Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "198" [20]

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ... 
  1. bekaco

    W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca

    "Każde marze­nie jest nam dane wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia"

    — te przy­ta­czane czę­sto słowa Richarda Bacha są praw­do­po­dob­nie sen­ten­cją, naj­le­piej odda­jącą sens życia człon­ków gli­wic­kiego Aka­de­mic­kiego Klubu Tury­stycz­nego „Watra” oraz towa­rzy­szą­cych im pasjo­na­tów odkry­wa­nia nie­za­pi­sa­nych wów­czas kart — swo­istego prze­wod­nika po kanio­nie rzeki Colca.



    Grupa owych podróż­ni­ków, kon­ty­nu­ując eks­plo­ra­cję kanionu roz­po­czętą w 1981 roku przez pol­ską wyprawę Cano­an­des — 79, osta­tecz­nie w 2009 roku zre­ali­zo­wała swój cel, który następ­nie stał się impul­sem do napi­sa­nia książki W uści­sku żywio­łów. El Con­dor Rio Colca.



    Sta­nowi ona formę pew­nego rodzaju pamięt­nika, który niczym rwąca rzeka, porywa czy­tel­nika w nie­bez­pieczną, ale piękną podróż na… „koniec świata”.



    "Przez cały czas trzy­mamy się koryta rzeki, poru­sza­jąc się dnem kanionu, wąskiego, krę­tego i bar­dzo głę­bo­kiego, przez co nie widzimy słońca i cały czas jeste­śmy w cie­niu przy tem­pe­ra­tu­rze wody wyno­szą­cej tylko 5°C. Wszyst­kie moż­liwe trud­no­ści, zamiast roz­ło­żyć się na 20 km, zgro­ma­dziły się na tym krót­kim odcinku. Jest naprawdę wyma­ga­jący i trudny tech­nicz­nie. Satys­fak­cję daje nam fakt, że na całej jego dłu­go­ści nigdzie nie widzimy śladów człowieka"



    Czy jest bowiem coś wspa­nial­szego, niż radość z prze­zwy­cię­że­nia pię­trzą­cych się, jak głazy kanionu trud­no­ści, nie­bez­pie­czeństw, prze­ciw­no­ści i wła­snych sła­bo­ści? Chyba nie.



    Wzo­ru­jąc się na boha­te­rach książki, należy chyba tylko okre­ślić swoje cele i kon­se­kwent­nie je reali­zo­wać, pamię­ta­jąc cią­gle przy tym, że:



    „Świat ustę­puje z drogi temu, kto wie, dokąd zmie­rza”

  2. Bałkany. Bośnia i Hercegowina, Serbia, Kosowo, Macedonia, Albania. Wydanie 4

    Wydawnictwo Bezdroża po raz trzeci wznowiło przewodnik prezentujący polskiemu turyście pakiet niezbędnych i przydatnych informacji dotyczących podróży po wybranych krajach Półwyspu Bałkańskiego

    Przewodnik po Bałkanach wydawnictwa Bezdroża to niewątpliwie niezbędnik do pierwszej wyprawy po całych Bałkanach Zachodnich. Warto o tym wspomnieć na początku, gdyż nie należy się spodziewać w przewodniku opisu wszystkich krajów bałkańskich (na Półwyspie Bałkańskim leżą przecież także Bułgaria, Chorwacja i Grecja, a część specjalistów zalicza tu także Turcję, Rumunię a nawet Mołdawię). Stąd uzasadniona jest też dygresja, iż wiele osób mylnie używa pojęcia „Bałkan” w stosunku do „Bałkanów”. Te pierwsze oznacza bowiem masyw górski, zwany również Starą Planiną (lub Płaniną, w zależności od języka), który niemal w całości leży na terytorium Bułgarii (fragment pasma znajduje się także w Serbii), a więc na Bałkanach Wschodnich. Sam termin „Bałkan” jest pojęciem pierwotnym w stosunku do nazwy całego Półwyspu.

    Przewodnik, jak nietrudno się domyśleć, podzielony jest na 5 części, w którym każda opisuje poszczególny kraj regionu. Całość, jak i poszczególne części zostały przygotowane w sposób pieczołowity i skrupulatny, co znajduje uzasadnienie w kolejnym, poprawionym wydaniu.
    Miłośnika samodzielnie uprawianej turystyki, niewątpliwie ucieszy przejrzysty i przemyślany podział informacji o przyjeździe do kraju (a także alternatywnym powrocie, by móc zobaczyć jak najwięcej miejsc i okazałości), wyżywieniu, czy możliwości noclegu. Tego zaś, który korzysta z usług biura podróży, a chce samodzielnie zaspokoić swoją ciekawość i odwiedzić miejsca nietypowe, czy spróbować nawiązać kontakt z lokalną ludnością, ucieszą informacje o miejscowych zwyczajach (np. napiwek, czy palenie papierosów). Przewodnik dostarczy też turyście niezbędnej informacji o zasadach bezpieczeństwa (nie tylko podczas jazdy samochodem, ale także czy przechodzeniu przez jezdnię) i uczuli przed potencjalnymi zagrożeniami. Miłośników oryginalnych pamiątek poprowadzi też tam, gdzie można kupić charakterystyczne dla regionu wyroby, także alkoholowe.
    Całość pomyślana jest tak, by podróżującemu zapewnić niezbędną wiedzę geograficzną, przyrodniczą, historyczną, polityczną, gospodarczą i przede wszystkim kulturową (język, religia, architektura, sztuka, muzyka, literatura, film, kuchnia). Wytrwały czytelnik zanim dotrze do wybranego przez siebie kraju, dojrzy przed sobą i poczuje wszystkimi zmysłami, że czeka na niego przygoda, jakiej nie zaznałby w innych zakątkach Europy i Świata.

    Pod względem merytorycznym rozdziały opisujące Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Kosowo i Serbię nie budzą większych zastrzeżeń. Widać, jak na dłoni, że redaktorzy poświęcili już tym krajom kawałek swojego życia (cześć z nich nawet mieszka tam od pewnego czasu) i umiejętnie opisuje miejsca warte obejrzenia. W zapartym tchem czyta się opisy po Albanii i Kosowie, które zredagowane zostały przez osoby mające niewątpliwy dar odnajdywania szczegółów i niuansów. Części te są bogate w humorystyczne anegdoty, tylko zachęcające do odwiedzin tej części Półwyspu Bałkańskiego.
    W rozdziałach poświęconych Bośni i Hercegowinie oraz Kosowu cieszy wyważony język opisu najnowszej historii, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę żywą jeszcze w sercach tragedię miejscowej ludności
    Niestety zawodzi część opracowania traktująca o Macedonii, która została przygotowana w oparciu o wiedzę słownikową (choć i tej chwilami brak – nie dowiemy się np., że Ochryd od 1980 r. jest miastem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO) a sam autor wielokrotnie wyraża się w sposób niejasny, stereotypowy i krzywdzący dla mieszkańców tego pięknego kraju.

    Bardzo pomysłowym i przydatnym elementem przewodnika jest zamieszczony na końcu słowniczek, w językach bośniackim, serbskim, macedońskim i albańskim. Ich redakcja nie budzi wątpliwości językoznawczych, ani redakcyjnych. Znakomicie pomyślany jest też sam projekt okładki, składanej do wewnątrz, gdzie swoje miejsce znalazł niezbędnik turystyczny. Na wypadek nie przewidzianych sytuacji, mamy tam umieszczone przydatne zwroty, adresy polskich placówek dyplomatycznych, godziny otwarcia ważniejszych obiektów, telefony kierunkowe, czy przelicznik walut.

    Cały przewodnik jest niewątpliwie godny polecenia, gdyż nie tylko zachęca do odwiedzin Bałkanów (Zachodnich), ale sprawia, że kraje tam opisane stają się bliższe sercu polskiemu turyście i globtroterowi.

    balkanistyka.org, Łukasz Fleischerowicz, 2012-01-15
  3. Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu

    Kiedy myślisz 'żeglarz', co przychodzi Ci do głowy? Przystojny mężczyzna pokroju Mateusza Kusznierewicza, doskonale umięśniony, pięknie opalony, o włosach rozjaśnionych przez słońce, zakochany w morzu bez pamięci... Być może Cię rozczaruję, ale wilk morski z książki "Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu", Steven Callahan, kompletnie do tego opisu nie pasuje. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziesz poniżej.

    Steven Callahan urodził się 6 lutego 1952 roku w Stanach Zjednoczonych. Jego największą pasją jest żeglarstwo, toteż żyje zgodnie ze zdaniem wypowiedzianym przez jednego z jego bohaterów literackich: 'Potrzebujesz Matki Ziemi, ale kochasz Morze'. Jako uzdolniony projektant łodzi i architekt statków sam zbudował sobie swój ukochany jacht, "Napoleon Solo", na którym wyruszył w samotny rejs z Wysp Kanaryjskich na Karaiby w 1982 roku. Kiedy jego łódź po sześciu dniach od rozpoczęcia rejsu tonie (zabierając mu prawie wszystko, co posiadał i co było potrzebne do przeżycia), Steven dryfuje przez 76 dni po Atlantyku na tratwie pneumatycznej (nazwanej Gumową Kaczuszką III) dokładnie relacjonując, jak sobie radził, co jadł, co pił, słowem - jak żył.

    Książka Callahana to niezwykłe świadectwo woli życia. To pokładowe zapiski człowieka, dotyczące jego zdrowia fizycznego i psychicznego, kondycji tratwy, ilości jedzenia i wody. Steven przez ten cały długi okres miał do czynienia z wyjącym dookoła wiatrem, wilgocią, uderzającymi w plecy falami (dochodzącymi nawet do 10 metrów), przejmującym zimnem w nocy i trudnym do zniesienia upałem w dzień. Jego wiernymi towarzyszami niedoli były rekiny, morświny, koryfeny, rogatnice, latające ryby i małe skorupiaki, stanowiące część jego pożywienia lub też polujące na niego. Co ciekawe, na koniec swej odysei oceanicznej wszystkie te stworzenia traktował jak wiernych przyjaciół i żal mu było się z nimi rozstawać...

    Nie ukrywam, iż początkowo książka ta mnie męczyła. Niewielka czcionka, fachowe słownictwo, perspektywa przeczytania ponad 200 stron o tym, jak jakiś facet samotnie dryfuje po morzu. Zastanawiałam się, o czym on będzie pisał? Bałam się, że pewnie wciąż będą się przewijały te same zwroty: strach, sztorm, burze, woda, wiatr, i że powieje nudą. Pomyliłam się. Callahan napisał piękną, prawdziwą i poruszającą powieść. Na dodatek tak sugestywną, że wydawało mi się, iż jestem na jego nieszczęsnej tratwie razem z nim. Dokładne opisy problemów z jakimi przyszło mu się zmierzyć i jak sobie poradził, nie mając do dyspozycji praktycznie żadnych narzędzi, oraz świetne ilustracje (dokumentujące przykładowo ewolucję kuszy czy podstawy nawigacji) zasługują na podziw i uznanie. Podobnie jak świadomość, ile wycierpiał, gdy do jego licznych pęcherzy, ran i otarć dostawała się słona woda... Ta niewiarygodna historia jest dowodem na to, że marzenia dają człowiekowi siłę, by przetrwać nawet w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Callahan nie liczył, że ktoś mu pomoże (nie ma się co dziwić - jego tratwę minęło 9 statków), ale sam się ratował. Wiedział, że mimo świetnego przygotowania i doskonałego wyposażenia, by przeżyć potrzebne mu szczęście, dlatego na każdym kroku mu pomagał. Kiedy w chwilach zwątpienia, rezygnacji i ogromnego smutku po policzku lały mu się łzy, szybko je ocierał, nie pozwalając, by do jego monotonnej egzystencji wkradło się zwątpienie, że może tę nierówną walkę z naturą i samym sobą kiedykolwiek przegrać.

    Polecam tę książkę każdemu, kto zdaje sobie sprawę z tego, że wszyscy codziennie (w różnym stopniu oczywiście) walczymy o przetrwanie; że każdy z nas jest mniej lub bardziej doświadczany przez los i tylko od niego zależy, czy swoją walkę wygra. Autor dedykuje swoją opowieść wszystkim ludziom na świecie, którzy wiedzieli, wiedzą lub będą wiedzieć, co znaczy cierpienie, desperacja lub samotność, a na jej końcu pisze:

    "Nie przestałem żeglować. Morze pozostaje najbardziej odludnym miejscem na świecie. Według mnie podróżowanie przez odludzie, nieważne czy pełne drzew, czy fal, jest kluczowe dla rozwoju i dojrzewania ludzkiej duszy. To na odludziu możesz odkryć, kim naprawdę jesteś, poprzez stawianie czoła wyzwaniom świata, w którym grubość portfela nie ma znaczenia, a miernikiem wartości stają się twoje umiejętności." (str. 220)

    Życzę Ci więc, by Twoje umiejętności były adekwatne do bitwy, jaką przychodzi Ci stoczyć każdego dnia...

  4. W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca

    Chyba każdy przyzna słuszność stwierdzeniu, że warto mieć pasje i marzenia oraz dążyć do ich realizacji. Ale czy urzeczywistnienie marzeń powinno odbywać się za wszelką cenę? Co zrobić, jeśli stajemy przed wyborem: pasja czy rozsądek? A jeżeli odniesiemy na jakimś polu porażkę, czy warto podejmować kolejną próbę?
    Przed takimi dylematami stanęli wielcy pasjonaci, marzyciele, podróżnicy i zdobywcy – bohaterowie książki Krzysztofa Mrozowskiego „W uścisku żywiołów”.
    Jeszcze stosunkowo do niedawna peruwiański kanion Colca, uznany przez National Geographic Society za najgłębszy kanion na Ziemi, był terenem dziewiczym, niezdobytym w pełni przez człowieka. Jego eksplorację rozpoczęli w 1981 r. polscy kajakarze z grupy Canoandes-79, jednak nie udało im się w całości przebyć kanionu. Udało się tego dokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Jak można dowiedzieć się z jego książki, nie było to wcale proste… Autor opisuje w niej dwie wyprawy – dwa podejścia do zdobycia kanionu Colca: w 2008 i w 2009 r. Jako ich uczestnik, opowiada o nich w pierwszej osobie, dzięki temu mamy tu relację „z pierwszej ręki”.
    W 2008 r. członkowie gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego „Watra” ruszają na podbój kanionu Colca. Choć spodziewali się, że łatwo nie będzie, warunki, jakie zastali w tym miejscu, zaskoczyły ich. Pokazały, że podróżnicy nie są dostatecznie przygotowani na taką wyprawę. I właśnie wówczas stanęli oni przed wyborem: iść naprzód, podążając za swymi marzeniami, lecz podejmując ryzyko, czy też przełknąć gorycz porażki i kierując się rozsądkiem, zawrócić. Uczestnicy wyprawy wybrali to drugie. Ale ze swych marzeń nie zrezygnowali. Można powiedzieć, że przegrali bitwę, ale nie wojnę. W 2009 r. ,w częściowo zmienionym składzie grupy, podjęli ponowną próbę pokonania kanionu Colca i odnieśli spektakularne zwycięstwo. Książka K.Mrozowskiego „W uścisku żywiołów” jest dokładną relacją z obu tych wypraw. Autor opisuje mozolną wędrówkę zdobywców niemal krok po kroku. Dzięki temu możemy uświadomić sobie, jak trudne, prawie graniczące z cudem, było przejście kanionu Colca. Ta podróż to nie była wycieczka turystyczna. To była wyprawa wypełniona zmaganiem się z żywiołami i walką z własnymi słabościami. Krzysztof Mrozowski pisze, że on wraz ze swymi towarzyszami musieli wręcz „wydzierać” kanionowi metr za metrem. Wypowiada się on w książce także w ten sposób: „Każdy dzień w kanionie, zamiast przynosić oczekiwaną przyjemną przygodę życia, zmuszał nas do walki o przetrwanie”. W innym miejscu autor pisze też: „Kanion stał się naszą golgotą, a każdy dzień w nim był wyniszczającą drogą przez mękę”.
    Książka „W uścisku żywiołów” jest świadectwem tej pełnej niebezpieczeństw walki. Autor bowiem opisuje przebieg obu wypraw w tak plastyczny, obrazowy sposób, że możemy niemal wczuć się w sytuację bohaterów książki. Krok po kroku przedzieramy się z uczestnikami wyprawy przez kanion. Czujemy lodowaty dotyk wody w rzece i przejmujący chłód wiatru. Odczuwamy wraz z nimi zmęczenie i ból. Razem z bohaterami książki przeżywamy momenty zwątpienia i rezygnacji. Czujemy gorycz porażki, ale też ostateczny słodki smak zwycięstwa.
    To wspaniała zasługa autora książki, że potrafił słowami oddać w niej klimat tamtych wypraw. Czytając ją, odczuwałam najwyższy podziw i szacunek dla tych ludzi – za to, że potrafili w pewnym momencie dokonać niełatwego dla nich wyboru, że po pierwszej porażce nie załamali się, lecz podjęli kolejną próbę, że udało im się dokonać tego, co wydawało się niemożliwe. Książkę „W uścisku żywiołów” charakteryzuje imponujące bogactwo językowe. Autor pisze pięknym stylem, a opisy miejsc, zdarzeń i sytuacji niesamowicie działają na wyobraźnię. To wszystko sprawia, że lektura tej opowieści jest wielką przyjemnością.
    Dopełnieniem książki są piękne, barwne zdjęcia, będące migawkami z wypraw. Ukazują one potęgę i majestat kanionu Colca. Są też świadectwem tego, w jak ekstremalnie trudnych warunkach zdobywcy kanionu realizowali swoje największe marzenie życia.
    „Życie jest sztuką wyboru” – pisze Krzysztof Mrozowski. Jego książka udowadnia, że życie nieraz daje człowiekowi lekcję pokory i od niego zależy, czy będzie umiał tę lekcję odpowiednio przyjąć i wykorzystać.
    Dla mnie ta niezwykła opowieść była pasjonującą lekturą. Zawarte w książce relacje wywarły na mnie ogromne wrażenie i zawładnęły moją wyobraźnią. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać i gorąco zachęcam do tego wszystkich. Naprawdę warto wyruszyć wraz z bohaterami książki na podbój kanionu Colca.

  5. Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

    We wrześniu na rynku pojawiło się drugie wydanie książki autorstwa Jeffa Gallowaya – twórcy metody pokonywania maratonów marszobiegiem. Jednak nie przypadkowym, w sytuacji, gdy biegacz przeliczył się ze swoimi siłami i zaczął iść na 35. kilometrze. Metoda ta zakłada przeplatanie biegu z marszem od samego początku aż do końca i można dzięki niej osiągać bardzo dobre wyniki. W drugim wydaniu książki “Bieganie metodą Gallowaya” przeczytamy o tym jak zacząć biegać i jak przygotować się do biegów na popularnych dystansach – 5 km, 10 km i do półmaratonu.



    Jeff Galloway to amerykański biegacz i trener, autor metody pokonywania długich dystansów pod postacią planowanego marszo-biegu. Rekordzista Stanów Zjednoczonych w biegu na 10 mil z 1973 roku z czasem 47.49. Od wielu lat prowadzi trening biegaczy-amatorów. Ma stałą rubrykę w amerykańskim wydaniu miesięcznika Runner’s World. Na czym polega jego nieoceniona dla debiutantów (i nie tylko!) metoda?



    Oryginalna książka zawierała program treningowy do biegu na 10 km i do maratonu. Ponieważ Jeff napisał niedawno książkę w całości poświęconą maratonom, postanowił usunąć trening do maratonu z "Biegania metodą Gallowaya". Dodał natomiast program przygotowań do bardzo popularnych biegów od 5 km do półmaratonu.



    Co znajdziemy w drugim wydaniu:
    - Programy treningowe do biegu na 5 km i do półmaratonu.
    - Omówienie kwestii pomiarów tętna jako składnika treningów.
    - Koncepcję przerw na marsz na wszystkich dystansach.
    - Informacje na temat treningów w skrajnym upale i zimnie.
    - Rozdział poświęcony motywacji i treningowi mentalnemu.
    - Informacje na temat odżywiania.
    - Szczegółowe analizy kontuzji i ich leczenia, w tym dotyczących problemów z podeszwą stopy, takich jak zapalenie powięzi stopy i ostrogi piętowe, oraz specjalny raport na temat urazów pasma biodrowo-piszczelowego.
    - Informacje o specjalnych potrzebach starszych biegaczy, z naciskiem na spalanie tłuszczu i znaczenie odpoczynku.



    Wydawca obiecuje, że “Bieganie metodą Gallowaya” to lektura dla biegaczy na wszystkich szczeblach zaawansowania – kompletny przewodnik po świecie biegaczy. W książce znajdziemy programy treningowe do zawodów na trzech dystansach – 5, 10 i 21,097 km.



    Książka sprzedała się już w ponad 400 000 egzemplarzy od swojego pierwszego wydania w roku 1984.



    W najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać na www.polskabiega.pl wybrane rozdziały z książki.

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ...