Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "193" [17]

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ... 
  1. bekaco

    W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca

    W 2008 r młodzi podróżnicy postanowili uczcić półwiecze gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego "Watra" i odkryć tajemnice niezbadanego do końca najgłębszego kanionu na Ziemi – kanionu Colta. Do przebycia było 20 km nieznanego nikomu odcinka, na który jak się okazało członkowie „Watry” nie byli gotowi – braki sprzętowe spowodowały przerwanie eksploracji. Nie był to jednak koniec. Za rok gliwiczanie powrócili do kanionu z lepszym sprzętem.

    Niezwykły zapis wędrówki w ekstremalnych warunkach jest nadzwyczaj wartościowy poznawczo – istnienie kanionu człowiek odkrył dopiero w 1931 i to jedynie poprzez zdjęcia robione z pokładu samolotu. Pierwsze zejście na dno kanionu odbyło się w 1975, w latach 80. Polacy pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego i Piotra Chmielińskiego kilkakrotnie organizowali wyprawy kajakowe do kanionu, nadając jako pierwsi odkrywcy wiele nazw, ale odcinek od wioski Madrigal do San Galle, zwany Cruz del Condor pozostawał nieodkryty do XXI wieku. Udało się go pokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Choć pierwsze podejście skończyło się fiaskiem, w drugim Polacy dopięli swego.

    Książka trzyma w napięciu, bo eksploracja dziewiczego zakątka Andów była niezwykle trudna. Opowieść Krzysztofa Mrozowskiego, upamiętniająca to osiągnięcie zawiera zapis zmagań człowieka z nieokiełznaną przyrodą, która przypominała walkę o przeżycie. Polacy udowadniają siłę swoich charakterów, podchodząc dwukrotnie do zdobycia ostatniego dziewiczego kawałka świata. Bohaterowie imponują wytrwałością, ale też wielką pokorą. Nie kusi ich rywalizacja z konkurencyjną, medialną wyprawą. Dążą do celu, ale nie po trupach - pokonują przeszkody, chwile zwątpienia i ból z godnością i rozsądkiem.

    Warto zwrócić też uwagę na piękne fotografie, dokumentujące wyprawę. Oddają wspaniale atmosferę i klimat miejsca. Po ich obejrzeniu ma się ochotę wybrać się do tego wspaniałego, tajemniczego miejsca.

    Jestem pełna podziwu dla uczestników wyprawy za dokonanie rzeczy dotąd niemożliwej. Lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie.

    Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom.

  2. Afryka. Przekrój podłużny. Rowerowe safari z Kairu do Kapsztadu

    Pierwszym człowiekiem, który przejechał na rowerze, i to samotnie, Afrykę wzdłuż – z Kairu do Kapsztadu, był Polak, Kazimierz Nowak (18971937). Podróż tę odbył w latach Wielkiego Kryzysu na przełomie lat 20-tych i początku 30-tych XX wieku. Zajęła mu, ze zwiedzaniem oraz powrotem na północ kontynentu pieszo – bo rower odmówił posłuszeństwa, konno, czółnem i na wielbłądzie pięć lat.

    Podobną – z tymi samymi miejscami startu i zakończenia, chociaż tylko częściowo tą samą trasą oraz znacznie krótszą podróż, odbyło w końcu 2009 oraz w 2010 roku trzech polskich turystów rowerowych. A jej inicjator opisał ją w obszernej, bogato ilustrowanej zdjęciami relacji wydanej przez „Bezdroża” w serii wydawniczej „Szlaki ludzi ciekawych”.

    Celem tej wyprawy było nie tylko przejechanie na rowerach, jak się na mecie okazało, ponad 13 tys. kilometrów w ciągu 8,5 miesiąca, ale przede wszystkim poznanie tego regionu świata. Jego krajobrazów i przyrody, zabytków i współczesnych budowli, ludzi i ich zwyczajów oraz obyczajów, a także odszukiwanie, o ile znajdowały się na trasie lub w jej pobliżu, śladów Polaków i ciekawych ludzi innych narodowości.

    Autor, który miał już doświadczenie z wielu wcześniejszych wypraw rowerowych po Europie, Bliskim Wschodzie i południowo – wschodniej Azji, przygotowywał się do podróży zaplanowanej na 9 – 10 miesięcy, przez dwa lata. Przeczytał do niej setki lektur. Ubiegał się – z bardzo mizernym skutkiem w postaci zniżki na zakup rowerowych sakw oraz bezpłatnego ubezpieczenia i przeglądu technicznego rowerów – o sponsorów medialnych, firmowych oraz samorządowych.

    Problemem okazało się też skompletowanie uczestników. Nawet na poszczególne etapy tej wyprawy, bo i takie jej organizator proponował warianty. Ogromne wyzwanie jakim była ona, związany z nią wysiłek fizyczny, zdrowotny, psychiczny oraz wydatki, a także niemożliwość wygospodarowania przez wielu potencjalnych kandydatów aż tak długiego czasu spowodowały, że wyruszyli na nią w czterech. Cel zaś osiągnęło trzech, gdyż jeden wycofał się jeszcze przed afrykańskim półmetkiem.

    Po drodze na krótko dołączali do nich inni, także kobiety, ale byli to tylko epizodyczni towarzysze podróży. Trzech, którzy pokonali całą trasę, chociaż też z indywidualnymi, krótkimi jej wariantami gdy rozdzielali się, przejechali przez Egipt i Sudan. Przez niemal dwa miesiące zwiedzali Etiopię. A następnie przez Kenię, Tanzanię, Zambię i Botswanę dotarli na kraniec afrykańskiego kontynentu – Przylądek Igielny oraz do Kapsztadu. Aby tam, w RPA wsiąść w samolot do Europy.

    Było to przedsięwzięcie ogromne i ryzykowne. Opisy także niemiłych przygód, walki z terenem – góry, bezdroża, pustynie, ruch drogowy w którym nie liczą się słabsi jego uczestnicy, klimatem – od wielkich upałów poprzez tropikalne ulewy aż po temperatury poniżej zera i wichury, chorobami – na szczęście niezbyt licznymi jak na taki wysiłek, zostały ciekawie opisane. Podobnie jak kraje na trasie, ich mieszkańcy, zwyczaje, kuchnie, krajobrazy i przyroda, zabytki itd.

