Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "222" [163]

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ... 
  1. pcs3wb

    Photoshop CS3/CS3 PL. Warstwy. Biblia

    Adobe Photoshop to potężne narzędzie do obróbki fotografii i grafik bitmapowych, a warstwy to rzecz, która nadaje nowy wymiar i niesamowite możliwości tejże obróbce. Warstwy ewoluują w Photoshopie już od 18 lat, uzyskały w tym czasie nowe funkcje i nowe możliwości. Opanowanie ich nie jest sprawą prostą, nawet dla doświadczonego użytkownika, ale od czegóż wskazówki znawców przedmiotu?

    Autorzy książki „Photoshop. Warstwy. Biblia“ takimi właśnie znawcami niewątpliwie są. Uwielbiają „poznawać najskrytsze zakątki aplikacji" co prowadzi prostą drogą do encyklopedycznej wręcz znajomości programu. Trzeba też zwrócić uwagę, iż mają dar przekazania swojej wiedzy w sposób przystępny, jasny i intuicyjny.

    Książka stanowi obszerny opis warstw Photoshopa, ich przydatności w różnych sytuacjach, zastosowania w praktyce, użyteczności w manipulowaniu zdjęciami i wielu innych zagadnień. Dzięki dokładnemu opisowi kolejnych czynności czytelnik łatwo pozna przydatne narzędzia i sposoby osiągania zamierzonego efektu na kilka sposobów.

    Dla świadomego użytkownika programu Photoshop - książka niezbędna.

  2. Sekrety mistrza fotografii cyfrowej. W dążeniu do perfekcji

    Do poradników fotograficznych podchodzę z dużą rezerwą. Bardzo wiele z nich pisanych jest w sposób, który potrafiłby zniechęcić do fotografii nawet najbardziej zagorzałego jej pasjonata. Autorzy lansując się w roli wszechwiedzących guru podają częstokroć "jedyne słuszne" zasady czyli te, w które sami wierzą nie uznając, że może istnieć coś poza ich spojrzeniem na fotograficzne zagadnienia. W rezultacie poradniki takie zabijają kreatywność, a to ona przecież stoi u podstaw wszelkich wynalazków, które z czasem stają się regułą. Tym samym naprawdę dużym zaskoczeniem jest poradnik "Sekrety mistrza fotografii cyfrowej" napisany przez Scotta Kelby'ego.

    Przede wszystkim kreatywności wcale nie gasi, ale wprost do niej zachęca. Kelby nie jest fotograficznym purystą i to natychmiast zjednuje mu moją sympatię. „Otóż, jeśli kupisz jeden z takich nietypowych obiektywów, to z pewnością sam zaczniesz eksperymentować z fotografowaniem nim różnych rzeczy. Także tych, których »nie powinno« się nimi fotografować. I bardzo słusznie - to przecież twoje obiektywy i warto by sprawdzić ich możliwości w różnych sytuacjach" - pisze. Uff? Jaka ulga. Po lekturze rozlicznych poradników fotograficznych należałoby przecież popaść w głęboką depresję po niekanonicznym użyciu sprzętu, a tutaj odmiana: pozwalają nam bawić się fotografią, robić po swojemu i jeszcze mówią, że to dobrze! Kelby, mówiąc krótko, nie podchodzi do fotografii jak do dziedziny wiedzy tajemnej, ale jak do radosnego hobby, które może i powinno sprawiać wiele frajdy. Warto więc zagłębić się dalej w jego rady.

    ***
    Na początku „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej" mogą sprawić dość chaotyczne wrażenie. Już we wstępie autor odwołuje się do swoich poprzednich książek, co powoduje pewien zamęt, całość skonstruowana jest bez wyraźnego klucza - to raczej zbiór różnorodnych wskazówek na wiele tematów - od zasad kompozycji po porady co spakować do teczki foto w przypadku określonego rodzaju zdjęć do wykonania. Ale i w tym szaleństwie jest metoda. Szeroki wachlarz zaleceń wprawdzie nie penetruje dokładnie określonego zagadnienia, ale uwypukla aspekty najistotniejsze, a zarazem te, które mogą najbardziej interesować początkującego miłośnika fotografii.

    ***
    Zachęca do tej książki także i styl w jakim została napisana. Kelby deklaruje we wstępie, że komponuje ją tak, jakby mówił o fotografii do swojego przyjaciela i w istocie nie jest to pusta deklaracja. Tekst czyta się szybko, jest łatwy, przystępny, zupełnie pozbawiony niepotrzebnej terminologii, która tylko budzi frustrację u osób nie pragnących zostać magistrem fotografii. Do diabła, przecież nie każdy musi mieć chęć by się w tej dziedzinie doktoryzować i autor poradnika „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej" całkowicie to rozumie.

    Żartuje z żargonu profesjonalistów, śmieje się z zawodowców-szpanerów, którzy więcej o fotografii gadają niż robią zdjęć. Ma wielki dystans do reprezentowanej przez siebie dziedziny, a posiadaną wiedzę przekazuje bez pozy wspomnianego w tytule mistrza, ale w istocie tak, jakby doradzał lubianemu kumplowi. Z tych przyczyn książka ta będzie się z pewnością podobać wszystkim, którzy chcą robić lepsze zdjęcia dobrze się przy tym bawiąc. Zdecydowanie polecam.

  3. Tybet. Legenda i rzeczywistość. Wydanie 2

    Marek Kalmus, autor „Tybet, legenda i rzeczywistość” był gościem Wydawnictwa Bezdroża podczas Targów Książki 2009. Napisaną przez niego książkę wydano już po raz trzeci, tak wielkim cieszy się powodzeniem wśród czytelników.

    -To wydanie jest zaktualizowane pod kątem najnowszej sytuacji politycznej oraz poszerzone o indeks z glosariuszem – mówi Ewelina Wolna z Wydawnictwa Bezdroża. -Skoro jest zainteresowanie książką to należy ją udoskonalać, tym bardziej, że problem Tybetu jest wielu osobom bliski – dodaje. „Tybet, legenda i rzeczywistość” nie jest typową monografią. Wprawdzie piszę o historii Tybetu, o kraju jako takim od strony geograficznej, przyrodniczej, o różnych kwestiach związanych z buddyzmem tybetańskim, ale również zamieściłem wiele ciekawostek mniej znanych, jak np. o amuletach tybetańskich, medycynie tybetańskiej, trochę o systemie kalaczakry, o Szambali, mitycznej krainie. Jest to więc książka wieloaspektowa – opisuje Autor.

    -Marzy mi się napisanie kolejnych książek, o sztuce tybetańskiej i jej korzeniach i znaczeniu. Tak naprawdę sztuka tybetańska to sztuka sakralna, ma ona wielopoziomowe znaczenia, to jest sztuka symboliczna, trudno zrozumiała z naszego zachodniego punktu widzenia, mająca czasami zupełnie bezsensowne interpretacje i konotacje. Poza tym jest niezwykle ciekawa, barwna, bujna, ma wiele zakorzenień w różnych rejonach sztuki: w sztuce starożytnych Indii, w sztuce greckobuddyjskiej, Azji centralnej, szlaku jedwabnego, troszkę wpływów chińskich. Od tej strony chciałbym to czytelnikom objaśnić – dodaje.

    Drugim pomysłem Marka Kalmusa jest książka o tej części Tybetu, która jest od ok. 150 lat w Indiach. -Od wielu lat sporo tam jeździłem, są to przepiękne tereny, gdzie zachowało się bardzo dużo starych klasztorów, bo rewolucja kulturalna tam na szczęście nie zaistniała i tam jest żywy buddyzm tybetański cały czas. Jest to też kraina, gdzie dociera dużo turystów, w tym bardzo dużo Polaków, jest tam dużo taniej i łatwiej dojechać, niż do Tybetu chińskiego. – dodaje. Obserwując kolejki czytelników, które ustawiały się aby choć przez chwilę porozmawiać z Markiem Kalmusem nie ma wątpliwości, że każda kolejna Jego książka okazałaby się ważnym wydarzeniem.

  4. W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca

    W 2008 r młodzi podróżnicy postanowili uczcić półwiecze gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego "Watra" i odkryć tajemnice niezbadanego do końca najgłębszego kanionu na Ziemi – kanionu Colta. Do przebycia było 20 km nieznanego nikomu odcinka, na który jak się okazało członkowie „Watry” nie byli gotowi – braki sprzętowe spowodowały przerwanie eksploracji. Nie był to jednak koniec. Za rok gliwiczanie powrócili do kanionu z lepszym sprzętem.

    Niezwykły zapis wędrówki w ekstremalnych warunkach jest nadzwyczaj wartościowy poznawczo – istnienie kanionu człowiek odkrył dopiero w 1931 i to jedynie poprzez zdjęcia robione z pokładu samolotu. Pierwsze zejście na dno kanionu odbyło się w 1975, w latach 80. Polacy pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego i Piotra Chmielińskiego kilkakrotnie organizowali wyprawy kajakowe do kanionu, nadając jako pierwsi odkrywcy wiele nazw, ale odcinek od wioski Madrigal do San Galle, zwany Cruz del Condor pozostawał nieodkryty do XXI wieku. Udało się go pokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Choć pierwsze podejście skończyło się fiaskiem, w drugim Polacy dopięli swego.

    Książka trzyma w napięciu, bo eksploracja dziewiczego zakątka Andów była niezwykle trudna. Opowieść Krzysztofa Mrozowskiego, upamiętniająca to osiągnięcie zawiera zapis zmagań człowieka z nieokiełznaną przyrodą, która przypominała walkę o przeżycie. Polacy udowadniają siłę swoich charakterów, podchodząc dwukrotnie do zdobycia ostatniego dziewiczego kawałka świata. Bohaterowie imponują wytrwałością, ale też wielką pokorą. Nie kusi ich rywalizacja z konkurencyjną, medialną wyprawą. Dążą do celu, ale nie po trupach - pokonują przeszkody, chwile zwątpienia i ból z godnością i rozsądkiem.

    Warto zwrócić też uwagę na piękne fotografie, dokumentujące wyprawę. Oddają wspaniale atmosferę i klimat miejsca. Po ich obejrzeniu ma się ochotę wybrać się do tego wspaniałego, tajemniczego miejsca.

    Jestem pełna podziwu dla uczestników wyprawy za dokonanie rzeczy dotąd niemożliwej. Lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie.

    Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom.

  5. W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca

    "Każde marze­nie jest nam dane wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia"

    — te przy­ta­czane czę­sto słowa Richarda Bacha są praw­do­po­dob­nie sen­ten­cją, naj­le­piej odda­jącą sens życia człon­ków gli­wic­kiego Aka­de­mic­kiego Klubu Tury­stycz­nego „Watra” oraz towa­rzy­szą­cych im pasjo­na­tów odkry­wa­nia nie­za­pi­sa­nych wów­czas kart — swo­istego prze­wod­nika po kanio­nie rzeki Colca.



    Grupa owych podróż­ni­ków, kon­ty­nu­ując eks­plo­ra­cję kanionu roz­po­czętą w 1981 roku przez pol­ską wyprawę Cano­an­des — 79, osta­tecz­nie w 2009 roku zre­ali­zo­wała swój cel, który następ­nie stał się impul­sem do napi­sa­nia książki W uści­sku żywio­łów. El Con­dor Rio Colca.



    Sta­nowi ona formę pew­nego rodzaju pamięt­nika, który niczym rwąca rzeka, porywa czy­tel­nika w nie­bez­pieczną, ale piękną podróż na… „koniec świata”.



    "Przez cały czas trzy­mamy się koryta rzeki, poru­sza­jąc się dnem kanionu, wąskiego, krę­tego i bar­dzo głę­bo­kiego, przez co nie widzimy słońca i cały czas jeste­śmy w cie­niu przy tem­pe­ra­tu­rze wody wyno­szą­cej tylko 5°C. Wszyst­kie moż­liwe trud­no­ści, zamiast roz­ło­żyć się na 20 km, zgro­ma­dziły się na tym krót­kim odcinku. Jest naprawdę wyma­ga­jący i trudny tech­nicz­nie. Satys­fak­cję daje nam fakt, że na całej jego dłu­go­ści nigdzie nie widzimy śladów człowieka"



    Czy jest bowiem coś wspa­nial­szego, niż radość z prze­zwy­cię­że­nia pię­trzą­cych się, jak głazy kanionu trud­no­ści, nie­bez­pie­czeństw, prze­ciw­no­ści i wła­snych sła­bo­ści? Chyba nie.



    Wzo­ru­jąc się na boha­te­rach książki, należy chyba tylko okre­ślić swoje cele i kon­se­kwent­nie je reali­zo­wać, pamię­ta­jąc cią­gle przy tym, że:



    „Świat ustę­puje z drogi temu, kto wie, dokąd zmie­rza”

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ...