Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "197" [10]

  1. 1
  2. 2
  3.  ... 
  1. bekaco

    W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca

    W 2008 r młodzi podróżnicy postanowili uczcić półwiecze gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego "Watra" i odkryć tajemnice niezbadanego do końca najgłębszego kanionu na Ziemi – kanionu Colta. Do przebycia było 20 km nieznanego nikomu odcinka, na który jak się okazało członkowie „Watry” nie byli gotowi – braki sprzętowe spowodowały przerwanie eksploracji. Nie był to jednak koniec. Za rok gliwiczanie powrócili do kanionu z lepszym sprzętem.

    Niezwykły zapis wędrówki w ekstremalnych warunkach jest nadzwyczaj wartościowy poznawczo – istnienie kanionu człowiek odkrył dopiero w 1931 i to jedynie poprzez zdjęcia robione z pokładu samolotu. Pierwsze zejście na dno kanionu odbyło się w 1975, w latach 80. Polacy pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego i Piotra Chmielińskiego kilkakrotnie organizowali wyprawy kajakowe do kanionu, nadając jako pierwsi odkrywcy wiele nazw, ale odcinek od wioski Madrigal do San Galle, zwany Cruz del Condor pozostawał nieodkryty do XXI wieku. Udało się go pokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Choć pierwsze podejście skończyło się fiaskiem, w drugim Polacy dopięli swego.

    Książka trzyma w napięciu, bo eksploracja dziewiczego zakątka Andów była niezwykle trudna. Opowieść Krzysztofa Mrozowskiego, upamiętniająca to osiągnięcie zawiera zapis zmagań człowieka z nieokiełznaną przyrodą, która przypominała walkę o przeżycie. Polacy udowadniają siłę swoich charakterów, podchodząc dwukrotnie do zdobycia ostatniego dziewiczego kawałka świata. Bohaterowie imponują wytrwałością, ale też wielką pokorą. Nie kusi ich rywalizacja z konkurencyjną, medialną wyprawą. Dążą do celu, ale nie po trupach - pokonują przeszkody, chwile zwątpienia i ból z godnością i rozsądkiem.

    Warto zwrócić też uwagę na piękne fotografie, dokumentujące wyprawę. Oddają wspaniale atmosferę i klimat miejsca. Po ich obejrzeniu ma się ochotę wybrać się do tego wspaniałego, tajemniczego miejsca.

    Jestem pełna podziwu dla uczestników wyprawy za dokonanie rzeczy dotąd niemożliwej. Lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie.

    Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom.

  2. Żagle nad pustynią. Z wiatrem przez Gobi

    Mongolii nie da się „zwiedzać” ani tym bardziej „zaliczać”, w Mongolii po prostu się „jest”. Doświadcza się jej, poznaje, smakuje. Od jej stepowych i pustynnych mieszkańców nie należy wymagać zbytniej punktualności czy pośpiechu, czas jest w tamtych warunkach sprawą umowną.

    Mongolia mnie przyciąga. Znam ją tylko z książek, filmów i zdjęć, ale wzrusza mnie sam widok kadrów, czuję się tak, jak gdybym już kiedyś chodziła po tamtych stepach, widziała pustynię Gobi. Dziwne to uczucie i mam nadzieję kiedyś naprawdę zobaczyć nad sobą bezkres błękitnego nieba w tym kraju stepów i koczowników. Podobno nigdzie indziej gwiazdy nie są nocą tak widoczne, dzięki czystości powietrza w bezchmurne noce widać je jak na dłoni. Jedyne co mnie odrobinę zniechęca to tamtejsza kuchnia. Oparta na mięsie a właściwie składająca się niemal w całości z produktów mięsnych i mlecznych, ze znikomą ilością warzyw. Przyszłoby mi więc chyba jechać z pokaźnych rozmiarów wałówką i gimnastykować się za każdym razem, by nikogo nie obrazić odrzucając oferowaną gościnność w postaci parującej wątroby czy innego fragmentu zwierzaka. Co ciekawe, bardzo popularne w Mongolii są… polskie surówki firmy Urbanek! W swojej książce „Żagle nad pustynią. Z wiatrem przez Gobi” Anna Grebieniow podaje nawet, że nazwa firmy stała się właściwie synonimem słowa „surówka” w języku mongolskim. W książce znajduje się więcej tego rodzaju ciekawostek dotyczących mongolskiej kultury i przyrody, a także porywających opisów piękna tego dość nieprzychylnego kraju i jego cudownie gościnnych mieszkańców.

