Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "216" [2]

  1. 1
  2.  ... 
  1. baccs1

    Wybrzeże Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1

    Wybrzeże Chorwacji i Czarnogóry jest chętnie odwiedzane przez polskich turystów. Na rynku wydawniczym znajduje się wiele przewodników traktujących o tym rejonie. Swoją pozycję, poszerzoną o Słowenię, zaproponowało wydawnictwo Bezdroża

    Przewodnik-celownik „Wybrzeże Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry” podzielony jest na trzy działy (jak nietrudno się domyślić: Chorwację, Słowenię i Czarnogórę). Nazwy miejscowości czy atrakcji turystycznych takich jak parki narodowe, uporządkowano alfabetycznie, co ułatwia znalezienie potrzebnych informacji turyście nieorientującemu się w geografii danego kraju (w wielu przewodnikach miejscowości opisywane są w kolejności „geograficznej: z północy na południe lub z zachodu na wschód). Nazwy atrakcji i obiektów zostały wytłuszczone, a w przypadku muzeów podano także godziny otwarcia i ceny biletów, co jest dla turystów bardzo pomocną informacją. Niestety ceny kart wstępu podano tylko w częściach poświęconych Słowenii i Czarnogórze.

    Opisy zawarte w przewodniku są bardzo zwięzłe i zawierają tylko podstawowe informacje. Poszczególne rozdziały różnią się stylem – widać, że były pisane przez różnych autorów. W części dotyczącej Czarnogóry, oprócz opisów atrakcji turystycznych, znajdują się także wzmianki dotyczące kultury i charakteru danych miejscowości. Rozdział poświęcony Słowenii również przygotowany jest rzetelnie z pełną informacją o miejscach wartych zobaczenia. Konsekwentnie podano informacje o godzinach otwarcia obiektów i cenach biletów wstępu.
    Część traktująca o Chorwacji, chyba nadto skupia się na obiektach sakralnych w kraju. Zawiera bowiem sporo dokładnych informacji o kościołach, katedrach i kaplicach, ale pomija często inne ważne (pokusiłabym się o stwierdzenie, że o wiele ciekawsze!) atrakcje turystyczne. Na przykład w Splicie, oprócz świątyń i pałaców, nie znalazła się nawet wzmianka o górze-półwyspie Marjan, którą turyści tłumnie zdobywają malowniczymi uliczkami, szlakami rowerowymi lub poprzez wspinaczkę, podziwiając przy tym piękną panoramę miasta. Z niewyjaśnionych przyczyn zapomniano też o targu rybnym (Ribarnica), na którym można oglądać rożne rodzaje świeżo złowionych ryb, które zaraz znajdą się w kuchniach wielu restauracji i chorwackich domów; ani o plażach, których w Splicie jest całkiem sporo.
    Warto zauważyć, że wielu podróżnych przybywa do Zadaru nie po to, by odwiedzić wszystkie siedem obiektów sakralnych opisanych w przewodniku, ale by usłyszeć i zobaczyć sławne organy morskie (Morske orgulje), a po zmroku podziwiać instalację „Pozdrav Suncu” skonstruowaną z płyt symbolizujących układ słoneczny, które za dnia skupiają energię słoneczną, a po zmroku mienią się wszystkimi kolorami i oddają zgromadzoną energię w postaci strumienia pionowego światła.
    Warto by uzupełnić ‘Chorwację’ o informacje dotyczące promów płynących na wyspy i innych miejscowości na wybrzeżu oraz publicznego transportu danych krajów (autobusy, pociągi), a także możliwości dotarcia nad Adriatyk z Polski (połączenia lotnicze, kolejowe, autobusowe).
    Ciekawym rozwiązaniem przewodnika jest zamieszczenie praktycznych informacji „A-Z”, na końcu każdego z rozdziałów, który odsyła nas m.in. do lokalnej kuchni, godzin otwarcia aptek i sklepów oraz przepisów celnych.
    Niewątpliwym atutem przewodnika jest jego poręczny format, grzbiet spięty sprężynką oraz dwie zakładki połączone z okładką. Te ułatwienia sprawiają, że książeczka jest bardzo wygodna w użyciu. Prostym zabiegiem, który powoduje, że całość jest uporządkowana, jest układ stron: na stronach parzystych znajduje się tekst, a na nieparzystych – fotografie i mapki.
    Przewodnik-celownik „Wybrzeże Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry” warto polecić przede wszystkim turystom zaczynającym przygodę z tym regionem. Powinni być oni zadowoleni z pozycji wydawnictwa Bezdroża. Prosty i przejrzysty układ, poręczny format oraz zwięzłe i rzetelne informacje sprawiają, że przewodnik jest pomocnym kompanem podróży.

