Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "186" [4]

  1. 1
  2.  ... 
  1. bkrum4

    Rumunia. Mozaika w żywych kolorach...oraz Mołdowa. Wydanie 4

    Rumunia wzbudza coraz większe zainteresowanie polskich turystów. I to nie tylko, jak w latach 60-80-tych ub. wieku, głównie jej czarnomorskie wybrzeże, ale także prawdziwe skarby architektury, przyrody i krajobrazów w innych częściach kraju. Zwłaszcza, chociaż nie tylko, Siedmiogród, rumuńska Mołdawia i Bukowina.

    Natomiast Mołdawia nadal, trochę niesłusznie, pozostaje w dosyć powszechnym odczuciu państwem w Europie peryferyjnym i niezbyt wartym poznawania. Obu tym krajom poświęcony jest najlepszy, moim zdaniem, dotychczas w języku polskim o nich przewodnik „Bezdroży”.

    Jego kolejne wydanie ukazało się w br. w podstawowej w tej oficynie serii „czarno - pomarańczowej”, której potoczna nazwa pochodzi od kolorów grzbietów. Napisany przez grono polskich autorów z głęboką znajomością tematu, rzetelnie oraz dobrym językiem, jest po prostu znakomity.

    Co nie znaczy, że nie można w nim już niczego poprawić. Ale o tym niżej. Dodam, że na dwu 8 - stronicowych wkładkach znajduje się w nim 35 dobrych, kolorowych zdjęć. Ponadto kolejne, już czarno-białe, co powoduje, że nie są zbyt efektowne i trochę rysunków zabytków. No i mapki oraz plany miast. W rozdziale I - wstępnym, „Zaproszenie do Rumunii” autorzy proponują poznawanie kraju pięcioma różnymi trasami.

    Szlakiem drewnianych cerkwi marmaroskich, Malowane monastery Bukowiny i Mołdawii, Kościoły warowne Siedmiogrodu, Wzdłuż czarnomorskiego litoralu oraz „Paryż Wschodu” i okolice. Znajduje się na nich większość tego, co jest tam rzeczywiście najcenniejszego. Obszerny rozdział II - „Informacje praktyczne” zawiera niemal wszystko o czym turysta powinien wiedzieć zarówno przed wyjazdem, w trakcie - i czym - podróży, poruszania się na miejscu, noclegów i wyżywienia.

    Z wieloma przydatnymi informacjami w rubryce od A do Z. W części tej znajduje się także sporo rad w ramkach w rodzaju: „Będąc dzień w Sybinie trzeba koniecznie”: - po czym następują konkretne i na ogół bardzo trafne propozycje. Rozdział III - "Informacje krajoznawcze", to prawdziwa, chociaż w ogromnym skrócie, kopalnia wiedzy o fizjografii, klimacie i bioróżnorodności kraju.

    Bardzo oryginalnie i ciekawie przedstawione zostały w nim jego dzieje. „Historia Rumunii - stwierdzają autorzy - jest niezwykle skomplikowana”. Po czym następuje uzasadnienie tego twierdzenia z wnioskiem: „Ponieważ przewodnik turystyczny nie jest publikacją odpowiednią do roztrząsania tych skomplikowanych kwestii, zainteresowanych odsyłamy do literatury fachowej, zaś Czytelnikom proponujemy spojrzenie na historię ziem rumuńskich i Rumunii przez pryzmat wybranych zabytków kultury i sztuki”.

    Dodam, że dobranych w taki sposób, żeby jednak „w pigułce” zawrzeć to, co w tej historii jest najważniejsze. I tak „Hala targowa w Tomis” wybudowana w IV w. - to okazja do przedstawienia wielowiekowej, od czasów antycznych Greków, tradycji handlowej oraz zarysu dziejów kraju na przestrzeni wieków. „Sarmizegatusa Regia” - państwa Daków. „Vajdahunyadvár” - Siedmiogrodu i częściowo Banatu i Marmaroszu.

    „Monaster Putna”, w którym pochowany został jeden z najwybitniejszych władców Stefan Wielki - losy Hospodarstwa Mołdawskiego. „Nowa Metropolia w Curtea de Argeş” - najważniejsze fakty z historii Wołoszczyzny. „Zamek królewski Peleş w Sinai” - powstanie Rumunii i królestwo, od 1861 r., Hohenzollernów. Zaś „Prawosławna cerkiew katedralna w Timişoarze” - ostatnie 60 lat dziejów kraju.

