go więc Czytelnikom. -
Riwiera turecka. Wydanie 3
Turecka Riwiera należy od lat do ulubionych i najczęściej odwiedzanych przez Polaków regionów wypoczynkowych. Zwłaszcza obecnie, gdy część naszych turystów zrezygnowała z wyjazdów na plaże egipskie i tunezyjskie ze względu na napiętą sytuację w tych krajach.
Pobyt na tureckich wybrzeżach mórz: egejskiego i śródziemnego, to równocześnie wspaniała okazja, aby poznać tamtejsze liczne zabytki od czasów antycznych oraz inne ciekawe obiekty i miejsca.
Ułatwić im to może bardzo dobry przewodnik Bezdroży z serii „ rekreacyjnej”, którego kolejne, już trzecie, zaktualizowane wydanie, ukazało się w br.
Jak wszystkie w tej serii wydany starannie, na dobrym papierze, z licznymi kolorowymi zdjęciami, mapkami i planami, w poręcznym formacie oraz przystępnej cenie.
Część ściśle przewodnikową poprzedzają trzy rozdziały zawierające mnóstwo informacji na temat przygotowania się do podróży do Turcji oraz wszystkich środków transportu którymi można tam dotrzeć. Podstawowych, ale obszernych i ciekawie napisanych informacji krajoznawczych. O tamtejszej geografii, przyrodzie, społeczeństwie, kulturze i sztuce z wyodrębnioną dodatkowo literaturą i muzyką oraz Kalendarium historycznym.
26-stronicowy rozdział Informacje praktyczne zawiera chyba wszystko, co powinno się w nim znaleźć na temat komunikacji lokalnej, informacji turystycznej na miejscu, możliwości aktywnego wypoczynku, wymiany pieniędzy, zdrowia oraz bezpieczeństwa. I, oczywiście, noclegów zarówno w hotelach czy pensjonatach, jak i na kempingach. Podobnie na temat wyżywienia z radami gdzie i co najlepiej jeść - a kuchnia turecka jest bardzo smaczna - i sporą dawką przepisów kulinarnych.
Nie zabrakło również informacji o możliwości zakupów, w tym pamiątek. Są nawet - w ramce na kolorowym tle - przydatne uwagi z czym turysta może spotkać się na bazarach. Dodałbym jednak do nich jeszcze rady, że jeżeli nie ma się zamiaru kupić oferowanego towaru, to można go oglądać, ale nie rozpoczynać targowania się. A gdy chce się go nabyć, to jak - to przecież nie tylko sztuka, ale na Wschodzie także rytuał - kupić go jak najtaniej.
Prezentacja wybranych regionów Turcji i ich walorów turystycznych zawarta została w 3 rozdziałach: Wybrzeże Morza Egejskiego, Wybrzeże Morza Śródziemnego i Nie tylko wybrzeże, gdyż przewodnik obejmuje również Pammukale i Hierapolis oraz Stambuł. W pierwszym z tych rozdziałów omówione zostały najciekawsze miejscowości i zabytki od Troi na północy, do Bodrum na południu tego wybrzeża. Z dobrą informacją ( a przeważnie również zdjęciami ) o nich, dojeździe oraz co tam warto zobaczyć.
W przypadku ważniejszych - z planem miejscowości lub wykopalisk. Ponadto informacjami praktycznymi: wymiana walut ew. bankomaty, noclegi ze wskazaniem wybranych hoteli w 2 lub 3 kategoriach cenowych, podobnie gastronomia. A także plaże, łaźnie itp., w większych miastach również o odbywających się w nich wydarzeniach stałych i festiwalach.
Podobnie na wybrzeżu śródziemnomorskim, z miejscowościami usytuowanymi na nim od Marmaris na zachodzie, kolejno aż do Anamuru na wschodnim krańcu objętej przewodnikiem jego części. Szkoda, że poza propozycjami kilku wycieczek z miejscowości Demre w jej okolice zawartymi w ramce, nie ma również sugestii, aby z innych miejscowości wybrać się trochę dalej.