  2. Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

    Dziś trochę mniej o reklamie i marketingu, bo przecież nie tylko tym człowiek żyje. Jako że sam trochę sobie trenuję bieganie, często spotykam ludzi których marzeniem (przynajmniej chwilowym) jest rozpoczęcie przygody z bieganiem. Powodów jest wiele, przy czym zauważam popularną grupę czynników pchających ludzi do tego rodzaju aktywności: nadwaga, chęć zagospodarowania czasu, postanowienia noworoczne, zaimponowanie komuś bliskiemu, przejście na ‘dobrą stronę mocy’. Jaki by to nie był powód – każdy jest dobry by pokazać organizmowi, że może pracować na wysokich obrotach z ogromnymi korzyściami dla nas samych.

    Bieganie na poziomie amatorskim, dla lepszego samopoczucia nie jest same w sobie czymś czego nie potrafimy robić, wszak człowiek bardziej niż doBieganie metodą Gallowaya chodzenia, stworzony jest do biegania. W miarę czynne uczestnictwo w lekcjach wychowania fizycznego w szkole podstawowej i liceum powinno wystarczyć, by w miarę rozsądnie spędzić pierwsze kilkanaście (!) minut truchtając w przyjemnych dla oka okolicach. Co jednak, jeśli chcemy zrobić to lepiej lub na lekcje wf-u nie uczęszczaliśmy?

    W takich przypadkach zawsze warto skierować się do osób, które nie jedną setkę kilometrów przebiegły lub też sięgnąć do literatury. Tej na rynku nie brakuje i nie są to wcale pozycje z lat 80-tych, osnute gęstą pajęczyną. Z ręką na sercu osobom aspirującym do biegania mogę polecić książkę Jeffa Gallowaya “Bieganie metodą Galloway’a”. Nie jest to książka jedynie dla początkujących – porady dotyczące całego zagadnienia biegania znajdą tam zarówno amatorzy jak i zawodowcy. Polecam ją jednak początkującym z tego powodu, iż metoda którą przedstawia Galloway zakłada przeplatanie biegów z marszem, co w przypadku innych metod treningowych raczej nie ma miejsca. Początkującym będzie pewnie raźniej, jeśli w trakcie pierwszych treningów brak tchu będą mogli zniwelować kilkuminutowym marszem – w imię prawidłowego rozwoju oczywiście. Starsi, ukształtowani biegacze z dużym stażem z pewnością nie przestawią się na wykorzystanie tej metody, ponieważ byłaby ona dla nich po prostu nieefektywna, biorąc pod uwagę to, że trenują biegając w sposób ciągły. Poczytać może każdy, niemniej ukształtowany zawodnik Galloway’em raczej biegać nie będzie.

    Przeczytałem tę książkę w całości i chociaż sam nie korzystam z tej metody (staram się korzystać z porad zawartych w książkach Jerzego Skarżyńskiego – polecam równie gorąco!) uważam, że w przypadku kogoś kto zaczyna od zera, jest to jedna z dróg, którą można podążać na szczyt. Na szczyt, ponieważ treningi zakładające marsz w określonym przedziale czasu nie oddalają biegacza od osiągania świetnych wyników. Najlepszym tego przykładem jest sam autor tej książki, którego wyniki mogłyby zawstydzić wielu biegaczy ‘niemarszujących’ w trakcie treningów.

  1. 1
  2.  ...