    Wypadało co prawda w tym ostatnim przypadku dodać np., że komunistyczny dyktator Nicolae Ceauşescu nie tylko został w 1989 r. skazany na śmierć, ale i rozstrzelany wraz z żoną Eleną, działaczką partyjną i państwową też odpowiedzialną za zbrodnie reżymu, ale to można uzupełnić w kolejnym wydaniu.

    Bardzo ciekawie przedstawieni zostali mieszkańcy Rumunii i tamtejsza mozaika narodowościowa: Rumuni, Węgrzy, Sasi, Polacy, Turcy, Żydzi, Romowie, a w Banacie również Serbowie, Bułgarzy, Czesi, Słowacy, Rusini, a nawet Włosi, Francuzi i Hiszpanie. Podobnie język, a także rumuńska kuchnia pod bardzo zachęcającym tytułem poświęconej jej części: „Radość życia, czyli kuchnia rumuńska”.

    Najobszerniejszy - ponad 450 stronicowy - rozdział IV „Zwiedzanie Rumunii” poświęcony został prezentacji poszczególnych miejscowości, miejsc, zabytków itp. kraju. W sposób przejrzysty, dosyć dokładny, z ogromnym bogactwem faktów. Najpierw stolica - Bukareszt, a następnie kolejno tradycyjne regiony historyczno - geograficzne. Banat i Kriszana, Transylwania ( Siedmiogród ), Marmarosz, Bukowina, Mołdawia, Dobrudża i osobno Trasy górskie z 44 propozycjami poznawania ich konkretnymi szlakami, w 7 partiach różnych gór.

    W opisach miejscowości są ich nazwy przede wszystkim - o ile takie są - polskie oraz rumuńskie i w stosowanych na ich określenie językach. Podana jest liczba mieszkańców, są sugestie co przede wszystkim warto tam zobaczyć, historia - w przypadku Bukaresztu także co, gdzie i kiedy zburzono z zabytków pod rządami Ceauşescu - a następnie oprowadzanie czytelnika - turysty po ciekawych zabytkach, muzeach i miejscach.

    W większych lub ważniejszych miastach - ich plany, zdjęcia, rysunki zabytków. Na końcu zaś informacje praktyczne na temat dojazdu i lokalnej komunikacji, noclegów, wyżywienia itp. A więc znajduje się tam chyba wszystko, co powinno być w dobrym przewodniku.

    Na podobnej zasadzie, w dwu rozdziałach: „Mołdowa” i „Zwiedzanie Mołdowy” napisana została część przewodnika po tym kraju. Oczywiście znacznie krótsza, bo miejscowości, miejsc i obiektów wartych tam poznania jest niewspółmiernie mniej. A także z trochę bardziej skróconymi opisami. Ale z bardzo ważnymi a mniej znanymi informacjami na temat podróży, zwłaszcza problemami jakie mogą występować przy przekraczaniu granicy samozwańczej, tak zwanej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej i tamtejszych realiów.

    Ponadto zakwaterowania - podobnie jak w przypadku części rumuńskiej z wyborem hoteli i innych miejsc noclegowych z ich nazwami, adresami, telefonami, stronami internetowymi itp., a także charakterystyką i w wielu przypadkach cenami. Nie brakuje oczywiście i informacji krajoznawczych, historii regionu i kraju, jego ludności, gospodarki, kultury itp.

    Natomiast zwiedzanie Mołdawii ( Mołdowy ) autorzy proponują według jej trzech głównych części: Kiszyniowa i centrum, Północnej Mołdowy oraz Południowej Mołdowy, do której zaliczono również Naddniestrze. A w częściach omawiających poszczególne miejscowości i miejsca, tak jak w przypadku rozdziałów rumuńskich, w kolejności alfabetycznej ich nazw.

    Treść przewodnika bardzo wzbogacają włamane w treść monotematyczne informacje w ramkach na szarym tle. Jest ich prawie 50, wiele bardzo ciekawych. M.in.: „Park Narodowy Retezat”; „Czarny pamiętnik: zburzenie monasteru Văcăreşti” ( w Bukareszcie ); „Malowane cerkwie doliny Aluty”; „Mistrz Manole” ( budowniczy cerkwi w Nowa Metropolia Curtea de Argeş, pocz. XVI w ); „Legenda o zamku Poienari” ( zbudowanym dla Włada Palownika - Drakuli ), a także:

    „Druga strona medalu” ( prawdziwa historia Drakuli ); „Biały płaszcz z czarnym krzyżem” ( Krzyżacy w Siedmiogrodzie wypędzeni z niego za próbę stworzenia tam własnej potęgi, zaproszeni później do Polski ); „Inkastelacja kościołów” ( obronne świątynie w Siedmiogrodzie ); „Pionier lotów kosmicznych” ( Hermann Oberth urodzony w Sybinie ); „Mołdowa czy Mołdawia?” ( decyzja polskiego MSZ o przyjęciu tej pierwszej nazwy ); „Mołdowa czy Besarabia?”; „Po jakiemu mówią Mołdawianie?”; „Polacy w Mołdowie”; „Kim są i skąd przybyli Gagauzi?”; „Karol XII czyli Szwedzi w Mołdowie” itd.

    Na końcu znajduje się słowniczek polsko - rumuński z mini rozmówkami oraz dosyć szczegółowy Indeks wybranych nazw geograficznych i atrakcji turystycznych. Jest to więc, co już napisałem na wstępie, bardzo dobry przewodnik. Co nie znaczy, że w następnych wydaniach nie może być jeszcze lepszy.

    Uważam np., że trochę po macoszemu potraktowana została Delta Dunaju, której poświęcono tylko 3 strony tekstu + 1 zdjęcie, i to jako ciekawemu miejscu w okolicach Tulczy. Informacja o rumuńskich obiektach znajdujących się na Liście UNESCO powinna znajdować się nie tylko w postaci symbolu przy opisach miejscowości, ale także zbiorowa osobno, np. w Informacjach A-Z.

    Najpiękniejszy średniowieczny zamek w mieście Hunedoara ( Vajdahunyad ) w Siedmiogrodzie znany jest bardziej pod tą drugą nazwą lub jako Zamek Hunyadego, a nie, jak go nazywają autorzy, Corvinilor. Wypadałoby więc przynajmniej o tym wspomnieć. Nie bardzo widzę uzasadnienia dla opublikowania, i to na całej stronie, nie najlepszej jakości czarno-białego zdjęcia pałacu hospodara w Mogoşoaia, skoro jego dobre kolorowe znajduje się we wkładce ilustracyjnej.

    Wśród źródeł informacji o kraju nie uwzględniono działającego od ub. roku w Warszawie Rumuńskiego Ośrodka Informacji Turystycznej. Podobnie w przypadku dostępnych w języku polskim przewodników nie wspomniano ani o jednym aktualnym, poza wydanymi przez Bezdroża.

    Błędna jest, w przypadku Naddniestrza, informacja, że Igor Smirnow jest „prezydentem” tej samozwańczej republiki od 10 lat. W rzeczywistości już 21(!) lat. Byłem pierwszym zagranicznym dziennikarzem, wówczas korespondentem prasy polskiej w Kijowie, któremu udzielił on wywiadu jeszcze jako tymczasowy prezydent, we wrześniu 1990 roku, na drugi lub trzeci dzień po proklamowaniu przez ten region „niepodległości”. Do Tyraspola dojechałem z Bender na prawym brzegu Dniestru, które wówczas znajdowały się jeszcze pod kontrolą Kiszyniowa, podmiejskim autobusem.

    Podczas lektury przewodnika natrafiłem na parę błędów korektorskich, a nawet językowych. Np. na str. 231 jest odsyłacz do informacji o mieście Alba Julia na stronę 323 ( na której można przeczytać o Sighişoarze ), nie zaś prawidłowo na stronę 232. Natomiast na str. 568 o połączeniach komunikacyjnych z Polski do Mołdowy „…z dwoma ( zamiast dwiema ) przesiadkami. To tylko przykłady, bo podobnych, co prawda drobnych potknięć, jest więcej.

    Na koniec parę słów polemiki na temat tytułowej nazwy Mołdowa. Wydawnictwo przyjęło ją zgodnie z decyzją naszego MSZ o stosowaniu takiej nazwy w swoich dokumentach. Z ministerialnym uzasadnieniem, że Mołdawia to nazwa dużego regionu historycznego, którego Republika Mołdawii jest tylko częścią. Trochę mi się to kojarzy z wymuszoną przez Grecję i stosowaną w stosunkach międzynarodowych, idiotyczną nazwą Była Jugosłowiańska Republika Macedonia. Bo …Macedonia to historyczna nazwa antycznego państwa, którego część znajduje się nadal na terytorium Grecji.

    A przecież nazwa Mołdawia w odniesieniu do Republiki Mołdowa jest u nas stosowana powszechnie, jak również np. Mołdawianie ( nie zaś Mołdowanie ) czy mołdawskie ( a nie mołdowskie ) wina. Polska Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych - o czym można zresztą przeczytać w informacji w ramce: „Mołdowa czy Mołdawia” - zaleca stosowanie nadal przyjętej powszechnie tej drugiej nazwy.

    Dla mnie ważniejsze jest zdanie tej komisji, niż jakiegoś urzędnika MSZ który wymyślił inną, pozostaję więc w publikacjach przy Mołdawii. Wytknięte drobne błędy i nieścisłości jakie znalazłem w tym przewodniku są łatwe do poprawienia w następnym wydaniu oraz nie zmieniają mojej wysokiej jego oceny. Z przyjemnością polecam go więc Czytelnikom.

  2. Barcelona. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1

    Ukazał się kolejny przewodnik po Barcelonie - stolicy Autonomicznego Regionu Katalonia i drugim pod względem wielkości mieście Hiszpanii. Tym razem w serii "Przewodniki - celowniki" krakowskiego wydawnictwa Bezdroża.


    Napisany przez tę samą autorkę, której przewodnik „Katalonia, Barcelona, Costa Brava i Costa Dorada” wydany również przez tę samą oficynę w serii „wakacyjnej”, niedawno omawiałem.


    Przypomnę, że oceniłem go wysoko, jako napisany ciekawie, kompetentnie oraz ze znawstwem tematu. To samo mogę potwierdzić i w tym przypadku.


    Autorka „Barcelony” zastosowała się do reguł przyjętych w tej serii przewodników łączących atlas centrum miasta i indeks ulic z leksykonem największych atrakcji turystycznych uzupełnionych - w sumie ponad 160 - kolorowymi zdjęciami większości z nich. No i, oczywiście, zwięzłymi informacjami praktycznymi. Ale wprowadziła do tych reguł, moim zdaniem udaną, innowację.


    Powodując zresztą sprzeczność z tym, co wydawca zapowiada na tylnej okładce, a rzeczywistą treścią przewodnika. W zapowiedzi tej czytamy bowiem, że zawiera on „Alfabetyczny leksykon 135 największych atrakcji turystycznych”, a faktycznie ułożony on został według dzielnic miasta, co okazuje się dopiero w trakcie lektury.


    W tej ( i nie tylko ) sytuacji brak w tym przewodniku alfabetycznego indeksu nazw jest jego poważną wadą. Podobnie jak używanie wyłącznie miejscowych nazw atrakcji turystycznych ( dopiero przy opisach części z nich znajdują się ich polskie tłumaczenia ) i to nie w porządku alfabetycznym powoduje, że w pierwszej chwili czytelnik zastanawia się bezradnie: czego i gdzie ma szukać.


    Równocześnie „Indeks pozostałych ( 186 ) obiektów”, którym nie poświęcono w przewodniku osobnych informacji, chociaż wiele z nich wspomniano w ramach prezentacji atrakcji turystycznych, jest w porządku alfabetycznym. Dopiero więc czytając główną część przewodnika „Atrakcje Barcelony” można zorientować się, dlaczego autorka zastosowała taką, a nie alfabetyczną kolejność ich prezentacji. Moim zdaniem powinno to zostać wyjaśnione na początku "Indeksu obiektów opisanych w tekście". A ponadto ich nazwy uzupełnione w tym miejscu, chociażby w nawiasach, o polskie tłumaczenia.


    Jak już wspomniałem, autorka do schematu tej serii przewodników wprowadziła innowację. Zabytki, budowle, muzea i inne obiekty prezentuje bowiem nie, jak w innych które dotychczas czytałem i omawiałem, w porządku alfabetycznym ich nazw w skali całego miasta, lecz kolejno jego najważniejszych dzielnic. A nie uwzględnienie najciekawszych dzielnic np. Paryża, przewodnik - celownik po którym omawiałem kilka dni temu, uważałem za poważny błąd.


    Porządek prezentacji obiektów przyjęty przez autorkę „Barcelony” jest logiczny i znakomicie ułatwia zarówno zwiedzanie, jak i wcześniejsze przygotowanie się do niego. Ale czytelnik - turysta powinien o tym wiedzieć od samego początku lektury. Po zapoznaniu się bowiem z „Historią Barcelony” przedstawioną na 9 stronach z ilustracjami, otrzymuje informacje ( + zdjęcia ) o najciekawszych obiektach i miejscach kolejno.


    Na Starym Mieście - z uwzględnieniem odrębnie jego czterech części: Barri Gòtic, Casc Antic i La Ribera, La Rambla oraz El Raval. Poprzedzone krótkimi, 1 - stronicowymi prezentacjami każdej z nich. A następnie innych dzielnic centrum miasta: Wybrzeże, Eixample i Gràcia oraz Montjuïc i Sants. Dopiero w rozdziale „Ciekawe zakątki w innych częściach miasta” omówiono je w porządku alfabetycznym nazw. Trochę to skomplikowane, ale ma sens i rzeczywiście ułatwia poznawanie Barcelony.


    Dodam, że w tekst przewodnika włamano obszerniejsze, 2 - stronicowe informacje monotematyczne, znane już z przewodnika wakacyjnego po Katalonii: „Pablo Picasso i Barcelona”, „Szlakiem barcelońskich targów”, „Katalońska secesja”, „Tajemnice niedokończonej świątyni Sagrada Familia” oraz „Twórczość Joana Miró”. A także, w ramkach na żółtym tle, krótkie pytania i ciekawostki dla dzieci.


    W „Informacjach praktycznych” autorka poleca noclegi i gastronomię w konkretnych obiektach w poszczególnych dzielnicach miasta oraz informuje o dojazdach do niego, kulturze i rozrywkach - w tym Barcelonę dla dzieci, zakupach itp. Na końcu przewodnika jest mini słowniczek polsko - hiszpańsko - kataloński.

  3. USA część zachodnia. Zielony Przewodnik Michelin. Wydanie 1

    To prawda, że Kongres USA długo nie chciał uznać stanu Utah, ponieważ politycy nie potrafili zaakceptować stylu życia mormonów, a wielożeństwa w szczególności. Dopiero formalna rezygnacja z poligamii sprawiła, że wszedł do Unii. Ale pracowici jak pszczoły mormoni zdobywali już od połowy XIX wieku powszechne uznanie, gromadzili majątki, aż w 1869 roku, kiedy do Salt Lake City przeprowadzono linię kolejową, skończyła się izolacja tej społeczności. Dziś SLC uosabia religijną specyfikę zmiksowaną z najbardziej wyrafinowaną współczesnością. Tu mieści się wiele firm związanych z nowymi technologiami, informatyką i biotechnologią.


    Najciekawszym miejscem Salt Lake City, miasta nad Słonym Jeziorem, jest naturalnie Tempie Square, gdzie znajduje się słynna mormońska świątynia o sześciu iglicach, tabernakulum ze srebrną kopułą oraz sławna aula, którą opisywał już z przejęciem Melchior Wańkowicz. Miasto jest wyraźnie nacechowane tradycją wyznawców Brighama Younga, głównego teologa mormonów, ale jest tu sporo zabytków (XIX--wiecznych!) świeckich, muzeów, uniwersytetów oraz parków. Jeszcze bardziej frapująca jest okolica.


    Park Stanowy Wielkiego Jeziora Słonego jest jedną z miejscowych atrakcji. Jest tu plaża i przystań, a warto wiedzieć, że tylko Morze Martwe ma wyższe stężenie soli. Można tu wypocząć, obserwować ptaki, których jest blisko 300 gatunków, i nacieszyć oczy bezkresną przestrzenią. Dreszczyk emocji wzbudzają stare, opuszczone kopalnie srebra w górach Wasatch, zaś kraina Green River, jakby odizolowana od czasów współczesnych, wabi raftingami dziewiczymi nurtami rzeki oraz wyprawą w przeszłość: tu mieszczą się ogromne złoża kości dinozaurów. Stanowe Muzeum Historii Naturalnej przedstawia prehistoryczne ekosystemy i 18 figur wymarłych gadów naturalnych rozmiarów. Ale turysta znajdzie tu też bliższe czasowo artefakty, związane z kulturą plemion indiańskich, niegdyś zamieszkujących dzisiejszy stan Utah. O wszystkim tym i wielu innych ciekawych sprawach donosi najnowszy zielony przewodnik Michelina.

  4. Włochy południowe. Śródziemnomorskie dolce vita. Wydanie 1

    Odkąd w 1867 roku szacowne wydawnictwo rodziny Baedekerów opublikowało pierwszy anglojęzyczny przewodnik po południowej Italii, region ten opisywano już setki razy w przewodnikach wydawanych w dziesiątkach języków. Czy można dziś napisać o nim cokolwiek po polsku, co nie byłoby tylko kalką wcześniejszych opracowań? Otóż można. Autorki "Włoch południowych" dokonały tego z prawdziwie kobiecą wrażliwością.


    W ich opisie wyczuwa się barwy, zapachy i smaki tego kraju: czerwień szafranu rosnącego na stokach abruzyjskiego Gran Sasso, aromat migdałów ze wzgórz Noto, cynamonowy smak czekolady z sycylijskiej Modiki. Panie piszą o tym, co je naprawdę zachwyca. Obraz południowoapenińskiej krainy, który wyłania się z kart ich przewodnika, jest przez to nieco subiektywny, ale za to z pewnością ciekawy. A co do subiektywizmu, to inaczej być nie mogło: nie da się na 400 stronach małego formatu wyczerpująco opisać najbogatszego turystycznie regionu świata.


    Z tego skarbca ubyła nam niedawno jedna perełka: w kwietniu tego roku trzęsienie ziemi zrujnowało zabytki średniowiecznej Aquili. W przewodniku opisano je jeszcze w nienaruszonym stanie, natomiast we wstępie znalazła się wyczerpująca informacja o stanie zniszczeń poszczególnych obiektów.


    Autorki książki poruszały się nie tylko po utartych szlakach turystycznych, lecz dotarły do miejsc, które nie utraciły jeszcze do końca klimatu dzikości: na Kalabrię i do wnętrza Sardynii. Odnotowały obecność tam fascynujących "mikrokosmosów": w małych kalabryjskich miasteczkach mówi się jeszcze po grecku i albańsku, zaś mieszkańcy Sardynii posługują się własnym, odrębnym od włoskiego językiem. W głębi Sycylii kobiety siedzą w domach, zaś mężczyźni zajmują się passeggiatą, czyli spacerami po uliczkach połączonymi z oplotkowywaniem przybyszów. Zwłaszcza jeśli są płci odmiennej. Męskie zachwyty nad urodą pań z północy głośno i bez skrępowania wyrażane w dialekcie sycylijskim, cytuje - niewątpliwie z autopsji - jedna z autorek przewodnika. Patrząc na ich fotografie, skądinąd trudno się dziwić Sycylijczykom.


    Książka ma swoje minusy. Czuje się, że panie nie miały okazji zaprzyjaźnić się z historią, dyscypliną wielce przydatną przy opisie włoskich ciekawostek. Gdyby było inaczej, zapewne zorientowałyby się, że mniejszość "Valdesi" (s. 267) to po prostu waldensi, o których uczyliśmy się w szkole na lekcji poświęconej średniowiecznym herezjom. Podstawowe informacje o kulturze i obyczajach, zgodnie z konwencją serii, w której wydano przewodnik, dotyczą całych Włoch, jednak znalazły się tu także przydatne informacje o odrębności mieszkańców Południa. Ich rodacy z okolic Mediolanu czy Wenecji zwykli określać ich mało wdzięcznym słowem "terrone". W wolnym tłumaczeniu znaczy to mniej więcej to samo, co nasz "czereśniak". Ale we włoskiej wersji brzmi chyba mniej agresywnie. Ludzie z Południa zdążyli się już do niego przyzwyczaić.

  1. 1
  2.  ...