Np. z Side lub Alanyi do tak przecież ciekawej, a odległej o niespełna 200 km Konyi, czy z Anamuru do innych miejscowości nadmorskich na wschód, aż do Mersinu i Tarsu - miasta św. Pawła. W którym celem przyjazdów jest nie tylko studnią na terenie jego domu rodzinnego, ale i parę ciekawych zabytków.
Do uwzględnionych w osobnym rozdziale Pammukkale i Hierapolis organizowane są często z nadmorskich miejscowości wypoczynkowych jednodniowe wycieczki. Prezentacja tamtejszego dzieła natury, jakim są tarasy wapienne znajdujące się na Liście UNESCO oraz antycznej nekropolii i ruin zabytków rzymskich, lektura tego przewodnika ( i zdjęcia ) na pewno zachęci.
Trochę inaczej jest w przypadku Stambułu. Jednego z najciekawszych miast Europy i jej styku z Azją, ale zbyt odległego od popularnych miejscowości na obu riwierach aby wybrać się tam na krótką wycieczkę. Zwiedzanie dawnej stolicy Bizancjum i przynajmniej najważniejszych tamtejszych zabytków oraz obiektów wymaga zresztą przynajmniej kilku dni. A więc albo specjalnej podróży, albo - gdy jedzie się własnym samochodem, zrobienie w jej trakcie przerwy nad Bosforem.
Lektura 31 stron poświęconych w tym przewodniku na prezentację Stambułu pozwala poznać, w ogromnym skrócie, jego dzieje, a także najważniejsze zabytki, budowle, bazary i inne warte uwagi turysty miejsca. Przedstawiono one zostały w sposób rzeczowy i ciekawy. W zakresie bardzo jednak ograniczonym. Nie zabrakło oczywiście ani świątyni - muzeum Hagia Sophia, Błękitnego Meczetu, Hipodromu czy pałacu Topkapi.
Autor uwzględnił także Wielką Cysternę ( Yerbatan Saray ), Meczet Bejazyda, Twierdzę Yedikule, a nawet, dosyć odległy od bizantyjskiego centrum Kariye Camii - kościół Zbawiciela na Chorze i parę innych obiektów. Trudno mi jednak wybaczyć mu pominięcie Meczetu Sulejmana Wspaniałego ( Süleymaniye Camiii ) z mauzoleami sułtana i jego ukochanej żony Roksolany oraz, tuż za murem otaczającym ten zespół architektoniczny, mauzoleum jego twórcy, samego Wielkiego Budowniczego.
Jednego z najważniejszych dzieł Kocy Marmara Sinana ( 1491-1588 ) , należącego do najwybitniejszych architektów świata. Czy zbudowanego również przez niego, dla córki tegoż sułtana, Meczetu Mihrimah. No i ograniczenie prezentacji Stambułu tylko do jego europejskiej części. Przecież na azjatyckim brzegu Bosforu, zwłaszcza w dzielnicy Űsküdar, znajdują się także wspaniałe zabytki.
Że wspomnę o Starym Meczecie Sułtanki Matki, również dziele Sinana - podobnie jak tamtejszy Hamam - łaźnia. Czy o sąsiadującym z tym meczetem, chociaż młodszym od niego o kilkadziesiąt lat, Meczecie Fajansowym. A to tylko przykłady tego, co jest tam do obejrzenia. No i przypomnę, że z tamtejszego wzgórza Büyük Çamlica ( Wielkie Sosnowe Wzgórze ) roztacza się fantastyczny widok na Stambuł:
Cypel Pałacowy, Złoty Róg, Bosfor aż po Morze Czarne, a także na Wyspy Książęce. Zapewniam, że są to zabytki i miejsca nieporównywalnie ciekawsze, niż uwzględnione w przewodniku stambulskie Muzeum Prasy czy Liceum Galatasaray. W tekst przewodnika włamano - i to jest jego dodatkowy walor - w ramkach na kolorowym tle, sporo dodatkowych informacji, także ciekawostek.
M.in. „Zwiedzanie meczetu”; „Atatürk - „Ojciec Turków”; „Toalety w Turcji”; „Kiraathane, czyli co to jest çay, tavla i nargile”; „Turecka łaźnia”; „Niebieskie oko, czyli Oko Proroka”; „Koń Trojański”; „Legenda o Jaskini Siedmiu Śpiących”; „Legalne kradzieże” ( wywóz antycznych zabytków do Europy w XIX w. ) ; „Prawdziwa historia św. Mikołaja”; „ Zniszczone miasto” ( Jak krzyżowcy grabili Bizancjum ); „Harem”; „Wzdłuż Bosforu”.
Na końcu przewodnika znajduje się mini słowniczek polsko - turecki z przydatnymi zwrotami, Indeks wybranych nazw geograficznych i spis tematów informacji w ramkach. W sumie, mimo paru uwag krytycznych, gdyż przewodnik ten mógłby być jeszcze lepszy, jest on bardzo dobry. Z przyjemnością więc polecam go wszystkim wybierającym się na turecką Riwierę, a także zastanawiającym nad miejscem spędzenia kolejnego urlopu. Warto tam bowiem pojechać i, poza wypoczynkiem nad morzem, wykorzystać maksymalnie czas na poznanie tamtejszych skarbów antycznych i z późniejszych okresów. -
Peru i Boliwia. U podnóża Andów. Wydanie 1
"Peru i Boliwia", to drugi, po zrecenzowanej przed paroma dniami przeze mnie "Tajlandii", świetny przewodnik wydawnictwa "Bezdroża" inaugurujący jego działalność edytorską w 2010 roku. Najobszerniejszy i najdokładniejszy z dotychczas wydanych w języku polskim po tych krajach. Niemiecki autor, także m. in. pracy dyplomowej z dziedziny socjoekonomii andyjskiej wyżyny Peru - znawca tego regionu Ameryki Południowej i zafascynowany nim podróżnik, przedstawia w nim masę informacji o tych dwu państwach, ich przeszłości i współczesności.
"Peru i Boliwia", to drugi, po zrecenzowanej przed paroma dniami przeze mnie "Tajlandii", świetny przewodnik wydawnictwa "Bezdroża" inaugurujący jego działalność edytorską w 2010 roku. Najobszerniejszy i najdokładniejszy z dotychczas wydanych w języku polskim po tych krajach. Niemiecki autor, także m. in. pracy dyplomowej z dziedziny socjoekonomii andyjskiej wyżyny Peru - znawca tego regionu Ameryki Południowej i zafascynowany nim podróżnik, przedstawia w nim masę informacji o tych dwu państwach, ich przeszłości i współczesności, miejscach wartych zobaczenia, jak również rad jak poznawać je w sposób racjonalny i bezpieczny.
Jest to przewodnik szczególnie cenny dla ludzi zamierzających poznawać ten region Ameryki Południowej na własną rękę. Powinni jednak zapoznać się z nim również uczestnicy wyjazdów zorganizowanych. Znajdą tam bowiem niezliczone informacje rozszerzające wiedzę o tych krajach, ich społeczeństwach, regionach, miejscowościach, zabytkach, parkach narodowych, wspaniałej przyrodzie itd. Jak również wszyscy zainteresowani tym, tak szalenie ciekawym i przebogatym w zabytki oraz ciekawe miejsca zakątku świata.
Peru i Boliwia nie po raz pierwszy - dotyczy to również przewodników zagranicznych - omawiane są łącznie. Wynika to z ich przeszłości, m.in. przynależności do imperium Inków, a później jednego obszaru kolonialnego, ale również położenia na tym samym obszarze andyjskim oraz z łączącym je jeziorem Titicaca. Co powoduje, że będąc w jednym z tych krajów zwiedza się przynajmniej niektóre miejsca w sąsiednim. I chociaż objętość tego przewodnika sugerowałaby raczej podzielenie go na dwie części, jest to w tym przypadku niemożliwe, przynajmniej w sposób mechaniczny.
Zarówno rozdział Informacje praktyczne jak i Informacje krajoznawcze, oprócz tego, co zazwyczaj znajduje się na ten temat w przewodnikach, zawierają - i to w obszernym zakresie, wiele cennych rad dla osób wybierających się w tamte strony. Np. aby zabierać ze sobą uwierzytelnione kopie paszportów, duplikaty ( a nie kserokopie ! ) międzynarodowych książeczek szczepień m.in. na żółtą febrę. Kopiować bilety lotnicze i w oddzielnym miejscu zapisywać ich numery.
Bardzo ostrożnie korzystać z kart płatniczych itp. Przyszły podróżnik znajduje również informacje o zabezpieczeniu medycznym, zagrożeniu chorobą wysokościową, a także niespodziankami ze strony przestępców - także fałszywych policjantów. Sztuczkach stosowanych przez kieszonkowców odwracających uwagę okradanych. Rady jak wybierać pokoje w hotelach, miejsca w środkach lokomocji - i których. Wskazówki na temat zachowań w różnych sytuacjach itp.
Obszernie oraz ciekawie przedstawione zostały oba kraje, ich społeczeństwa, przyroda, dzieje, gospodarka, języki, religie, kultura i sztuka oraz kuchnia. Chociaż nie bez, niekiedy, potknięć czy przesady. Trudno bowiem bezkrytycznie przyjąć np. stwierdzenie autora, że "To co Inkowie ( niczego im nie ujmując ) osiągnęli w sztuce budowlanej nie ma sobie równych". Czy "W 1513 r.przekroczono wówczas ( podboje Pizarra ) kanał Panamski.", gdy dotyczyło to Przesmyku Panamskiego, bo kanał oddany został do użytku w ponad 400 lat później.
Najobszerniejszy ( 566 stron ! ) rozdział Zwiedzanie Peru prezentuje chyba wszystko, co w tym kraju warto zobaczyć. Od stołecznej Limy i jej okolic - po propozycje 11 tras zwiedzania, aż po Boliwię. Oraz co i gdzie, a przeważnie również za ile - warto na nich zobaczyć. Z dokładnymi informacjami na temat nie tylko środków transportu, ale i firm transportowych. Wariantami alternatywnymi.
Obszernymi informacjami o możliwościach noclegowych - z nazwami hoteli, hosteli, pensjonatów itp. Ich adresami, telefonami, adresami i stronami internetowymi - jeżeli je posiadają, cenami, charakterystyką. Podobnie na temat wyżywienia, zakupów, aktywnego wypoczynku, rozrywki itp. Z mapkami oraz planami większych miejscowości.
Autor przypomina pełne nazwy miast świadczące o fantazji ich hiszpańskich założycieli, często na dawnych inkaskich miejscowościach i budowlach. Najbardziej spodobała mi się pierwotna, pełna nazwa Arequipy: "Villa de Nuestra Senora de la Asunción del Valle Hermoso de Arequipa". Czyli Miasto naszej Panny Wniebowziętej z pięknej doliny Arequipy.
Ze znanych mi miejsc autor pominął tylko parę nad Amazonką między Iquitos i przygranicznym z Brazylią i Kolumbią Santa Rosa. A jak się już płynie tą największą rzeką świata, warto zatrzymać się i zobaczyć miasteczko San Pablo. Jak również pobliską osadę Pevas, w której znany malarz i grafik Francisco Grippa, mówiący o sobie, że jest włoskim Żydem urodzonym w USA i osiadłym w Peru, malujący przyrodę i mity Amazonii, wybudował swój "La Casa del Arte" - Dom Sztuki.
Czy, również w tym regionie, odwiedzić kolonię trędowatych aby poznać ich życie. Nie znalazłem również informacji o charakterystycznym, ogromnym pomniku kochającej się pary w Parco d′Amore w dzielnicy Miraflores Limy, na wysokiej skarpie nad Pacyfikiem.
225 stronicowy rozdział Zwiedzanie Boliwii zawiera informacje i propozycje poznawania La Paz, najważniejszego miasta kraju. Niestety błędnie ( w jego opisie informacja jest prawidłowa ) nazywanego stolicą, którą w rzeczywistości jest 220 tysięczne Sucre. A także wielką trasę objazdową po kraju i 5 innych, niektóre z wariantami. W przypadku La Paz nieścisłych informacji o nim jest więcej.
Na str. 669 można przeczytać m.in.: "Umiejscowione na wysokości 3600 m n.p.m. jest najwyżej położoną stolicą na świecie". W rzeczywistości taką jest stolica Tybetu - Lhasa. Przy czym La Paz leży na wysokościach od 3100 do 4100 m. n.p.m. w głębokiej kotlinie, do której - o czym brak chociażby wzmianki, wjeżdża się, np. od strony lotniska, z góry.
Ale obok tych drobnych nieścisłości rozdział zawiera setki rzetelnych informacji zarówno o La Paz i jego okolicach, jak i innych miejscowościach, zabytkach, miejscach wartych zobaczenia. M.in. o parkach narodowych, wyprawach do dżungli, propozycje wędrówek górskich itp. W przewodniku - to chyba zasługa wydawnictwa - znalazły się także informacje o Polakach zasłużonych dla Peru i Boliwii.
Nie tylko o Erneście Malinowskim, powszechnie znanym budowniczym słynnej kolei transandyjskiej, która na najbardziej stromym, 158 km długości odcinku trasy pokonuje różnicę poziomów od 150 do 4781 m n.p.m., ze 1100 zakrętami i zakolami, 158 mostami i 69 tunelami. Ale również o Ryszardzie Jaksa - Małachowskim, który przebudował Stare Miasto w Limie, założycielu w tym mieście politechniki Edwardzie Habichu, czy - w przypadku Boliwii - Józefie Jackowskim, geologu - badaczu złóż andyjskich i. zwyczajów ludów Keczua, założycielu szkoły górniczej w najwyżej ( 4.065 m n.p.m. położonym mieście świata - Potosi.
Tym bardziej zaskakuje więc nie tylko brak wzmianki o polskich odkrywcach ( w 1981 roku ) dla turystyki sławnego Kanionu Colca w Peru, krakowskich studentach - uczestnikach Akademickiej Wyprawy Kajakowej "Canoandes ′79", ale przedstawienie w przewodniku wręcz fałszywej historii poznawania tego, najgłębszego na kuli ziemskiej, kanionu. To, co opisane zostało w ramce na str. 412 "Historia kanionu Colca", to w części dotyczącej jego odkrycia i przepłynięcia jest jakąś bzdurą. Być może Hiszpan Arias był w 1978 roku w tym kanionie i przepłynął fragment rzeki Colca, ale na pewno nie przez ten kanion.
Prawdziwa historia tego odkrycia jest powszechnie znana z doniesień peruwiańskich i polskich - chociaż tych drugich z opóźnieniem - mediów oraz relacji jej uczestników. W tym z książki Jerzego Majcherczyka ( ze wstępem Elżbiety Dzikowskiej ) "Zdobycie Rio Colca", Wydawnictwo Pracownia AA s.c. w Krakowie, wyd. II 2001. O tym kto naprawdę odkrył Kanion Colca świadczą również nadane i zatwierdzone przez władze peruwiańskie nazwy jego fragmentów: Canon de los Polacos, Cascadas de Juan Pablo II.
Czy ulice okolicznych miejscowości: Huambo, Cabanaconde i Chivay które na cześć odkrywców nazwano Avenida de los Polacos lub Avenida Polonia. O dowodach najwyższego uznania dla odkrywców ze strony władz nie wspominając. Jest dla mnie zdumiewające i niepojęte, jak autor, a zwłaszcza ( krakowski !!! ) wydawca mogą nie wiedzieć, kto jako pierwszy, z dramatycznymi przygodami, przepłynął pontonem i kajakami ten sławny peruwiański kanion odkrywając go dla turystyki!
Dodam, że nie odpowiada prawdzie również podpis na zdjęciu na kolorowej wkładce między stronami 288 i 289. To nie jest kanion rzeki Colca, lecz fragment niezwykle malowniczej doliny, przez którą przejeżdża się w drodze do tego kanionu! Byłem tam, i również fotografowałem nie tylko to miejsce. To stanowi dla mnie największy błąd w tym przewodniku.
Są również inne, a także nieścisłości, pominięcia czy co najmniej dyskusyjne opinie. Nie wspominając już o denerwującym używaniu nazw miejscowości lub imion i nazwisk zawsze w mianowniku, wbrew zasadom języka polskiego. W rodzaju "podróż do Juliaca" ( czy Arequipa ) zamiast do Juliaki i Arequipy. To tak, jak gdyby napisać byłem w Paryż czy jadę do Rzym! Lub "założone ( Huánuco ) przez Gomez ( zamiast Gomeza ) de Alvarado."
Natrafiłem też na parę kiksów językowych ( o literówkach nie wspominając - m.in. "Kanał z Aspachaca o długości 23 m " - chyba km , lub miejscowość Tequile zamiast prawidłowo Taquile), np. "Nie ma co liczyć, że ( handlarze waluty ) mają lepszych kursów" ( str. 38 ), czy "Liczba zaludnienia" - zamiast mieszkańców ( str. 486 ). Trafia się błędne tłumaczenie nazw i ich skróty. Np. w języku polskim Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma skrót MFW, a nie "IWF". Museo Postal y Filatelico del Perú w Limie, to nie Muzeum Znaczków Pocztowych, lecz Muzeum Poczty i Filatelistyki - a to ogromna różnica. Zaś zbierają się w nim w niedziele przede wszystkim fani filatelistyki, a nie numizmatyki.
Są też informacje budzące pytania i wątpliwości. Np. na str. 581 czytamy: "Ten ( wodospad Catarata Gocta ) mający 771 m n.p.m. najwyższy wodospad w Peru i trzeci co do wielkości na świecie został odkryty w 2002 r.". Nie wiadomo, czy wodospad ma taką wysokość, czy też położony jest na niej. A także co autor rozumie pod pojęciem wielkości. Bo jeżeli masy spadających wód, to ten na pewno nie należy do światowej czołówki. Zwłaszcza, że dalej pisze: "W porze suchej u podnóża wodospadu można się kąpać."
Jest w przewodniku trochę stwierdzeń i ocen moim zdaniem dyskusyjnych. O niektórych już wspomniałem. Dodam jeszcze, jedno. Zdaniem autora, Cusco było tak samo potężne jak starożytny Rzym i bogatsze od niego. Chociaż - dodam - dopiero tam, chociaż również w innych miejscowościach, lub oglądając zbiory Museo de Oro - Złota w kolumbijskiej Bogocie czy stolicy Peru - Limie oraz kolekcje ceramiki lub zachowane fragmenty ruin wspaniałych budowli, można uzmysłowić sobie, jak straszliwych, nieodwracalnych zniszczeń inkaskiej i w ogóle prekolumbijskiej architektury, dzieł sztuki i rękodzieła artystycznego - zwłaszcza wyrobów ze złota i srebra, które dziś należałyby do najcenniejszych skarbów kulturalnego dziedzictwa ludzkości, dokonali hiszpańscy najeźdźcy i kler katolicki.
Trafiają się sprzeczne informacje. Np. na str. 629 można przeczytać, zgodnie z prawdą, że słynny "Casa de Fierro" ( Żelazny Dom ) w Iquitos został skonstruowany przez inż. Eiffel′a na światową wystawę w Paryżu ( w 1896 roku - stał tam niedaleko od sławnej obecnie wieży ), a następnie ( kupiony przez "kauczukowego barona"), został rozmontowany i przewieziony statkiem przez Atlantyk i 3700 km Amazonką do ówczesnej światowej stolicy kauczuku, gdzie stoi do dziś. Ale z ramki na str. 626, można się tylko dowiedzieć, że został on zaprojektowany przez francuskiego architekta, a wzniesiony w 1897 r. przez Baca Diaz i Anzelmo de Aguila.
Parę słów poświęcę jeszcze sławnemu, odkrytemu w 1987 roku, skarbowi Władcy ( lub Pana ) Sipán. Uważanemu wówczas za największe odkrycie tego rodzaju na świecie od czasu grobowca Tutenchamona w Egipcie. A, moim zdaniem, trochę niedocenionego przez autora przewodnika. I tylko częściowo tłumaczy go zawarta w przewodniku informacja, że w 2001 roku w Chan Chan, 5 km od trzeciego pod względem wielkości miasta Peru - Trujillo, w piramidzie Dos Cabezas odkryto jeszcze bogatsze skarby. O ile wiem, jeszcze publicznie nie prezentowane.
Zdaniem autora, z którym nie mogę się zgodzić, jeżeli z braku czasu trzeba w Limie wybierać między zobaczeniem Museo de la Nación, gdzie znajduje się m.in. ekspozycja znakomitych kopii tego grobowca Władcy Sipán i skarbów z niego, a Museo Nacional de Arqueologia, Antropologia y Historia, to zaleca on to drugie. Bo, moim zdaniem, zobaczyć trzeba, oczywiście, oba!. O skarbach Władcy Sipán autor przewodnika oczywiście napisał, chociaż, moim zdaniem bez docenienia ich rangi.
A nawet o wystawie tych skarbów w Bonn w 2000/2001 roku. Widocznie nie wiedząc, że wcześniej pokazane zostały one w Warszawie! A było to tak. Gdy, chyba jako pierwszy w Polsce, opisałem ( w czerwcu 1998 ) te wspaniałe skarby po ich obejrzeniu - była to inauguracyjna ekspozycja dostępna szerszej publiczności - w Museo de la Nación w Limie, postawiłem na zakończenie pytanie: czy i kiedy zobaczymy te skarby w Polsce.
Wkrótce otrzymałem z Ambasady Peru w Warszawie list z informacją, że skoro jest zainteresowanie tym odkryciem, to grobowiec Władcy Sipán i wydobyte z niego skarby zostaną pokazane w Warszawie. I rzeczywiście, chyba jesienią 1999, ich świetne kopie wystawiono w Muzeum Etnograficznym. O ile wiem, oryginały nigdy nie opuściły Peru, a od 2002 roku znajdują się w specjalnie dla nich zbudowanym Museo Tumbas Reales de Sipán w Lambayeque, w pobliżu miejsca ich odkrycia. I także w Bonn pokazano tylko kopie.
Ma ten przewodnik również inne wady. Za najpoważniejszą uważam brak porządnego indeksu. Zamieszczony na końcu, zawierający na 2,5 stronach nieco ponad 160 nazw miejscowości - na setki opisanych, nie mówiąc już o poszczególnych zabytkach i innych ciekawych miejscach, jest nieporozumieniem! Brak w nim nawet tak sławnego miejsca jak Kanion Colca! Nie ma również spisu informacji w ramkach, zaś Spis schematów, planów i map sporządzono w kolejności stron, na których je zamieszczono, nie zaś ułatwiającym ich odszukanie porządku alfabetycznym.
Te krytyczne uwagi oraz wytknięcie paru ewidentnych błędów i niedociągnięć łatwych do poprawienia w następnych wydaniach, nie zmieniają mojej bardzo wysokiej oceny tego przewodnika. Zwłaszcza, że jest w nim również 30 - z okładkowymi - barwnych i niezłych zdjęc oraz liczne, wspomniane już, obszerne informacje monotematyczne w ramkach włamanych w tekst. M.in. "Andyjskie wielbłądowate" ( Guanako. Lamy, wigonie, alpaki ); "Park Narodowy Manu" - jeden z największych terenów dżungli pierwotnej w świecie; "Mosty Inków"; "Jezioro Titicaca", "Legendy Inków" czy "Kondor, król Andów".
Gorąco polecam więc ten przewodnik zarówno tym, którzy już znają trochę Peru i Boliwię, jak i większości polskich turystów, którzy te, najciekawsze moim zdaniem, kraje Ameryki Południowej, powinni dopiero poznać.
- 1
- ...
![]() |
Newsletter |
![]() |
Bezdroża na Facebook'u |
|
Kanały RSS |
|
Bezdroża na YouTube |
|
Komunikator LiveChat |
![]() |
Chcę wydać książkę |
Brakuje Ci jakiegoś przewodnika lub innej publikacji podróżniczej?
Napisz nam o tym!
