    W trakcie lektury tej książki i oglądania zamieszczonych w niej zdjęcia czytelnik niemal uczestniczy w codziennym zmaganiu się podróżników z trudnościami. Szukaniem miejsc na rozbicie namiotów lub noclegu pod dachem. Żywności – najczęściej sami gotowali, zwłaszcza z dala od miast – o którą w bezludnych, biednych okolicach oraz przy bardzo ograniczonych środkach finansowych jakimi dysponowali było trudno. O zagrożeniach ze strony ludzi i dzikich zwierząt już nie wspominając.

    Jak już wspomniałem, co najmniej równie ważnym, chociaż nie jednakowo dla wszystkich uczestników wyprawy jej celem, było oprócz przejechania tej trasy, także zwiedzanie. Już we Frankfurcie nad Menem czas oczekiwania na samolot do Kairu wykorzystali na wycieczkę do Moguncji. Bo miasto przesiadkowe i jego zabytki, zakładam, już znali. Dosyć dobrze zwiedzili Kair – łącznie z Gizą z którego rozpoczęli tę podróż. A także tamtejsze bazary i tanią gastronomią.

    Z trasy, którą jechali, dobrze znam, chociaż nie z wysokości roweru, tylko odcinek egipski. Słabiej – bo nie wszędzie tam byłem – ostatni, południowoafrykański. A także niektóre inne miejsca na południe od równika. Trudno mi więc stwierdzić, na ile obserwacje, wrażenia i oceny tych, których nie znam, pokryłyby się z moimi. Sądząc jednak tylko na podstawie tych dwu wspomnianych krajów – znacznym.

    Przez Egipt podróżowali w stałej asyście policji. Było to jeszcze przed tamtejszym rewolucyjnym zrywem 2011 roku, cudzoziemcy musieli być chronieni, nawet jeżeli o to nie tylko nie prosili, ale wręcz starali się takiej asysty uniknąć. Podróż na rowerach, na ile było to tylko możliwe bocznymi drogami, w towarzystwie policyjnego samochodu miała i plusy. Przede wszystkim chroniła przed natręctwem handlarzy i nieustannie wyciągających się rąk po bakszysz.

    Równocześnie jednak podróżnicy nie zawsze mogli tam nocować, zwłaszcza w namiotach, gdzie chcieli. Często pozwalano im na to na terenach posterunków policyjnych, gdzie dodatkowo byli pilnowani, bądź klasztorach. I chociaż autor stwierdził w pewnym momencie, że „Egipt nie jest rajem dla rowerzystów”, to opisy tego, co tam widzieli, są ciekawe.

    Zarówno Kairu i jego okolic, jak i klasztoru Panny Marii w Dajr al-Muharrak z przypomnieniem historii i liturgii koptyjskiej, czy Asuanu i jego okolic. Zaskoczony natomiast zostałem w trakcie lektury, że wymieniając pod tytułem rozdziału „Koptowie” przebytą trasę z tak ciekawymi i bogatymi w antyczne zabytki miejscowościami – a znam je wszystkie – jak Abydos, Dendera, Quena, Luksor, Esna, Edfu i Kom Ombo, autor nie napisał na ich temat ani słowa.

    Z Asuanu do Sudanu uczestnicy wyprawy statkiem przez Jezioro Nasera, gdyż między tymi krajami brak w okolicach Abu Simbel drogi lądowej z przejściem granicznym. Podróż przez Sudan, to było pierwsze duże zaskoczenie zarówno dla kolarzy, jak i czytelnika relacji autora. Zamiast oczekiwanych niewyobrażalnych bezdroży – sieć nowych, wybudowanych w ciągu 2 lat przez Chińczyków, autostrad łączących wszystkie duże miasta.

    A Sudan, przypomnę, ma powierzchnię ponad 2.500 tys. km kw. – ośmiokrotnie większą od Polski. Co nie znaczy, że poza autostradami nie ma tam i koszmarnych dróg. Nie potwierdziła się też opinia, że to bardzo niebezpieczny kraj. Autor podkreślał zaskakującą bezinteresowność i gościnność Sudańczyków. Czystość kraju w porównaniu z Egiptem, ale o to akurat nie tak trudno. Równocześnie jednak ubóstwo jeżeli chodzi o zabytki.

    Nieliczne są słabo zachowane, źle konserwowane i fatalnie eksponowane. Uczestnicy wyprawy przez 2 dni szukali np. w piaskach pustyni – bo nie ma do nich drogowskazów, a GPS zabrał ze sobą ten czwarty, który postanowił wcześniej wrócić do Polski – ruin Starej Dongoli. A jak już coś znaleźli, bynajmniej nie pierwszej czy drugiej kategorii atrakcyjności, to ceny wstępu okazywały się niezwykle wysokie.

    Kolejnym, tyle że negatywnym zaskoczeniem, okazała się Etiopia, którą zwiedzali niemal 2 miesiące. Dla mnie to co napisał autor o niej do tego stopnia, że planowaną na br. podróż do tego kraju chyba przesunę na dalsze miejsce na liście tych, które zamierzam zobaczyć. Zdaniem autora relacji jest to kraj bardzo ciekawy, z pięknymi, chociaż ciężkimi dla rowerzystów do pokonania wysokimi górami, terenami pustynnymi i koszmarnymi drogami.

    Ze wspaniałymi zabytkami, ale równocześnie niemiłymi ludźmi. Agresywnym żebractwem – łącznie z rzucaniem kamieniami w nagabywanych, nie tylko przez chmary dzieciaków, gdy odmawiają dania pieniędzy tylko dlatego, że są biedni. Zdzierstwem cenowym za wstępy do świątyń i klasztorów, w czym przodują mnisi i kapłani. Koniecznością płacenia – i to słono, zwłaszcza na południu kraju, ludziom których się fotografuje.

    Problemami ze zdobyciem żywności na etiopskiej prowincji oraz niezwykle małym wyborem jedzenia, o higienie w jakich jest przechowywane i przygotowywane, już nie wspominając. Niechęć autora do tego kraju narasta w miarę podróży po nim i jej opisywania. Najpierw „Etiopia to najgorsze miejsce jakie znam”. Później „Etiopii nienawidzę już z całego serca…”. Wreszcie „Nie sposób uciec przed ludźmi ( już nawet nie tylko dzieciakami ) którzy za wszelką cenę usiłują zwrócić na siebie naszą uwagę – wyją, gwiżdżą, piszczą, próbują dotknąć, czasami popchnąć albo tylko przestraszyć”.