    Przede wszystkim jest to jednak opis niecodziennej podróży odbytej przez garstkę przyjaciół na żaglowozach przez pustynię Gobi. Przygoda zaczęła się już w 1978, kiedy Wojciech Skarżyński zainicjował pierwszą podróż tego rodzaju. Na dwóch napędzanych wiatrem pojazdach będących połączeniem trójkołowego wozu i żaglówki (jeden żaglowóz mieści jednego pilota oraz może przewozić pasażera w zamocowanej z boku siatce) polsko-mongolska ekspedycja przemierzyła pustynię. Blisko trzydzieści lat później na informacje o tamtej wyprawie natrafiła Ania Grebieniow, zainteresowana Mongolią podróżniczka. Efekt jej spotkania z „pionierem”, dwóch osób pełnych zapału, inspirujących się nawzajem, mógł być tylko jeden – zapadła decyzja o powtórzeniu wyczynu, w trzydziestą rocznicę podróży Polaków. Czytelnik towarzyszy przyszłym „żaglonautom” już od momentu powzięcia decyzji o wyprawie. Z ciekawością czytałam o przygotowaniach do wyjazdu, konstruowaniu żaglowozu Gobi-3 (Gobi-1 został pozostawiony w Mongolii po pierwszej podróży), szukaniu sponsorów i planowaniu trasy. Następnie trzon załogi wyruszył koleją transsyberyjską do Mongolii, a uczestnicy fragmentów podróży (Wojtek Skarżyński, brat Ani Bogdan i kilkoro innych znajomych bądź członków rodziny) miało dolecieć samolotem w odpowiednim czasie. Ducha przygody czuć na kartach książki już od pierwszej strony, a jest to dopiero preludium przed samą pustynną wyprawą.

    Na „Żagle nad pustynią” składają fragmenty dziennika podróży pisanego przez Anię, jej relacja już z pewnej perspektywy czasu, wspomnienia pozostałych członków ekspedycji oraz mnóstwo informacji i ciekawostek dotyczących samej Mongolii. Nie zabrakło też opowieści Skarżyńskiego o pionierskiej wyprawie. Jej inicjator pracował wówczas jako rekonstruktor prehistorycznych zwierząt i do Mongolii podróżował właśnie na wyprawy paleontologiczne. Dzięki temu w książce znalazły się także informacje o polskich pracach wykopaliskowych na terenie Mongolii, a sami żaglonauci dali się porwać fascynującym opowieściom Skarżyńskiego i sami mieli nadzieję na odnalezienie szczątków pradawnego gada… Z szacunkiem wspomina też Skarżyński napotkanych przeszło trzydzieści lat temu Mongołów, ich codzienność i mentalność, która polskiemu podróżnikowi niezwykle przypadła do gustu. Niespieszący się ludzie, niezwykle gościnni i pogodni wydają się być wręcz ucieleśnieniem stepu. Zbliżone odczucia mają jego młodzi następcy – mimo że na step dociera nowoczesność i z niemal każdej jurty wystaje talerz anteny satelitarnej, mieszkańcy Mongolii się nie zmieniają, zachowując swe pozytywne cechy. Oczywiście „Żagle nad pustynią” to książka podróżniczo-przygodowa, nie ma w niej więc próby scharakteryzowania mongolskiego społeczeństwa z jego problemami. To jedynie barwna relacja o ludziach, których żaglonauci napotkali na swojej drodze.

    Przyjemnie czyta się tę bogato ilustrowaną historię o podróży, determinacji i chęci spełniania marzeń. Znalazłam tam niejedną zupełnie nową dla siebie ciekawostkę, a opisy przyrody i krajobrazu przybliżają stepowo-pustynny kraj nie mniej, niż zdjęcia. Ania Grebieniow potrafi pisać i jest to duży komplement – dziś sporo jest wydawanych relacji z podróży młodych Polaków, niestety nie zawsze talent idzie w parze z inspirującymi pomysłami i podróżniczym doświadczeniem. Nawet niezwykle przeze mnie lubiana Kinga Choszcz w swojej pierwszej książce nie do końca radzi sobie z opisami. Gdybym miała natomiast szukać minusów… Cóż, sprawa szalenie indywidualna, ale książka mnie nie porwała. Biorąc pod uwagę, że „Żagle…” dotyczą Mongolii, po ich przeczytaniu powinnam zapłonąć natychmiastowym pragnieniem wybrania się w tamte miejsca. Tymczasem książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem, ale bez większych emocji. Nie zainspirowała mnie. Być może chodzi o środek transportu, może o dość mimo wszystko anonimowych podróżników… Nie mam pojęcia. Jest to więc sprawa osobistego odbioru i nie wpływa ona na fakt, że książkę polecam każdemu czytelnikowi interesującemu się Mongolią i podróżami. Sympatia do żeglowania liczy się na dodatkowy plus!

  3. Żagle nad pustynią. Z wiatrem przez Gobi

    Żeglować można po wodzie, po lodzie i po lądzie. Ta ostatnia forma żeglarstwa jest najrzadziej spotykana, choć wykazuje tendencje rozwojowe. Znana była już w starożytnym Egipcie, a możliwości żaglowego napędu w transporcie kołowym Chńczycy wykorzystywali w VI wieku. Do Europy pomysł ten trafił dopiero tysiąc lat później, ale nie znalazł profesjonalnych zastosowań. Współcześnie żaglowozy można czasem spotkać na plażach Zachodniej Europy po odpływie oraz na niektórych wyschniętych jeziorach, np. w Ameryce Północnej. Polacy zatrudnieni w Libii żeglowali nimi w wolnym czasie po Sacharze. W b. ZSRR też organizowano rajdy żaglowozami w okolicach Morza Kaspijskiego. Ale dwie największe wyprawy żaglowozami, na trasach rzędu 1000 km miały miejsce na mongolskiej pustyni Gobi. Pierwszą z nich zorganizował na dwóch żaglowozach w 1978 r. Wojciech Skarżyński, który brał udział w prowadzonych tam badaniach palentoologicznych. W 2008 roku jego śladem podążyła Anna Grebieniow, a zrealizowaną wyprawę opisała w książce „ Żagle nad pustynią – Z wiatrem przez Gobi”.

    Ładnie wydana, bogato ilustrowana unikatowymi zdjęciami książka jest barwnym opisem przygód uczestników wyprawy. Przeplatają go wspomnienia z tej pierwszej, pionierskiej eskapady z przed 30 lat, jak też liczne wstawki na temat historii Mongolii, życia jej mieszkańców, ich kultury, zwyczajów, wierzeń, flory i fauny itp. – jak to w każdej relacji z rejsu bywa. Ale rejs po lądzie nieczęsto się zdarza i chociażby dlatego warto sięgnąć po tę książkę.

  4. Żagle nad pustynią. Z wiatrem przez Gobi

    Pewnego razu grupka „szaleńców” wyruszyła na niecodzienną wyprawę: nad ich głowami łopot żagli, w uszach szum wiatru, a wokół niezmierzone, bezkresne morze… piasku. Niemożliwe? Książka Anny Grebieniow „Żagle nad pustynią. Z wiatrem przez Gobi” dowodzi, że jest to całkiem możliwe.
    Po raz pierwszy pustynię Gobi przemierzyła na żaglowozach w 1978 roku ekipa pod kierownictwem Wojciecha Skarżyńskiego. Trzydzieści lat później, w2008 roku, Anna Grebieniow chce powtórzyć ten wyczyn, składając jednocześnie hołd swym poprzednikom. Inspiracją do zorganizowania tej wyprawy była jej fascynacja Mongolią oraz znajomość, a potem przyjaźń z Wojtkiem Skarżyńskim.
    Jak możemy przeczytać w książce, samo przygotowanie takiej wyprawy nie było prostym przedsięwzięciem. Trzeba było pokonać wiele rozmaitych trudności. Jednak entuzjazm uczestników i ich samozaparcie sprawiły, że sprawa zaczęła nabierać coraz większego tempa. I tak wkrótce ekipa Ani Grebieniow wyrusza w drogę – najpierw do Moskwy, potem koleją transsyberyjską do Irkucka, stamtąd już do Mongolii i na pustynię Gobi, gdzie zaczyna się prawdziwa przygoda.
    Dzięki narracji prowadzonej przez autorkę w formie zapisków opatrzonych dziennymi datami, możemy niemal dzień po dniu towarzyszyć uczestnikom wyprawy Gobi 2008 w ich niezwykłej podróży. A jak możemy się przekonać z lektury książki, także i w drodze nie brakowało różnorodnych trudności i przeszkód – od awarii sprzętu, po niesprzyjające warunki atmosferyczne: brak potrzebnego wiatru czy śnieg. Jednak uczestnicy wyprawy do wszystkich tego typu sytuacji starali się podchodzić z optymizmem.
    Oprócz relacji z wyprawy Gobi 2008 w książce Anny Grebieniow znajdziemy również wspomnienia Wojciecha Skarżyńskiego z jego wyprawy z 1978 roku oraz wiele ciekawych informacji na temat Mongolii. Możemy więc tu przeczytać o zwierzętach, roślinności i zjawiskach atmosferycznych, charakterystycznych dla tego kraju, jak również o jego mieszkańcach. Poznamy piękne legendy związane z Mongolią oraz tradycyjne tamtejsze potrawy. Obejrzymy także bardzo ciekawe fotografie, które przeniosą nas do przedstawionych na nich miejsc.
    To wszystko sprawia, że książka Anny Grebieniow jest nie tylko interesującą relacją z pełnej przygód i emocjonujących przeżyć podróży, ale także, a może przede wszystkim wspaniałą, fascynującą opowieścią o Mongolii – o jej różnorodności, pięknie i magii, o niezwykłej życzliwości i przyjaznym nastawieniu jej mieszkańców.
    W książce czytamy: ”Mongolii nie da się „zwiedzać” ani tym bardziej „zaliczać”, w Mongolii po prostu się „jest”. Doświadcza się jej, poznaje, smakuje”.
    My, jako czytelnicy książki „Żagle nad pustynią”, mamy okazję przynajmniej w jakimś stopniu posmakować Mongolii. Autorka potrafiła bowiem wspaniale oddać słowami atmosferę towarzyszącą przygotowaniom do podróży oraz samej wyprawie. Czytając jej książkę, chłoniemy wręcz klimat opisywanych miejsc i piękno widoków. Poza tym czytelnikowi udzielają się emocje i uczucia uczestników wyprawy związane z ich poznawaniem Mongolii, zaś opisy pustyni i stepów mongolskich wywołują pragnienie ujrzenia tych miejsc na własne oczy.
    Świadczy to o wysokim poziomie warsztatu językowego oraz o kunszcie pisarskim autorki, co, zważywszy, że jest to jej debiut literacki, tym bardziej zasługuje na uznanie.
    Książka „Żagle nad pustynią” urzeka, przenosząc czytelnika w zupełnie inny świat. Anna Grebieniow opowiada w niej tak barwnie, żywo i zajmująco, że czyta się ją z ogromną przyjemnością, zaś ostatnią stronę odwraca się z żalem – tak było w moim przypadku.
    Dlatego uważam, że warto tę książkę nie tylko przeczytać, ale też posiadać w swojej biblioteczce, by kiedyś móc powrócić do pustynnej przygody pod żaglami.
    Ja cieszę się, że „Żagle nad pustynią” stoją na mojej półce i zapraszam wszystkich do udziału w literackiej wyprawie z wiatrem przez Gobi.

  5. Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

    We wrześniu na rynku pojawiło się drugie wydanie książki autorstwa Jeffa Gallowaya – twórcy metody pokonywania maratonów marszobiegiem. Jednak nie przypadkowym, w sytuacji, gdy biegacz przeliczył się ze swoimi siłami i zaczął iść na 35. kilometrze. Metoda ta zakłada przeplatanie biegu z marszem od samego początku aż do końca i można dzięki niej osiągać bardzo dobre wyniki. W drugim wydaniu książki “Bieganie metodą Gallowaya” przeczytamy o tym jak zacząć biegać i jak przygotować się do biegów na popularnych dystansach – 5 km, 10 km i do półmaratonu.



    Jeff Galloway to amerykański biegacz i trener, autor metody pokonywania długich dystansów pod postacią planowanego marszo-biegu. Rekordzista Stanów Zjednoczonych w biegu na 10 mil z 1973 roku z czasem 47.49. Od wielu lat prowadzi trening biegaczy-amatorów. Ma stałą rubrykę w amerykańskim wydaniu miesięcznika Runner’s World. Na czym polega jego nieoceniona dla debiutantów (i nie tylko!) metoda?



    Oryginalna książka zawierała program treningowy do biegu na 10 km i do maratonu. Ponieważ Jeff napisał niedawno książkę w całości poświęconą maratonom, postanowił usunąć trening do maratonu z "Biegania metodą Gallowaya". Dodał natomiast program przygotowań do bardzo popularnych biegów od 5 km do półmaratonu.



    Co znajdziemy w drugim wydaniu:
    - Programy treningowe do biegu na 5 km i do półmaratonu.
    - Omówienie kwestii pomiarów tętna jako składnika treningów.
    - Koncepcję przerw na marsz na wszystkich dystansach.
    - Informacje na temat treningów w skrajnym upale i zimnie.
    - Rozdział poświęcony motywacji i treningowi mentalnemu.
    - Informacje na temat odżywiania.
    - Szczegółowe analizy kontuzji i ich leczenia, w tym dotyczących problemów z podeszwą stopy, takich jak zapalenie powięzi stopy i ostrogi piętowe, oraz specjalny raport na temat urazów pasma biodrowo-piszczelowego.
    - Informacje o specjalnych potrzebach starszych biegaczy, z naciskiem na spalanie tłuszczu i znaczenie odpoczynku.



    Wydawca obiecuje, że “Bieganie metodą Gallowaya” to lektura dla biegaczy na wszystkich szczeblach zaawansowania – kompletny przewodnik po świecie biegaczy. W książce znajdziemy programy treningowe do zawodów na trzech dystansach – 5, 10 i 21,097 km.



    Książka sprzedała się już w ponad 400 000 egzemplarzy od swojego pierwszego wydania w roku 1984.



    W najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać na www.polskabiega.pl wybrane rozdziały z książki.

  1. 1
  2. 2
  3.  ...