Helion SA
ul. Kościuszki 1c
44-100 Gliwice
tel. (32) 230-98-63
e-mail: sklep@bezdroza.pl
redakcja: redakcja@bezdroza.pl
informacje o księgarni bezdroza.pl
© Bezdroża 2011
Recenzje
Wyniki wyszukiwania frazy "220" [12]
-
Photoshop CS3/CS3 PL. Warstwy. Biblia
Adobe Photoshop to potężne narzędzie do obróbki fotografii i grafik bitmapowych, a warstwy to rzecz, która nadaje nowy wymiar i niesamowite możliwości tejże obróbce. Warstwy ewoluują w Photoshopie już od 18 lat, uzyskały w tym czasie nowe funkcje i nowe możliwości. Opanowanie ich nie jest sprawą prostą, nawet dla doświadczonego użytkownika, ale od czegóż wskazówki znawców przedmiotu?
Autorzy książki „Photoshop. Warstwy. Biblia“ takimi właśnie znawcami niewątpliwie są. Uwielbiają „poznawać najskrytsze zakątki aplikacji" co prowadzi prostą drogą do encyklopedycznej wręcz znajomości programu. Trzeba też zwrócić uwagę, iż mają dar przekazania swojej wiedzy w sposób przystępny, jasny i intuicyjny.
Książka stanowi obszerny opis warstw Photoshopa, ich przydatności w różnych sytuacjach, zastosowania w praktyce, użyteczności w manipulowaniu zdjęciami i wielu innych zagadnień. Dzięki dokładnemu opisowi kolejnych czynności czytelnik łatwo pozna przydatne narzędzia i sposoby osiągania zamierzonego efektu na kilka sposobów.
Dla świadomego użytkownika programu Photoshop - książka niezbędna. -
Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu
Kiedy myślisz 'żeglarz', co przychodzi Ci do głowy? Przystojny mężczyzna pokroju Mateusza Kusznierewicza, doskonale umięśniony, pięknie opalony, o włosach rozjaśnionych przez słońce, zakochany w morzu bez pamięci... Być może Cię rozczaruję, ale wilk morski z książki "Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu", Steven Callahan, kompletnie do tego opisu nie pasuje. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziesz poniżej.
Steven Callahan urodził się 6 lutego 1952 roku w Stanach Zjednoczonych. Jego największą pasją jest żeglarstwo, toteż żyje zgodnie ze zdaniem wypowiedzianym przez jednego z jego bohaterów literackich: 'Potrzebujesz Matki Ziemi, ale kochasz Morze'. Jako uzdolniony projektant łodzi i architekt statków sam zbudował sobie swój ukochany jacht, "Napoleon Solo", na którym wyruszył w samotny rejs z Wysp Kanaryjskich na Karaiby w 1982 roku. Kiedy jego łódź po sześciu dniach od rozpoczęcia rejsu tonie (zabierając mu prawie wszystko, co posiadał i co było potrzebne do przeżycia), Steven dryfuje przez 76 dni po Atlantyku na tratwie pneumatycznej (nazwanej Gumową Kaczuszką III) dokładnie relacjonując, jak sobie radził, co jadł, co pił, słowem - jak żył.
Książka Callahana to niezwykłe świadectwo woli życia. To pokładowe zapiski człowieka, dotyczące jego zdrowia fizycznego i psychicznego, kondycji tratwy, ilości jedzenia i wody. Steven przez ten cały długi okres miał do czynienia z wyjącym dookoła wiatrem, wilgocią, uderzającymi w plecy falami (dochodzącymi nawet do 10 metrów), przejmującym zimnem w nocy i trudnym do zniesienia upałem w dzień. Jego wiernymi towarzyszami niedoli były rekiny, morświny, koryfeny, rogatnice, latające ryby i małe skorupiaki, stanowiące część jego pożywienia lub też polujące na niego. Co ciekawe, na koniec swej odysei oceanicznej wszystkie te stworzenia traktował jak wiernych przyjaciół i żal mu było się z nimi rozstawać...
Nie ukrywam, iż początkowo książka ta mnie męczyła. Niewielka czcionka, fachowe słownictwo, perspektywa przeczytania ponad 200 stron o tym, jak jakiś facet samotnie dryfuje po morzu. Zastanawiałam się, o czym on będzie pisał? Bałam się, że pewnie wciąż będą się przewijały te same zwroty: strach, sztorm, burze, woda, wiatr, i że powieje nudą. Pomyliłam się. Callahan napisał piękną, prawdziwą i poruszającą powieść. Na dodatek tak sugestywną, że wydawało mi się, iż jestem na jego nieszczęsnej tratwie razem z nim. Dokładne opisy problemów z jakimi przyszło mu się zmierzyć i jak sobie poradził, nie mając do dyspozycji praktycznie żadnych narzędzi, oraz świetne ilustracje (dokumentujące przykładowo ewolucję kuszy czy podstawy nawigacji) zasługują na podziw i uznanie. Podobnie jak świadomość, ile wycierpiał, gdy do jego licznych pęcherzy, ran i otarć dostawała się słona woda... Ta niewiarygodna historia jest dowodem na to, że marzenia dają człowiekowi siłę, by przetrwać nawet w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Callahan nie liczył, że ktoś mu pomoże (nie ma się co dziwić - jego tratwę minęło 9 statków), ale sam się ratował. Wiedział, że mimo świetnego przygotowania i doskonałego wyposażenia, by przeżyć potrzebne mu szczęście, dlatego na każdym kroku mu pomagał. Kiedy w chwilach zwątpienia, rezygnacji i ogromnego smutku po policzku lały mu się łzy, szybko je ocierał, nie pozwalając, by do jego monotonnej egzystencji wkradło się zwątpienie, że może tę nierówną walkę z naturą i samym sobą kiedykolwiek przegrać.
Polecam tę książkę każdemu, kto zdaje sobie sprawę z tego, że wszyscy codziennie (w różnym stopniu oczywiście) walczymy o przetrwanie; że każdy z nas jest mniej lub bardziej doświadczany przez los i tylko od niego zależy, czy swoją walkę wygra. Autor dedykuje swoją opowieść wszystkim ludziom na świecie, którzy wiedzieli, wiedzą lub będą wiedzieć, co znaczy cierpienie, desperacja lub samotność, a na jej końcu pisze:
"Nie przestałem żeglować. Morze pozostaje najbardziej odludnym miejscem na świecie. Według mnie podróżowanie przez odludzie, nieważne czy pełne drzew, czy fal, jest kluczowe dla rozwoju i dojrzewania ludzkiej duszy. To na odludziu możesz odkryć, kim naprawdę jesteś, poprzez stawianie czoła wyzwaniom świata, w którym grubość portfela nie ma znaczenia, a miernikiem wartości stają się twoje umiejętności." (str. 220)
Życzę Ci więc, by Twoje umiejętności były adekwatne do bitwy, jaką przychodzi Ci stoczyć każdego dnia... -
Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!
Dziś trochę mniej o reklamie i marketingu, bo przecież nie tylko tym człowiek żyje. Jako że sam trochę sobie trenuję bieganie, często spotykam ludzi których marzeniem (przynajmniej chwilowym) jest rozpoczęcie przygody z bieganiem. Powodów jest wiele, przy czym zauważam popularną grupę czynników pchających ludzi do tego rodzaju aktywności: nadwaga, chęć zagospodarowania czasu, postanowienia noworoczne, zaimponowanie komuś bliskiemu, przejście na ‘dobrą stronę mocy’. Jaki by to nie był powód – każdy jest dobry by pokazać organizmowi, że może pracować na wysokich obrotach z ogromnymi korzyściami dla nas samych.
Bieganie na poziomie amatorskim, dla lepszego samopoczucia nie jest same w sobie czymś czego nie potrafimy robić, wszak człowiek bardziej niż doBieganie metodą Gallowaya chodzenia, stworzony jest do biegania. W miarę czynne uczestnictwo w lekcjach wychowania fizycznego w szkole podstawowej i liceum powinno wystarczyć, by w miarę rozsądnie spędzić pierwsze kilkanaście (!) minut truchtając w przyjemnych dla oka okolicach. Co jednak, jeśli chcemy zrobić to lepiej lub na lekcje wf-u nie uczęszczaliśmy?
W takich przypadkach zawsze warto skierować się do osób, które nie jedną setkę kilometrów przebiegły lub też sięgnąć do literatury. Tej na rynku nie brakuje i nie są to wcale pozycje z lat 80-tych, osnute gęstą pajęczyną. Z ręką na sercu osobom aspirującym do biegania mogę polecić książkę Jeffa Gallowaya “Bieganie metodą Galloway’a”. Nie jest to książka jedynie dla początkujących – porady dotyczące całego zagadnienia biegania znajdą tam zarówno amatorzy jak i zawodowcy. Polecam ją jednak początkującym z tego powodu, iż metoda którą przedstawia Galloway zakłada przeplatanie biegów z marszem, co w przypadku innych metod treningowych raczej nie ma miejsca. Początkującym będzie pewnie raźniej, jeśli w trakcie pierwszych treningów brak tchu będą mogli zniwelować kilkuminutowym marszem – w imię prawidłowego rozwoju oczywiście. Starsi, ukształtowani biegacze z dużym stażem z pewnością nie przestawią się na wykorzystanie tej metody, ponieważ byłaby ona dla nich po prostu nieefektywna, biorąc pod uwagę to, że trenują biegając w sposób ciągły. Poczytać może każdy, niemniej ukształtowany zawodnik Galloway’em raczej biegać nie będzie.
Przeczytałem tę książkę w całości i chociaż sam nie korzystam z tej metody (staram się korzystać z porad zawartych w książkach Jerzego Skarżyńskiego – polecam równie gorąco!) uważam, że w przypadku kogoś kto zaczyna od zera, jest to jedna z dróg, którą można podążać na szczyt. Na szczyt, ponieważ treningi zakładające marsz w określonym przedziale czasu nie oddalają biegacza od osiągania świetnych wyników. Najlepszym tego przykładem jest sam autor tej książki, którego wyniki mogłyby zawstydzić wielu biegaczy ‘niemarszujących’ w trakcie treningów. -
Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!
Każdy biegacz słyszał o bieganiu metodą Gallowaya – startując w maratonie należy robić minutowe przerwy na marsz w ściśle określonym odstępie czasu (w Polskich warunkach np. co 2,5 km – przy bufetach i w połowie między nimi). Ale wydane właśnie w Polsce "Bieganie metodą Gallowaya" pokazuje, że ta metoda to coś więcej niż jeden pomysł.
Jeff Galloway, kiedyś wielki biegacz, a od lat jeszcze większy popularyzator biegania opisuje treningi od początkującego biegacza do zaawansowanego półmaratończyka (maraton został przeniesiony do osobnej książki). Na swoich zajęciach z kilkoma rzeczami bym dyskutował – np. z zaleceniem oszczędnej pracy rąk albo pomijaniem w zasadzie podbiegów w planie treningowym. Ale to nie są moje zajęcia, tylko książka mistrza, więc jeśli ktoś chce zaufać jego metodzie, to proszę bardzo.
Bardzo podoba mi się duża dbałość Gallowaya o trening wzmacniający, ćwiczenia rozciągające, trening uzupełniający. Świetny jest rozdział o treningu mentalnym, który zwykle bywa zbywany jednym hasłem “wizualizacja”. Dobry rozdział o bieganiu kobiecym – jak biegać po ciąży, co z biustem, kiedy się karmi, a jak wpływa na bieganie miesiączka.
Kartkując książkę co chwila można trafić na ciekawostkę nie znaną z polskiej literatury biegowej. Np. w tabelkach “Jakich postępów możesz się spodziewać” po sześciomiesięcznym treningu wg metody Gallowaya – przy wyniku 4:30 w maratonie możesz poprawić się nawet o pół godziny, ale przy 3:05 maksymalnie o Sam zresztą sprawdź.
Metoda marszobiegowa nie jest dla mnie imponującym sposobem pokonywania maratonów ani treningu biegowego. Ale dla wielu początkujących biegaczy to świetny krok w stronę mocniejszego biegania. Jak zapewnia Galloway – bezpieczniejszy, chroniący przed kontuzjami. Z resztą – kontuzjom i domowym sposobom ich zwalczania też poświęcony jest w książce spory rozdział.
"Bieganie metodą Gallowaya" to dobra lektura i dla czytelników, którzy chcieliby tej metodzie zaufać, i dla tych, którzy chcą wzbogać swoje metody treningowe. Będzie o czym myśleć na długich wybieganiach. -
Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!
We wrześniu na rynku pojawiło się drugie wydanie książki autorstwa Jeffa Gallowaya – twórcy metody pokonywania maratonów marszobiegiem. Jednak nie przypadkowym, w sytuacji, gdy biegacz przeliczył się ze swoimi siłami i zaczął iść na 35. kilometrze. Metoda ta zakłada przeplatanie biegu z marszem od samego początku aż do końca i można dzięki niej osiągać bardzo dobre wyniki. W drugim wydaniu książki “Bieganie metodą Gallowaya” przeczytamy o tym jak zacząć biegać i jak przygotować się do biegów na popularnych dystansach – 5 km, 10 km i do półmaratonu.
Jeff Galloway to amerykański biegacz i trener, autor metody pokonywania długich dystansów pod postacią planowanego marszo-biegu. Rekordzista Stanów Zjednoczonych w biegu na 10 mil z 1973 roku z czasem 47.49. Od wielu lat prowadzi trening biegaczy-amatorów. Ma stałą rubrykę w amerykańskim wydaniu miesięcznika Runner’s World. Na czym polega jego nieoceniona dla debiutantów (i nie tylko!) metoda?
Oryginalna książka zawierała program treningowy do biegu na 10 km i do maratonu. Ponieważ Jeff napisał niedawno książkę w całości poświęconą maratonom, postanowił usunąć trening do maratonu z "Biegania metodą Gallowaya". Dodał natomiast program przygotowań do bardzo popularnych biegów od 5 km do półmaratonu.
Co znajdziemy w drugim wydaniu:
- Programy treningowe do biegu na 5 km i do półmaratonu.
- Omówienie kwestii pomiarów tętna jako składnika treningów.
- Koncepcję przerw na marsz na wszystkich dystansach.
- Informacje na temat treningów w skrajnym upale i zimnie.
- Rozdział poświęcony motywacji i treningowi mentalnemu.
- Informacje na temat odżywiania.
- Szczegółowe analizy kontuzji i ich leczenia, w tym dotyczących problemów z podeszwą stopy, takich jak zapalenie powięzi stopy i ostrogi piętowe, oraz specjalny raport na temat urazów pasma biodrowo-piszczelowego.
- Informacje o specjalnych potrzebach starszych biegaczy, z naciskiem na spalanie tłuszczu i znaczenie odpoczynku.
Wydawca obiecuje, że “Bieganie metodą Gallowaya” to lektura dla biegaczy na wszystkich szczeblach zaawansowania – kompletny przewodnik po świecie biegaczy. W książce znajdziemy programy treningowe do zawodów na trzech dystansach – 5, 10 i 21,097 km.
Książka sprzedała się już w ponad 400 000 egzemplarzy od swojego pierwszego wydania w roku 1984.
W najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać na www.polskabiega.pl wybrane rozdziały z książki.
![]() |
Newsletter |
![]() |
Bezdroża na Facebook'u |
|
Kanały RSS |
|
Bezdroża na YouTube |
|
Komunikator LiveChat |
![]() |
Chcę wydać książkę |
Brakuje Ci jakiegoś przewodnika lub innej publikacji podróżniczej?
Napisz nam o tym!