    To zupełnie inny obraz tego kraju, który znam z pełnych zachwytu ( chociaż na żebractwo i wymuszanie datków oraz płacenie za fotografowanie ludzi też skarżyli się ) relacji członków rodziny i przyjaciół, którzy tam byli. Może turyści zorganizowani mają inne doznania, niż samotnie podróżujący po bezdrożach i głębokiej prowincji biali rowerzyści?

    W tejże relacji są jednak również piękne opisy widoków gór i dolin, procesji w Timkacie w kolejną rocznicę chrztu Jezusa w Jordanie. Jest historia Menelika i Arki Przymierza oraz bardzo ciekawe opisy etiopskich zwyczajów religijnych. Pozytywna ocena pracy misjonarzy w tym kraju. Znajduje się sporo ciekawostek. Np. w dobrej restauracji w Addis Abebie zamówionego wina czy potraw kelner nie przyniesie, o ile wcześniej mu się za nie nie zapłaci. Rozdziały poświęcone podróży przez Etiopię powinien, moim zdaniem, przeczytać każdy wybierający się do tego kraju. Chociaż lepiej całą książkę.

    Mnóstwo ciekawych informacji, opisów i ciekawostek dotyczy także kolejnych krajów, przez które przebiegała trasa tej wyprawy. Nie zamierzam książki streszczać, gdyż trzeba ją przeczytać samemu. Wspomnę więc jeszcze tylko o Nygiri – miasteczku w Kenii, w którym ostatnie lata życia spędził i został tam pochowany twórca skautingu gen. Robert Baden – Powell. O bardzo ciekawym Muzeum Kolei w Mombasie.

    Czy ciekawostce: to w tym mieście księżniczka, późniejsza i obecna królowa brytyjska Elżbieta II dowiedziała się o śmierci ojca, Jerzego VI. Interesujące i kompetentne są opisy przyrody, zwyczajów religijnych miejscowych katolików, trudności podróżowania rowerami po drogach, m.in. w Tanzanii, pełnych ciężarówek i autobusów nie zwracających uwagi na mniejsze pojazdy i wiele innych.

    Ale również i o nudnych odcinkach np. w Zambii – „Droga nuży monotonią. Wszystkie kolejne dni są takie same. Krajobraz niezmienny przez setki kilometrów”. Czy minusach jazdy bez przewodnika – „który pozwoliłby ocenić co warto, a czego nie warto obejrzeć, to jest taka jazda po omacku, zupełnie bez sensu”.

    Dodam, że była to jedna z wielu przyczyn konfliktów między uczestnikami wyprawy. Ale w ciągu wielu miesięcy trudnej podróży ludzi o trochę różnych zainteresowaniach, tempie jazdy, smaku czy wyboru miejsc do spania były one nieuniknione. Sporo jest ciekawych relacji z katolickich misji w tych krajach, zwłaszcza w Kapiri Mgoshi w Zambii.

    Odszukiwania znajdujących się w pobliżu trasy grobów i śladów Polaków – także w księgach parafialnych – którzy jako dzieci ewakuowani byli podczas II wojny światowej z Syberii i znaleźli schronienie oraz opiekę ówczesnych koloniach brytyjskich w południowej części kontynentu afrykańskiego. Są w tej książce lokalne legendy, np. Buszmenów o tym, jak powstał pierwszy człowiek.

    Opisy polowania z fotoaparatem na dzikie zwierzęta oraz zagrożenia ze strony tak groźnych jak słonie, hipopotamy, bawoły afrykańskie czy lwy, gdy podróżnicy nocowali w przygodnych miejscach w buszu. Ciekawa są relacje z kopalni diamentów w Botswanie, slumsów w RPA, gościnności ( wobec białych rowerzystów ) białych posiadaczy ziemskich w tym kraju. Spotkań z misjonarzami, noclegów w misjach lub na terenach kościelnych.

    Czy z najdalej wysuniętego na południe kontynentu Przylądka Igielnego. Chociaż trudno mi zrozumieć, jak mając w zasięgu wzroku – przejeżdżali w jego pobliżu – Przylądek Dobrej Nadziei oraz dysponując czasem aby się nań wdrapać, nie zrobili tego. Chociaż jest on, nie tylko moim zdaniem, ciekawszy od Igielnego.

    Znalazłem w tej książce – relacji z wyprawy również trochę błędów i nieścisłości. Podróżnicy zdumieni byli np., gdy od kenijskich funkcjonariuszy granicznych na wjeździe do tego kraju dowiedzieli się, że jedynym językiem oficjalnym w nim jest angielski. Ja natomiast byłem zdumiony, że można to było powtórzyć bezkrytycznie. Wystarczyło przecież otworzyć jakiś przewodnik po Kenii, lub encyklopedię, aby dowiedzieć się, że są tam dwa równorzędne języki oficjalne: suahili i angielski.

    Musiało się też coś pokręcić autorowi, gdy pisał: „Jedziemy na północ ( podczas wycieczki z Nairobi nad Ocean Indyjski ), jakie to dziwne mieć zachód słońca po prawej stronie”. W Afryce, podobnie jak i w Ameryce Południowej, gdy jedzie się rzeczywiście na północ obojętne po której stronie równika, to zachód Słońca ma się zawsze po lewej stronie. Różnicę w kierunku jego pozornego ruchu wobec Ziemi na obu półkulach widzi się tylko, gdy się na nie patrzy.

    Trudno mi też zrozumieć dlaczego autor opisując – fascynujące, z tym się zgadzam i też zostałem przez drobiny wody z nich przemoczony do kości – Wodospady Wiktorii – Victoria Falls na rzece Zambezi oraz granicy Zambii i Zimbabwe znajdujące się na Liście Dziedzictwa UNESCO, używa tylko ich lokalnej nazwy Mosi–oa–Tunya – „Grzmiący Dym”. Gdybym tam nie był i nie znał tej nazwy oraz nie zobaczył obok ich zdjęcia, nie wiedziałbym o które wodospady chodzi.

    Ale to drobiazgi. Książka jest ciekawa, dobrze napisana, chociaż nie bez powtórzeń sytuacji w różnych miejscach i krajach – ale jest to dopuszczalne w relacji z podróży oraz czasami niezręczności językowych. I na pewno warta przeczytania. Jednych czytelników być może zachęci do zwiedzenia opisanych państw, chociaż niekoniecznie na rowerze. Innych do dalekich podróży na dwu kółkach, chociaż nie aż w tak ekstremalnych warunkach i długim czasie. Znaleźć w niej można bowiem mnóstwo informacji, obserwacji, spostrzeżeń, legend i opisów wzbogacających tradycyjne przewodniki po ciągle zbyt mało znanych u nas ( może poza Egiptem ) krajach Czarnego Lądu.

  3. Słowacja. 1001 pomysłów na weekend. Wydanie 2

    Słowacja jest coraz popularniejszym celem wyjazdów urlopowych oraz weekendowych Polaków.

    Dla wielu jej oferta zimowa okazuje się konkurencyjna, zwłaszcza cenowo oraz pod względem łącznego kosztu i warunków podróży, z Austrią, Francją, Włochami, nie mówiąc już o drogiej obecnie ze względu na kurs franka Szwajcarii, ale także z Zakopanym.

    A ponieważ kraj naszych sąsiadów po południowej stronie Tatr jest atrakcyjny także w pozostałych porach roku, chętnych do jego odwiedzania przybywa. Z południowo - wschodnich regionów kraju jest tam zresztą blisko.

    Nie bez znaczenia jest też fakt, iż jesteśmy tam mile widziani oraz wiemy - kupując przewodnik w języku polskim, jak wiele ciekawych zabytków, obiektów i miejsc jest na Słowacji do zobaczenia.

    Uzmysławia to m.in. przewodnik Bezdroży z serii „urlopowej”, którego nowe wydanie ukazało się niedawno. Jak zwykle w nim jest mnóstwo informacji praktycznych m.in. na temat wyboru czasu oraz organizacji podróży, noclegów, gastronomii itp. W rozdziale „Informacje krajoznawcze” są podstawowe wiadomości o kraju, jego charakterystyce geograficznej, przyrodzie, zabytkach i dziejach.

    Zwłaszcza te dwie ostatnie przedstawione zostały w sposób bardzo ciekawy. W przypadku zabytków zawierają prezentację najważniejszych z nich. Natomiast w historii uwzględniono wiele mało szerzej znanych faktów od czasów paleolitu, z okresu prehistorycznego, antycznego i średniowiecza, a także zwierzchności nad ziemiami słowackimi węgierskiej i austriackiej od X do XX wieku.

    Oczywiście i krótkie dzieje ostatniego stulecia. Chociaż w tym przypadku kilka wątków, zwłaszcza dotyczących stosunków polsko - słowackich, zostało, moim zdaniem, niesłusznie pominiętych. Jest co prawda parę słów o „spięciach” polsko - czechosłowackich w latach 1919 1920 związanych z przebiegiem granicy na odcinku słowackim.

    Nie ma natomiast nic o roku 1938 i 1939, a tym bardziej o, na szczęście lokalnych, konfliktach zbrojnych w roku 1945. Co prawda to już zamknięta karta, ale współczesny turysta powinien ją znać aby nie być zaskoczonym takimi czy innymi reakcjami, zwłaszcza ludzi starszych.

    Część podstawowa przewodnika: prezentacja kraju, podzielona została na jego regiony oraz krainy historyczno - kulturowe. Słowacja północno - zachodnia, Orawa, Liptów, Spisz i Słowacja północno - wschodnia. Każda z nich poprzedzona jest mapką z zaznaczeniem na niej wymienionych i omówionych obok miejscowości, zabytków i atrakcji, które - zdaniem autora - trzeba zobaczyć koniecznie.

    Jest ich od kilkunastu do ponad dwudziestu w poszczególnych regionach. Bardzo krótko przedstawiony został każdy z nich, tamtejsze geograficzne ABC, oraz historia. A następnie, w porządku alfabetycznym ich polskich ( o ile takie są ) lub słowackich, nazw miejscowości. Z planami większych, migawkami z historii, radami co tam zwiedzić - z wieloma szczegółami: ewentualne wpisanie na Listę UNESCO, adresy, strony internetowe, telefony, dni i godziny otwarcia itp.

    Następnie, w ramkach na seledynowym tle, informacje praktyczne: noclegi i gastronomia - konkretnie i w sporym wyborze oraz wiele innych, np. o trasach rowerowych. W końcu zaś o ciekawych, stałych wydarzeniach oraz tym, co ciekawego można zobaczyć w okolicy. Wszystko krótko, od 1,5 do najwyżej kilku stron, ale rzeczowo. I na ogół z kolorowymi zdjęciami.

    W częściach poświęconych górom i ich pasmom oraz regionom narciarskim są ich mapki poglądowe. Ponadto informacje o kolejkach górskich i niektórych szlakach, m.in. tatrzańskich, jaskiniach oraz innych atrakcjach. Pominięć ważniejszych miejsc czy obiektów nie znalazłem. Chociaż np. w Starej Lubowli dodałbym jeszcze informację o zabytkowym, chociaż niewielkim kirkucie - żydowskim cmentarzu.

    Przydałby się także, wyodrębniony gdzieś, np. obok Indeksu miejscowości i atrakcji turystycznych, wykaz słowackich obiektów wpisanych na Listę Dziedzictwa UNESCO. Na końcu przewodnika jest Kalendarium wybranych wydarzeń kulturalnych w całym kraju w układzie miesięcznym. A także Mini rozmówki polsko - słowackie.

    Jest to przewodnik dobry, jeden z najlepszych w tej serii wydawniczej. Napisany kompetentnie i przeznaczony głównie dla tych turystów, którzy nie zamierzają zbyt głęboko wnikać w historię poszczególnych miejscowości czy zabytków, nie są im potrzebne szczegółowe opisy detali architektonicznych itp.

    A wystarczają informacje podstawowe, chociaż w tym przypadku są one liczne i nierzadko pogłębione. Dodatkowym walorem tego przewodnika jest jego ładne wydanie, z mapą Słowacji na wewnętrznych stronach okładek ze „skrzydełkami”, poręczny format i rozsądna cena.

  4. Słowacja. Zielony Przewodnik Michelin

    Ukazał się kolejny „Zielony przewodnik Michelina” napisany przez grono 11 polskich autorów i wydany przez Bezdroża, poświęcony krajowi naszych sąsiadów z południowej strony Tatr.

    Fakt, że mające ponad 100 lat tradycji francuskie wydawnictwo, którego partnerem jest krakowska oficyna sięga po polskich autorów, potwierdza zarówno ich kompetencje, jak i fakt, że życzliwi i obiektywni sąsiedzi dobrze rozumiejący mentalność, specyfikę oraz znający miejscową historię, są w stanie lepiej niż autorzy z innych krajów napisać świetny przewodnik.

    Co nie oznacza, że zupełnie bez wad, ale łatwych do usunięcia w kolejnym wydaniu.

    Zgodnie z układem treści przewodników tej serii, składa się on z trzech części. Z pierwszej, "Organizacja podróży", czytelnik dowiaduje się, kiedy na Słowację najlepiej pojechać, a także dokąd, z propozycją 8 różnych tras. Jak się do wyjazdu przygotować. Czym dojechać - chociaż tylko koleją lub samochodem, z pominięciem niewiadomo dlaczego połączeń lotniczych.

    A przecież w sezonie zimowym dzięki nim na trasie Warszawa - Poprad dostanie się na słowackie tereny narciarskie w Tatrach jest o wiele szybsze i wygodniejsze, przy czym nie droższe, niż do Zakopanego. Są w tym rozdziale również informacje jak poruszać się na miejscu, gdzie się zatrzymać oraz zjeść - i co.

    Informacje podstawowe: co robić w nagłych wypadkach, o pieniądzach, poczcie, rozmowach telefonicznych, Internecie, a nawet paleniu - czyli mandatach za złamanie zakazu palenia w miejscach publicznych. Ponadto Co warto zrobić, a co zobaczyć? Z informacjami na temat sportu i rozrywek od A do Z oraz Świąt i festiwali.

    Chociaż szkoda, że autorzy ograniczyli się do odpowiedzi tylko na pierwszą część tytułowego pytania informując o golfie, jeździectwie, kanoe i kajakach, lotniach i paralotniach, myślistwie, narciarstwie, plażach, rowerach, spa, wędkarstwie, wędrówkach i spacerach oraz wspinaczce. Zapominając, że odpowiedź na jego część drugą: „co zobaczyć?” wymaga chociażby wspomnienia w tym miejscu o zabytkach, muzeach itp.

    Uwzględniono co prawda na 2 stronach sugerowane „Atrakcje turystyczne i zajęcia dla dzieci”, ale bardzo wybiórczo, przy czym w sposób chaotyczny, bez zachowania zasad kolejności alfabetycznej lub terytorialnej. Generalnie bardzo dobrze, przynajmniej w mojej ocenie, autorzy przedstawili w rozdziale „O kraju”, słowacką przyrodę, historię, kulturę i sztukę oraz współczesność kraju. Także w tym przypadku w beczce miodu znalazła się jednak łyżeczka dziegciu.

    Przynajmniej w prezentacji historii kraju. Potraktowanej, rzecz oczywista, od pradziejów, a nie bardzo młodej słowackiej państwowości. Z ciekawą prezentacją jej okresów: Prehistoria, Państwo Wielkomorawskie, Pod panowaniem węgierskim, Pod rządami Habsburgów, Walka o niepodległość, Andrej Hlinka zwany Ojcem Narodu, Lata II Wojny Światowej, Po II Wojnie Światowej.

    Niestety, zwłaszcza do czasów najnowszych, tj. ostatniego stulecia, koniecznych jest parę uwag krytycznych. Zupełnie pominięte zostały np. losy ziem słowackich w okresie I wojny światowej oraz, bezpośrednio po niej Słowacka Republika Rad - krótki, ale dosyć krwawy epizod. Dosyć jednostronnie przedstawiono Andreja Hlinkę.

    Tylko jego rolę w budzeniu świadomości narodowej Słowaków ( chociaż przed nim robili to już inni w XIX w. ) oraz działań na rzecz ich niezależności, a przynajmniej autonomii. Z pominięciem natomiast nacjonalistycznego charakteru stworzonej przez niego Słowackiej Partii Ludowej. Która m.in. od 1935 r. współpracowała, de facto przeciwko Czechosłowacji, z hitlerowską Partią Niemców Sudeckich Karla Henleinena.

    A pod kierownictwem jego następcy, ks. Jozefa Tiso, stała się główną i jedyną siłą faszystowskiego tzw. Państwa Słowackiego. Współpracującego z III Rzeszą także w przygotowywaniu najazdu na Polskę we wrześniu 1939 roku. Państwa, w którym ogromną rolę odgrywała paramilitarna Hlinkowska Gwardia, z którego Żydów deportowano do obozów koncentracyjnych itp. Nadmiernie łagodnie potraktowany został również sam „führerek” Slovenskeho štatu - ks. Jozef Tiso, osądzony i powieszony - przypomnę - po wojnie za zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko własnemu narodowi.

    „Białe plamy” stanowią w tej skrótowej prezentacji historii - także w jej Kalendarium - również międzywojenne i wojenne stosunki słowacko - polskie. Moim zdaniem należało wspomnieć zarówno o zajęciu przez Polskę po Dyktacie Monachijskim w 1938 roku części słowackiego Spiszu i Orawy, jak również o wspomnianej już współpracy szefów Państwa Słowackiego, z terenów którego ona też nastąpiła, w przygotowaniu agresji hitlerowskiej na Polskę.

    I nie tylko o odebraniu po klęsce wrześniowej tych ziem, ale i przyłączenia, za zgodą III Rzeszy, do Państwa Słowackiego części Tatr Polskich, z Doliną 5 Stawów i jej okolicami. Ze Słowacją i Słowakami mamy obecnie znakomite relacje, nie powinno więc być żadnych przemilczeń dotyczących naszej wspólnej, minionej i nie zawsze chwalebnej po obu stronach przeszłości.

    Podstawowa - ponad 250 stron - część tego przewodnika „Odkrywanie Słowacji” stanowi prezentację jej walorów turystycznych w podziale na 10 regionów: Bratysława i okolice; Nizina Naddunajska, Zahorie i Małe Karpaty; Poważe i Ziemia Czadecka; Ponitrze i Pohronie; Orawa, Liptów i Turec; Horehronie i Słowacja Południowa; Spisz; Szarysz i Abov; Słowacja Wschodnia.

    Z ich charakterystyką na wstępie, a następnie omawianiem miast i miejsc w porządku alfabetycznym ich nazw. Z masą informacji o ich przeszłości i współczesności, propozycji zwiedzania oraz oznaczaniem rangi obiektów gwiazdkami od 1 do 3* - lub nie. Sądzę, że nie tylko czytelnicy mający raczej mgliste pojęcie o słowackich zabytkach i innych tamtejszych atrakcjach, ale również ludzie nawet nieźle znający ten kraj, będą zaskoczeni jak wiele z nich zasłużyło na 3* - czyli sugestię: „Zobacz koniecznie”. Przy czym nie są to oceny na wyrost. Mocną stroną tego przewodnika są również mapy, plany oraz dobre, kolorowe fotografie.

    Treść wzbogacają informacje monotematyczne włamane w tekst na barwnym tle. M.in. „Cyryl i Metody oraz ich dzieło”, „Nieznośny chłód wiosny” ( Interwencja ZSRR i krajów Układu Warszawskiego w 1968 r. w Czechosłowacji ), „Piknik przy pływającym młynie”, „Modrzańskie cudeńka” ( ceramika ), „Druciarstwo” ( artystyczne wyplatanki z drutu ), „Święty Świerad”, „Słowacka poezja narodziła się na Orawie”, „Juraj Janosik”, „Z Bańskiej Bystrzycy do gwiazd” ( o jezuicie i astronomie Maksymilianie Hellu ), „Słowacki kras”, Jak to ze słynnym kolegium Pijarów ( w Podolińcu ) było”.

    Podróżowanie po Słowacji ułatwia krótki słowniczek oraz mini rozmówki polsko - słowackie. Zaś wyszukiwanie tego, co jest w danym momencie potrzebne, Indeks na końcu. Jest to więc, pomimo niewielkich, wyrażonych wyżej uwag krytycznych, przewodnik bardzo dobry, ułatwiający poznanie i docenienie zabytków oraz innych miejsc, obiektów oraz walorów kraju naszych południowych sąsiadów i przyjaciół. Na pewno wart ceny ustalonej za niego przez wydawcę. Z przyjemnością polecam więc go Czytelnikom.

  5. Czarnogóra, Serbia, Bośnia i Hercegowina. Zielony Przewodnik Michelin. Wydanie 1

    Tym trzem krajom byłej Jugosławii poświęcony został nowy, wydany przez krakowską oficynę Bezdroża w serii „Zielone przewodniki Michelina”, ilustrowany, z mapkami i planami, przewodnik napisany, co warto podkreślić, niemal wyłącznie przez polskich autorów. W tym także autorów lub współautorów innych przewodników Bezdroży po Bałkanach.

    Szkoda tylko, że nie uwzględniono w nim również Macedonii i Kosowa. O ile bowiem dwie pozostałe po jugosłowiańskie republiki: Chorwacja i Słowenia mają już, Czarnogóra zresztą też, tylko im poświęcone przewodniki tego wydawnictwa - kolejny Bezdroży po Słowenii, również z „zielonej” serii Michelina omówię wkrótce, to Macedonia i Kosowo ze względu na dosyć ograniczoną liczbę zabytków i ciekawych w nich miejsc nie mają na to raczej szans.

    Dotychczas Bezdroża zaprezentowały walory turystyczne tych krajów tylko w specjalnych rozdziałach, w większości bardzo dobrym, przewodniku „Bałkany”, którego III wydanie z roku 2009 zrecenzowałem szczegółowo w naszym portalu i tekst ten jest w nim nadal do przeczytania. „Zielone przewodniki” Michelina mają liczącą dziesiątki lat tradycję i renomę. Jak już wspominałem przy innej okazji, posługuję się nimi jeszcze od czasów, gdy nie istniały ich polskie przekłady znajdując w nich to, co odpowiada im najbardziej.

    Co nie znaczy, że przygotowując się do podróży nie sięgam również do innych. Przejrzystość, rzeczowość, większość rzeczywiście potrzebnych turyście informacji z planami i mapkami oraz niezbędnymi ilustracjami, a także ułatwiający wybór tego, co przede wszystkim warto zobaczyć gdy ma się mało czasu, system oznaczania obiektów gwiazdkami od 1 do 3, lub bez takich oznaczeń, to ich główne walory.

    Z uznaniem stwierdzam, że polscy autorzy utrzymali ten standard, o paru potknięciach wspomnę niżej, dzięki czemu turyści i czytelnicy otrzymali książkę, która, jak sądzę, będzie im bardzo przydatna. Nie tylko bowiem pomoże w wyborze celów podróży i zwiedzania, ale znacznie wzbogaci ich wiedzę o dziejach, kulturze, zabytkach, religiach, językach, przyrodzie, kuchni itp. prezentowanych krajów.

    Zawiera również mnóstwo informacji praktycznych, a przy tym aktualnych, co w przypadku obszaru o tak burzliwych i skomplikowanych dziejach, również najnowszych, ma wyjątkowo duże znaczenie. Czytelnik znajduje więc w tym przewodniku rady kiedy i dokąd w tych krajach pojechać - z trzema propozycjami tras w każdym z nich.

    W Czarnogórze są to: Wybrzeże Adriatyckie w 4 dni, Stara Czarnogóra poznawana w trakcie 2-dniowej wycieczki oraz 4- dniowa Przez góry. W Serbii 5-dniowa wycieczka Przez miasta i miasteczka Wojwodiny oraz dwie 4-dniowe: Stara Serbia oraz Wzdłuż Dunaju. W tej drugiej autorzy proponują tylko 1 dzień na poznawanie Belgradu, co jest zdecydowanie za krótko. Ale serbskiej stolicy poświęcili sporo miejsca we właściwej części przewodnika, można więc zwiedzanie dostosować do indywidualnych zainteresowań.

    W Bośni i Hercegowinie zachęcają do dwu 3-dniowych wycieczek: Twierdze, klasztory i meczety oraz Górskie parki narodowej wschodniej Bośni i 2-dniową Doliną Neretwy nad Adriatyk. Propozycje te uwzględniają większość najważniejszych dla turystów miejscowości i miejsc w tych trzech krajach.

    W pierwszym, wstępnym rozdziale „Organizacja podróży” znajdują się również chyba wszystkie, a na pewno najistotniejsze informacje na temat tego jak przygotować się do wyjazdu w tamte strony, dojazdu oraz transportu na miejscu, zakwaterowania i wyżywienia, życia codziennego, sportu i rozrywek, świąt i festiwali itp. Oczywiście także o potrzebnych dokumentach, pieniądzach, ubezpieczeniach, zabezpieczeniu medycznym itd.

    50 - stronicowy rozdział „O krajach bałkańskich” zawiera informacje o przyrodzie każdego z nich, hydrografii, klimacie, florze i faunie oraz parkach narodowych. Jak na tak trudny temat, zwięzłe i generalnie obiektywne informacje o skomplikowanych dziejach, od czasów paleolitu - po jakże złożone najnowsze tych krajów, ich sztuce i kulturze oraz współczesnych Bałkanach.

    Czytając je odczułem jednak niedosyt z powodu niemal pominięcia problemu Kosowa, będącego przecież kolebką serbskiej kultury i prawosławia. Z paroma zaledwie słowami na temat tej krainy. Nawet bez wzmianki, że obecnie jest ona samodzielnym państwem, chociaż uznanym tylko przez część społeczności międzynarodowej.

    Z faktów bardziej szczegółowych należało, moim zdaniem, wspomnieć, że w organizacji zamachu w 1934 r. w Marsylii, w którym zamordowani zostali: król Jugosławii Aleksander I i francuskim minister spraw zagranicznych Jean Louis Barthou, chorwackim ustaszom i macedońskim separatystom pomagała hitlerowska Abwehra.

    Błędnie nazwano ( str. 61 ) powojenną Jugosławię. W 1945 roku przyjęła ona nazwę Federacyjnej ( a nie Ludowej Federalnej !!! ) Ludowej Republiki Jugosławii. Znacznie poważniejsze potknięcia znalazłem w części „Współczesne Bałkany”. O ile „Życie polityczne” i „Zmiany gospodarcze” nie budzą zastrzeżeń, to już „Społeczeństwo”, w którym o poszczególnych sprawach pisali prawdopodobnie różni autorzy, a redakcja nie zadała sobie trudu uporządkowania tego, jest w mojej ocenie najsłabszą, chaotyczną częścią przewodnika.

    Osobno można tam np. przeczytać o Czarnogórcach, mieszkających w Czarnogórze Muzułmanach ( Bośniakach ), Serbach, Albańczykach i Chorwatach. Zaraz po nich o Węgrach, Romach i ponownie Albańczykach i Bośniakach - tym razem w Serbii. To co napisano o języku serbskim ( i jego odmianach ), być może w pełni zrozumie slawista - i to językoznawca. Ale nawet nieźle znający tamte strony i stosunki czytelnik może się trochę pogubić.

    Pomijam już tak odkrywcze stwierdzenia jak: „W Serbii językiem urzędowym jest język serbski…”, czy informacje o różnicach w dialektach albańskich. Trudno jednak nie zareagować krytycznie na stwierdzenie „W Kosowie używa się języka albańskiego” bez informacji, że mieszkają tam również i używają swojego języka Serbowie. A język serbski jest, przynajmniej przez średnie i starsze pokolenie Kosowarów znany, a co najmniej rozumiany.

    Ten sam chaos i brak należytej merytorycznej redakcji tekstów występuje w przypadku prezentacji religii. Najpierw gdy dotyczy Czarnogóry, następnie prawosławia w Serbii i konflikcie między Cerkwiami: czarnogórską i serbskiej, która domaga się od tej drugiej zwrogtu w Czarnogórze 650 cerkwi i klasztorów.

    Kolejno „lecą” informacje o katolicyzmie w Czarnogórze ( tylko 3,5% mieszkańców !), ale z fotografią katedry katolickiej w… Nowym Sadzie, w Serbii. Później o trwałości struktury plemiennej w Czarnogórze, o bojownikach walczących z Turkami - hajdukach i uskokach. Aby dalej, pod tym samym śródtytułem ni z tego ni z owego wrócić do religii, tym razem prawosławia w Serbii oraz religiach w Bośni i Hercegowinie.

    Na szczęście zaraz po tym czytelnik może przeczytać o smakołykach kuchni czarnogórskiej, serbskiej i bośniackiej. Też z drobnymi nieścisłościami. Tak np. sławną i znakomitą serbską śliwowicę, zwłaszcza monastyrską, zakwalifikowano jako jedną z odmian rakii, mimo iż jest to inny, bardziej szlachetny trunek. Różniący się w sposób zasadniczy od rakii pędzonej ze śliwek tak jak z winogron, gruszek, pigwy czy nawet… miodu. Chociaż w tym ostatnim przypadku, to też inny mocny napój. W Bośni i Hercegowinie wyrabiany przez pszczelarzy i sprzedawany jako „Domaća rakija Medovača”.

    Najobszerniejsza, łącznie ponad 200 - stronicowa część tego przewodnika poświęcona jest kolejno: Czarnogórze, Serbii oraz Bośni i Hercegowinie. Jest to, wzbogacona o mapki i plany prezentacja tego, co zdaniem autorów zobaczyć w nich można, warto i trzeba. Najpierw w stolicach i ich okolicach, a następnie, w porządku alfabetycznym, w innych miejscowościach i miejscach.

    Z informacjami wstępnymi i - włamanymi w tekst na zielonym tle praktycznymi. Ponadto krótkimi dziejami, propozycjami tras wycieczek itp. I ze wspomnianym już systemem gwiazdek. Zwięźle i rzeczowo. I chociaż ilość gwiazdek przyznanych poszczególnym miejscowościom i obiektom jest niekiedy dyskusyjna, to łatwo jest się poruszać w tym gąszczu potrzebnych turyście informacji. Najwyżej ocenionych: 3* - czyli „trzeba koniecznie zobaczyć”, jest sporo.

    W Czarnogórze należy do nich: Stary Bar; Boka Kotorska; miasto Kotor i osobno w nim katedra św. Tryfuna; Muzeum Pomorskie oraz twierdza św. Jana; Trg ( plac ) Herceg - Stjepana w mieście Herceg Novi. Ponadto adriatycka perełka Sveti Stefan; Durmitor - najwyższy masyw Gór Dynarskich; Jezioro Szkoderskie, a nad nim monastyr św. Nikola i Žabljak Crnojevića - stare gniazdo tego rodu. I jeszcze monastyry: Morača w okolicy Kolašinu i Ostrog koło Nikšiča; 2 tysięczne miasteczko Žabljak; cerkiew św. Mikołaja ( Nikole ) w Ulcinju oraz Park Narodowy Biogradska gora.

    Najwięcej tej rangi obiektów i miejsc autorzy oznaczyli w Serbii. W Belgradzie zarówno samo miasto, jak i w nim: Twierdzę Kalemegdan, Muzeum Etnograficzne, ul. Kneze Mihailova, dzielnicę artystów Skandarlija, cerkiew św. Sawy. Nie bardzo co prawda rozumiem, dlaczego na Kalemegdanie wymieniają pomnik Wdzięczności Francji - rzeźbę Ivana Meštrovića z 1930 r., a pomijają tegoż autora znacznie sławniejszy, będący takim symbolem serbskiej stolicy jak Syrena Warszawy, stojący w wyjątkowo reprezentacyjny miejscu pomnik „Pobednik” ( „Zwycięzca” ).

    Czy na jakiej podstawie - bo brak jakichkolwiek konkretów - określają cerkiew św. Sawy „Największą na świecie prawosławną świątynią”. Sądzę, że inne zdanie na ten temat mają mieszkańcy Petersburga ( Sobór Izaaka, a zwłaszcza Sobór Kazański ) czy Tbilisi ( monumentalny, wzniesiony na początku XXI wieku Sobór Trójcy Świętej ). Podobnie nie rozumiem, jaki sens miało wydrukowanie dwukrotnie ( na str. 53 i 189 ) tego samego zdjęcia panoramy Belgradu od strony Sawy.

    Najwyższą ocenę obiektom i miejscom, które trzeba w Serbii zobaczyć koniecznie, autorzy wystawili również poza stolicą. Są to: Park Narodowy Ɖerdap; Monastyry w dolinie Wielkiej Morawy: Lubostinja, Ravanica ( oba XIV w. ) i Manasija ( XV w. ); Miasto Nisz, a w nim twierdza Niška Tvrđava i Wieża Czaszek; Novi Pazar i ponadto meczet Altum Alem ( XVI w. ). W okolicy zaś monastyry: Ɖurđevi Stupovi ( XII w. ), Studenica ( Lista UNESCO ), Žiča ( XIII w. ) oraz największy masyw górski Serbii - Kopaonik;

    XIII - wieczny monastyr Mileševa; Nowy Sad, a w nim Plac niepodległości ( Trg Slobode ) i twierdza Petrovaradin, a w pobliżu tego miasta Sremski Karlovici - u nas bardziej znane jako Karłowice; pasmo górskie Fruška Gora, a w nim klasztory: Krušedol ( XVI w. ), Staro i Novo Hopovo ( XV/XVI w. ) i Vrdnik ( XVI w. ); Park Narodowy Tara, a w jego okolicy kolejka wąskotorowa Šarganska Osmica oraz skanseny: Drevengrad i Sirogojno.

    Ponadto: Twierdza Smederovo; Ratusz w Suboticy ( początek XX w. ); Dom Paszy ( XVIII w. ) i Cerkiew św. Mikołaja ( XIV w. ) w mieście Vranje; Uzdrowisko Vranjska Banja; Felix Romuliana - ruiny rzymskiego kompleksu pałacowego ( IV w. ) w pobliżu miasta Zaječar; Cerkwie: Uspieńska i Vavedenjska ( obie z XVIII w. ) w mieście Zrenjanin w Banacie.

    Najuboższa w zabytki i miejsca tej klasy, zdaniem autorów, jest Bośnia i Hercegowina. Do 3* należy przede wszystkim Sarajewo, a w nim bazary: Baščaršija - na nim dodatkowo, co w tym przypadku wydaje mi się przesadą, drewniana Studnia Sebilj oraz Dugi Bezistan, Wieża zegarowa ( XVII w. ), meczet Ghazi Husrev-bega (XVI w. ) i cerkiew p.w. Archaniołów Gabriela i Michała.

    Poza stolicą natomiast cerkiew Chrystusa Zbawiciela w Banja Luce; 3-tysięczne miasteczko Blagaj, a w nim klasztor derwiszy z XV w. Ponadto Mostar i dodatkowo jego zabytki: Stary Most, meczety Koski Mehmeda-paszy ( XVII w. ) i Karađoz-bega ( XVI w. ) oraz uliczka Kujundžiluk. I jeszcze dwa miasteczka: tysięczny Počitelj, a w nim meczet Šišman-Ibrahima-paszy ( XVI w. ) oraz 20-tysięczny Travnik ze średniowieczną twierdzą i meczetem Sulejmanije z XVI w.

    Dodam, że w tekst przewodnika, poza informacjami praktycznymi na zielonym tle, włamano również sporo interesujących monotematycznych na tle różowym. M.in. „Dynastia Petroviciów - Njegošów“, ‚Kościół Bośniacki w średniowieczu“, „Ofiary wojny 1992 - 1995“, „Stećci“ ( rzeźbione kamienne płyty grobowe z XII-XV w ), „Bitwa na Kosowym Polu“, „Polacy w Bośni i Hercegowinie“, „Bośniacy i Boszniacy“, „Bogomiłowie“, „Slava“ ( patron rodziny po ojcu ), „Św. Wasyl Ostrogski Cudotworca“, „Sarajewska Cerkiew prawosławna“, „Jak wygląda Matka Boska“, „Ivo Andrić“.

    Na końcu znajdują się mini słowniczki: polsko - serbski i polsko - bośniacki oraz indeks. Jest to więc, pomimo niewielkich, wytkniętych błędów i innych potknięć autorsko - redakcyjnych łatwych do usunięcia w następnym wydaniu, przewodnik dobry, wartościowy, który z przyjemnością polecam Czytelnikom.

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ...