Recenzje

Wyniki wyszukiwania frazy "157" [3]

  1. 1
  2.  ... 
  1. bapar1

    Paryż. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1

    W nowej serii przewodników turystycznych Wydawnictwa Bezdroża nazwanych celownikami ukazał się „Paryż” napisany przez dwie polskie autorki.


    Przypomnę, że przewodniki te stanowią połączenie atlasów i spisów znajdujących się na planach miast ulic oraz leksykonów zabytków, obiektów i miejsc uznanych przez autorów za największe tamtejsze atrakcje turystyczne.


    A między nimi prezentowana jest krótka historia miasta, kraju bądź jego regionu, któremu poświęcony został przewodnik.


    Te największe atrakcje, ponumerowane i umieszczone w porządku alfabetycznym, omawiane są w układzie: na lewej z dwu rozłożonych stron ich opisy, a na prawej fotografie większości z nich, lub ich detali.


    Zawierają też indeksy innych obiektów już bez ich omawiania - chociaż niektóre są wymieniane w opisach głównych atrakcji - a tylko z lokalizacją na planie miasta i symbolami informującymi czym jest dany obiekt. Ponadto - na końcu przewodnika - są zwięzłe informacje praktyczne o noclegach, wyżywieniu, zakupach - z cenami podstawowych produktów spożywczych, komunikacji, rozrywek oraz mini słowniczek.


    Przewodniki te mają grzbiety spięte spiralą, co ułatwia korzystanie z nich. Są kierowane przede wszystkim do osób zamierzających zwiedzać dane miasto, kraj bądź jego region samodzielnie, na podstawie własnego planu i zainteresowań. Tak jest oczywiście również i w przypadku przewodnika - celownika po Paryżu.


    Autorki omawiają w nim 102 atrakcje turystyczne, w tym chyba wszystkie rzeczywiście najwyższej rangi. A także sporo takich, które w systemie 3 gwiazdkowym można by oznaczyć dwiema, czy tylko jedną gwiazdką. Alfabetyczny indeks tych atrakcji sporządzony został według ich nazw francuskich.


    Podobnie zresztą, tylko z 3 wyjątkami: dom Fryderyka Chopina i dwa pomniki - ale brak wśród nich Adama Mickiewicza oraz Polaków walczących w obronie i za wyzwolenie Francji - indeks pozostałych, blisko 500 obiektów. W którym, dodam, znalazły się m.in. nazwy wszystkich stacji metra i dworców kolejowych.


    Zastosowanie nazw francuskich jest logiczne, ale dla wielu polskich czytelników może stanowić problem. O ile powinni na ogół rozumieć takie jak Basilique, Palais, Place, Musée czy Théâtre, to już w innych przypadkach mogą mieć trudności. A nawet szukać np. noclegu w gmachu mającym w pierwszym członie nazwy słowo Hôtel nie wiedząc, że to Ratusz ( Hôtel de Ville ) lub pałac ( Hôtel de Matignon, Hôtel de Sully ).


    Czy myląc dwa znaczenia słowa Tour: wieża ( np. Tour Eiffel, Tour Montparnasse ) i wyścig ( kolarski Tour de France ). Lub nie wiedząc, że Cimetière to nie cementownia lecz cmentarz, a Les Invalides ( a gdyby autorki użyły jego poprawnej, pełnej nazwy Hôtel des Invalides ) oznacza nie inwalidów, lecz zabytkową budowlę, w której znajduje się grób Napoleona Bonaparte, Muzeum Wojskowości i parę innych placówek.


    Czytelnik na pewno też nie znajdzie w tym indeksie zamku Vincennes nie wiedząc, że skrywa się on pod nazwą Bois de Vincennes - Lasek, chociaż w odróżnieniu od Bois de Boulogne - Lasku Bulońskiego, to właśnie zamek, a nie lasek jest w tym pierwszym przypadku ważniejszy. Warto więc chyba w kolejnym wydaniu zamieścić w nawiasach polskie nazwy tych atrakcji, albo wyjaśnić co jest czym.


    No i nie ograniczać głównych paryskich atrakcji tylko do znajdujących się w ścisłych granicach administracyjnych stolicy, pomijając tak ważne jak Zamek Vincennes - wspomniany w przewodniku tylko przy okazji Lasku Vincenne, francuski Wawel - królewską nekropolię w bazylice w Saint-Denis, czy - wymieniam tylko najważniejsze - całkowicie pominięte wspaniałe Muzeum Porcelany w Sèvres tylko dlatego, że historycznie położone są one w całkowicie już zrośniętych z Paryżem odrębnych jednostkach administracyjnych, a dojeżdża się do nich metrem.


    A tak na marginesie. Pierwsza stacja pierwszej paryskiej linii metra wybudowanej w końcu XIX wieku znajduje się właśnie koło Zamku Vincennes. I prowadzi na lekko północny zachód przez ( ściślej oczywiście pod ) m.in. placami: Nation i Bastille, Ratusz, Luwr, plac Concorde, Pola Elizejskie i Łuk Tryumfalny - aż do Sekwany w miejscu, w którym płynie ona na południe.


    Dopiero chyba, o ile dobrze pamiętam, w latach 90-tych XX wieku linia ta przedłużona została na zachodni brzeg rzeki, do wybudowanej za nią od końca lat 60-tych nowej i nowoczesnej dzielnicy wieżowców i biznesu La Défense, też stanowiącej odrębną jednostkę administracyjną.


    Bo Paryż w jego ściśle administracyjnych granicach wcale nie jest tak rozległym miastem, jak się powszechnie sądzi. Po osi zachód - wschód, z położonego już poza tymi granicami La Défense do znajdującego się tuż za jego wschodnią rubieżą Vincennes, przechodzę go normalnym krokiem w ciągu około 3 godzin.


    Wrócę jednak do treści przewodnika. Zawarta na 10 stronach - w tym połowę miejsca zajmują zdjęcia - krótka historia Paryża uwzględnia jej najważniejsze momenty od czasów antycznych. Prezentacja głównych atrakcji miasta, przeważnie po 2 - 3 na stronie, chociaż są również informacje dłuższe, nawet 2 stronicowe, ale dotyczy to najważniejszych obiektów jak np. katedry Notre - Dame, wzbogacona jest, jak już wspomniałem, zdjęciami.


    Opisy są zwięzłe, encyklopedyczne, zawierają podstawowe fakty i trochę ciekawostek. W tekst przewodnika włamano również trochę informacji niewielkich, na kolorowym tle w ramkach, np. „Rzeź hugenotów” ( Noc Świętego Bartłomieja, 1572 ) czy „Plan zniszczenia Paryża” ( przez Niemców w 1944 ). A także obszerniejszych, po 1 - 4 strony.


    M.in. „Kościół we Francji”, „Parki i ogrody Paryża”, „Emigracyjne polonica”, „Dworce i metro” i „Paryż „wodny”. Na końcu zaś „Okolice Paryża”, w której autorki proponują zwiedzenie wspomnianej już Bazyliki Saint-Denis, Wersalu, zamków: de Chantilly i de Fontainebleau, narodowego stadionu Stade de France w Saint-Denis oraz odległej o 90 km od stolicy wspaniałej katedry w Chartres i o 30 km Disneylandu.


    Pominięto, jak już wspomniałem, Sèvres, do którego dojeżdża się metrem ( stacja Pont de Sèvres, dalej kawałek pieszo ) - a w tamtejszym Muzeum Porcelany są wspaniałe zbiory nie tylko z tej sławnej królewskiej manufaktury, ale również z innych oraz starej chińskiej i japońskiej. Nie rozumiem jak można było je pominąć. Ale dotyczy to również niektórych innych obiektów.


    Przede wszystkim pomnika Adama Mickiewicza. Znajdujący się w jego pobliżu, wspomniany już, ku czci Polaków walczących za Francję, można znaleźć tylko przypadkiem czytając o Ogrodzie Trocadéro ( Jardin du Trocadèro ). Natomiast wskazówki jak trafić ( i w ogóle, że taki pomnik istnieje ) do Mickiewicza, nie udało mi się w tym przewodniku znaleźć. Całe szczęście, że byłem już pod nim wielokrotnie...


    W przypadku poloników nie ma także informacji, że np. na cmentarzu Pèr-Lachaise, w kwaterze komunardów, pochowany został również, obok innych jej polskich uczestników, wódz naczelny Komuny Paryskiej gen. Jarosław Dąbrowski. Mimo iż autorki za największe turystyczne atrakcje Paryża uważają przede wszystkim zabytki, świątynie, pałace, muzea oraz inne podobne obiekty, to uwzględniają również place, parki i ogrody, historyczne cmentarze itp.


    Warto więc było, moim zdaniem, uwzględnić także najciekawsze, przyciągające tłumy turystów dzielnice - lub ich szczególnie atrakcyjne fragmenty - francuskiej stolicy. Przynajmniej Montparnasse, Montmartre i Marais. Natomiast w przewodniku brak chociażby informacji, że właśnie w nich znajdują się konkretne, prezentowane paryskie atrakcje. Np. zabytkowy kościół św. św. Gerwazego i Protazego, czy Plac Wogezów w dzielnicy Marais.


    Nawet jednak w przypadku opisywanych atrakcji zdarzają się informacje daleko niepełne, mimo iż dotyczą one kwestii ważnych. W krótkim opisie np. La Défense jest co prawda wzmianka o tamtejszym Wielkim Łuku ( Grande Arche ), ale bez informacji, że na jej najwyższy poziom można wjechać windą i podziwiać stamtąd fantastyczny widok Paryża. Czy, że znajduje się w niej galeria sztuki współczesnej.


    Nie mówiąc już od tak istotnej informacji, że trzy sławne paryskie arki - łuki, od najmniejszego Arc de Triopmphe du Carrousel koło Luwru, poprzez Łuk Tryumfalny na Placu de Gaulle’a, po Grande Arche w La Défense, wzniesiono na jednej linii prostej.


    Poważnym przeoczeniem również jest, moim zdaniem, brak w tym przewodniku planu metra. Można go co prawda otrzymać bezpłatnie na każdej jego stacji, dworcu i punktach informacji turystycznej, ale trzeba najpierw przyjechać do Paryża. A indywidualne programy zwiedzania przygotowuje się z reguły na długo przed wyjazdem. Metro zaś, ze względu na jego kilkanaście linii z odgałęzieniami oraz gęstą sieć, jest tam podstawowym środkiem publicznej komunikacji miejskiej.


    Autobusy, nie mówiąc już o tramwajach jeżdżących na obrzeżach miasta, stanowią tylko uzupełnienie metra. W przewodniku tym znajduje się sporo ważnych dla turysty informacji. Np. o tym, które muzea są bezpłatne, a do których gratis wchodzi się w określone dni. Czy o wczesnym ( około godz. 21.30, ale niektóre linie już po 20.00, a chyba tylko linia Montmartrobus kursuje do nocy ) kończeniu kursowania przez autobusy dzienne. A nocne ruszają dopiero o godz. 0.30 - do 5.30 rano.


    Przydałaby się też, może nawet wyodrębniona w ramce, informacja bardzo istotna: że popularne, o dobrym standardzie, z umywalkami, paryskie 1-2 osobowe szalety otwierające się po wrzuceniu monety, przerywają pracę o godz. 22.00 - do rana. A wówczas pozostają tylko toalety w kawiarniach i restauracjach lub … krzaki nad Sekwaną ewentualnie inne ustronne miejsca. Których oczywiście, zarówno ze względów sanitarnych, jak i grożących za to konsekwencji administracyjnych, należy unikać.


    Znalazłem również w przewodniku nieścisłości. RER - kolej regionalna, w Paryżu z własnymi podziemnymi tunelami pełniąca rolę szybkiego metra, honoruje rzeczywiście jednolite bilety komunikacji miejskiej. Ale w przypadku najpopularniejszych, także okresowych jak Carte Orange czy Paris Visite, na strefy 1-2, tj. w ramach administracyjnych miasta, nie można na podstawie takiego biletu ( inaczej niż metrem ) dojechać np. do La Défense, gdyż tam stacja RER znajduje się już w następnej strefie cenowej.


    Przewodnik ten, chociaż i w obecnej postaci może być bardzo pomocny przy planowaniu wycieczki do Paryża i samodzielnego zwiedzania miasta, może więc, moim zdaniem, znacznie zyskać po uwzględnieniu w następnym wydaniu powyższych uwag i dodaniu do niego dodatkowych informacji.

  2. Czechy. Gospoda pełna humoru. Wydanie 3

    Gdy słyszę lub czytam „Czechy”, zazwyczaj myślę: kraj tak nam bliski, a zarazem tak mało znany. Bo poza Pragą - jednym z najpiękniejszych oraz najbardziej niezwykłych miast nie tylko Europy oraz Sudetów i innych przygranicznych terenów górskich w zimie, ciągle niedoceniany przez moich rodaków.


    Z których większość chyba nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele pięknych miast i miasteczek, zamków, pałaców oraz innych obiektów i miejsc wysokiej klasy, znajduje się nierzadko tuż za południową graniczną miedzą.


    Przybliżają je m.in. przewodniki turystyczne, ale trzeba chcieć po nie sięgnąć, aby przekonać się, jak wiele atrakcji turystycznych - i to po rozsądnych cenach, biorąc pod uwagę wszystkie wydatki: na podróż, noclegi, wyżywienie - z piwem lub winem, bilety wstępu itp. - mają do zaoferowania gościom nasi pobratymcy.


    Z którymi, co dla wielu ludzi jest bardzo ważne, można porozumieć się bez korzystania z języków obcych. Ukazało się właśnie, trzecie już wydanie przewodnika „Czechy. Gospoda pełna humoru” w podstawowej, znakomitej serii krakowskiego wydawnictwa Bezdroża.


    Przewodnika dobrego, jednego z najlepszych w języku polskim. Chociaż może on stać się jeszcze lepszy, pełniejszy i dokładniejszy, o czym niżej. Poza kompetentnie i rzetelnie napisanym tekstem z mnóstwem informacji, zawiera on również mapki, plany miast, rysunki oraz 34 kolorowe zdjęcia, ułatwiające zwiedzanie i rozpoznawanie obiektów.


    Jego czeska, mieszkająca od niedawna w Polsce autorka, sugeruje co w jej ojczyźnie poznawać przede wszystkim - z propozycjami konkretnych tras - także międzynarodowych rowerowych Greenways. Zapewnia czytelnikom tysiące przydatnych i potrzebnych informacji na temat przygotowania i odbycia podróży. Z wyborem optymalnych dla kieszeni rozwiązań.


    Np. kupowania kolejowych biletów powrotnych z Warszawy czy innych miast do Pragi, gdyż wypada to o 40% taniej, niż gdy nabywać je osobno w każdą stronę. Czy o zniżkach stosowanych przez koleje czeskie, jeżeli razem podróżują dwie lub więcej osób. Wiele można dowiedzieć się z tego przewodnika również o innych kwestiach ważnych dla turysty: przepisach celnych, pomocy konsularnej, w razie choroby czy nieszczęśliwych wypadków.


    O poruszania się na miejscu - np. o różnych rodzajach i cenach biletów komunikacji miejskiej w Pradze, noclegach różnych kategorii, wyżywieniu, winie, piwie itp., zawartych m. in. w Informatorze A-Z. Jak również o klimacie, florze i faunie, przeszłości i współczesności kraju, jego gospodarce, ludności, kulturze i sztuce, ochronie dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego itp.


    Mocną stroną przewodnika, rozszerzającą i wzbogacającą wiedzę turysty o kraju który zamierza poznawać, jest przystępnie, ciekawie, chociaż krótko i z nieznacznymi pominięciami, przedstawiona historia Czech. A także ich ludność, kultura i sztuka - z ich dziejami w poszczególnych dziedzinach.


    W przypadku omawiania ludności autorka wspomniała np. o mało znanej kwestii mniejszości chorwackiej ( od XVI - XVII w. ) w południowych Morawach, potraktowanej po II wojnie światowej w całości jak zwolennicy faszystowskich ustaszy Ante Pavelića i podporządkowanej III Rzeszy Nezavisle Državy Hrvatske, jak również o nastrojach ( i działaniach ) antyromskich jej rodaków.


    W przypadku literatury zwraca uwagę przede wszystkim na pisarzy XX wieku, m.in. Jaroslava Haška, Karela Čapka, Ladislava Fuksa, Bohumila Hrabala, Milana Kunderę, Jaroslava Seiferta - jedynego czeskiego literackiego noblisty i paru innych. Podobnie teatru - od Josefa Kajetana Tyla, po współczesność czy muzyki - od klasycznej po jazz, rock i tzw. alternatywną.


    Jest też spora dawka informacji o tradycjach i różnych dziedzinach stuki ludowej. A także, w ujęciu nawet trochę autoironicznym, co Czesi sądzą sami o sobie i kim jest statystyczny obywatel tego kraju. Z takimi ciekawostkami, jak ta, że kobieta wychodzi za mąż średnio w wieku 24 lat, zaś mężczyzna żeni mając ich 26, a ich pierwsze dziecko rodzi się… 6 miesięcy po ślubie.


    Podstawowa część przewodnika: Zwiedzanie kraju, podzielona jest na części prezentujące stolicę - Pragę oraz 9 regionów Czech i Moraw ze Śląskiem. W przypadku Pragi z sugestiami co w niej koniecznie trzeba zobaczyć, dziejami, spacerem po pięciu historycznych miastach z których powstała, opisem zabytków i ciekawych miejsc z mnóstwem informacji na ich temat - łącznie z godzinami otwarcia i cenami wstępu do poszczególnych obiektów.


    No i z informacjami praktycznymi na temat transportu, galerii i muzeów, zakwaterowania, wyżywienia, ciekawych pamiątek oraz propozycjami wycieczek w okolice stolicy. Z uznaniem trzeba odnotować, że autorka nie ograniczyła się do propozycji poznawania najważniejszych i najbardziej znanych dzielnic, miejsc i obiektów, ale wskazała również bardzo ciekawe poza nimi.


    Zwłaszcza na, pomijanym nawet w przewodnikach tylko po Pradze, robotniczym Žižkove, który jeszcze w XIX w. był odrębnym miastem. A obecnie staje się - ze względu niezliczone gospody, knajpki, ciekawe budowle i zakątki oraz inne atrakcje turystyczne - konkurencyjny nawet wobec Starego Miasta czy Malej Strány. Szkoda tylko, że opisując tę dzielnicę, autorka nie wspomniała także o paru, znajdujących się w niej, pięknych neorenesansowych kamienicach.


    W poszczególnych rejonach kraju, po ich krótkiej prezentacji i charakterystyce, znajdują się, w porządku alfabetycznym, miejscowości warte, zdaniem autorki, poznania. Z liczbami ich mieszkańców, informacjami co warto tam zwiedzić, gdzie przenocować i zjeść, zobaczyć w okolicach itp. O wielu, niestety, chyba nazbyt krótkimi, nie mówiąc o pominięciu niektórych wartych, moim zdaniem uwagi, w ogóle.


    Ale i tak zobaczenie już nie wszystkiego, lecz chociażby większości najciekawszych miejsc i obiektów w Republice Czeskiej opisanych w tym przewodniku, wymaga co najmniej kilku - kilkunastu do niej wyjazdów. Treść przewodnika wzbogacają dodatkowe informacje w ramkach włamanych w tekst.


    Zarówno krótkie, na białym tle, w rodzaju: „Centra informacji turystycznej w północnych Czechach”, „Zabytki UNESCO w Republice Czeskiej” czy „Najważniejsze numery telefonów”, jak i obszerniejsze, monotematyczne, nierzadko ciekawostkowe, a z reguły interesujące, na szarym tle.


    Np. „Grób w Jaromierzu” ( Historia zabójstwa ks. Dymitra Sanguszki, który porwał i zmusił do ożenku Halszkę z Ostroga, przez Marcina Zborowskiego na mocy uniwersału króla polskiego Zygmunta II Augusta ); „Mord w XVII-wiecznym Litomyśu na zlecenie rabina krakowskiego”; „Žižkovský masopust” ( karnawał ); „Galeria Narodowa w Pradze”; „Biała Góra i jej miejsce w Czechach” i wiele, wiele innych. Szkoda tylko, że w ich Spisie nie rozdzielono rodzajów tych ramek.


    Krótki mini słowniczek polsko - czeski oraz rozmówki ułatwiają poruszanie się po kraju i kontakty z jego mieszkańcami, a Indeks wybranych nazw geograficznych wyszukiwanie tego, co w danym momencie jest potrzebne. Czytelnik - turysta otrzymuje więc to, co jest mu potrzebne i to w dobrym, rzetelnym wykonaniu.


    Wspomniałem na wstępie, że jest to przewodnik dobry, ale może - oczywiście w następnych wydaniach - stać się jeszcze lepszy. Zawiera on bowiem także nieścisłości, a nawet błędy, nadmierne skróty, pomija istotne miejscowości, obiekty oraz miejsca warte, moim zdaniem, zobaczenia. Sugeruje również dokonywanie wyborów tras i obiektów oraz wyraża opinie, z którymi nie mogę się zgodzić.


    Trochę niezręcznie czuję się, jako cudzoziemiec, że zamierzam poprawiać i pouczać autorkę na temat tego, co w jej ojczyźnie jest jeszcze również ciekawego, a zostało prze nią pominięte, lub jakie popełniła błędy i nieścisłości. Usprawiedliwia mnie jednak chyba to, że znam - i bardzo lubię - ten kraj, jego historię, kulturę, zabytki oraz nie najgorzej język, i to od baaardzo dawna. A ponadto znane polskie powiedzenie „… swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie” niekoniecznie odnosić się musi tylko do Polaków.


    Zacznę od początku, czyli wewnętrznej strony przedniej okładki. Znajduje się na niej mapa z zaznaczonymi regionami opisanymi w przewodniku oraz lista 44 miast i miejscowości z oznaczeniem „zobacz koniecznie”. Z ogromną większością tych propozycji - zgoda. Ale nie ma jej, gdy do „naj, naj, naj” w Republice Czeskiej zalicza się Czeski Cieszyn.


    Gdy w Brnie jako najważniejszą atrakcję wymienia tylko Willę Tugendhata, pomijając twierdzę ( a nie zamek, jak dalej w tekście pisze o niej autorka ) Szpilberg, czy katedrę Piotra i Pawła. Křivoklátsko to, dla autorki, tylko rezerwat biosfery ( a co z tamtejszym pięknym zamkiem ? ), podobnie Mikulov, który warto zobaczyć ze względu na kościół kalwaryjski, chociaż na pewno nie mniej na uwagę zasługuje zamek, rynek i parę innych zabytków i miejsc.


    Równocześnie w tym wykazie brak m.in. tak uroczego i pełnego zabytków miasta jak Uherske Hradište; Velehradu z tamtejszym Sanktuarium Cyryla i Metodego ( oraz mało znanym w Polsce obrazem Jana Matejki w ołtarzu i przyniesioną przez pielgrzymów z Wielkopolski w 1885 roku kościelną chorągwią, której jedną stronę stanowi fragment polskiego sztandaru bojowego spod Wiednia z 1683 r., na drugiej zaś wyhaftowano M.B. Częstochowską );


    Pisku z wieloma zabytkami, w tym najstarszym w Czechach mostem gotyckim; maleńkiego, ale zabytkowego Šternberku; Stražnic, czy sławnego Morawskiego Krasu z jego jaskiniami i przepaścią Macocha. A to tylko przykłady. Odnoszę zresztą wrażenie, że Morawy - bo ich głównie dotyczą te pominięcia - autorka potraktowała trochę po macoszemu.


    Są one co prawda mniejsze niż Czechy, mają mniej zabytków, ich stolicy - Brnu, daleko jest pod względem atrakcyjności turystycznej do Pragi. Ale różnice w ilości miejsca poświęconego im w przewodniku są zbyt duże. Czechom - rozumianym jako części Republiki Czeskiej - 236 stron, natomiast Morawom i Śląsku mającym sporo odrębności nie tylko w rodowodzie - tylko 93 strony.


    Poza już wspomnianymi, pominięte zostały zupełnie także uzdrowiska Hodonin i Ostrožska Nova Ves, a także ciekawy turystyczny szlak wodny dla białej floty i kajakarzy: Kanał Bat’y łączący Zlin ( nawet w poświęconej temu miastu jednej szpalcie nie ma chociażby wzmianki o tym kanale ) m.in. z miastami Uherské Hradište, Stražnice i Hodinin. Znane z jednego, ale pięknego, zabytku Křtiny zostały co prawda wymienione w okolicach Brna, ale jedynie jako miejscowość do której można dojechać w drodze do jaskiń Morawskiego Krasu.


    Te pominięcia, bądź niezręczności w formułowaniu propozycji, dotyczą także sugerowanych przez autorkę tras zwiedzania: Zaproszenie do Czech. Chyba bezwiednie traktuje ona tę nazwę jako synonim Republiki Czeskiej. Ale Morawianie patrzą na to inaczej. Zwłaszcza, gdy dwie z proponowanych 4 tras zaczynają się na Morawach i prowadzą przez kilka ich miejscowości do Czech i dalej przez ziemie czeskie. Lepsza i poprawniejsza więc byłaby nazwa rozdziału „Zaproszenie do Republiki Czeskiej”.


    Na proponowanych trasach znajduje się wiele najważniejszych miejscowości i miejsc. Ale omijają one nawet znajdujące się na Liście UNESCO, np. Valtice - Lednice czy Zelená Hora, pominięta także w indeksie oraz, podobnie jak Holašovice, na mapie. Tymczasem są, że wymienię z zachodnio - północnych Czech, takie miasta jak Pilzno, lub uzdrowiska Karlowe Wary czy Mariańskie Łaźnie oraz inne miejscowości i miejsca, chyba bardziej godne uwagi, niż zaproponowane np. na trasie nr 3 - wzdłuż Sázavy. A przynajmniej również zasługujące na uwzględnienie, co nie oznacza że można pominąć trasę nadsazawską.


    Parę pominięć i nieuzasadnionych nieścisłości dotyczy również, ciekawie przedstawionej, krótkiej historii Czech. Np. decyzja o przyznaniu w 1920 roku Czechosłowacji zachodniej części Śląska Cieszyńskiego nie była, jak napisała autorka, wynikiem międzynarodowego arbitrażu, lecz dyktatu Rady Ambasadorów wobec Polski zajętej w tym czasie i osłabionej wojną z bolszewikami.


    Przy czym podjętego wbrew wcześniejszym, z końca 1918 roku, ustaleniom polsko - czechosłowackim odnośnie tego obszaru, uwzględniającym sytuację narodowościową na nim. Naruszonym w 1919 roku przez wojska czechosłowackie. To przecież owocem tamtych działań i decyzji stało się zajęcie przez Polskę Zaolzia, w wyjątkowo fatalnym momencie, po Dyktacie Monachijskim Hitlera!


    Nieścisłości dotyczą także faktycznej likwidacji Czechosłowacji w 1939 roku. Jako państwo przestała ona istnieć 15 marca 1939 r. po utworzeniu i oderwaniu się od niej klero - faszystowskiego Państwa Słowackiego oraz przyłączeniu Rusi ( Ukrainy ) Zakarpackiej do Węgier. Ale zajęcie Sudetenlandu przez III Rzeszę, zaś Zaolzia oraz części Spiszu i Orawy miało miejsce już w październiku 1938 roku. Przy okazji zwrócę uwagę, że brak ( str. 74 ) „oraz” lub „i” w zdaniu „Utworzono faszystowskie Państwo Słowackie Protektorat Czech i Moraw” sugeruje, że był to jeden twór.


    Nie ma praktycznie ani słowa, poza stwierdzeniem, że miała miejsce, na temat okupacji hitlerowskiej. A, moim zdaniami, warto było wspomnieć chociażby o represjach ( wymordowanie i zesłanie do obozów koncentracyjnych mieszkańców oraz spalenie wsi Lidce i Ležaký ) po zamachu na kata Czech i Moraw Reinharda Heydricha oraz o Powstaniu Praskim w maju 1945 roku.


    I jeszcze kilka uwag na temat treści tekstów w ramkach. Nie bardzo rozumiem dlaczego św. Janowi Nepomucenowi poświęcono aż dwie - na str. 133 i 248. Lub jaki sens ma cytowanie, i to całej stronie, bredni i bzdur ( „Królestwo czeskie w oczach dawnych Polaków”, str. 72 ) ks. Benedykta Chmielowskiego z jego „Nowych Aten…”.


    W „Procesach czarownic” ( str. 371 ) warto dodać, że miały one miejsce nie tylko na terenie Jesenika, Szumperku i ich okolic, ale również w innych miejscowościach, np. Velkych Losinach, o czym przypomina w tamtejszym parku zdrojowym obelisk z nazwiskami spalonych w tym miejscu 38 niewinnych kobiet.


    Na zakończenie parę zauważonych błędów, chyba głównie korektorskich. W nazwie praskiego, modernistycznego kościoła przy pl. Jiřiho z Podĕbrad, pominięty został ( str. 149 ) jej ostatni człon: p.w. Najświętszego Serca Pana. W opisie klasztoru św. Agnieszki Czeskiej w Pradze dwukrotnie powtórzono ( str. 157 ) „zbiory sztuki dawnej”. Znakomite piwo budziejowickie, to oczywiście ( str. 20 ) Budvar, a nie Buduar. A warte odwiedzenia praskie muzeum to nie ( str. 21 ) „Mucha Muzeum”, lecz Muzeum Muchy, a lepiej Alfonsa Muchy.


    Te parę dostrzeżonych przez mnie błędów, nieścisłości, pominięć czy dyskusyjnych sformułowań, nie zmienia wysokiej oceny tego przewodnika, a jedynie potwierdza tezę, że może on być jeszcze lepszy. Ale i bez uwzględnienia, przynajmniej części, tych uwag, w kolejnych wydaniach, zasługuje on na polecenie nie tylko osobom planującym podróż do Republiki Czeskiej, ale również tym, które chcą się o niej dowiedzieć czegoś nowego, bądź szukają ciekawego kraju czy miejsc wartych zobaczenia.

  3. Indie. W poszukiwaniu sacrum. Wydanie 1

    Wydawnictwo "Bezdroża" opublikowało kolejną książkę poświęconą Indiom. Przy czym tych samych autorów, którzy napisali chyba najlepszy dotychczas w języku polskim przewodnik po Północnych Indiach ( oraz Goa i Nepalu ), zrecenzowany przeze mnie w Globtroter Info w lipcu br. Tym razem jest to album wydany w serii "Obrazy Świata".


    Zawiera on ( łącznie z okładkowym ) 189 zdjęć, w tym wiele znakomitych, w sumie 6 autorów. O swojej fascynacji Indiami i podróżach po tym subkontynencie - w tym ostatniej najdłuższej, 7 - miesięcznej, autorzy wspomnianego już przewodnika oraz albumu, Emilia i Rafał Kubikowie, napisali we wstępie:
    "...Był to czas magiczny: czas włóczęgi, pełnej wolności i smakowania świata, jednocześnie też czas "wgryzania się" w Indie i ich kosztowania. W trakcie tych kilku miesięcy przemierzyliśmy prawie cały subkontynent. Z ciekawością chłonęliśmy obrazy, zapachy i smaki odwiedzanych miejsc, z zapartym tchem oglądaliśmy ceremonie religijne i odwiedzaliśmy święte miejsca. Bo indyjska duchowość przyciągała nas w sposób szczególny i właściwie to poszukiwanie sacrum za każdym razem wyznaczało trasy naszych wędrówek.".
    Rozumiem ich doskonale, gdyż również jestem zafascynowany Indiami, chociaż zdołałem w nich poznać o wiele mniej miejsc, niż odwiedzili i sfotografowali młodzi autorzy. Przygotowując album, w którym ich zdjęcia dominują, nie ograniczyli się do doboru ilustracji. Napisali też, poza wstępem, ciekawą część Oto Indie prezentującą ten kraj, jego geografię, historię - z podkreśleniem najważniejszych w niej okresów od IV tysiąclecia p.n.e. po współczesność, kulturę - koncentrując się na świętych księgach i literackich objawieniach, pieśniach, tańcu i teatrze oraz społeczeństwo z jego językowym tyglem ( 1576 rdzennych języków i dialektów ! ), tradycjami i nowoczesnością.


    Natomiast zdjęcia podzielili w albumie na dwie części tematyczne. Ludzie i ich życie to: Mozaika ras i charakterów, Na co dzień i od święta, W mieście, Na wsi. Natomiast Święte Indie przedstawiają trzy główne: hinduizm, islam, buddyzm oraz pięć innych religii: dźinizm, sikhizm, chrześcijaństwo, bahaizm i zaratusztrianizm. Każdą z nich poprzedzając, niekiedy dosyć obszernym, wstępem informacyjnym. W przypadku hinduizmu są to np. Święte rzeki, Pielgrzymowanie, Święte miejsca, Święta i życie religijne, Święci mężowie, Sztuka religijna. W rozdziale Islam: Indie Wielkich Mogołów, Sufizm, Kaszmir, Architektura i sztuka.


    Dobór zdjęć - jak już wspomniałem wielu znakomitych - jest ciekawy, chociaż te same tematy można by przedstawić oczywiście setkami innych. Niektóre mnie nawet trochę rozczarowały. Np. jeden z cudów świata - Mauzoleum Tadż Mahal w Agrze przedstawia na jednym zdjęciu tylko jego główną część poprzez sylwetki fotografujących je turystów, drugie, przeciętne artystycznie i technicznie, fragment tego kompleksu architektonicznego od strony wyschniętego koryta rzeki Jamuny.


    Brakuje mi zdjęć tak ważnych w architekturze Indii, a zarazem niezwykle "fotogenicznych" obiektów, jak sławne twierdze - chociażby Czerwony Fort w New Delhi czy Fort Amber, lub pałace - np. Pałac Wiatrów w Dżajpurze. Zaskakuje brak fotografii jakiegokolwiek miejsca kultu zaratusztrianizmu, czy przepięknej świątyni bahaistycznej - słynnego, marmurowego "Kwiatu Lotosu" w New Delhi. Zwłaszcza, że jest kilka, raczej banalnych, katolickich. Sikhizm reprezentuje kilkakrotnie najsłynniejsza, Złota Świątynia w Amrisatrze, chociaż bardzo ciekawa jest również ich świątynia w New Delhi.


    Ale równocześnie jest w tym albumie wiele przepięknych zdjęć. Zwłaszcza portretowych, typów ludzkich, dzieci czy architektury i sztuki, że wymienię z tych ostatnich Mauzoleum Akbara w Sikandrze, ołtarz bogini Sitapatra w Sankar Gompa w Lehu, Toranę - bramę do stupy w Sanći, minaret Kutub Minar w Delhi czy wejście do mauzoleum Alego Hamadana w Śrinagarze.


    Te subiektywne uwagi krytyczne nie zmieniają faktu, że jest to w sumie piękny i wartościowy album, który mogę polecić do oglądania oraz czytania zarówno ludziom zafascynowanym Indiami, jak i tym, którzy jeszcze w nich nigdy nie byli. Bo na pewno zachęci ich do podróży oraz poznawania tego baśniowego, chociaż równocześnie pełnego niewyobrażalnych kontrastów i nędzy, regionu świata.

  1. 1
  2.  ...